Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 31 października 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 
zakiraluna
 
Rozdział 9
        Ostatnie co usłyszała, to odgłos ryglowania drzwi. Chociaż starała się zachować zimną krew, tak naprawdę była przerażona- nie miała pojęcia, czego chcą od niej ci obrzydliwi mężczyźni, ani nawet gdzie się znajduje...jak bardzo zapragnęła znowu usiąść przy swoim małym, znienawidzonym biurku w pracy, jak bardzo chciała znów usłyszeć docinki szefowej! Ale była tutaj...
        Kim jest ten mężczyzna? Przeszło jej przez głowę, przypominając sobie to zielone, przeszywające spojrzenie, kwadratową szczękę ozdobioną kilkudniowym zarostem i czarne, ścięte na żołnierza włosy...mężczyzna który przykładał jej lód do bolącego policzka i który później obronił ją przed ciosem tego brutala był niezaprzeczalnie atrakcyjny. I równie niezaprzeczalnie niebezpieczny.- Przeszło jej przez głowę, po czym podwinęła kolana pod brodę, mocno objęła je rękami i zaczęła lekko kołysać się w przód i w tył-  miała nadzieję, że w ten sposób zimno nie będzie tak intensywnie przenikać jej ciała. Powiedziała mu, że nie jest głodna- oczywiście było to kłamstwo, tak naprawdę czuła się wściekle głodna, miała wrażenie że od ostatniego posiłku minęła wieczność. Po chwili zastanowienia zdała sobie sprawę, że prawie tak jest: jej ostatnim posiłkiem był lunch w pracy o piętnastej, od tamtej pory nie miała w ustach nic innego. Która godzina?- Przemknęło jej przez myśl i pierwszy raz w życiu zaczęła żałować, że nie nosi zegarka. Co za głupota - pomyślała po chwili- Przecież nawet gdybym go nosiła, przed snem na pewno bym go ściągała...-Ale co miała zrobić? Przyznać mu rację? ,,Tak, w sumie to jestem bardzo głodna, mógłbyś zmówić pizzę?"- Ani nie potrzebuje, ani nie chce jego łaski, woli zdechnąć z głodu. Bolały ją oczy, miała wrażenie, że czuje pod nimi kryształki piasku...ale ani myślała położyć się spać. Powiedział że wróci...jeżeli to prawda, to woli czuwać. Zaczęła liczyć oddechy by nie popaść w obłęd i jednocześnie, by zająć czymś myśli. Pięćset czterdzieści oddechów później chciała zmienić pozycję i zdała sobie sprawę że właściwie nie czuje palców u stóp...były równie skostniałe co dłonie, jej skóry już nie pokrywała gęsia skórka, zrobiła się za to sina, na całym ciele pojawiły się brunatne plamy świadczące o wyziębieniu. Zignorowała to wszystko i oparła się plecami o betonową ścianę, jednocześnie prostując nogi, zaraz jednak odskoczyła jak oparzona, przypominając sobie ślady jakie zdobią to pomieszczenie...niepewnie pochyliła się i położyła głowę na pryczy- była twarda i niewygodna, już gdzieś czuła coś takiego, tylko nie mogła sobie przypomnieć gdzie...po chwili prawda spadła na nią niczym grom z jasnego nieba, wszystkie wspomnienia wróciły, niemal widziała biegające dzieci w skromnych, niebiesko-białych fartuszkach i otyłe zakonnice...sierociniec.
        Spędziła w nim pierwsze osiemnaście lat swojego życia, z tego co się dowiedziała, kobieta która wydała ją na świat natychmiast ją oddała, zaś o ojcu nie było wiadomo nic. Prawdopodobnie nawet jej matka do końca nie wiedziała kto nim jest...Nigdy nie tęskniła za rodzicami, jak można tęsknić za czymś czego nigdy się nie miało? Jedynie kiedy żyjąc już na własny rachunek, opuściwszy mury sierocińca dostrzegała w kawiarni czy parku dwie kobiety- w jej mniemaniu matkę i córkę- roześmiane, trzymające się za ręce, czuła dziwny ucisk w sercu...Też by tak chciała, też chciałaby mieć kogo odwiedzać i z kim spędzać święta...teraz, kiedy została porwana, mocniej zdała sobie sprawę ze swej samotności. Kto pierwszy zorientuje się że jej nie ma? Bank? Szefowa? Kto będzie się martwił? Nikt. Nie miała nikogo. Była w kilku związkach, ale żaden nie okazał się udany. Zamknęła się więc we własnym świecie, pogodziła się z myślą że skończy jako stara panna i że nigdy nie będzie miała dzieci...Nie wiedziała co robi źle.  Nikt nie pokazał jej jak ma się zachowywać, nie miała osoby, na której mogłaby się wzorować... Całkiem położyła się na prowizorycznym łóżku, nogi oczywiście wystawały jej ponad jego końce...przymknęła oczy, choć nie miała zamiaru spać- chciała zatrzymać łzy, które zdawały się wypłynąć lada moment. Jeżeli chodzi im o okup, to mogą od razu mnie zabić... – Przeszło jej przez głowę i wtedy drzwi celi otworzyły się z głośnym trzaskiem. Gwałtownie podniosła powieki, do celi wkroczył znany jej już mężczyzna, w ręku trzymając duże pudełko. Był niewyobrażalnie wysoki, by wejść musiał mocno się pochylić, ciemna koszula podkreślała śniadą cerę i muskularne ciało. Posłał jej szeroki, amerykański uśmiech.
– Obudziłem cię? –  Nie miała ochoty na słowne przepychanki, więc bez słowa podparła się łokciem i usiadła na łóżku, spuszczając nogi na podłogę. Mężczyzna postawił pudełko na ziemi i sięgnął po coś.
– Łap! – Odruchowo wyciągnęła ręce i sekundę później trzymała w dłoniach duży, czarny koc. Patrzyła na niego, nie do końca wiedząc jak się zachować; bardzo chciała otulić się tym szorstkim, ale i tak idealnym pledem, z drugiej strony on pewnie właśnie tego chciał prawda? Na szczęście Creig postanowił skrócić jej rozmyślania, delikatnie wyjął jej z rąk czarne zawiniątko, rozłożył w rękach i mocno otulił chude ramiona- natychmiast zrobiło jej się przyjemnie ciepło. Mężczyzna ułożył jej krawędzie koca na odsłoniętych kolanach i przyjrzał się jej uważnie.
–Tu jest zimno jak w psiarni. –  Powiedział tytułem wyjaśnienia. Nagle wyciągnął dłoń i kciukiem przejechał po jej delikatnych, spękanych wargach. – Masz sine usta. – Wyszeptał, wpatrując się w nie intensywnie. Przez chwilę myślała że ją pocałuje, zaskoczyła samą siebie stwierdzeniem, że pragnęła tego równie mocno co on. Na szczęście on w porę się opanował, odsunął się gwałtownie i mocno wyprostował, jednocześnie odwracając się do niej plecami, znowu szukając czegoś w dużym pudle. Po chwili odwrócił się z kolejnym białym, tym razem plastikowym pudełkiem, rodem z jakieś chińskiej knajpy. Postawił je na stole i lekko uchylił wieczko- po mikroskopijnym pomieszczeniu natychmiast rozszedł się zapach duszonego mięsa, przypraw i sosu. Żołądek Angeline po raz kolejny dał o sobie znać, na szczęście wszelkie dźwięki zostały zagłuszone przez otulające ją nakrycie.
– Dzisiaj w menu mamy cielęcinę w pięciu smakach. –  Powiedział Creig odrobinę zbyt głośno i zbyt entuzjastycznie, podsuwając stolik pod sam nos dziewczyny i wyciągając plastikowe sztućce. Angeline nie poruszyła się ani o milimetr. – Smacznego. – Zachęcił ją, ale pozostała niewzruszona. Jej ciało kazało natychmiast rzucić się na parujący posiłek, ale rozum kategorycznie tego zabraniał. Nie zje niczego od tych łotrów! Zauważyła że uśmiech stojącego nad nią mężczyzny zgasł, na jego twarzy pojawiła się teraz zimna rezerwa. Na kilka długich minut zapadła zupełna cisza.
– Jedz. – Powiedział krótko,  groźnie wypowiedziane polecenie odbijało się w jej uszach głośnym echem, ale ona sama pozostała niewzruszona. Położył jej dłoń na ramieniu i ścisnął lekko, w tym uścisku zawierając nieme ostrzeżenie.
– Powiedziałem: jedz. Więcej nie powtórzę tego polecenia. – Nawet nie podniósł głosu, ale ton był tak zimny i nieznoszący sprzeciwu, że prawie się ugięła. Prawie. Ostatkiem woli podniosła na niego wzrok i lekko pokręciła głową. Zmarszczył nos, jego usta zacisnęły się w cienką kreskę, a uścisk dłoni na ramieniu dziewczyny gwałtownie zwiększył swą siłę.
        Mimowolnie syknęła z bólu, ale nie ugięła się, przez chwilę myślała że jego palce połamią jej kruche kości, w kącikach oczu znów pojawiły się łzy.
– Nie chcę twojego jedzenia, ani twojego koca! – Powiedziała przez zaciśnięte z bólu zęby. –Wolę umrzeć z głodu! –  Niemalże splunęła, o on puścił ją gwałtownie i jednym ruchem zmiótł całe jedzenie, zrobił to z taką siłą, że nawet stolik się przewrócił, sos rozlał się po podłodze, posklejany ryż tworzył na niej drobny, nieregularny wzorek...
– Jak chcesz! – Wykrzyczał jej prosto w twarz. Patrzyła na niego przerażona- przez sekundę, przez ułamek sekundy pozwoliła sobie myśleć że on...że jest inny niż ten który ją uderzył. Myliła się. Jest taki sam. Nie wolno jej o tym zapominać.
***
        W odpowiedzi na jej głupi upór, stracił nad sobą kontrolę, oddychał teraz ciężko, spoglądając na brudną podłogę. Podniósł wzrok na Angeline i zmarszczył czoło na widok czerwonych śladów, jakie jego palce pozostawiły na jej ramieniu. Nie chciał tego. Nie chciał jej skrzywdzić...po raz drugi. W chwili w której spojrzał jej w oczy wiedział że mu nie uwierzy: patrzyła na niego tak samo jak wcześniej na Robby'ego: z mieszanką pogardy i strachu. Nie wiedział co ma jej powiedzieć, nie mógł znaleźć odpowiednich słów.
– Idź spać. Rano przyjdę cię przesłuchać. – Powiedział chłodniej niż zamierzał i wyszedł, nie mogąc dłużej znieść napięcia panującego w celi. Co się z nim działo? Dlaczego nagle zapragnął uczynić wszystko, by nie przysporzyć dziewczynie cierpień? I dlaczego wychodziło mu to zupełnie odwrotnie? Angeline...wzbudzała w nim silną chęć opieki nad nią, chronienia jej, pociągała go nie tylko fizycznie-nie sądził że coś takiego jest możliwe.
        Dokładnie zamknął drzwi celi i zabrał jedyny klucz- diabli wiedzą, co mogłoby przyjść Robby'emu do głowy, po czym udał się na parter, do swojego gabinetu. Zorientował się, że jest w biurze zupełnie sam, chłopaki najwyraźniej rozeszli się już do domów...albo burdeli w przypadku Robby'ego, dokładnie zamknął więc całe biuro i wyszedł prosto w mocny, gęsty deszcz-nawet tego nie zauważył, tylko od razu wsiadł do samochodu i włączył się do ruchu, jednak myślami wciąż był przy Angeline, toteż zupełnie nie zwracał uwagi na przepisy- w pewnej chwili dostrzegł charakterystyczny, czerwony lizak. Zaklął siarczyście i zjechał na pobocze. Tylko tego mi teraz brakowało-Pomyślał i uchylił szybę na kilka centymetrów. Podstarzały policjant z wąsami zasalutował dumnie, następnie omiótł czarne porsche pożądliwym spojrzeniem.

_________________________
wiadomość od zakiry - ma awarie pingera prosiła bym wstawiła za nią opowiadanie
  • awatar Zakira Luna: Moja kochana Lisa zawsze wyratuje mnie z opresji- dzięki niej nie zlamałam danej Wam wczesniej obietnicy o rozdziałach! :*
  • awatar SallyLou: Mniam!Pyszny kąsek :D Widzę, że nie tylko ja mam problem z pingerem. Buntuje się okropnie... Wspaniały kawałek przeszłości bohaterki, oszczędziłaś mi dalszego gdybania nad jej przeszłością ( przynajmniej na chwilkę). Nie wiem czemu, ale ta nerwowość Creiga zaskoczyła mnie. Myślałam, że Angeline nie uda się go wyprowadzić z równowagi, a tu taki wybuch... Jestem w szoku. Choć z drugiej strony skoro gość tak się zamyślił, że złamał parę przepisów, może nie jest z nim tak źle. Mam zamiar wciąż go uwielbiać ( i chyba dopiszę do zeszytu z imionami wymarzonych facetów z opowiadań :P ).
  • awatar Kate - Writes: Dobrze mieć kogoś takiego kto poratuje. rozdział jest cudowny. Dziwne, ze mną stronka współpracuje, ale to tylko poewnie kwestia czasu.
Pokaż wszystkie (4) ›