Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 27 października 2013

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Rozdział 11



 Minęło dziesięć dni od pogrzebu Hektora. Andrea zamknęła się w swojej komnacie i opłakuję go każdego dnia, za to mnie dręczą wspomnienia minionych dni. Czuję się rozdarta, z jednej strony chcę go nienawidzić, a z drugiej strony gdybym miała tylko jakąś okazję rzuciłabym się mu w ramiona. Wybacz mi Hektorze, nie wiem co czynić. Każdego wieczora odbywają się ceremonie żałobne, a w ciągu dnia, wojska szykują się do ostatecznej bitwy. Idę właśnie udzielić swojej pomocy w przygotowaniach, jestem bezużyteczna, ponieważ bransolety założone na moje nadgarstki, wtopiły się w skórę i nie można ich zdjąć. Dlatego moje moce są mocno ograniczone. Schodzę po schodkach, kierując się w stronę schronu, zatrzymuję się na chwilę słysząc odgłos puszczonej strzały. Zerkam w tamtą stronę i widzę Parysa, z wściekłością  wystrzeliwującego kolejną strzałę. Grot trafia idealnie w środek tarczy wbijając się na około pięć centymetrów,  gdzie wyraźnie widać ślady pozostawione przez inne strzały. Chcę do niego podejść, ale ubiega mnie kto inny, cofam się niezauważona.
 - Wybacz mi Parysie, to moja wina, gdybym nie zapragnęła miłości… ciebie, nic by się nie stało. Twój brat by teraz żył, a ty nie byłbyś narażony na niebezpieczeństwo. – mówi wtulając się w jego tors.
 - To nie twoja wina, lecz moja i to ja ponoszę za to wszystko odpowiedzialność. – Parys przytulił mocniej dziewczynę i głaszczę ją po włosach. – Oni umarli byśmy mogli być razem.
Wpatruję się w nich chwilę i wychodzę z ukrycia.
 - Naprawdę tak uważasz? – pytam się brata lodowatym tonem. – Oni zginęli by chronić swój dom, który oboje naraziliście. Pomyślałeś choć chwilę o Andrei? O twym ojcu? O tysiącach ludzi, którzy zginęli? Nie. Myślałeś jedynie o sobie.
 - Heleno idź do swojej komnaty, zaraz do ciebie przyjdę. – dziewczyna spojrzała na niego i pobiegła z łzami w oczach. - Thanatos… - wyszeptał z bólem na mnie patrząc.
 - Parysie, zdajesz sobie sprawę z tego co się stało.
 - Tak. – wyszeptał spuszczając wzrok.
 -  Więc weź odpowiedzialność za swój czyn i pomóż wszystko przygotować. – rozkazałam. Spojrzał na mnie i przytaknął, po czym po chwili ciszy.
 - Wszyscy go kochali, przywiązywali do niego swoje nadzieję i przyszłość, a ja im go zabrałem, mimo, że tyle razy mnie ratował i wspierał. Ty tego nie rozumiesz siostro, ponieważ nie jesteś taka jak my.
 - Zgadza się nie rozumiem tego, mimo, że jestem starsza od ciebie i podejrzewam, że nie prędko to zrozumiem,  ale wiem, że twego brata nie ceniono bez powodu. – po tych słowach odeszłam zostawiając go samego.  Schodząc do schronu, usłyszałam znajomy głos, odwróciłam się by zobaczyć niska blondynkę o złotych oczach. Siedziała na murku niedaleko wejścia.
 - To było... raniące.
 - Tak myślisz? Według mnie prawda jest zawsze raniąca.
 - Ale czasem, lepiej zachować ja dla siebie.
 - Nie. Powinien to usłyszeć jest tego świadomy, ale moja słowa, albo go zniszczą, albo go wzmocnią. To będzie jego decyzja i tylko jego, jak wybierze. – powiedziałam opierając się o ścianę.
 - A co zrobisz jeśli nie da rady?
 - To będzie oznaczać koniec Troi.
 - …Roza miała wizję… Widziała… - urwała niepewna. - Twoją śmierć… - spojrzałam na nią i się uśmiechnęłam.
 - O mnie nie musisz się martwić ja nie mogę umrzeć, jestem skazana na wieczny żywot.
 - Widziała też Troję całą w płomieniach. Martwe ciała ludzi zwisające za okien domów, krew płynącą ulicami usłaną zmarłymi Trojanami… Apokalipso, musisz nam pomóc by zmienić to przeznaczenie, inaczej wszyscy zginą.  – spoglądam na bransolety.
 - Przez nie, nie jestem wstanie nic zrobić.- szepcze.
 - Ależ możesz, musisz przekonać króla byśmy zaatakowali wcześniej.
 - Nie lepiej uciec, opuścić miasto?
 - Oni nie spoczną dopóki pozostaniemy przy życiu.
 - Więc dlaczego same nie przekonacie króla by coś zrobił. – dziewczyna zamarła na chwilę.
 - Nie chcę nikogo widzieć, modli się w świątyni cały czas i nikogo nie słucha. Jest jakby w transie.
 - Porozmawiam z nim, ale niczego nie obiecuję. Wybacz ale muszę iść pomóc w przygotowaniach, to jedyne co mogę teraz zrobić.  

                                               ~*~  
 Cały dzień prześladowały mnie jej słowa… mogłam wydawać się spokojna, opanowana, ale w środku wiadomość, że umrę w jakiś sposób mnie poruszyła. Jak to możliwe by mogła zobaczyć moją śmierć. Moje myśli krążyły wciąż wokół tego samego. Nie mogłam sobie nawet tego wyobrazić. Widziałam różne rodzaje śmierci, ale w żaden sposób nie mogłam przypasować do siebie którejś z nich. A może po prostu zniknę, rozpłynę się w powietrzu? Albo spalę się jak ciało Hektora na stosie.  Nadszedł wieczór i postanowiłam iść porozmawiać z Priamem. Klęczał sam a jego sylwetka skrywała się w cieniu.  
 - Wybacz mi panie, że ci przeszkadzam, ale chciałabym z tobą pomówić.
 - Thanatos, proszę podejdź do mnie, prosić o łaskę bogów, może ciebie wysłuchają. – podeszłam do niego jak rozkazał.
 - Roza miała wizję…
 - Wiem – przerwał mi.
 - Dlatego uważam, że należy opuścić miasto. – król spojrzał na mnie nieobecnym wzrokiem.
 - Wiem, że to najlepsze rozwiązanie, ale nie uda nam się uciec, już jest na to za późno. Twe siostry proponowały mi zaatakować jako pierwszy, ale nie złamie zawieszenia broni, które zawarliśmy, na te trzynaście dni. – chciałam coś powiedzieć, ale widząc jego smutne oczy, zrezygnowałam, przeprosiłam i odeszłam. Co by się nie stało obronię to miasto, nawet jeśli mam umrzeć, to obronię je. Za trzy dni wszystko się rozstrzygnie.
  • awatar Wiki Wolf: Świetny, jak zawsze :D Kiedy ciąg dalszy?
  • awatar Seiti: Świetnie się to czyta, wszystko widać tzn twoje słowa od razu przekuwam w sceny w wyobraźni. :D
  • awatar Wiki Wolf: Heeeeej gdzie rozdział???
Pokaż wszystkie (5) ›