Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 3 stycznia 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Trzymajcie za mnie kciuki, bo w mojej głowie zrodził się pomysł na nowe opowiadanie, a że ostatnio nie jestem w stanie napisać niczego powyżej trzech linijek tekstu, to idzie idzie jakby chciało, a nie mogło. Coś jest ze mną nie tak :C Ale wzięłam się w garść i napisałam coś dla was.
Miłego czytania :D

Rozdział 1


Szkarłatne promienie zmierzchu barwią wszechobecne płatki śniegu na bursztynową barwę, tworząc z nich kryształy podobne kamieniom szlachetnym. Pokryte białym puchem drzewa kłaniają się zachodowi niczym swemu władcy. Pośród śniegu wyrastają lodowe kwiaty otulając śpiącą wśród nich istotę. Ukołysana przez mroźny świat czeka, by przebudzić się i zapanować nad Hiems Tenebris, swoim królestwem.
~*~
W powietrzu rozniósł się głośny śpiew i dźwięk bębnów. Szkarłat zachodzącego słońca mieszał się z pomarańczą opadających liści, niesionych przez wiatr wraz z pieśnią pełną pradawnych słów.  Blask ognia odbijał się od tańczących w śmiertelnym tańcu ostrzy. Istoty przyodziane w skóry wielkich ssaków starły z sobą swoje oręża. Każdy kolejny krok wydawał się być ich ostatnim. Straszna walka, niemożliwa do powstrzymania, a wokół nich tysiące oczu wypatrujących każdy ich ruch. Sycące się najmniejszym śladem emocji na twarzach wojowników. Szybkie ruchy ich ciał, sprawnie unikające srebrzystej stali wzbudzały w widowni zachwyt, ale i zniecierpliwienie, gdyż walka, już od dłuższego czasu się przeciągała. Myśli widowni zaprzątał jedynie widziany obraz i ekscytacja możliwością wygranej swojego faworyta. Wydawałoby się, że walka nigdy się nie rozstrzygnie, aż jeden walczących podciął swojego przeciwnika i szybkim ruchem przyłożył mu swój sztylet do gardła. Jeden ruch i jego żywot dobiegłby końca. Jednak zwycięzca nachylił się nad przegranym i wyszeptał coś do jego ucha, następnie odsunął się na bezpieczną odległość i zabrał ostrze z szyi swojej ofiary puszczając ją wolno. Wokół rozniosły się głosy radości i bogate owacje tłumów, najwyraźniej zadowolonego z widowiskowego przedstawienia, nie gdzie było też słychać, zawiedzione pomruki, które liczyły na inny wynik, a nawet na krwawy koniec. Jednak wojownicy nie zwracali uwagi, na zachowania widowni i razem opuścili plac, na którym jeszcze chwilę temu toczyli zacięty bój. Zwycięzca, zsunął z swojej głowy skórzany kaptur, uwalniając długie po pas włosy, zaplecione w niedbały warkocz. Potargał czubek swojej czupryny dłonią, a niesforne kosmyki założył za szpiczaste ucho. Następnie wbił wściekłe spojrzenie w stojącego u jego boku brata. Jego przystojna twarz pomimo złości obecnie w oczach wyrażała wyższość i satysfakcję z pokonania swojego przeciwnika.
- Myślałeś, że mnie od tak pokonasz? Jeszcze jesteś o wiek za młody, by porywać się na mnie z ostrzem.  – W odpowiedzi dostał jedynie wściekłe parsknięcie i zabójcze spojrzenie złotych oczu, o odcień jaśniejszych niż jego własne. Teraz, gdy ich twarze były doskonale widoczne w promieniach słońca pomieszanego z ogniem stojących wokół latarni, można było dostrzec podobieństwo pomiędzy nimi. Te same ostre rysy twarzy i czerwono-rude włosy, choć, młodszy z nich miał je krótko obcięte. Mierzyli się tak chwilę wzrokiem i po chwili starszy z braci westchną wywracając oczami.  – Wracaj do domu. – rozkazał i odwrócił się, by odejść w sobie tylko znanym kierunku.            
Chłopak wyszczerzył swoje kły w wyrazie pogardy i w brew woli brata pognał w przeciwnym kierunku niż jego dom. Pomimo zmęczenia po walce jego stopy szybko zaniosły go do krańca wioski. Odwrócił się na chwilę by spojrzeć na miasto pośród drzew, przed momentem kolejny raz poniósł porażkę, lecz ta wyjątkowo mocno bolała. Następnie znów puścił się biegiem w stronę rozciągającego się w podnóżach góry jeziora. Po dotarciu na miejsce, z frustracją rzucił się na złocisty piasek. Patrzył na zaczerwienione niebo.
- Co robię źle? – wyszeptał w przestrzeń i zakrył ręką swoją twarz. Wziął głęboki wdech i od początku studiował całą walkę. Jego myśli przerwał kobiecy głos.
- Aż tak bardzo ci zależy, by go pokonać? – zapytała, siadając koło niego na piasku. Chłopak spojrzał na nią przelotnie, nigdy do tej chwili nie miał okazji widzieć nimfy. Te na pozór płochliwe i nie śmiałe stworzenia, miały niemiły zwyczaj skłaniać innych do strasznych czynów, dla swojej chorej zabawy. Mimo, że były niesamowicie piękne, żywiły się wszystkim co się rusza i to bez żadnych skrupułów. Przezroczysta mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy panna, z zainteresowaniem patrzyła na chłopaka. Ten natomiast po szybkim otrzeźwieniu, poderwał się na nogi i przyłożył nimfie nóż do gardła.  – Nie, wierzę, że atakujesz osobę, która chcę ci pomóc. – stwierdziła wypychając policzki jak obrażone dziecko.
- Wracaj skąd przyszłaś i nigdy nie wracaj, obędę się bez twojej pomocy – wysyczał czerwonowłosy przyciskając bliżej ostrze do przezroczystej skóry nimfy.
Dziewczyna uśmiechnęła się krzywo i podniosła ręce w geście poddania.
- Nie ma sprawy już sobie idę. Jak nie chcesz wiedzieć, jak uzyskać dojrzałość, to już mnie nie ma.
Nimfa uśmiechnęła się zwycięsko i rozpłynęła się w powietrzu. Czerwonowłosy chłopak stał chwilę oniemiały. Po chwili mechanicznie schował sztylet do pochwy i opadł na zimny piasek. Właśnie żałował, największej głupoty w swoim życiu, mógł spełnić swoje marzenie wreszcie przestać odróżniać się od innych, a tu jedyna taka szansa wyparowała tak szybko jak się pojawiła. Westchnął rozczarowany swoją głupotą. Nimfy to nimfy, z jednej strony proponują ci wieczne życie, a z drugiej wbiją ci swoje pazury prosto w serce. Kłamliwe bestie. Pomyślał zniesmaczony. Podniósł się z ziemi, otrzepał drobinki piasku i wolnym krokiem skierował się z powrotem do wioski. Rozmyślał nad zdarzeniem nad jeziorem. Nimfa rozgrzebała jego najboleśniejszą ranę i posypała na nią sól, robiąc ją jeszcze bardziej nieznośną. Przekraczając próg wioski skierował się do swojego domu, po drodze mijał biegające małe dzieci, które na jego widok zamierały i kryły się za pobliskimi drzewami. Obdarzył dzieciaki smutnym spojrzeniem i ruszył dalej. Nie miał ochoty siedzieć samotnie, ale nie miał wyjścia, obdarzany pogardliwymi spojrzeniami swoich sąsiadów i pobratymców wspiął się po schodkach prowadzących wokół dorodnego pnia i po chwili stał w swoim pokoju. Położył się na łóżko i zmęczony wydarzeniami dzisiejszego dnia usnął.

Śnił mu się dzień, ceremonii dojrzałości. Słońce jak zawsze było w tym samym miejscu, lecz w jego sercu czaiła się ekscytacja pomieszana z niecierpliwością. Odziany w białe futro dumnie prezentował się wśród orszaku Nishi kroczących ku dojrzałości. Długie czerwone włosy trzepotały targane przez wiatr. Pochodząc z dumnego rodu Dragonów, nawet nie myślał o tym, że coś mogłoby pójść nie tak. W końcu zawsze wszyscy z jego rodziny wyróżniali się siłą, odwagą, mądrością i każdy z nich na ceremonii dojrzałości otrzymał największe błogosławieństwo duchów i niespotykanego chowańca. Orszak doszedł do świętych jaskini i wszyscy w wieku dojrzałości wkroczyli do jej otchłani na spotkanie z przeznaczeniem. Ruszył, jako jeden z pierwszych w dół ciemnego korytarza zakończonego wielką salą z podziemnym źródłem. Gdy wszyscy śmiałkowie dotarli na swoje miejsca, jaskinię rozświetliły tysiące maleńkich świateł. Chłopak nigdy dotąd nie widział czegoś piękniejszego. Kamienna sala wyglądała jak niebo pełne gwiazd. Dla Nishi żyjących wiecznie w świetle zachodzącego słońca, był to niesamowity widok. Na nienaruszonej tafli wody, zaczęły pojawiać się okręgi. Z źródła wyłaniały się jeden po drugim duchy przodków, trzymając w dłoniach różnego koloru kryształy. Ceremonia polegała na przyzwaniu swojego chowańca i otrzymaniu błogosławieństwa od przodków w postaci klejnotu rodowego. Duchy krocząc po wodzie podeszły do wszystkich śmiałków i podały im kunsztownie ozdobione amulety. Czerwono włosy wyciągnął dłoń i dostrzegł piękny rubin koloru jego włosów. Na jego twarz wypłynął zachwycony uśmiech. Gdy tylko kamienie dotknęły rąk swoich właścicieli, duchy rozpłynęły się w powietrzu. Pierwszy w kolejności do przyzwania chowańca był ród Feniksów. Trzech mężczyzn z złotymi włosami i trzymających w rękach tego samego koloru kamienie, podeszło do brzegu źródła. Pierwszy wyciągnął dłoń i zaczął recytować formułę rytuału, na koniec wezwał chowańca.
- Jam jest Cedri z rodu Feniksów, przybądź na me wezwanie! – Woda zaczęła się piętrzyć i formować w kształt ptaka. Chwilę później jego skrzydła poruszyły się i ukazał się olbrzymi jastrząb. Schylił głowę i widać było, że pomiędzy ptakiem, a złotowłosym prowadzona jest rozmowa. Na koniec ptak zaczął świecić własnym światłem i w ten sposób został zawiązany kontrakt. Jastrząb podleciał do swojego pana i usiadł na jego ramieniu.
Kolejne ceremonie wyglądały podobnie. Pozostała dwójka z rodu feniksów przyzwała także ptaki, Niejaki Alsos przyzwał orła, a Herses sępa, co rozbawiło Dragona.(Dobrze, że nie przyzwał kurczaka - pomyślał). Kolejny był ród Wilkorów i tak jak zawsze w tej rodzinie, każdy z zielonym amuletem przyzwał wilka lub psa. Trzecim filarem był ród Syren, miał w zwyczaju przyzywać wodne istoty, najczęściej z umiejętnościami leczniczymi. Czwartym filarem był ród Anguis*, przyzywający węże, skorpiony i podobne temu istoty. Ostatnim filarem była rodzina Dragonów. Od wieków mieli zdolność przyzywać smoki, a tym samym stali na najwyższym szczeblu w hierarchii wioski i całego kraju.
Oto przyszła ta od zawsze wyczekiwana przez niego chwila. Wyszedł dumny przed szereg i wyciągnął dłoń w stronę jeziora.  
- Jam jest Erabre z rodu Dragonów, przybądź na moje wezwanie!
Klejnot w jego ręce zajaśniał szkarłatem, woda zaczęła się poruszać niespokojnie. Nad wodą pojawił się cień, to przybierał jakiś kształt, to z powrotem tracił swoją postać.  Młody Dragon zaniepokojony niezdecydowaniem swojego Chowańca mocniej ścisną klejnot, przelewając w niego większą siłę woli. Jego uszu dobiegł niepokojący odgłos pęknięcia. Spojrzał w dół. Kryształ pokryty był siatką maleńkich pęknięć. Przerażony zwolnił uścisk. Kamień zapulsował niebezpiecznie. Rys z każdą chwilą przybywało, a cień nad jeziorem rósł przybierając postać czteronożnego zwierzęcia. Kryształ palił skórę swojego właściciela, ale ten mimo wszystko wpatrywał się w cień nad jeziorem pragnąc ujrzeć postać istoty. Cień poruszył się z gracją, a na jego cienistym pysku pojawiła się krwiożercza satysfakcja. W tym momencie kryształ rozpadł się w drobny proch, a cień na jeziorze zniknął.  
*Anguis - Wąż

runilmarh___silver___red_quartz_and_garnet_by_lunarieen-d70nvsp.jpg


I jeśli ktoś ma pomysł na pradawne imiona to śmiało piszcie, przydadzą mi się :D

PS: Z grubsza poprawiłam
  • awatar Seiti: Nishi? :D Lisa, wkradło Ci się kilka błędów i literówek. ;) Styl wyśmienity jak zawsze. :D Imiona... hmm...odwieczny problem.
  • awatar Lisa Angels: Szczerze nie chciało mi się tego sprawdzań, ale jak będę miała chwilę to poprawię, i tak z grubsza poprawiłam. Nie mogłam się zdecydowań na nazwę rasy, więc uhonorowałam ją imieniem mojej małej ulubienicy :D
  • awatar Seiti: jak swoje sprawdzam to i tak coś ominę i dopiero po jakimś czasie jak muszę coś odszukać to widzę błędy czy literówki. Nishi się rumieni nieśmiało ;)
Pokaż wszystkie (6) ›