Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 1 marca 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 



Rozdział 8

W powietrzu rozniósł się śmiech mrożący krew w żyłach. Upiorny chichot płoszył siedzące w koronach drzew ptaki pobudzając je do lotu. Nimfa wzdrygnęła się pod pływem upiornego dźwięku. Odwróciła się w stronę odgłosu. Erabre stał wolny, a u jego stóp leżał śpiący w najlepsze smok. Śmiech wyraźnie dochodził od niego, jednak on sam nie poruszał ustami. Amulet na jego szyi uniósł się w powietrzu. Chichot ustał.
- Chodź do mnie – słodka jak miód komenda rozniosła się echem. Chłopak płynnym ruchem skierował się w stronę stojącego w osłupieniu brata.
- Sari przestań, to nie jest śmieszne. – nerwowo stwierdził Eylass i zerknął na nimfę.
- To nie ja! – zaprzeczyła drżącym głosem. Dragon popatrzył na brata z przestrachem, jak ten zbliża się do niego. Eylass podniósł gardę, by odeprzeć ewentualny atak, jednak młodszy z braci ominą go, jakby go nie dostrzegał.
- To nagroda za szukanie mnie. – Czerwonowłosy szybko się odwróciłby dostrzec swojego młodszego brata przekraczającego linię brzegu.
- Erabre, stój! – Czerwonowłosy rzucił się w stronę brata, zrozumiawszy jego słowa.  
Chłopak zrobił nie całe dwa kroki, gdy grunt zniknął mu z pod nóg i całkowicie zapadł się pod powierzchnię śmiercionośnego jeziora. Czas zwolnił, czerwonowłosy widział jak woda bezwzględnie pochłania swoją ofiarę. Dragon nie myśląc nad konsekwencjami już miał podążyć za bratem, gdy pochwyciły, go czyjeś ręce. To był Aquas.
- Puść mnie! Musze go ratować! – wrzeszczał zrozpaczony, próbując się wyrwać. – Jeszcze nie jest za późno! Puszczaj! – Po paru minutach przestał się ruszać, jego oczy zaszły łzami. Tracąc oparcie zielonowłosego opadł bezwładnie na kolana i tępo wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą jezioro pożarło jego brata. Jakby z nadzieją, że ten wynurzy się cały i zdrowy… Jednak to miało nigdy nie nastąpić. W ciszy, ronił łzy, czuł na sobie współczujące spojrzenia. Z każda sekundą, docierało do niego, co się przed chwilą stało. Nie było szans, by Erabre mógł przeżyć kontakt z żrącą wodą. Przerażająca myśl, że przed chwilą jego braciszek został rozpuszczony wstrząsała nim doszczętnie. Z jego gardła wyrwał się przepełniony rozpaczą ryk. Uniósł twarz ku niebu i zawył żałośnie.

- Eylass… - zaczęła nimfa, robiąc krok w jego stronę. Dźwięk własnego imienia wyrwał mężczyznę z amoku. Właśnie zdał sobie sprawę, że siedzi na zimnym piasku, już od paru dobrych godzin i wpatruję się tępo w jezioro. Zrozumiał wagę popełnianych przez całe życie błędów.
- To dla tego, że go nie posłuchałem… - wyszeptał – ostrzegał mnie… więc czemu, to jego zabrała?! To miałem być ja! Co ja zrobiłem?! – Czuł dreszcze na całym ciele. Sari nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie. Ten zawsze dumny, opryskliwy mężczyzna nie pokazywał najmniejszej kruchy na polu bitwy. Bezwzględnie zabijał, gdy musiał to zrobić i nie drgnęła mu przy tym nawet powieka. Nie ważne kto to był…
- Eylass… nie mogłeś tego przewidzieć… - zaczęła niezdanie, starając się pocieszyć mężczyznę, choć w małym stopniu zabrać mu z barków ból po stracie bliskiej osoby. Pomimo gróźb, jakie kierowała w stronę Erabre, nigdy nie myślała, że one się spełnią. Co gorsza, bez jej inicjatywy i rezultatów, jakie miały przynieść. Nie dość, że Dragon stracił brata, to cała ich drużyna straciła jedynego informatora, którego śmierć tylko potwierdziła wagę jego osoby. Prawdopodobnie ich jedyna szansa na odnalezienie Ashy zniknęła w głębinach jeziora…
Eylass nie odpowiedział, jedynie podniósł się z klęczek. Jego spojrzenie przybrało zdeterminowany wyraz.
- Znajdę ją, nawet z cenę życia i zmuszę by go oddała.
- I co chcesz niby zrobić? Eylass nie ważne co mówią legendy, ona nie może wskrzeszać zmarłych.
-  W takim razie poślę ją do niego, by sprowadziła go z powrotem.
- To chore jak niby chcesz to zrobić? – zapytała z niepokojem w głosie. Czerwonowłosy zastanowił się chwilę, jego zmęczony mózg pracował na pełnych obrotach. Wtem dobiegł ich głos Mephisto, stał z szerokim uśmiechem na ustach. Jego wyraz twarzy stanowczo nie pasował do sytuacji.
- Mówiłaś, że coś ci nie pasowało w wspomnieniach Erabre, wspomniałaś, że całymi dniami siedział nad jeziorem i nic nie robił. To było tutaj?
Nimfa zbita z tropu rozejrzała się po okolicy. Skinęła niepewnie na potwierdzenie. Uśmiech białowłosego, poszerzył się, jego oczy błyszczały od ekscytacji. Ta jego radość, doprowadziła zdruzgotanego Nishi do białej gorączki. Jak on śmiał, zawsze uważał, że jest nieczuły, ale nie sądził, ze aż w takim stopniu.

_______________
Wybaczcie za jakość, nie ważne jak próbuje to podrasować nie wychodzi. Do tego wyszedł strasznie krótki
Pokaż wszystkie (10) ›