Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 20 kwietnia 2013

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Rozdział 5(cz 2)

#!
Dni mijały mi niemiłosiernie szybko, zabierając drogocenny czas. Próbowałam rozmawiać z wujkiem, bezskutecznie. Za każdym razem mi powtarzał, że nie mam, czym się martwić. Chciałam w to wierzyć, lecz wszystko wskazywało na nieuniknioną wojnę. Ludzie toczą bitwy, przelewając krew niewinnych ludzi, zamieniając synów, mężów i ojców w morderców, a potem i oni umierają. Czy opłaca się marnować życie za takie coś? Za walkę swoich władców? Na to jest tylko jedna odpowiedź. Nie, ale oni tego nie rozumieją, wpadając w błędne koło i pogrążając się w chaosie.
Troja szykowała się do wojny, wszyscy szykowali broń i uzbrojenie dla wojska. Łucznicy szykowali swoje łuki i strzały. Wojownicy łapali za miecze, by w każdej chwili być gotowym. Każdy szczegół był dopracowany i trzy razy przemyślany. Miało nie być żadnych komplikacji i tak na horyzoncie pojawiły się wrogie floty. Po zobaczeniu takiej ilości statków, nie było możliwości by nie zwątpić. Tysiące łodzi zbliżało się nie uchronnie w stronę brzegu. Stałam na balkonie w mojej komnacie i wpatrywałam się w morze niedowierzając. Nagle za sobą usłyszałam szybkie kroki.
- Apokalipso, jest źle! Chrisos… ona… - odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam na fioletowowłosą, która z trudem łapała oddech.
- Violetto, co się stało? Gdzie jest Chrisos?! – krzyknęłam.
- Ona… jest w świątyni nadbrzeżnej musimy szybko tak się udać.
- Idź zawiadomić CC ona będzie tam szybciej, ostrzeże ją. – ruszyłam w stronę wyjścia, za mną szła Violetta. Pierwszy raz widziałam ją taką zdenerwowaną.
- Nie mogę jej znaleźć, a nie ma czasu.
– Więc się pośpieszmy. – Zarządziłam i zaczęłam biec, zostawiając fioletowowłosą daleko w tyle, mimo, że ta, z pewnością była dużo szybsza niż normalny człowiek, ale ja nie byłam człowiekiem. Po nałożeniu sigma, zostały zablokowane moje naturalne zdolności, ale część została.
Dawałam z siebie wszystko. Czułam ten wiatr we włosach, który normalnie by mnie oczarował, ale nie tym razem, zbyt bardzo się martwiłam o Chrisos. Pędziłam przecinając powietrze, by dotrzeć przed wrogimi oddziałami. Walka zaczęła się, słychać było krzyki i tarcie metalu o metal, ale tylko jeden statek dobił do brzegu, jako pierwszy. W oddali wojska greckie wykrzykiwały jedno słowo „Achilles”. Wejście do świątyni stało się polem bitwy, a jeden człowiek nasze oddziały, zamieniał w proch. Wtedy jeden z dowódców spojrzał w moją stronę zatrzymałam się. Widziałam nieme pytanie w jego oczach, skinęłam na potwierdzenie, na mój sygnał, wydał rozkaz odwrotu. Podczas zamieszania, szybko weszłam tylnym wejściem do świątyni. Skierowałam się do jej wnętrza.
- Chrisos?!  Chrisos!
- Apokalipsa? – Usłyszałam cichy głos. Podbiegłam do niej, siedziała skulona w rogu.
-Musimy się schować, chodź szybko. – złapałam ją za rękę i poprowadziłam do ukrytych drzwi. Przyłożyłam rękę i otworzyłam je. Za sobą usłyszałam cichutki przerażony głos.
- To była rzeź. – Spojrzałam na nią, cała się trzęsła. Jedyne, co mogłam zrobić to ją przytulić tak uczyniłam i wtedy usłyszałam odgłosy nie było szans bym zamknęła drzwi niepostrzeżenie.
- Zostań tu i poczekaj na Violettę.- Wyszeptałam i popchnęłam ją za drzwi.  Szybko je zamknęłam świątynia się zatrzęsła. W pamięci został mi jej zrozpaczony wzrok. Do świątyni wyszło około dwudziestu dorosłych greków, uzbrojonych w miecze i włócznie. Schowałam się w wnętrzu świątyni. Wtedy zobaczyłam wchodzący oddział Hektora. Wszystko działa się szybko, napadli na nich grecy, szybko i z zaskoczenia, na ziemie padali martwi trojanie i grecy, zaścielając swoją krwią wejście. Hektor szedł nie szczędząc nikogo, ale jak zobaczył spustoszoną świątynię i martwych opiekunów świątyni, ogarną go gniew. Z cienia wyłonił się wysoki, dobrze umięśniony grek, gdyby wzrok Hektora zabijał blondyn byłby już martwy.
- Oni nie mieli z tym nic wspólnego, nie musieliście ich zabijać. – Wskazał na kapłanów.
- Rzeczywiście podcinanie gardeł starcom jest nie honorowe. – Zakpił grek.
- Honor jest dla dzieci i głupców. Ja walczę za rodzinę i ojczyznę. – Hektor wyciągnął miecz w stronę blondyna. – Walcz ze mną.
- Miałbym cię teraz zabić, gdy nikt nie patrzy? – Grek zaczął wychodzić drugim wyjściem, a Hektor poszedł za nim. Więcej nie słyszałam, wpatrywałam się w martwe ciała leżące na ziemi. Na to było tylko jedno słowo, rzeź. Wszędzie byli grecy, nie miałam szans na wydostanie się po cichu. Zaryzykowałam, pędem ruszyłam do wyjścia. To był najgłupszy pomysł, jaki miałam. W jednej chwili zostałam pochwycona. Jakiś mężczyzna złapał mnie za włosy boleśnie przygważdżając do ziemi. Podcięłam go i już miałam się podnieść, gdy następny przygniótł mnie nogą.
- Co my tu mamy? – Podniósł moją głowę, a ja splunęłam mu prosto w twarz.- Ty szmato!- Zamachnął się i uderzył moją głową o posadzkę. Zobaczyłam mroczki przed oczami. Wszystko było zamazane. Próbowałam się wyrywać, bezskutecznie. Traciłam przytomność, przed zemdleniem zobaczyłam zapłakaną twarz Chrisos. Na szczęście jest bezpieczna, to była moja ostatnia myśl.
~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~
Powoli otworzyłam oczy, czułam się beznadziejnie, cała byłam obolała, a ciało całe mi zdrętwiało. Poruszyłam nadgarstkami, były czymś związane. Rozejrzałam się wokoło, siedziałam w namiocie pełnym łupów z świątyni, przywiązana do słupka. Nie mogłam się ruszyć. Spróbowałam użyć swoich zdolności i…
  • awatar Seiti: ...i? Nie mów mi, że ona będzie...
  • awatar gość: nieee czemu mi to zrobiłaś przez ciebie moja ciekawość zaraz wybuchnie a tak na marginesie świetny rozdział
  • awatar Perfekcyjna niedoskonałość: Opanowanie to połowa sukcesu, dzięki za wiarę :) O ciekawe co będzie dalej... Mam nadzieję, że nic poważnego się nie stanie :)
Pokaż wszystkie (4) ›