Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 15 maja 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Rozdział 17

Bicie serca. Szloch w oddali. Ból przeszywający pierś. Czemu? Dlaczego? Te pytania nękały zranioną duszę, która przed chwilą ujrzała przedsionek piekła.
- Ty! Co ty jej zrobiłaś?! – Chłopak wrzasnął, łapiąc leżące na ziemi białe sztylety. Jego oczy były mokre od wciąż napływających do nich łez. Wszystko się rozmazywało. Nie wiedział co robić. Pustka, a zarazem tysiące pytań napływały z każdą sekundą. Asha. Imię ukochanej wplotło się w jego duszę. Czemu nie oddycha, a jej serce milczy? Przecież wygląda jakby zmorzył ją sen. Czemu śpi? Czemu… Uwolnione łzy spłynęły po jego policzkach. Serce wydawało się być rozrywane na kawałki. Jego życie było jedną wielką pomyłką, a jedyne światełko  właśnie zgasło. Dotarło do niego, że nigdy nie powinien opuszczać wiedźmy na krok. Lecz… teraz już było na to za późno. Stracił ją. Żal do siebie szukał ujścia, nie ważne jakiego. Cel nie był trudny do zlokalizowania. Wzrok sam pomknął w stronę nimfy. Już raz ją zabił, czemu nie miałby zrobić tego po raz kolejny? Lepiej by dla niej było gdyby pozostała martwa.
- Nie mogę… Ja… nie wiem jak… - nimfa z szeroko rozwartymi oczami dukała do siebie. Trzęsła się jak osika i nerwowo ściskała głowę, przy akompaniamencie odgłosu szuranego o kamień ostrza.      
~Witaj. Wybacz, że nasze spotkanie po latach tak wygląda. Nie chciałam tego, ale nie miałam wyjścia. Proszę wysłuchaj mnie uważnie.~ głos w jej głowie rozniósł się echem, które powstrzymało miotające nią dreszcze. Źrenice Sari rozszerzyły się ze zdziwienia.
- Przepraszam, nie chciałam… To nie moja wina… Ja… - nerwowo zaczęła pewna, że słyszy wiszącego nad sobą ducha Lorei.
~Proszę, uspokój się. To był mój wybór. Musisz mi pomóc.
- Co ja zrobiłam. Ja… Ja cię zabiłam…
~ Sari…
- Zabiłam cię…
~Sari! Opanuj się wreszcie! I mnie wysłuchaj! Żyję, nie słyszysz mnie?~ Dziewczyna zamilkła ~ Tak już lepiej, a teraz użycz mi swojego ciała, bo Erabre nas pozabija. ~ Nimfa wbrew woli odwróciła się by dostrzec zbliżającego się w jej kierunku Dragona. ~Może tak łaskawie ruszysz tyłek i unikniesz tego cholernego sztyletu? ~ Dziewczyna odskoczyła przed wymierzonym w jej stronę ciosem. ~Odpocznij, a ja posprzątam zrobiony przez nas bałagan. ~Pod wpływem melodyjnego głosu w swojej głowie, nimfę zmorzył sen. Broniła się jeszcze chwilę, ale zmęczony umysł szybko odpłynął w spoczynek. Jej świadomość odeszła na dalszy plan, a w puste miejsce wszedł pasożyt. Niechciany gość zadomowił się w samym centrum kontroli. Nieprzyzwyczajone do intruza ciało, ledwo tolerowało napływ mocy.  Kończyny zesztywniały, a poruszanie nimi wydawało się sztuką godną nie jednego lalkarza. Asha całą siłą woli poruszyła nie swoim ciałem. Nigdy wcześniej tego nie robiła, czego teraz bardzo żałowała. Praktyka by się przydała. Wewnętrznie westchnęła i skupiła się na kontroli.
- Jeśli zaraz jej nie oddasz to cię rozpruję i sam ja wezmę! - wrzasnął Erabre, szykując się do kolejnego ciosu.
Gdyby Asha mogła się skrzywić, pewnie teraz wyglądałaby jak zniesmaczony kot. Z jednej strony to było słodkie, że się tak o nią martwił, rozumiała też, że powinna wcześniej mu powiedzieć o swoim planie ucieczki z tego miejsca. W końcu siedzieli w tym oboje. Jednak, on nigdy by się nie zgodził. Stwierdziłby, że to zbyt ryzykowne. Znała jego zachłanność i zaborczość związaną z jej osobą. Jednak to tylko efekt pieczęci. W rzeczywistości wcale nie darzył jej uczuciem. Nie chciała dłużej go wykorzystywać. To było nie w porządku w stosunku do tak dobrego chłopaka. Jednak z drugiej strony, wyzywała go od głupców. Zanim czegokolwiek się dowiedział, sam wyciągnął wnioski i miał zamiar się zemścić. Zemsta to największe głupstwo na jakie stać istoty myślące. Pociąga za sobą tysiące ofiar. Pochłania, niszczy, psuje od środka. Tworzy czarne plamy na duszy, by na końcu pozostawić pustkę. Lecz nie taką jaką byśmy chcieli. O nie. Ta pustka była pustą skorupą dawnego siebie, która rozsypywała się wraz z najmniejszym podmuchem wiatru. Tak kończyło się życie, wypełnione chęcią zemsty. Bezowocne, pozbawione sensu. Ta lekcja powinna wyryć się w jego sercu i do końca życia przypominać by nie szedł tą drogą, bo ona prowadzi do najgłębszych czeluści piekła. A Asha nie pozwoli by zaszedł tak daleko. W końcu był jej wiernym, czerwonowłosym wojownikiem.
-Idiota!
To jedno słowo zatrzymało chłopaka w miejscu. Najzwyczajniej w świecie, zbaraniał. Wszystkie myśli rozpierzchły się jak nasiona dmuchawca na wietrze, pozostawiając niespodziewaną obelgę. Na jego oczach nimfa wyprostowała się niezgrabnie,  jej ciało wyglądało niczym kukła pociągana za sznurki. Dziewczyna wyprostowywała i zginała palce jakby to była jedna z najtrudniejszych rzeczy na świecie. Z ust koloru baniek mydlanych wydobywały się lekko zniekształcone przekleństwa, wmurowując jeszcze bardziej chłopaka w posadzkę. Całkowita zmiana jej zachowania, kompletnie go zdezorientowała. Co tu się do diaska dzieje? Miał wrażenie, że za moment dołączy do paczki wariatów. To było zdecydowanie za dużo jak na jego spokojny charakter.
- Ile razy mam ci powtarzać, byś najpierw myślał, a potem robił? – ręce nimfy powędrowały na biodra, a twarz przybrała karcący wyraz. Czuła się wyczerpana, ciało było o wiele trudniejsze w kontroli niż w pierwszej chwili zakładała, jednak teraz musiała wypić naważone przez siebie piwo bez kręcenia nosem. Przywołała do siebie dwa rybie duchy.
Erabre z w rażenia wypuścił broń z ręki i potrząsnął z niedowierzaniem głową. Ostrze uderzyło z głuchym dźwiękiem na ziemię. Asha cała siłą woli poruszyła nogami i podeszła do nieprzytomnego diabła opierającego się o róg ściany. Dotknęła jego twarzy i przeciągnęła po pęknięciach zasklepiając je. Rysy Mephisto złagodniały, a on pogrążył się w spokojnym śnie. Zakręciło się jej w głowie, jednak szybko złapała równowagę. A przynajmniej tak jej się wydawało bo po chwili runęła na ziemię. Zanim uderzyła o kamienną posadzkę, pochwyciły ją silne ramiona. Osunęła się w nie z całą ufnością i spokojem.
- Dziękuję.  – Widząc, że chłopak chce coś powiedzieć, położyła mu palec na ustach - Cii nic nie mów. Nic mi nie jest, po prostu jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Widzisz? Możesz być ze mnie dumny – stwierdziła ze zmęczonym uśmiechem.  – Wreszcie, będziemy mogli stąd wyjść. Razem.  – westchnęła zadowolona.
- To naprawdę ty? – Erabre zapytał nie dowierzając, po jego policzkach popłynęły łzy ulgi.
- Oczywiście, że to ja. Myślisz, że dałabym się od tak pożreć? – prychnęła pod nosem. – Nawet jakby chciała, to nie dałaby rady. – Otuliła twarz chłopaka dłońmi i delikatnie starła z jego policzków łzy. – Już spokojnie. Przepraszam, że cię tak przestraszyłam. Już dobrze, nic mi nie jest.
- Już dobrze?! Ty idiotko wiesz co zrobiłaś?! Już mi wracaj do swojego ciała! Znajdziemy inny sposób, ale to… to jest śmieszne i niebezpieczne! Mam być dumny?! Niby z czego?! Że rzuciłaś się na pożarcie nimfie?! Jasne, już skaczę z radości. Błagam skończ tę szopkę. Przestań robić niepotrzebne rzeczy. A co jeśli ona cię na serio pożre? Zanim się obejrzysz zostaniesz strawiona! – potrząsnął nią porządnie. – Nie strasz mnie tak więcej, myślałem, że nie żyjesz. Jeśli tak bardzo chcesz opuścić to miejsce, to znajdę sposób, ale nie taki. Pomyślałaś co się stanie z twoim ciałem?
Na twarz nimfy wypłynął grymas… spodziewała się takiej reakcji, ale jednak miała cichą nadzieję, że chodź w małym stopniu ją poprze.
- Nic mi nie będzie, histeryzujesz. – Podniosła się powoli, starając się złapać równowagę. Po chwili chwiania się stanęła najbardziej prosto jak mogła i spojrzała władczo na chłopaka. – Jeśli ci się coś nie podoba to droga wolna. Ja już podjęłam decyzję. Mam zamiar wreszcie się stąd wyrwać. Nie mam czasu trwać tu przez kolejne trzy lata.
- Nigdzie nie pójdziesz – Oczy Erabre spochmurniały, a dłoń na nadgarstku nimfy pod wpływem gniewu, mocniej się zacisnęła.
- Nawet nie waż mi się rozkazywać. – warknęła próbując wyszarpnąć rękę z uścisku, jednak była na to zbyt słaba. Spróbowała drugi raz, ale jego palce tylko wzmocniły uchwyt, przyprawiając ją o ból. Świetnie. Nie jest w stanie kontrolować tego ciała, ale ból czuje tak jakby nigdy nic. Z ciężkim sercem musiała sięgnąć, po najcięższą broń. Słowa. Inaczej przegra na samym starcie. - Zrozum, znudziłeś mi się. Mam już dość tej dziury, monotonnych dni. Nie chcę spędzić tu wieczności, czekając na cud. Nie mam na to czasu. – Słowa działały jak obusieczne ostrze. Cięło serca tej dwójki. Asha nie chciała tego mówić, jednak nic innego do niego by nie dotarło, znała go zbyt dobrze, by  trwonić czas na zbędne pogaduszki. Szczególnie, gdy jego wzrok robił się tak zachłanny i niebezpieczny. Szok i ból w oczach chłopaka, szarpały jej sumienie na małe kawałeczki. W duszy przepraszała za każde swoje słowo, tłumaczyła, że to nie tak, jednak twarz, tak dla niego obca, była kamienna pozbawiona wyrazu. Dla niego umarła. Tak. W chwili, gdy jej dusza opuściła ciało, umarła. Zniknęła na zawsze. Już nigdy nie wróci.  
- A więc, się mną znudziłaś… oczywiście… w takim razie już nic cię tu nie trzyma.
Stali tak chwilę wpatrując się w swoje oczy. Więź, która ich dotąd łączyła, napięła się do granic możliwości, najbliższe minuty miały zdecydować czy pęknie. Erabre puścił jej dłoń, następnie odwrócił się i wszedł do tunelu, zatrzymał się jeszcze na chwilę, w nadziei, że Asha odwróci się, spróbuje go zatrzymać. Był gotów nawet w tej chwili zawrócić się na pięcie i wpaść w jej ramiona. Wystarczyło tylko jedno słowo. Jednak, gdy spojrzał na nią ujrzał jedynie dumnie wyprostowane plecy nimfy. Ona umarła – powróżył sobie w myślach, starając się utwierdzić w swoim przekonaniu. Więź pękła, a on bez słowa zniknął w labiryncie korytarzy.    

11178461_714011958708410_243258748_n.jpg
  • awatar Klaudia † † †: Dziękuję, że wpadałaś do mnie :) Twoje opowiadanie jest bardzo piękne i smutne, zdjęcie też dobrałaś prześliczne ;)
  • awatar Zakira Luna: W końcu! Doczekałam się :D Widzę że wziełaś ze mnie przykład- przemiana głównej bohaterki :P W pierwszym wersie znalazłam kilka powtórzeń np. ,,łez" czy ,,napływały" Sporo się dzieje, muszę ptzyznać że pomysł miałaś genialny ;)Całkiem już przestałam lubić Sari, dla mnie jest samolubną, wredną, wyrachowaną...wiedźmą :P Cały rozdział przypomina ,,Intruza" Stephanie Mayer, ciekawe jak dalej potoczy się twoja historia, mam nadzieję że na kolejny rozdział nie będę musiała czekać tyle co na poprzedni- bo się zdenerwuję!!! ;) W twoich rozdziałach odnajduje pewną prawidłowość- Na początku czasem zdarzają się drobne potknięcia, za to końcówka zwykle jest absolutnie powalająca- tak było i w tym przypadku :) Autentycznie miałam ciarki czytając ostatni akapit-rzadko mi się to zdarza :P Napisany niemal mistrzowsko, idealny dobór słów, napięcie... Ach...proszę więcej takich perełek!
  • awatar Lisa Angels: Hm... może tak jest bo najpierw muszę się rozkręcić inna sprawa, że zepsułam ten rozdział, bo pisałam go z temeraturą i ledwo żywa, ale musiałam to wywalić z myśli bo mi chaos w głowie się tworzył... nadal gadam jak potłuczona...
Pokaż wszystkie (13) ›