Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 29 kwietnia 2013

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Rozdział 6


   Powoli otworzyłam oczy, czułam się beznadziejnie, cała byłam obolała, a ciało całe mi zdrętwiało. Poruszyłam nadgarstkami, były czymś związane. Rozejrzałam się wokoło, siedziałam w namiocie pełnym łupów z świątyni, przywiązana do słupka. Nie mogłam się ruszyć. Spróbowałam użyć swoich zdolności i… nic. Spróbowałam po raz kolejny z tym samym skutkiem. W myślach przeklinałam sigma które blokowały moją moc, a do tego nie odkryłam swoich specjalnych zdolności Ireia. Na szczęście szkoliłam się posługiwaniem różnych broni, a najbardziej przypadły mi do gustu sztylety. Rozejrzałam się w około szukając czegoś ostrego.
  Nie miałam czasu by zastanawiać się nad powodem niedyspozycji mocy. Mój wzrok padł na sztylet ofiarny, byłby idealny, tyle, że leżał na drugim końcu namiotu, za daleko bym mogła dosięgnąć. Skupiłam swoją całą uwagę na przedmiocie, drgną odrobinę , ale się poruszył. Nie dawałam za wygraną, wiedziałam, że jestem wstanie go poruszyć, ale coś blokowało przepływ energii pomiędzy mną a moimi zdolnościami. Usłyszałam głosy blisko namiotu, odwróciłam się w stronę wejścia dokładnie, gdy zasłony się poruszyły, a za nimi pojawili się wojownicy z świątyni.
    -   Próbowała uciec, kiedy rozmawiałeś z Hektorem. O mały włos nie zabiła paru ludzi. – blondyn uśmiechną się na te słowa i podszedł do mnie. Złapał moją brodę i zmusił do spojrzenia mu prosto w oczy. Gdybym miała serce, pewnie zabiło by mi szybciej. Jego brązowe oczy wpatrywały się we mnie jakby czytały mi w myślach a jego twarz przecięta była licznymi bliznami schodzącymi po szyi. Ale nie to, ani jego złoto brązowe włosy tak na mnie zadziałały. Czułam od niego że nie jest zwykły, tak jakby był cząstką mnie.
   - Jak się nazywasz? – zapytał. Nie odpowiedziałam, rozważałam strategie szybkiej ucieczki bacznie obserwując jego ruchy.
    Podszedł do sztyletu, który wcześniej starałam się wykorzystać. Niebezpiecznie zaczął się zbliżać do mnie. Przez mój umysł przeleciał myśl, że będzie chciał mnie zabić albo pociąć na kawałki. Gdybym była w mojej formie, pewnie nic by się nie stało, ale w obecnej postaci nie byłam tego pewna. Nie chciałam psuć wszystkiego o co walczyłam. Grek zaszedł mnie od tyłu, byłam gotowa na cios. Usłyszałam cięcie sztyletem i moje nadgarstki stały się wolne. Spojrzałam na niego zaskoczona, odruchem potarłam nadgarstki i napotkałam na dwie bransolety, z pociemniałego srebra. Zwróciłam uwagę na nogi na których spoczywały te same bransolety, natychmiast zrozumiałam dlaczego nic nie mogłam zrobić. Pieczęcie i to silne niepozwalany mi używanie mocy, a z sigma które podobnie działały nie mogłam używać nawet swoich zdolności.  Próbowałam je ściągnąć, bezskutecznie.
   - To zabezpieczenie, nie ma sensu próbować ich zdjąć, czy pozwolisz mi poznać swoje imię?
   - Wypadało by samemu się przedstawić zanim zapytasz kogoś. – Na jego twarz wypłynął uśmiech.
   - Ależ oczywiście, wybacz moją zuchwałość. Jestem Achilles.
   - Zwą mnie Thanatos. – Na moje imię szeroko otworzył oczy.
   - Nazywasz się jak bogini śmierci – zamilkną na moment by dodać. – skąd pochodzisz, że nosisz imię bogini?  
   - Nie zamierzam odpowiadać na pytania złoczyńcy, jak śmieliście napadać na świątynie, mordować kapłanów i grabić ją.
   - Zabiłem dużo ludzi ale nigdy kapłanów.
   - Ale twoi ludzie ich zabili, więc i ty jesteś winny ich śmierci.
   - Musisz być z rodziny królewskiej, umiesz mówić z wyższością.– stwierdził złapał kosmyk włosów i powąchał. – na pewno jesteś z rodziny królewskiej.
   - Nie trzeba być z rodziny królewskiej, by umieć mówić. – zakpiłam.
   - Zgadza się, ale ty swymi słowami potwierdziłaś swoje pochodzenie. – umilkłam zastanawiając się co zrobić, jak odpowiedzieć. – Boisz się? – zapytał niespodziewanie.
   - A powinnam? – wpatrywałam się w jego twarz szukając odpowiedzi. Wtedy do namiotu wszem podwładny Achillesa.
   - Mój panie, Agamemnon chcę cie widzieć, wszyscy się zbierają by świętować zwycięstwo. – Achilles nadal się na mnie patrzył, nie zwracając na niego uwagi. – Panie – zapytał  podwładny.
   - Zaraz przyjdę, spotkamy się na miejscu – odparł, a gdy wyszedł wojownik grecki ośmieliłam się zadać to nurtujące mnie pytanie.
    - Czego chcesz od Troi?
   - Tego co każdy, tyle że dużo więcej. - odwrócił się w stronę drzwi. - Nie musisz się mnie bać, Thanatos, jako jedyna trojanka – i wyszedł zostawiając mnie samą sobie.
    Rozejrzałam się, nie byłam przywiązana do niczego, to była szansa na ucieczkę. Złapałam za sztylet pozostawiony przez Achilles wśród łupów z świątyni i skierowałam się do wyjścia. Przy namiocie stało dwóch strażników, nie było szans uciec. Wróciłam w głąb namiotu i usilnie starałam się zdjąć bransolety, kolejna porażka.  Miałam ich już serdecznie dość, nienawidziłam przegrywać i równie dobrze mogłabym rzucić się na strażników, gdyby nie zdrowy rozsądek, nakazujący poczekać do zmroku. Nie dane mi było odpocząć, paręnaście minut po opuszczeniu namiotu przez Achillesa, przybyli greccy wojownicy, próbowałam się wyrwać ale nie było szans uciec , kolejny raz tego dnia przeklęłam swoją sytuację.
__________________________________
Wiem, wiem krótki i taki sobie wyszedł, ale że nie mam czasu to daję co mam jak znajdę chwilę to dorzucę jeszcze coś. Wiem że mówiłam ze będzie one shot, ale jednak więcej czasu muszę mu poświęcić.
  • awatar Seiti: Muahahaha wiedziałam! Chyba zorientowałam się w czymś jeszcze, ale siedzę cicho. :D Wiesz, brak mi słów by za każdym razem opisywać Twój talent. Twoje dzieła czyta się wspaniale.
  • awatar gość: twoje rozdziały są dla mnie jak pragnienie którego nie da się zaspokoić a wręcz przeciwnie czym więcej dostaje tym więcej chce
  • awatar Nieposkromiona Dziewczyna: Chcę więcej i więcej !!! *rozbiegane oczy* Czuję się upita szczęściem...Boskie jak zwykle. Czy ja mam tylko takie uczucie,że czuję jej uczucia...:) <33333 Kocham Twoje opowiadanie !! Aha i żeby było jasne czekam na one-shotka <333 i na kolejny *dłuższy* rozdział <33333
Pokaż wszystkie (3) ›