Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 28 marca 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 


Rozdział 12 część 1

Ciepłe łzy spływały po policzkach pozostawiając po sobie mokre ścieżki. Żal zaciskał pętle na rozdartym sercu, pozbawiając resztek tchu. Obrazy przeszłości męczyły umysł krok po kroku odbierając zdrowy rozsądek i sprawiając ogromny ból. Mijały godziny, a jej mózg tworzył coraz gorsze koszmary nie dając zaznać spokoju. Widziała wszystko, o czym pragnęła zapomnieć.
To piekło – przemknęło jej przez myśl. Wykończona uśmiechnęła się delikatnie. Jeśli naprawdę umarła, to on też tu musi być.
- Mephistophelesie – wyszeptała ochrypłym głosem.  – Mephisto…
Otaczająca ją pustka pożerała każde wypowiedziane przez nią słowo, pozostając niewzruszona na imię jednego z wysokich diabłów.  
- Mephistophelesie – wrzasnęła w przestrzeń z wściekłością otwierając szeroko swoje świecące oczy. Otaczająca ją pustka pękła, jakby była zrobiona ze szkła, tysiące malutkich pęknięć wpuściło drobne paski światła. Uśmiech nimfy poszerzył się. Wyciągnęła swoją przezroczystą rękę i pstryknęła pozostałości otaczającej ją skorupy. Szklane odłamki posypały się wraz z wylewającą się wodą na podłogę odsłaniając ukryte pomieszczenie. Sari ostrożnie wyszła z czegoś na kształt kapsuły i rozejrzała się. Sporych rozmiarów pokój oświetlony był ciepłym światłem umieszczonym centralnie pod kamiennym sufitem. Poczekała chwile, aż jej wzrok przyzwyczai się do jasności. Na ścianach widniały zawiłe symbole. W pomieszczeniu nie było niczego. Jedynie kapsuły podobne do jej własnej ustawione w okręgu, stały dumnie kryjąc swoją zawartość w ciemnej jak smoła cieczy. Serce dziewczyny zabiło szybciej.  Pomimo psychicznego wyczerpania, była pewna, że cała jej kompania znajduje się w tym pokoju. Z żołądkiem podchodzącym do gardła podeszła do pierwszej kapsuły. Już miała ją robić, gdy dotarło do niej, że owych zbiorników jest piętnaście i nie muszą koniecznie zawierać jej przyjaciół. Poprawka, czternaście, bo jeden już zniszczyła. Zagryzła z nerwów dolną wargę i zajrzała do środka najbliżej niej. Przez ciemną ciecz w środku, nie była w stanie niczego zobaczyć, jednak czuła w niej jego obecność.
- Trudno, raz kozie śmierć – westchnęła i wyciągnęła rękę w stronę tafli. Zamarła w pół ruchu sparaliżowana warczeniem za swoimi plecami. Powoli odwróciła się, by stanąć twarzą w twarz, a dokładniej pyskiem czarnej pantery, której łeb był dwukrotnie większy od jej głowy. Złote ślepia kota wpatrywały się w nią z wrogością. Zadrżała jak osika. Stanowczo miała dość atrakcji dzisiejszego dnia, a tym bardziej dużych zwierząt, ostrzących na nią zęby. Kocur leniwie pomachał długim ogonem i usiadł bacznie obserwując intruza. Nie miała gdzie uciekać, nawet nie łudziła się, że przeżyje starcie z panterą. Jeden ruch i prawdopodobnie będzie martwa, już tak całkowicie na serio. Ta myśl niemiłosiernie ją wkurzyła. Włosy zapłonęły jej z wściekłości, a powietrze wokół niej podgrzało się o kilkanaście stopni. Ma zginąć bez ujrzenia ostatni raz Mephisto i wygarnięcia Babel wszystkich życiowych uraz? Ich niedoczekanie!  Kot zjeżył się i ukazał sporych rozmiarów kły, ostrzegawczo warcząc.
- Zapomnij – wysłała w stronę kocura, następnie zrobiła krok do tyłu i dotknęła tafli szkła. - Mephisto długo zamierzasz tak spać?! - krzyknęła nerwowo. Pantera zareagowała natychmiast rzuciła się do gardła dziewczyny. Sari zamknęła oczy ze strachu czekając na śmiercionośny cios, mający zakończyć jej żywot. Jej umysł podsuwał jej wyobrażenie rozrywanych mięśni i kości. Skuliła się w sobie i jeszcze bardziej przylgnęła do kapsuły. Dźwięk tłukącego się szkła wydawał się jej być łamaniem kości. Uchyliła lekko oko i dostrzegła, że obok jej głowy wystaje ręka hamująca mordercze zamiary zwierzęcia. Wszystko działo się, jakby w zwolnionym tempie. Szkło zbiornika, o które się opierała rozleciało się na drobne kawałki, przypominające spadające gwiazdy na tle czarnej cieczy. Kościste skrzydła diabła zasłoniły dziewczynie widok, a ciepłe ramiona powstrzymały ją przed upadkiem.
Pantera odskoczyła do tyłu unikając nadzwyczaj szybkiego ataku diabła.
- Stęskniłaś się? – wyszeptał z szelmowskim uśmiechem przybliżając dziewczynę do swojego mokrego torsu. Sari zatkało, zdecydowanie to nie był czas na słodkie słówka, jednak w tej chwili nie miała zamiaru mu tego wypominać, cieszyła się, że żyją. Wtuliła się w niego bardziej i załkała cicho. Mephisto widząc to lekko się uśmiechnął i szybko skupił uwagę na czyhającym na nich zagrożeniu.
Olbrzymi kot siedział, wpatrując się w nich z wyrazem niesmaku i pogardy, mówiącym „Serio?”.
___________________
Druga część pojawi się dzisiaj albo jutro jak dam radę by wynagrodzić brak rozdziału w tamtym tygodniu. (o ile dam radę)
  • awatar Zakira Luna: Widzę że u naszej na pozór twardej, wyrachowanej bohaterki pojawia się coś na kształtt wyższych uczuć :3 Co do kota, to wydaje mi się, że miałaś bardzo dobrego modela ;) P.S. W pierwszym akapicie stanowczo nadużywasz zaimka ,,jej'' a jako wynagrodzenie braku rozdziału w tamtym tygodniu życzę sobie część drugą jsk najszybciej:P
  • awatar Lisa Angels: Widzisz tak to jest gdy na szybko robisz korekte
  • awatar Kate - Writes: (diaboliczny chichot) Mam co czytać! Lisa jest taka kochana! Jak ty to robisz, że czytający zawsze potrafi się wczuć w twoje dzieło? Ja też chce tak umieć. Memphisto jest jak zawsze boski, a w twojej Sari widzę cząstkę samej siebie. Ponawiam pytanie: jak ty to robisz? PS Zapraszam do siebie. Weź coś pokomentuj, bo mnie dołuje to, że mnie nikt nie czyta.
Pokaż wszystkie (10) ›