Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 3 maja 2013

Liczba wpisów: 2

livli5
 
Oto postacie do Two-Shota,który najpierw miał być oneshotem ale muszę go podzielić. Nie będzie dużo opisów, więc wstawiam zdjęcia.  

Wiktor Bern
Anime_boy_edit.jpg


Michał
animeboy51.jpg


Marcin
anime manga boy 6.jpg


Damian
GenericAnimeBoy.jpg


Maria Demon
Best-top-desktop-anime-girls-wallpapers-hd-anime-girl-wallpaper-picture-image-33.jpg
 

livli5
 

Internet, jedyna odskocznia od mojego pozbawionego sensu życia. Urozmaicał mi monotonne dni pełne kpin losu i nieustającego pecha. Uwielbiałem tą całkowitą anonimowość, możliwość, wykreowania swojej nowej sieciowej osobowości. Dzień w dzień po powrocie ze szkoły uruchamiałem mojego najlepszego przyjaciela, jakim był komputer i surfowałem po sieci. Świat stał się mało istotny interesowała mnie tylko sieć i gry. Nawet ludzie z Internetu byli mi bliżsi niż ci w realnym życiu. Wszystko zaczęło się od zwyczajnych gier, najpierw grałem sam, potem z znajomymi z wirtualnego świata. Następnie zacząłem czytać blogi i strony o grach i tak natknąłem się na Jej blog. To był przypadek, że niechcący nacisnąłem nie ten link. Teraz sam się zastanawiam, co sprawiło, że postanowiłem przeczytać jego treść. Może to był jego mroczny wygląd, albo dość nie typowy tytuł. Nigdy nie gustowałem w książkach, a co dopiero w jakichś opowiadaniach, ale to jedno było wyjątkowe. Wrodzona ciekawość kazała mi przeczytać początek, zanim się obejrzałem przeczytałem całość, nie wierzyłem, że tak mnie wciągnęło. Historia opowiadała o dziewczynie nie była piękna, a do tego jej twarz była przyozdobiona w trzy blizny przecinające jej lewe oko.  Bohaterka miała niezwykłą, a zarazem przerażającą zdolność, poprzez dotyk swoich dłoni zabierała innym życie, dlatego zawsze nosiła długie rękawiczki, niedopuszczające do tragedii. Całe opowiadanie było niesamowicie ciekawe, każde wydarzenie było szczegółowo opisane. Nie można było oderwać wzroku od tekstu. Pandora – autorka opowiadania, doskonale opisywała emocje, nic nie było do przewidzenia, w jednej chwili jakaś postać jest dobra, a za chwile okazywało się, że to zdrajca. Stałem się fanem tegoż opowiadania i aktywnie komentowałem wszystkie wpisy, po jakimś czasie zacząłem pisać z Pandorą na czacie, jej osobowość była jak jej opowiadania, mroczne i tajemnicze. Potrafiła bez problemu wyczuć, kiedy kłamię i wyciągnąć ze mnie przeróżne informacje, i tak po sześciu miesiącach wiedziała o mnie wszystko, a ja o niej niewiele. Zwierzałem się jej ze wszystkiego, a ona dawała mi rady jak wybrnąć z sytuacji lub polepszyć swoją i tak nieciekawa sytuację. Najpierw byłem nie pewny jej pomysłów, ale po jakimś czasie wprowadziłem w wszystkie w życie. Nie wierzyłem jak wszystko obróciło sie o 180 stopni. W szkole stałem się popularny, nauczyciele zaczęli mnie lubić, poprawiłem kontakty z rodziną, a do tego wszystkiego polepszyły się moje oceny bez potrzeby siedzenia godzinami przy książkach. Stał się cud, inaczej nie byłem w stanie tego nazwać. Z pechowca, wagarowicza i wyrodnego syna, stałem się przykładem dla innych. Zdobyłem grono znajomych, a moje wizyty na czacie stały się coraz rzadsze. Pandora nie miała nic, przeciwko, że przestałem pisać, przynajmniej tak mi się wydawało. Minęło kolejne pół roku i uświadomiłem sobie, że brakuję mi rozmów z tą niepozorną dziewczyną. Gdy weszłam na czat znalazłem wiele nieprzeczytanych wiadomości. Szybo zacząłem czytać je po kolei, pierwsze były normalne, tak jak zawsze, zadawała pytania. Potem wiadomości przybrały postać próśb, o znak życia, o pomoc. Zauważyłem, że pojawiały się coraz rzadziej. Ostatnia wiadomość, zacisnęła mi serce, przeczytałem ją trzy razy, najpierw niedowierzając potem, karcąc się za swoją głupotę a potem ze smutkiem. Nie myślałem, że jakiekolwiek słowa kiedykolwiek tak na mnie wpłyną. Żegnała się, życząc mi szczęścia i wyraźnie dając do zrozumienia, że nigdy więcej nie będziemy mieć z sobą kontaktu. Od tamtego dnia minął rok. Zapomniałem o dniach w sieci, tylko czasami powracały niczym mgła – rady Pandory.
- Ziemia do Wiktora. Hej, wstawaj! – usłyszałem szept i poczułem lekkie szarpnięcie. Uchyliłem powieki by ujrzeć wściekłą twarz pani Malgrab, która szczerze mnie nie cierpiała, zresztą z wzajemnością. Twarz puszystej kobiety wyglądającej na pięćdziesiąt lat, przybrała kolor buraczkowy, a brązowe włosy dosłownie sterczały tak jakby trafił ją piorun. Przyszło mi na myśl, że trafił ją grom z jasnego nieba, uśmiechnąłem się nieznacznie.  Nauczycielka zabijała mnie wzrokiem. Spojrzałem na Marcina, który przerwał mój sen, westchnąłem i zwróciłem wzrok na nauczycielkę historii.
- Wiktorze Bern, czy raczyłbyś nie spać na moich zajęciach? – zapytała.
- Ależ oczywiście jaśnie pani, racz wybaczyć mą nieobecność duchową, ale porwała mnie pani opowieść o czasach średniowiecznych. – odparłem udając rycerza. Twarz nauczycielki przybrała jeszcze mocniejszy kolor czerwieni.
- Jak śmiesz się tak zachowywać! Doigrasz się kiedyś… - ostatnie słowa historyczki zagłosił dzwonek na przerwę. Nikt już nie słuchał wściekłej nauczycielki, cała klasa wypadła na korytarz. Standardowo otoczyli mnie moi koledzy klepiąc mnie po plecach i gratulując kolejnego udanego przedstawienia. Poszliśmy wszyscy prosto do stołówki. Marcin zajął miejsca, a ja razem z Damianem i Michałem poszliśmy po kolejki. Po chwili dostaliśmy po dużej porcji i gdy dotarliśmy do Marcina, zobaczyliśmy, że koło niego już stoją trzy dziewczyny. Amelię, wysoką blondynkę, o niebieskich oczach i jej dwie koleżanki Natalię i Justynę. Zajęliśmy swoje miejsca, a dziewczyny uparcie chciały się do nas dosiąść. Ze względu na Damiana, który ich nie cierpiał, daliśmy im do zrozumienia, że nie mamy miejsc i że nie chcemy z nimi spędzać czasu. Zawiedzione odeszły od stolika.
- Te dziewczyny stają się coraz bardziej nachalne. – stwierdził Michał.
- Mam ich serdecznie dość, Amelia chodzi za mną krok w krok. Mam tego serdecznie dość! – wściekł się Damian. Współczuje mu, że musi przez to przechodzić, w końcu to jego była.
- Nie martw się kiedyś jej przejdzie. – starałem się go pocieszyć.
- Mam nadzieję, że prędzej niż później, bo nie wiem ile jeszcze wytrzymam z tą… - rozejrzał się, sprawdzając czy niema Amelii w pobliżu i wtedy zatrzymał swój wzrok centralnie za mną, oczy mu się rozszerzyły. – Ej, spójrzcie – wskazał na drzwi wejściowe, odwróciłem się by zobaczyć, co tak zdziwiło Damiana. W drzwiach stała dziewczyna, na pozór całkowicie zwyczajna, lekko wystraszona przeczesywała wzrokiem stołówkę. Gdy spojrzała na mnie zobaczyłem, że jej lewe oko jest przecięte trzema bliznami. Poczułem się dziwnie, miałem wrażenie, że ją znam, a zarazem nigdy wcześniej jej nie widziałem. Nieznajoma, odwróciła wzrok i zasłoniła bliznę swoimi długimi czarnymi włosami.
- Widzieliście jej twarz? Wygląda jak postać z horroru. – zaczął, podekscytowany Marcin, wskazując na własny policzek. – Do tego ma takie same włosy jak Wiktor!
- No i? – zapytałem.
- I nic, ale wcale nie jest taka, brzydka. – stwierdził zamyślony Michał. – gdyby nie ta blizna, była by śliczna. – spojrzeliśmy się na niego, niedowierzając własnym uszom.
- No stary, ty, który nie raczysz spojrzeć na dziewczynę wyraziłeś swoje zdanie na temat jej wyglądu, czyżby zaiskrzyło? – Zadrwił Damian.
- Odezwał się ten, który nie może się uwolnić od swojej byłej, żałosne. – wtedy Damian złapał Michała za bluzę i podniósł do góry.
- Chcesz się bić?
- Proszę bardzo, jeśli chcesz by cię zbierali z podłogi.
- Spokój! Idźcie się bić gdzie indziej. -  uspokoiłem towarzystwo, które nie pozwalało mi się skupić, kim była tamta dziewczyna? Nigdy wcześniej jej tu nie widziałem, to dlaczego wydaje mi się znajoma?
Po powrocie do domu, przestałem się zajmować tą sprawą. Następnego dnia budzik zrobił sobie urlop i nie zadzwonił, tym samym skazując mnie na szaleńczy bieg do szkoły. To cud, że się nie spóźniłem, w ostatniej chwili wpadłem do klasy. Przed tablicą stała ta dziwna dziewczyna z blizną. Wszyscy patrzyli się to na mnie to na nią.
- Przepraszam za spóźnienie – posłałem wychowawczyni przeprosiny i zająłem moje miejsce.
- No, więc, skoro już wszyscy są chciałam wam przedstawić Marie Demon. Od dziś będzie chodzić z wami do klasy. Mario, usiądź w wolnej ławce. – Dziewczyna rozejrzała się, po klasie i z westchnieniem usiadła na jedynym wolnym miejscu, pierwszej ławce, przede mną. Uporczywie wpatrywałem się w jej plecy, zadając w myślach przeróżne pytania.  Nie zauważyłem nawet, kiedy skończyła się lekcja. Wyszliśmy na korytarz, a ja nie odrywałem od niej oczu. Wyglądała na pewną siebie i zdecydowaną. Znowu moje myśli obracały się wokół Mari, nie zamieniłem z nią ani słowa. Razem z chłopakami poszliśmy na długiej przerwie na dziedziniec. Pogrążony w własnym świecie, nie zwracałem uwagi na rozmowę kolegów. Dopóki nie poczułem wibracji telefonu, wyciągnąłem komórkę z kieszeni i spojrzałem na wyświetlacz. Pokazywał jedną nieodebraną wiadomość, otworzyłem pocztę i o mały włos nie wywaliłem się.
- Wiktor nic ci nie jest? – zapytał Marcin.
- K*** a.
- Wyrażaj się! – pouczył mnie uśmiechnięty jak idiota Damian.
- To nie możliwe! – cała trójka spojrzała się na mnie.
- Nie możliwe jest się dobrze wyrażać? To coś nowego. – stwierdził Marcin.
- Nie to nie to, kurcze. Już wiem, dlaczego wydała mi się podobna!
- Ej, Wiktor wszystko w porządku? – Zapytał Michał, lekko zaniepokojonym głosem.
- Tak, nareszcie jest wszystko w porządku… - zobaczyłem wychodzącą na dziedziniec Marię. – albo i nie.
- Weź się zdecyduj! Zachowujesz się jakby ci odbiło! – nawrzeszczał na mnie Marcin. Westchnąłem, głośno i spojrzałem na Marię, która szła prosto na nas.
- Jak to możliwe? - wyszeptałem. – Chyba, że ona jest…  nie… - potrząsnąłem głową - to musi być zbieg okoliczności. Tak to zbieg okoliczności. – podniosłem głowę i napotkałem na parę brązowych oczu, jedno było zakryte włosami.  
- Wiktor Bern? – zapytała, patrząc na naszą czwórkę.
- To ja, o co chodzi. – Zobaczyłem, nie spodobała się jej, wizja, że ja to ja.
- Nasza wychowawczyni prosiłabyśmy do niej przyszli.
- To powiedź jej, że nie mogłaś mnie znaleźć.
- Sam możesz jej to powiedzieć, jak chcesz.- Uśmiechnęła się prowokująco. – niczego się nie nauczyłeś przez ten rok, zawiodłeś mnie. – Po tych słowach odwróciła się i wróciła do budynku. Patrzyłem jak odchodzi, powoli trawiąc jej słowa.
- To wy się znacie? – zapytał zdziwiony Damian.
- Wierz mi, zadałem sobie te same pytanie. – potem puściłem się za Marią biegiem. Zobaczyłem ją wchodzącą na schody koło składziku, gdzie nikogo nigdy nie było. Dogoniłem ją.
- Poczekaj! – odwróciła się do mnie i patrzyła wyzywająco. – Co to oznaczało ze niczego się nie nauczyłem?

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Obiecałam i dodałam, druga część powinna być niedługo. Buziaki.
PS: Pierwszy raz pisałam w ten sposób więc proszę o wyrozumiałość.
Pokaż wszystkie (6) ›