Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 29 marca 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 


Rozdział 12 Cz. 2

Mephisto nadal starał się przeciwstawić działaniu czarnej substancji, w której był przed chwilą zanurzony. Jedyne, co trzymało go na nogach to dotyk drobnego ciała nimfy, wtulonej w jego tors. Obecność jej duszy dodawała mu siły by odeprzeć niebezpieczeństwo. W końcu, jeśli ona zniknie, to on też. Spojrzał czujnym spojrzeniem na olbrzymią panterę i… zbaraniał. Mógł się spodziewać wszystkiego, ale widok zniesmaczonego kota, w jakiś sposób zbił go z tropu. Potrząsnął głową, mając nadzieje, że to tylko halucynacje spowodowane mazią, która go więziła. Jednak nic się nie zmieniło, no może oprócz spojrzenia zwierzęcia. Teraz wydawało się, że patrzy się na nich jak na niespełna rozumu dzieci.  W swoim życiu widział wiele różnych dziwactw, jednak nikt i nic, jeszcze nie patrzyło na niego takim wzrokiem, gdy był w swojej prawdziwej postaci nieśmiertelnego. Pantera leniwie podniosła się z swojego miejsca i wolnym krokiem zaczęła krążyć wokół pokoju. Zwierze sprawiało wrażenie całkowicie niezainteresowanego nimi, a jednak dało się w jego złotych ślepiach dostrzec błysk oczekiwania. Kocur podszedł do przeciwległej ściany i runął na podłogę kładąc się centralnie przy tunelu, będącym jedynym wyjściem z pomieszczenia.
- Cudownie, to kocisko odcięło nam drogę ucieczki – westchnął podirytowany prosto w ucho nimfy. Sari odzyskując rozsądek, oderwała się od diabła i spojrzała na obserwujące ich zwierze. Byli w pułapce, i nie było mowy o ucieczce bez pozbycia się strażnika. Rozejrzała się w poszukiwaniu czegoś przydatnego. Pokój jak na złość był pusty. Jej wzrok spoczął na jednej z kapsuł. Prawdopodobne, że pantera, rzuci się na nich, gdy tylko spróbują rozbić kolejną, a co gorsza nie mają pewności, że to im coś pomoże.
- Meph, zajmij się nim ja poszukam Babel – wyszeptała, sama nie wierząc, że te słowa wyszły z jej ust. Kiedy diabeł miał coś powiedzieć, ona szybko ruszyła w stronę najdalej oddalonej od kota kapsuły. Dotknęła szkła licząc na to, że rozpadnie się podobnie jak wcześniejsze. Jednak nic się nie stało. Z niepokojem spojrzała na kota. Leżał jakby nic się nie stało, z rozbawieniem w oczach. Nawet nie drgnął, gdy z całej siły uderzyła w tafle szkła.
- Czemu? Mephisto! – krzyknęła do chłopaka stojącego między zwierzęciem, a nią. Odwrócił się instynktownie i wtedy bestia szybko poderwała się z ziemi i skoczyła centralnie na plecy diabła, przewracając go i łamiąc mu kości. Kot nachylił się nad nim pokazując olbrzymie kły. Jeden kęs wystarczyłby, by odgryźć diabłu głowę. Białowłosy zawył z bólu, pełnym cierpienia wzrokiem spojrzał na sparaliżowaną przez strach nimfę. To znów się działo, po raz kolejny miała patrzeć, jak on znika. Miał zostawić ja samą z tym wszystkim i pozwolić popaść rozpacz i obłęd? Już teraz czuł, że jej dusza jest wyczerpana, że nie poradzi sobie i na zawsze straci to wszystko, nad czym tyle pracowali. Znów stanie się bezwzględną maszyną do zabijania. Tym razem nieodwracalnie. Nie mógł na to pozwolić. Szczególnie teraz, gdy jest tak blisko rozwiązania zagadki. Spiął wszystkie mięśnie i trzasnął kota skrzydłami. Ten niewzruszony złapał jedno z nich zębami i jednym płynnym ruchem wyrwał. Pomieszczenie wypełnił przeraźliwy krzyk.

Sari z przerażeniem patrzyła jak część ciała jej kontrahenta zostaje rzucona na drugą część pokoju. Głuchy dźwięk towarzyszący uderzeniu, rozbrzmiał w jej głowie jak odgłos tysiąca dzwonów. To musiał być sen, obślizgły koszmar, z którego obudzi się zlana potem, a to przebudzenie przyniesie ulgę, że to nie dzieje się naprawdę. Widok krwi spływającej kotu z pyska i otępiałego od bólu Mephisto zatrzymało jej serce, by w następnej chwili ruszyło z niewyobrażalnym tempem. Zachwiała się robiąc nieznaczny krok do tyłu. Czuła ból fragmentu swojej duszy. Po policzkach spływały jej łzy, nie wiedziała co robić. Przy kolejnym kroku potknęła się i upadła na podłogę. Z przerażonym wzrokiem cofała się po ziemi, co chwilę upadając na zimną posadzkę. Chciała się obudzić, teraz, natychmiast! Jednak podświadomość uparcie powtarzała, że to nie sen, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, straci nie tylko Mephisto, ale życie. Cała się trzęsąc błagała w myślach, by ktoś ją uratował. Ślepia kota wydawały się świecić, w sztucznym świetle pomieszczenia. Nimfa zamarła, wpatrując się w jego oczy zrozumiała coś, co od piętnastu lat tłumiła w sobie. Obraz dawnej siebie nałożył się na rzeczywistość. Leniwe kroki czarnej pantery, wydawały się być jej własnymi, a ona? W tej chwili była ofiarą, taką samą jak setki tych, których pozbawiła duszy. Jej ciało przestało się trząść. Spuściła wzrok, a jej spojrzenie spochmurniało. Strach odszedł na krańce umysłu pozostawiając jedynie szaleństwo. Tak, to było to samo uczucie, jakie zawsze nawiedzało ją w chwilach samotności. Zżerające od środka, sprawnie trawiące zdrowy rozsądek, a co za tym uwalniające prawdziwe oblicze tych pięknych przezroczystych stworzeń, jakimi są nimfy. Gdy podniosła wzrok już nie była kapryśną, zrozpaczoną Sari. Nie… Istota, która się podniosła była bestią. Szaleńczy uśmiech wypłynął na jej usta, a świecące oczy obrały na celownik swoją ofiarę. Nimfa zniknęła, by chwilę później pojawić się na grzbiecie pantery. Zwierze czując intruza na sobie przeturlało się, z całej siły gniotąc wszystko, co znalazło jej się na drodze. Nimfa, w tym czasie, zdążyła już się ulotnić. Stanęła centralnie przed łbem kocura i nachyliła się by spojrzeć mu wyzywająco w oczy. Z jej ust wydobył się szaleńczy chichot. Kot zaatakował, jednak po raz kolejny napotkał powietrze. Prychnął niezadowolony i nadzwyczaj szybkim ruchem odwrócił się nokautując dziewczynę. Ta pod wpływem uderzenia odleciała kawałek i z całej siły uderzyła o zbiornik. Oczy zaszły jej mgłą, a w uszach zaszumiało. Na wpółprzytomna dostrzegła rozmazaną postać stojącą u boku pantery. Wydawało się, że kłuci się z kotem, jednak szum w uszach skutecznie zagłuszał słowa. Zwierze prychnęło lekceważąco, a postać podeszła do nieprzytomnego Mephisto.
- Nie… nie… waż… się… go… - wysapała. Wzięła głębszy wdech – dotykać… – wysyczała cicho. Następnie z głuchym dźwiękiem upadła na ziemie. Uderzenie pantery okazało się zbyt silne dla jej drobnego ciała, z każdą chwilą traciła przytomność.
- Spokojnie, już dobrze - To były ostatnie słowa, które przedarły się przez jej zmęczony umysł.                        
   
_________________________
Oto i część druga, przyznam się, że przyjemnie mi się ją pisało :D
Chciałam jeszcze tylko dodać, że muzyka do tego rozdziału wyjątkowo podbiła moje serce, partią skrzypiec, która jest ach i och. No nic do zobaczyska w kolejnym poście
Pokaż wszystkie (17) ›