Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 6 marca 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 



Rozdział 9
Niedowierzanie, strach, potem ból. Obraz, który jak jad trawił duszę i uczucia. Tysiące myśli, jednak żadna nie zbyt silna by cofnąć czas. Serce staje, zamiera, następnie zrywa się i wraz z łzami smutek swój wylewa. Widok błękitnej toni, i świadomość, że on umarł. Pożarło go jezioro, połknęło strawiło i zniszczyło. Brata mu zabrało… jak i siostrę… Wspomnienia zlewały się, napływały… znikały. Widział czasy, kiedy jeszcze nie wpłynęły na niego wojny i wyprawy. Anabel biegnąca z uśmiechem na twarzy. Erabre śmiały i dumny, pełny radości, wiary. Tamte czasy minęły, już od lat, uśmiech jego siostry zgasł. A teraz… i brata mu czas zabrał. Zimny piasek pod jego stopami boleśnie uświadamiał mu, że to nie sen. Tyle lat bronił go przed przeznaczeniem, by dziś oddał ducha za legendę. Za tajemnicę, której bronił.
Asha… To ona go zabiła… Nie na rękę jej był odmieniec, który zdradziłby jej kryjówkę, więc go utopiła. Pogrzebała tajemnicę w odmętach śmiercionośnego jeziora. Ten śmiech, mrożący krew w żyłach, należał z pewnością do niej, rozkaz też był jej…, więc... i ona musi zginąć. Nieważne jak i gdzie, znajdzie ją i zniszczy, by poczuła smak bólu. Z chęcią otworzy jej drzwi do piekieł i powierzy najokrutniejszym demonom, jeśli będzie trzeba. On nie żyje… więc i ona umrze.
Łzy już dawno przestały płynąć, zastąpione myślą o zemście. Trawiła jego duszę, lecz gdyby nie myśl o niej, pewnie rozpadłby się pod ciężarem  rozpaczy. Zdawał sobie sprawę, że to jego wina, jednak umysł nakazywał obwiniać Ashe, i nie tylko ją. Z każdą kolejną chwilą, gromadziły się w nim negatywne myśli zrzucające winę na cały otaczający go świat. Na Sari, która nic nie zrobiła, na Aquasę, który go powstrzymał. Miarka się przebrała, gdy dostrzegł radosny uśmiech Mephisto. Chęć mordu zawrzała w nim na tyle mocno by mógł spopielić go wzrokiem. Jednak ten niezbyt przejął się jego zamiarami. Stał niewzruszony ciesząc się do siebie. Czuł się geniuszem. Ekscytacja, tym, że prawdopodobnie odkrył tajemnice zapomnianą tysiące lat temu, biła właśnie z jego oczu. Jedno skiniecie głowy nimfy, potwierdziło jego przypuszczenia.    
- Uważam, że Asha jest gdzieś w tej okolicy. Po głębszej kalkulacji, mogę nawet stwierdzić, że może znajdować się nawet na dnie jeziora. – Mephisto z dumą popatrzył na rozciągającą się przed nim taflę wody. Wydawał się być zwycięzcą, jakiejś wielkiej wojny, która nie miała nigdy miejsca.
Sari wlepiła wzrok w swojego kontrahenta. Pomimo swojego wieku i mądrości, sprawiał teraz wrażenie nieczułego idioty, wyruszającego na wielką wyprawę. Jego srebrne oczy miały ten swoisty błysk szaleństwa, a białe włosy lekko powiewały na wietrze, dodając jego młodzieńczej twarzy uroku.
- Pogrzało cię?! – wrzasnęła na chłopaka. – Nie widziałeś co się stało z Erabre?! Jak niby coś miałoby przeżyć w tym czymś?! – Wskazała palcem na jezioro. W jej głowie mieszały się różne sprzeczne uczucia, nie wiedziała, co ma robić i jak się zachować, a sytuacja wcale nie podpowiadała jej mądrych rozwiązań. Mephisto spojrzał na nią jakby to ona była niespełna rozumu.
- Jak to jak? Są miliony sposobów.
Nimfa westchnęła zrezygnowana, nie miała weny na kłócenie się z diabłem. Było to zbyt uciążliwe.
- No dobrze – zaczęła sceptycznie – załóżmy, że tam ją znajdziemy, ale skąd ci przyszło do głowy, że ona tam jest?
- Teraz nie jest to ważne.
- Właśnie, że jest, za żadne skarby nie wejdę do tej wody. Życie jeszcze mi miłe.
- Droga Sari, nie masz wyboru. Kontrakt zobowiązuje, tak gdzie ty, tam i ja. Tam gdzie ja, tam i ty. Nie musisz się obawiać, zawiadomiłem Babel o naszej wyprawie.
Nimfa zadrżała. Babel była wyrocznią i już dłuższego czasu nie musiała się z nią widzieć. Za co była wdzięczna losowi. To przez nią zawarła ten koszmarny kontrakt z diabłem.
- I co powiedziała? – Zapytała, bojąc się odpowiedzi.
- Ach, no tak. Stwierdziła, że to szaleństwo…
Zapadła głucha cisza. Umysł nimfy trawił słowa, jak jej żołądek celulozę, czyli w ogóle. Wzięła kilka głębokich wdechów, by nie złapać Mephisto za włosy i nie posłać go tam, gdzie bardzo chciał zabrać ich dwójkę.
 - Już chyba całkowicie padło ci na mózg, jeśli Babel mówi, że to niewykonalne to oznacza, że to niemożliwe. – ostatnie słowo pokreśliła ze złością.
- …ale w to wchodzi. Stwierdziła, że moje przypuszczenia, są bardzo prawdopodobne i szkoda, byłoby tego nie sprawdzić. Mamy na nią poczekać, aż znajdzie odpowiedni sposób na wejście pod powierzchnię bez strat w ochotnikach.
- Ja pójdę pierwszy. – zadeklarował Eylass przypominając reszcie o jego obecności.
- To szaleństwo! To nie twoja wina, nie musisz rzucać się na pożarcie wilkom! Meph powiedź mu coś!
- Witamy na pokładzie.
Nimfa załamała ręce. Do diabła z facetami…

_________________
Krótki, bo nie wiem, czy w weekend dam radę coś dodać. Jeśli uporam się z biologią matematyką i angielskim, to powinnam jeszcze coś wstawić.
Pokaż wszystkie (9) ›