Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 24 maja 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Dotarcie na piechotę do domu Adama, zajęło mi w tych butach pół godziny. Adrenalina niosła mnie przed siebie, a ciało samoistnie zaczęło poruszać się z gracją i seksapilem. Pobudzona i mocno zdeterminowana weszłam na posesje, z której słychać było głośną muzykę. Zapukałam, łudząc się, że ktoś mi otworzy. Po chwili sama już miałam wejść, ale powstrzymałam się. Nie lubiłam wchodzić do pomieszczeń niezaproszona. Jednak o dziwo w drzwiach po chwili pojawił się Adam. Chłopak widząc mnie był nie mniej zaskoczony niż ja widząc jego. Nie to, żebym myślała, że nie będzie solenizanta na własnej imprezie, ale nie spodziewałam się, że w ciemnej, lekko rozpiętej koszuli i świeżo ostrzyżonych włosach wygląda tak przystojnie. Chyba częściej muszę zwracać uwagę na otoczenie. Uśmiecham się nie śmiało, na co brunet otrząsa się i wpuszcza mnie do środka. Wygląda na lekko zakłopotanego, ale bierze się w garść i prowadzi mnie do pokoju, gdzie już jest spora liczba osób.
- To jest Raisa – Adam przedstawia mnie, a następnie próbuje zapoznać mnie ze wszystkimi, jednak niestety imiona, które padły nie zachowały się w mojej pamięci. Profesor od historii byłaby zdegustowana. Walić ją.
- Adam mogę z tobą na chwilę porozmawiać? – pytam odrywając go od zaciętej rozmowy z jakąś niską blondynką. W różowych ciuchach… wspominałam, że nie cierpię różowego?
- Jasne, o co chodzi?
- Nie złożyłam ci życzeń. Wszystkiego najlepszego. A i jeszcze raz dzięki za pomoc przy szafce. – Podałam mu zapakowany prezent, który wziął z szerokim uśmiechem.
- Nie trzeba było, w końcu jeślibym ci nie pomógł, zdemolowałabyś ją doszczętnie.
- Też prawda. – Słowa chłopaka nie były złośliwe, a zabawne. Gdyby one wyszły z ust Artura, z pewnością sprawiłyby mi przykrość. Przypomniało mi się jak uderzyłam wściekła w drzwiczki, dziw, że same nie odpadły. Śmieliśmy się chwilę, gdy ktoś do nas podszedł i podał szklanki z alkoholem.
- Nie, dzięki. – odmawiam stanowczo, na co dostaje jedynie wzruszenie ramionami i krzywe spojrzenie.
- Nie pijesz?
- Jak widać, raczej wole zachować trzeźwość. – stwierdzam i podchodzę do stolika pełnego napojów. Nalewam sobie szklankę koli i idę usiąść, bo półgodzinny spacer daje o sobie znać. Muzyka bębni nieubłaganie wstrząsając wszystkimi moim organami. Z każdą minutą utworu w domu pojawiało się coraz więcej gości. Pary tańczyły, rozmawiały, śmiały się, a ja znów siedzę i sączę swoją kole. Po opróżnieniu kolejnej szklanki, ruszam by dolać sobie napoju. W końcu póki co to moja jedyna atrakcja. Po drodze spotykam Adama, który lekko pijany prosi mnie do tańca, jakoś nie szczególnie mogę odmówić, bo zaraz chwyta mnie za rękę i prowadzi w samo centrum tańczących par. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało, jednak buty skutecznie utrudniały taniec. Muzyka się zmieniła i puszczono coś wolniejszego. Poczułam jego dłoń na swojej tali, która przyciągnęła mnie do siebie.
- Ślicznie wyglądasz w sukience, częstej powinnaś je nosić. – słyszę do ucha, a mnie w brew woli oblewają rumieńce. – Chodź ze mną na chwilę. – Złapał moją rękę i ruszył przed siebie. Nie sprzeciwiałam się. Wylądowaliśmy w ogrodzie, gdzie było względnie cicho i spokojnie. Cisza była miłą odmianą dla moich biednych uszu. Z przyjemnością wciągnęłam świeże nocne powietrze do płuc.
- Raisa, wiem, że nie patrzysz na mnie w ten sposób, ale zawsze cie lubiłem… czy… dałabyś mi szansę?
Moje oczy powiększyły się do rozmiarów pięciozłotówek. Nie spodziewałam się takiego wyznania. Szczególnie teraz. Zabrakło mi słów, nie wiedziałam co mam odpowiedzieć.
- Ja… czy mogę to przemyśleć? – zapytałam spuszczając zawstydzona wzrok. Naprawdę teraz miałam ochotę uciec. Nie mógł wybrać bardziej romantycznego momentu? I czy na prawdę musiał wyskoczyć z tym teraz?
- Dobrze, ale wiedz, że lepiej się tobą zajmę niż Artur.
- A… a skąd pomysł, że ja – zaczęłam szybko, jednak mi przerwał kładąc palec na ustach.
- To widać. Zawsze patrzysz tylko na niego, przeważnie nie odzywasz się do nikogo innego. Zrozum on cię wykorzystuje, sprawnie tobą manipuluje.
- Wiem… ale… - szepczę powstrzymując łzy. – Ale nie potrafię przestać go kochać. – Nie wiem czemu to dodałam. Patrzę smutno na chłopaka.
- Przemyśl to jeszcze.
- Dobrze. – Adam podchodzi do mnie łapiąc moją rękę całuje mnie w jej wierzch. Po ciele przechodzi mi dziwny dreszcz. Następnie chłopak wraca do domu, zostawiając mnie samą. Nigdy nie pomyślałabym, że mogłabym się komuś podobać. Stoję chwile na dworze, aż stwierdzam, że chyba czas wracać. Muszę jeszcze tylko zabrać torebkę z domu Adama i się ulotnie. Nie robię nawet pięciu kroków, gdy z domu wychodzi, a dokładniej wylatuje całująca się namiętnie para. Uchylam się w ostatniej chwili, by nie zostać przez nich staranowaną, i kogo widzę?  Artur, we własnej osobie i mała różowa blondynka. Niestety dziewczyna, była bardziej pijana niż by się wydawało na początku i zachwiała się nie bezpiecznie w moją stronę wpadając na mnie. Pod wpływem nagłego obciążenia, poleciałam do tyłu i upadłam boleśnie na tyłek.
- O, Raisa. Co ty tu robisz? Nie zapraszałem cię. – Szatyn wyglądał na zaskoczonego. Zniesmaczona zrzuciłam z siebie dziewczynę i próbuję wstać. Mocny ból w kostce o mały włos nie wywraca mnie po raz kolejny.
- Adam mnie zaprosił, końcu to jego impreza. – stwierdzam wściekła. Jednak on mnie zbywa jakbym nic nie powiedziała.
– O założyłaś szczudła. Widzisz mówiłem, że zrobisz sobie krzywdę. - Pomógł mi wstać, choć sam lekko się chwiał. Zlustrował mnie od dołu do góry i się skrzywił. – Obrzydliwe. Obrzydliwe, że to wygląda na tobie tak seksownie. Co przyszłaś poderwać jakiegoś faceta? A może masz zamiar się puszczać? Obrzydliwe. - Plask. Dłoń, aż mnie zapiekła, gdy wymierzyłam mu siarczysty policzek. Teraz totalnie przesadził. Na co ja liczyłam? Że opadnie mu szczęka i choć raz w życiu powie mi komplement? Moje niedoczekanie. Stanowczo miałam go już dość.  
- Nie masz prawa mnie pouczać! To ty się puszczasz! Nie porównuj mnie do swojego poziomu! – wrzasnęłam. Czułam jak oczy mnie pieką, nie minęła chwila, a po policzkach spływały mi łzy. Zapewne w tej chwili wyglądam okropnie. Wściekła, odwróciłam się na pięcie i weszłam do domu. Chwytam pierwszy lepszy trunek, wypiłam go duszkiem wzbudzając zainteresowanie tłumu. Alkohol palił mi gardło. Uporczywie staram się wymazać tego padalca ze swojej głowy. Wbrew rozsądkowi, zapijam łzy kolejnymi szklankami procentowych płynów i gdy wreszcie świat zaczyna lekko wirować, a troski idą na bok, dołączam się do tańczącego tłumu. Przez chwile jestem jego częścią, do czasu gdy dostrzegam siedzącego na kanapie Adama. Nagle odczuwam przemożną chęć pogadania z nim, więc idę chwiejnie w jego kierunku i siadam mu na kolanach. Jego zdziwiona mina sprawia mi przyjemność. Nachylam się kusząco zakładając nogę na nogę.
- Chce pogadać – szepczę mu zmysłowo do ucha. Czemu to robię? Nie wiem, ale jest cudowne.
Czuję, jak się cały spina ilustruje mnie nieodgadnionym spojrzeniem.
- Piłaś? Coś się stało? – pyta zatroskanym głosem, który wydaję się bardzo atrakcyjny. – Chodź ze mną. – próbuje mnie z siebie zdjąć, ale na przekór wtulam się w niego jeszcze bardziej, czując się niezwykle bezpieczna w jego ramionach.
- Miałeś racje… - wzdycham mu do ucha i czuje, jak wzdryga się pod dotykiem moich palców na swoim torsie. Widząc jego reakcje mam ochotę zobaczyć więcej. Dużo więcej. Wiec moje rozczarowanie było o wiele większe, gdy złapał moją dłoń i odciągnął mnie od siebie, nakazując mi wstać. Świat kręcił się chwilę jak na karuzeli, ale po parokrotnym zamruganiu moja dzika przejażdżka się skończyła. Chłopak złapał mnie w tali i pomógł mi iść. Największym wyzwaniem okazały się schody, które jak się okazało były niczym olbrzymi góra, nie do pokonania. Ból w kostce dawał o sobie znać z każdym krokiem, co mi się nie podobało.
- Jeszcze kawałek, dasz radę. – mruczał dopingująco Adam prowadząc mnie na sam szczyt. Był niczym Mojżesz, który przeprowadzał mnie przez morze. Kto wie, może i on ma jakieś magiczne zdolności? Z ostatnim stopniem tracę równowagę, a ja niebezpiecznie lecę do tyłu. Przed śmiercią ratuje mnie jedynie silna dłoń chłopaka. Mojżesz jak nic. Zamiast mu podziękować, przytulam się do niego i pozwalam się dalej prowadzić w głąb jego mieszkania. Po chwili… dość długiej, znajduję się w jakimś pokoju. Niebieskie ściany koloru nocnego nieba, nadają mu specyficzny wygląd.
- Usiądź. – proponuje pokazując mi łóżko, a ściślej zaprowadza mnie tam i siada obok mnie. Momentalnie opadam na miękkie posłanie i mruczę zadowolona zerkając na chłopaka.
 - Co się stało? – pyta, z nieodgadnioną mimiką twarzy.
- Zastanawiam się, czemu wcześniej nie zwracałam na ciebie uwagi, jesteś taki słodki i miły, nie tak jak ta świnia. – mówię swoje myśli na głos, czując nagłą potrzebę wyrzucenia tego z siebie. – Czemu to tak boli? Czemu? – szepczę, zakrywając oczy ręką. – Jestem dnem, życiową ofermą – stwierdzam z goryczą. – Musiałam nisko upaść, skoro zwierzam się z swoich miłosnych porażek, chłopakowi, który przed chwilą wyznał mi uczucia. – wzdycham i słyszę jak Adam kładzie się obok mnie. Zerkam na niego. Patrzy się mi prosto w oczy, wprowadzając mnie w zakłopotanie. Nie lubiłam, gdy ktoś się na mnie tak patrzył, zawsze miałam w tedy wrażenie, że jestem naga, bezbronna.
- Mów, wyrzuć to z siebie. – stwierdza smutno się do mnie uśmiechając. Widząc ten wyraz, ściska mi się serce i chcę coś zrobić, by to coś, co go dręczyło opuściło jego oczy. Już mi nie przeszkadza jego spojrzenie. Wiedziona jakimś wewnętrznym impulsem, przysuwam się i nieznacznie się nad nim nachylając całuje jego usta. Trochę niezdarnie to wychodzi i gdy nie odwzajemnia pocałunku, chcę się odsunąć, ale wtedy on się lekko podnosi i na powrót łączy nasze usta. Namiętny pocałunek powoduje, że przez całe moje ciało przechodzą dreszcze, a w podbrzuszu czuje motylki. Chcąc więcej zaczynam wodzić swoimi dłońmi po jego ciele. Delikatnie przeciągam palcami po koszuli odpinając paznokciem kolejne guziki. Nie zaprzestając pocałunku odpinam ostatni i kładę palce na gołej skórze chłopaka. Jego dłonie nie są dłużne i już po chwili czuję, jak delikatnie przyciąga moją talię do siebie. Z każdą sekundą pocałunek staję się bardziej zaborczy, dziki, namiętny. Całkowicie pozbawiona jakichkolwiek hamulców pragnę zapomnienia, jakie on mi oferował. Jego dłonie w moich włosach, łączyły nasze wargi. Obrócił mnie i teraz on nade mną górował. Piękny i z seksownym błyskiem w oku. Nasze przyspieszone oddechy mieszają się ze sobą. Śmiało patrzymy na siebie zamglonym wzrokiem. Za absorbowani sobą wracamy do naszego wcześniejszego zajęcia. Do mojego umysłu dociera dźwięk naciskanej klamki, a następnie ktoś odrywa ode mnie chłopaka. Zaskoczona rejestruje wymierzoną w jego twarz pięść. Świat zwalnia, zdezorientowany Adam pod wpływem ciosu leci do tyłu, a do mnie podchodzi Artur.
- Co ty odpierdalasz?! Mówiłem, że ona jest nietykalna! - Miotając spojrzeniem pioruny przerzuca mnie sobie przez ramię, jakbym nic nie ważyła. Jestem zbyt pijana, by jakoś na to zareagować. – Jeszcze pożałujesz swojej samowolki. – warknął do trzymającego się za policzek Adama i wyszedł razem ze mną z pokoju. Jakby nigdy nic wyniósł mnie z domu, wzbudzając nie mała sensacje u pijanych gości.
- Szuja – warczę przez zęby, gdy on niesie mnie prawdopodobnie do swojego domu, który był znacznie bliżej niż, mój.
- Kto pozwolił ci pić?!
- Ja! – odpowiadam niemal natychmiastowo – Jestem pełnoletnia. – W odpowiedzi dostaje zrezygnowane westchnienie. Czyżby już miał mnie dość? Artur prycha i zatrzymuje się. Słyszę odgłos przekręcania kluczyka. Nagle uświadamiam sobie, że przecież mam nogi, a on właśnie uderzył Adama. Co on sobie wyobraża! – Odstaw mnie! Sama mogę iść!
- Wątpię. – zastanawiając się chwilę stwierdzam, że jednak nie chcę by mnie odstawiał.
- No ok, może i nie. Ale dlaczego go uderzyłeś? – pytam, gdy ten wchodzi po schodach na górę.
- Jeszcze się pytasz? Gdyby nie ja, to przed chwilą by cię przeleciał  – warknął wściekły.
- A może ja chciałam być, jak to określiłeś „przeleciana” – stwierdzam bojowo, mimo, że tak nie było, to miałam satysfakcję, gdy zdenerwowały go moje słowa.
- Ach tak? - W jednej chwili zdjął mnie z swojego ramienia i rzucił na łóżko. Nachylił się nade mną z mrocznym spojrzeniem. Żołądek podjechał mi do gardła, a serce wywinęło fikołka. Jego niebieskie oczy miotały pioruny. Jednak pomimo tego, jego usta tak blisko mnie, uaktywniały motyle w moim brzuchu. Nie dużo myśląc, a tak ściślej rzecz biorąc wcale, pocałowałam go. Uwiesiłam się na jego szyi, na co on całkowicie skamieniał. Zaskoczony oderwał się ode mnie i spojrzał z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Patrzyłam jak wychodzi. W drzwiach spojrzał na mnie z rozczarowaniem. Nie wiem, dlaczego ale w mojej głowie niczym echo powtarzało się jedno słowo - dziwka.
_________________________
3 cześć prawdopodobnie pojawi się po 11 czerwca, co chyba, że w moim grafiku zajdą jakieś zmiany
  • awatar Seiti: Wiesz, Twoje opko jest jak kopanie leżącego. Pieczeniu w mojej piersi towarzyszy zachwyt i duma, że piszesz fenomenalnie i doskonalisz swój kunszt. Brawo. Adam, Artur... hmm, pozostawię swoje przemyślenia dla siebie. ;)
  • awatar Zakira Luna: Wow! Dzieje się- Adam, Artur- na serio musiała się spić? Mało ma problemów? .. ,, Czy mogę to przemyśleć? " - Urodzona romantyczna ;) Pezypomnialo mi się pewne przyslowie , które zwykła mawiać moja prababcia...nie, chyba jednak nie będę go tu przytacza :D Ten Artur jest jakiś dziwny, ciągle ja odpycha i obraża, a tu nagle staje się jej wybawcą...Wolę Adama :D
  • awatar Lisa Angels: Musiała ;) Wiesz w przypływie emocji się nie myśli
Pokaż wszystkie (8) ›