Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 8 lutego 2014

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Rozdział 12



Cisza. Radosne dźwięki świętowania pochłonęła ciemna noc, zrzucając na Troję przezroczystą szarfę snu. Leżę na swoim łożu i z niewidzący spojrzeniem wpatruję się w sufit pomieszczenia. Moje myśli krążą wśród wspomnień niedawnych wydarzeń. Przed oczami pojawia mi się twarz mojego wroga, a jednocześnie tak bliskiej mi osoby. Te jeszcze świeże wspomnienie blond włosów i ciemnych oczu, oraz zapierającej dech w piersi twarzy ozdobionej blizną. Czemu akurat teraz? Przymykam oczy niszcząc wywołany obraz. Zastanawia mnie czy to, co targało moje ciało… czy ta siła ciągnąca mnie do niego mogła być tym, o czym mówił mi Parys. Tym, co czuli do siebie Hektor i Andromacha. Uchyliłam ponownie oczy i wypełniona pytaniami przewróciłam się na bok. Miłość to nie możliwe bym poczuła coś tak dla mnie nieosiągalnego. Nie posiadam serca, więc nie mogę też być zakochana, tamto uczucie było całkiem inne niż to do Hektora, czy Chrisos. To było całkowicie co innego. Spojrzałam uniosłam rękę i przyjrzałam się srebrnej bransolecie na moim nadgarstku. Nikt nie był wstanie ich zdjąć, po tym jak wtopiły się w moją skórę. Beznamiętnym wzrokiem śledziłam wzór na srebrnej powłoce. Kto by pomyślał, że moje pożywienie będzie użyte jako broń przeciwko mi. Z westchnięciem zamknęłam oczy i oddałam się w objęcia snu, całkowicie nie świadoma nadchodzącej katastrofy.

Z otchłani ciemności wyrwał mnie pojedynczy przerażony wrzask. Zerwałam się do pozycji siedzącej i wciąż lekko nieprzytomnym wzrokiem rozejrzałam się po pomieszczeniu. Było puste. Opuszczając gardę zwlokłam się z łóżka i podeszłam do balkonu. Przede mną rozciągał się przerażający widok. Całe miasto było pochłaniane przez niszczycielskie jęzory ognia. Szybko wróciłam się do mojej komnaty i wybiegłam by sprawdzić co się dzieję.

Wypadłam na główną ulicę i stanęłam skamieniała. Ulica była czerwona od krwi, a z okien domów zwisały powieszone ciała mieszkańców. Nie mogłam się ruszyć, przed oczami stanęły mi obrazy wszystkich chwil jakie tutaj przeżyłam, dobroć tych ludzi i ich życzliwość, po chwili znikły pozostawiając makabryczny widok ich martwych ciał. Moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Do moich uszu dobiegł rozpaczliwy krzyk, puściłam się biegiem w stronę dobiegającego odgłosu. Za zakrętem trafiłam na trójkę mężczyzn stojących nad wykrwawiającym się kupcem. Grecy. Bez zastanowienia rzuciłam się na nich. W dzikiej furii moje ruchy były szybkie, nieprzewidywalne. Zdezorientowani Grecy skierowali się w moją stronę. Złapałam miech jednego z nich i sprawnym ruchem wykręciłam mu rękę pozbawiając oręża. Pierwszy grek nie zdążył nawet krzyknąć, gdy jego Glowa została odłączona od reszty ciała, jednym szybkim cieciem. Dwaj następni otrzeźwieli natychmiast po ujrzeniu swojego towarzysza w częściach. Rzucili się na mnie. Z lodowatym spojrzeniem pozbawiłam obydwu życia, szybkimi głębokimi cięciami.

Stałam teraz sama pośród wciąż przybywającej wokół krwi. Z lodowatym spojrzeniem spojrzałam pod siebie, wnętrzności walały się po ziemi, jakby niesforny kot bawił się włóczką. Widok śmierci nie ruszał mojej egzystencji, podniosłam wzrok ku niebu.  Mimo, że nie jestem jedną z nich, zaczynam być taka jak oni. Powstrzymałam emocję i umazana posoką wyszłam z ulicy pochłanianej przez ogień. Zwróciłam spojrzenie na pałac i dotarło do mnie, że skoro ulice są atakowane, to zapewne pałac jest w tej chwili całkowicie oblężony przez wroga. Pobiegłam w jego kierunku. Nie miałam teraz czasu na myślenie o tym jak grecy dostali się do Troi, moim jedynym zmartwieniem byli teraz moi najbliżsi. Po paru minutach biegu byłam już na miejscu, przede mną toczyły się krwawe bitwy. Rozejrzałam się po poległych, ale nie dostrzegłam znajomych twarz, torując sobie mieczem drogę przedostałam się do pałacu. Ten dobrze znany mi labirynt korytarzy, teraz wyglądał całkiem obco. Wszędzie unoszący się dym i płonące ściany umazane krwią i podpierane przez martwych ludzi. Po chwili oczyściłam umysł i ruszyłam biegiem na poszukiwanie Chrisos. W jej komnacie było pusto, więc pobiegłam dalej, na dziedziniec pałacowy, mając nadzieję, że motywuje innych do ucieczki. W jednym się nie myliłam, była tam, ale nie pomagała innym. Jej mała osóbka wisiała na w pół przytomna trzymana za włosy przez największą bestię na ziemi. Poczułam jak w przez moja egzystencje przepływa czysta wściekłość. Szybkim ruchem, syciłam się na Agamemnona, który w ostatniej chwili uchylił się przed moim atakiem.        
- Puść ją! – wrzasnęłam, wymierzając kolejny cios.
Mężczyzna robiąc kolejny unik uśmiechnął się triumfalnie.
- Wreszcie, raczyła przybyć uparta kapłanka. Czekałem na ciebie. – powiedział zadowolonym z siebie tonem. – Proszę, ona już mi nie jest do niczego potrzebna. – mówiąc te słowa, zamachnął się dziewczyną, tak, że ta z całych sił uderzyła o ścianę. Dało się usłyszeć cichy chrzest łamanych kości.
Przez chwilę patrzyłam na bezwładne ciało blondynki nie dowierzając własnym oczom. Moim ciele wstrząsnął potężny dreszcz. Przeniosłam wzrok na Agamemnona i przystąpiłam do ataku. Tego nie da się opisać, nie teraz. Targana rozpaczą, zadawałam kolejne ciosy, ale żaden nie dosięgał celu. W pewnym momencie poczułam szarpniecie i moja broń została mi wyrwana z ręki. Poczułam zacieśniający się uścisk na swoim gardle. Moje nogi oderwały się od podłoża.
- Przez ciebie to tyle trwało, ale teraz, gdy Priam nie żyje, ja jestem panem wszystkiego. – Moim ciałem wstrząsnął kolejny dreszcz.
- Kłamiesz… Priam… nie… on… musi… żyć… - dukałam starając się zluźnić uścisk na mim gardle.
- Och nie wierzysz? To zabawne, bo jako trofeum zabrałem z sobą jego głowę. – powiedział patrząc mi prosto w twarz.
-…Kłamca!…  - wydyszałam. On musi żyć. Wspomnienia zaczęły zalewać moje myśli. On był za silny, by umrzeć.
– Ale nie martw się, zaraz do niego dołączysz.  Ciekawe, jaką minę zrobi Achilles, zobaczy cię martwą. Nie wiesz, jak długo na to czekałem.
Zamarłam.
 - A więc to o to chodzi. - usłyszałam za sabą słowa.
  • awatar Wiki Wolf: Nareszcie!!! Znowu to robisz, zostawiasz mnie w takim momencie <tupie nogą>. Rozdział jak zawsze wspaniały, poruszający i zadziwiający jednocześnie. Już myślałam, że się go w sobotę nie doczekam i szykowałam plan zemsty, a jednak się myliłam :) Teraz czekam i będę Cię męczyć o ciąg dalszy :P
  • awatar Seiti: Piękny, krwawy rozdział, to co lubię najbardziej :D
  • awatar W poszukiwaniu sensu...: Boskie *,*
Pokaż wszystkie (6) ›