Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 5 stycznia 2014

Liczba wpisów: 1

livli5
 

“Zdobądź serce syreny, a staniesz się nieśmiertelny.”





Witam spragnione duszyczki, wiem, że miałam dać Apokalipsę, ale internet mi nawalał, a i wena nie ta sama. W ramach przeprosin, dodaję to co tygryski lubią najbardziej, niespodziankę. Miała być bardziej dramatyczna, krwawa i +18, ale nie dałam rady. Wybaczcie! A i bym zapomniała, spóźnione życzenia noworoczne. Nie zmieniajmy się, no chyba,, ze na lepsze!



"Istnieje legenda, że w oceanu otchłani żyją istoty zwane syrenami. Te piękne panny, pół ryby porywają żeglarzy i uwodzą nawet rekiny. Pogłoska głosi, że ten, kto syrenę złapie i serce jej posiądzie, ten nieśmiertelność i wieczną młodość dostanie. Lecz strzeż się ich piękna i złudnej nadziei, bo one nie znają litości. Uwodzą nieostrożnych mężczyzn i pożerają ich w całości. Oto plotka przez wieki przekazywana, ale czy prawdziwa zdecydujcie sami."

Chłopak głośno prychnął i zatrzasnął grubą księgę. Kartkował już dziesiątą książkę i nic nie znalazł. Podania o mitach i legendach nie były tym, czego szukał, a nawet, jeśli napotkał coś wartego uwagi, okazywało się to jedynie nic nieznaczącym wymysłem pisarza. On natomiast szukał czegoś, co mogłoby być prawdą. Szukał sposobu na nieśmiertelność. Zmęczony złapał kolejną i zaczął czytać, kolejne podania o syrenach i także tym razem napotkał na zmiankę o właściwościach syreniego serca. Przerzucił parę kolejnych stron i natrafił na interesującą ilustracje. Przedstawiała ona jaskinie pełną świecących się kwiatów, a wśród nich siedziała prześliczna dziewczyna. Z ciekawością zatopił się w lekturę, znajdując podania o sposobie polowań na te przepiękne stworzenia. Przeczytawszy pierwszą stronę powrócił kartkę i o mało nie dostał mdłości. Kolejna ilustracja przedstawiała, tą samą kobietę cała we krwi, z wielką wyrwą w klatce piersiowej, pożerającą własne serce. Szybkim ruchem zamknął książkę i rozejrzał się po bibliotece, jakby w obawie, że ktoś widział jego przerażony wyraz twarzy. Złapał obitą w skórę księgę i schował ją niepostrzeżenie do torby. Resztę nagromadzonych książek odłożył na miejsce i z wciąż głośno bijącym sercem opuścił bibliotekę.

Szybkim krokiem omijał pobliskie budynki, starając się nie rzucać w oczy, a zarazem jak najszybciej dotrzeć do niewielkiej chatki nad wybrzeżem. Zmierzchało, ale on nic sobie z tego nie robił był całkowicie pochłonięty ekscytacją. Wiedział, że wreszcie po takim czasie poszukiwań znalazł, odpowiednie miejsce i informację. Wchodząc do domu zapalił świecę i usiadł przy drewnianym stole. Świeca rozświetlała niewielki obszar pokoju, ale mu to wystarczało. Wyciągnął zdobytą księgę z torby i ułożył ją na stole. Skórzana okładka wyglądała na dość starą, nawet jak na książki z tej biblioteki. Otworzył pierwszą stronę, gdzie widniał wielki, ozdobny tytuł „Polowanie na syreny”. Dopiero teraz chłopak mógł na spokojnie przestudiować każdą z jej stron. Księga zawierała tak przerażające ilustrację, że pierwsza mogłaby się obrazkiem dla dzieci. Obrazy pokazywały oskórowane syreny i rożne metody ich śmierci, ale chłopaka interesowała treść, która zresztą też nie należała do najmilszych.

Mijały godziny, a chłopak nie ruszył się miejsca, po raz trzeci przeglądał księgę szukając ukrytych szczegółów i wskazówek. Mogłoby się wydawać, że nic tam nie było, ale on zdołał powiązać z sobą wszystkie ilustrację. Na każdym z obrazów ukazywane były lśniące kwiaty w jaskini, z dostępem do morza, oraz księżyc w pełni. Na niektórych kartkach znalazł też inne wskazówki jak nie zostać pożartym przez syrenę i jak ją schwytać. Chłopak odłożył wciąż otwartą księgę i wyciągnął kartkę papieru i kałamarz. Zamoczył w nim pióro i zapisał najważniejsze informację, dokonał obliczenia i dotarło do niego, że ma do dyspozycji jedynie trzy dni i jeśli się nie wyrobi będzie zmuszony odczekać do kolejnej pełni. Nie miał tyle czasu. Zwinął kartkę w rulon i wytarł zmęczone oczy. Spojrzał ostatni raz na księgę i podniósł prawie wypaloną świeczkę. Obiecał sobie w myślach, że tym razem nie zepsuję niczego, tak jak miał w zwyczaju i ruszył w stronę łóżka. Był wycieńczony, chciał jedynie jak najszybciej udać się w objęcia snu. Postawił świeczkę koło łóżka i zgasił ledwo tlący się płomień. Usnął z uśmiechem na ustach i nadzieją na lepsze życie. Następnego dnia, chłopak wstał bladym świtem. Doprowadził się do względnego porządku i zabrał się do pracy, nie odpoczywał nawet chwili starając się uzyskać od mieszkańców potrzebne mu surowce i informacje. Z każdą kolejną godziną czół coraz większe podniecenie, w końcu to jego jedyna szansa. Musiało mu się udać, inaczej wszystko pójdzie na nic. Musi ją uratować zanim będzie za późno. Młodzieniec pracował bez wytchnienia nad pułapką szczegółowo opisaną w księdze, jak i nad planem zabicia syreny. Potrzebował jedynie jej serca, niczego więcej. Już niejednokrotnie podania o magicznych istotach okazywały się zwykłym mitem, ale tym razem był prawie pewny, że jego działania odniosą skutek. Mijały godziny, a chłopak pracował nadal, zmęczony, ale niczym nieugięty poszukiwał jaskini pełnej świecących kwiatów. Powiadali, że w tej okolicy jest jedna pasująca do opisu.

Młodzieniec spędził dużo czasu na przeszukiwaniu terenu i gdy już omal nie stracił nadziei, potknął się i wpadł do dziury. Wściekły zaklął siarczyście i obolały podniósł się z ziemi. Rozejrzał się po grocie i jego skwaszony wyraz przerodził się w uśmiech radości. Znalazł, nareszcie.  Otrzepał się z ziemi i uważniej przyjrzał się jaskini. Całą ziemie porastały kwiaty wyglądające jak ze szkła, a bardziej w głąb groty, znajdowało się niewielkie źródło. To miejsce wydawało się wręcz idealne, wystarczyło jedynie sprawdzić, czy źródło ma dostęp do morza. Chłopak zdjął swoją biała koszulę i spodnie i zostając w samych bokserkach wszedł do kryształowej wody. Zaczerpnął głęboki wdech i zanurkował, płynął, co sił mając nadzieję, że zanim skończy mu się oddech wypłynie na powierzchnię. Jego przypuszczenia były słusznie, po chwili wypłynął na świeże powietrze. Dryfując na morskich falach, czół, że niedługo zdobędzie swój cel.
Następnego dnia wrócił z całym swoim ekwipunkiem do kwiecistej groty i zaczął rozstawiać pułapki. Jego myśli zaprzątały plany na przyszłość i myśli o przeszłych niepowodzeniach. Pod nosem non stop powtarzał niczym mantrę „tym razem cie nie zawiodę, nie tym razem”. Wspominał przeszłość, jeszcze za czasów, gdy jego życie wydawało się beztroskie i niczym z bajki. To były czasy, nie miał, żadnych większych zamówień. A teraz? Teraz już nie miał prawie nic. Ani ojca, ani matki, a jedyna osoba, która mu została, jest na łożu śmierci. Nie zostało jaj dużo czasu. I kto wie czy przeżyje kolejny dzień. Próbował już wszystkiego, a w akcie desperacji sięgnął nawet po legendy. Po skończeniu wszystkich przygotowań, postanowił ostatni raz zobaczyć się z siostrą. Natychmiast zganił się za ta myśl, to nie będzie ostatni raz, uratuję ją i będą szczęśliwie żyć bez żadnych zmartwień. Po dotarciu na miejsce z uśmiechem na ustach wszedł do szpitalnego pokoju.

- Klery? -  zapytał niepewnie za drzwi, widząc dosłownie egipskie ciemności panujące w pomieszczeniu. – Klery, śpisz? – wślizgnął się do pokoju i podszedł do śpiącej siostry. Jej długie czarne włosy opadały na łóżko z każdej strony. Równomierny oddech wskazywał na to, że pogrążona jest w silnych objęciach morfeusza. Chłopak usiadł przy jej łóżku i lekko pogładził ja po włosach. Na jego twarzy widniał smutny uśmiech. Spojrzał na okno naprzeciwko niego idealnie odbijające jego twarz. Był tak podobny do siostry, a zarazem tak inny. Jego lekko przydługie, czarnofioletowe włosy , które z pewnością odziedziczył po ojcu, nadawały mu uroku. Natomiast czarne oczy w przeciwieństwie od siostry miał po matce, czarne z lekkim błyskiem błękitu. Jego kochana Klery, miała je całkowicie niebieskie, niczym ocean.

- Chris? – usłyszał cichy dziewczęcy głos. Przeniósł swój wzrok na wpatrującą się teraz w niego siostrę. Patrząc na nią nie mógł uwierzyć, że jest między nimi zaledwie trzy lata różnicy, jej blada twarz, wydawała się dużo młodsza, ale oczy miały wyraz doświadczonej mądrości starca. Ścisnęło go serce uświadamiając sobie po raz tysięczny, że musiała to wszystko przejść.

- Jestem. – powiedział z smutnym uśmiechem. – Jak się czujesz?

Dziewczyna uniosła się lekko i z powrotem opadła na poduszki. Na jej policzkach pojawiły się lekkie rumieńce. Chciała pokazać bratu, że nie musi się martwić. Westchnęła i spojrzała w oczy zatroskanego chłopaka.

- Nie patrz się tak na mnie, czuję się dobrze.
Chris uśmiechnął się, pogłaskał siostrę po głowie i spędził parę długich godzin koło jej szpitalnego łóżka, rozmawiając tak jak zawsze i trzymając się za ręce. Napawał się każdą chwilą, aż do końca wizyty. Wchodząc z budynku na jego twarzy malowała się ogromna determinacja.

Następnego dnia nie mógł usiedzieć na miejscu, krzątał się po chatce sprawdzając wszystkie kąty i rozmyślając co mu się jeszcze może przydać. Czas mu płynął strasznie powoli, jakby wyliczając z precyzją każdą sekundę jego życia. Podekscytowanie i determinacja, z czasem zaczęły zmieniać się w wątpliwości. Wcześniejsza pewność wyparowała niczym bańka mydlana, a jego umysł podsuwał różne scenariusze niepowodzeń. W godzinach popołudniowych jego frustracja osiągnęła szczyt, wypychając go z domu i podświadomie prowadząc do jaskini. Sprawnie wszedł w czeluści groty, pozostało mu jedynie sprawdzić wszystko i czekać do północy. Zrobiwszy wszystko ułożył się w niewielkiej wnęce i czekał.
Mijały godziny i nic nie wskazywało na przyszłe wydarzenia. Chris, za wszelką cenę starał się nie usnąć, a ciemności panujące w jaskini wcale mu w tym nie pomagały. Wtedy jakby na jego, życzenie w wodzie coś plusnęło. Jego mięśnie napięły się, a on wyostrzył wzrok. Na wodzie pojawiły się koła, co znaczyło, że się mu nie przesłyszało. Wystawił odrobinę głowę z wnęki i dostrzegł, postać na brzegu jeziorka, długie białe włosy zasłaniały twarz i nagie ciało, a w ręku trzymała kwiat, który pod wpływem jej dotyku rozbłysł błękitnym blaskiem. Kobieta nachyliła się i dotknęła kolejny kwiat, ten zabłysnął pomarańczowym światłem  i  jeden za drugim pokazywał swój  ukryty urok, lśniąc w wszystkich barwach, niczym drogocenne kamienie. Chris nie był wstanie odwrócić od niej wzroku. Wiedział, że to nie może być pomyłka i że, właśnie w zasięgu jego wzroku znajduje się najprawdziwsza, żywa syrena. Jego serce przyśpieszyło do szaleńczego galopu i biło tak głośno, ze chłopakowi wydawało się, że zaraz mu wyskoczy z piesi. Po chwili się otrząsnął i złapał gotową linkę, mającą na celu odblokować pułapkę, w tym momencie syrena podniosła swoje kryształowe oczy na obserwatora. Chwilę mierzyli się spojrzeniem. W jakiś przedziwny sposób, te piękne stworzenie przypominało mu siostrę. Szybko odegnał tą myśl,  przecież robił to dla niej. Pociągnął linę. Po grocie rozniósł się dźwięk ruszającego się mechanizmu i zgrzyt opuszczającej się kraty. W tym momencie, zostało oddzielone jedyne podwodne wyjście do morza. Istota przed nim stojąca z niepokojem, rzuciła się do sadzawki. Chris zareagował natychmiast. Podniósł się z wnęki i podbiegł do kolejnego mechanizmu. Nie zdążył. Na jego szyi pojawiła się przezroczysta nić, która z całej siły zacisnęła się na jego gardle ciągnąc go do wody. Szamotał się, ale nawet nie był wstanie poluźnić duszącej go pętli. Zaczął kasłać, a jego płuca paliły nie miłosiernie. Przed oczami pojawiły mu się mroczki. Przeklinał się w duchu, że nawet nie potrafił uratować siostry i zginie zanim w ogóle coś zrobił. Poddał się. Jego ciało przestało się nerwowo miotać. I gdy myślał, że to już koniec, uścisk na jego szyi zelżał, a on łapczywie zaczął wdychać życiodajny tlen.  Otworzył oczy, a przed nim pojawiła się jego siostra, w jednej chwili wizja znikła zastąpiona zaciekawiona twarzą syreny. Ścisnęło go serce, spróbował się odsunąć, ale w rezultacie, uderzył jedynie głową o kamień. Kobieca twarz istoty wpatrywała się w niego z dziwnym błyskiem w oku. Przypełzła bliżej i chwyciła jego policzki dłońmi. Nachyliła się nad nim i złączyła ich usta w pocałunku. Zamroczony Chris patrzył się tępo na syrenę i po chwili jakby za sprawą narkotyku, odwzajemnił pocałunek, łapczywie składał namiętne pocałunki na delikatne syrenie usta, jego puste oczy pociemniały z pożądania, a mózg całkowicie odpłynął pozwalając ciału robić swoje. Syrena nie była mu dłużna, ręce usadowiła na jego plecach, a językiem zapraszała go do zabawy. Nawet nie zauważył kiedy przejął inicjatywę, przekręcił ja na plecy odkrywając włosy z jej nagiego ciała, które zaczął pieścić. Gdy jego ciało oddawało się rozkoszy, w sobie walczył by przestać, nie wiedział co w niego wstąpiło, jakby z skądś indziej patrzył na całe zdarzenie i brzydził się sam siebie. Na twarzy syreny pojawił się uśmiech i rumieńce, jej oddech był płytszy, drżała pod jego dotykiem. Wtedy wpiła się w jego usta, a rękami zaczęła go rozbierać. Biała koszulę ciągnęła, go w kierunku wody. Powoli, nie przerywając pocałunku. Na samym brzegu zatrzymała się byli w wodzie. Wtedy usłyszał po raz pierwszy jej głos, był delikatny niczym podmuch wiatru.

- Zostaniesz ze mną? Czy zostaniesz ze mną już na zawsze?

W brew woli Chrisa jego usta przytaknęły. Wtedy, syrena uśmiechnęła się radośnie i zniknęła w odchylani wody, pozostawiając zahipnotyzowanego chłopaka.

Dopiero po dwóch dniach, Chris doszedł do siebie. Był na siebie wściekły i nie mógł sobie darować straconej szansy. W złym humorze dotarł do pobliskiego szpitala, otworzył drzwi od Sali i jak zawsze dyskretnie do niej zajrzał, ale tym razem, sala była pusta. Rozejrzał się zaniepokojony i poszedł szukać lekarza. Zanim zdążył dotrzeć do gabinetu lekarskiego, dostrzegł oddalającego się doktora. Podbiegł do niego, na twarzy poczciwego człowieka malował ból. Strach sparaliżował Chrisa, a przez plecy przeszedł nieprzyjemny dreszcz.

- Przykro mi, pana siostra zmarła wczorajszej nocy. – te słowa wyryły się w jego pamięci na wieczność. Serce zamarło, a rozum nie przyjmował tego do wiadomości.

- Żartuje pan, to nie może być prawda. - Upadł na kolana z tępym spojrzeniem.

- Nic nie dało się zrobić – kolejny cios prosto w serce.

Po wyjściu z szpitala świat stracił wszystkie swoje barwy, wydawał się szary. Na oślep podążał przed siebie. Ona umarła… powtarzał w myślach. Z otępienia wyrwał go szum wody, stał nad przepaścią. Jego nogi zaprowadziły go w upragnione miejsce ramiona śmierci. Po policzkach spłynęły mu łzy. Zaczął głośno płakać, obwiniać się. Zrobił krok do przodu, potem następny i następny, aż pod jego stopami skończył się stały grunt. Skoczył. Czół jak spada, jak przecina wiatr. Następnie mocne uderzenie o tafle wody, czół się jakby nie uderzył o wodę, a o twardą ziemię. Objęcia wody ciągnęły go w dół, w stronę ciemnej otchłani. Na jego twarzy pojawił się uśmiech.

Już idę do ciebie Klary

Gdy skończył mu się tlen, płuca znów zaczęły nie miłosiernie piec. Przed oczami mignęły mu białe włosy, a następnie pojawiła się twarz, znanej mu już syreny, teraz był pewien, że ona ma twarz jego siostry.

- Czemu mnie opuszczasz? - zapytała z smutnymi kryształowo niebieskimi oczami. - Zostań.

Podpłynęła do niego i złożyła namiętny pocałunek, dzieląc się tlenem. Zamknął oczy i pozwolił się porwać tej pięknej istocie, w końcu i tak nie miał już nic do stracenia. Czarno-srebrny ogon syreny zaczął się ruszać ciągnąc ich w otchłań, gdzie rodzą się syreny.


_________________________________
I jak czujecie niedosyt? Bo ja tak...XD

large[1].jpg
  • awatar misao245: Niesamowite :) uwielbiam mityczne stworzenia... Chcę jeszcze!!!
  • awatar Seiti: Syreny... kurde blaszka, ostatnio mi się śniły. Tak, śniły mi się syreny, to był zryty sen. Piękna niespodzianka, cudowne hot sceny. Czuję niedosyt ;)
  • awatar Nieposkromiona Dziewczyna: To było... Fantastyczne ! Nigdy nie czytałam czegoś równie pięknego. Te mityczne stworzenia te wszystkie krajobrazy. To było niesamowite. Ta jego miłość do własnej siostry. Naprawdę coś pięknego <3
Pokaż wszystkie (4) ›