Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 4 maja 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 


Rozdział 16

- Sari jak to jest, że ty i Mephisto jesteście małżeństwem? Śpicie ze sobą?
Nimfa o mały włos nie zadławiła się na te słowa.
- N… Nie, w życiu… - zaprzeczyła prędko, a jej przezroczysta skóra na policzkach zrobiła się bardziej błękitna.
- To nie jest zwykłe małżeństwo, to bardziej jak… hm… widzisz to drzewo? – Meph wskazał na olbrzymi pień obrośnięty grzybami, który było widać za oknem.  – To podobne stosunki. Ona jest takim drzewem, a ja grzybnią, która dzięki niej może żyć.
- Czyli jesteś pasożytem. – Lorea stwierdziła buchając śmiechem.
- Sari widzę, że też się ze mnie śmiejesz, jakbyś nie wiedziała, ciebie to też dotyczy.
 - Ale – zakryła dłonią twarz, by nie wybuchnąć - Nie no, pasożytem?! Meph karaluchem! – W tym momencie obie nie wytrzymały i zaczęły się rechotać wniebogłosy!
- To nie jest zabawne – zganił dziewczyny, które na jego uwagę zaczęły się śmiać jeszcze głośniej. – Do diabła z babami. – westchnął, zirytowany porównaniem go do robaka. Dlatego nie cierpiał porównań do zwierząt, zawsze te dwie musiały wymyślić coś nieodpowiedzialnego. Spojrzał w kierunku Aquasy mając nadzieję, na męską pomoc, ale ten już od dobrej minuty śmiał się razem z dziewczynami. Żenada.  – I ty przeciw mnie? – Nie dostał odpowiedzi, bo do pokoju wszedł Eylass.
- Co was tak bawi?
- Nic – warknął diabeł posyłając reszcie wrogie spojrzenie.
- Mephisto jest karaluchem! – Lorea wydusiła zwijając się ze śmiechu.
Diabeł spojrzał na Dragona wzrokiem żądnym mordu, gdy kąciki ust czerwonowłosego uniosły się ku górze.
- Do diabła z wami! – wrzasnął i wyszedł z pokoju, podsycając salwę wesołości.
- Mephisto, poczekaj.  
- Niech sobie idzie, a ty Sari, jesteś niczym jego matka, a nie żona. Obchodzisz się z nim jak z dzieckiem.
Nimfa spojrzała na dziewczynę i zaniechała planu zatrzymania diabła w pomieszczeniu.
- A co ja mam poradzić? – westchnęła. -  Najbardziej boję się, że zniknie tak szybko jak się pojawił. Co z tego, że wiem, że jest pasożytem… - uśmiech na jej twarzy zbladł.
- Tak, tak wiemy. Kontrakt zobowiązuję. Ale nadal nie rozumiem, czemu szukacie Ashy i tych wrót. Podróżujemy razem już od dwóch lat, wszyscy mamy ten sam cel, jednak nikt nigdy nie mówi nic o powodach. Rozumiem, ze Aquasa szuka sposobu na zdjęcia klątwy druidów złożonej na jego usta, ale wy? – Lorea wzniosła oczy ku niebu i pokręciła z dezaprobatą głową.
- Według podań Asha jest kluczem do tego miejsca. Posiadając ją można znaleźć miejsce gdzie się znajdują.
- To już wiem – Lorea popatrzyła na nimfę, jakby właśnie wyrosła jej druga głowa. W końcu „szuka” jej już dwa lata. Nie jest idiotką.
- Hiems Tenebris jest miejscem, które według podań starożytnych skrywa władcę czasu. To przez jego uwięzienie, słońce nie wędruje po nieboskłonie. A jedynym, czym możemy mierzyć czas są pory roku. Podobnież w tej krainie rosną kwiaty potrafiące uleczyć każdą ranę, a nawet wskrzesić zmarłego. Potrzebujemy ich…
- Ja tam o nich nie słyszałam, myślę, że martwi powinni zostać martwi. – stwierdziła, przejeżdżając palcami po swoich białych włosach. Wiedziała, że życie Sari jest skracane przez diabła, ale to nie zmieniało faktu, że sięgali po najcięższy kaliber. Nie mogli szukać pomocy u uzdrowicieli?
- Więc co tu robisz? – zapytała nimfa, lekko rozdrażniona odpowiedzią na jej życiowy cel.
- Ja? Ja potrzebuję jedynie Ashy. – westchnęła, ale w jej oczach nie było widać determinacji. Wydawała się raczej zirytowana. – A ty, czego może potrzebować Nishi?
- Ja poszukuję sposobu na uleczenie paraliżu mojej siostry – stwierdził Eylass nakładając sobie do talerza zupę. – Próbowaliśmy wszystkiego, jednak nic nie działa, śpi jak zaklęta. Do tego mój brat, prawdopodobnie może skończyć tak samo jak ona.
- Jak to? – zapytała zaciekawiona. Słyszała o jego siostrze, ale nigdy nie wspominał o bracie.
- Erabre wykazuje duży potencjał, jeśli przywoła chowańca silniejszego od siebie, jego ciało tego nie wytrzyma i to go pochłonie. Nie mogę na to pozwolić. Nie stracę także brata. Mam jeszcze rok do jego ceremonii dojrzałości, do tego czasu muszę coś wymyślić.
- Musisz go bardzo kochać. – stwierdziła z uśmiechem Lorea, podnosząc się z miejsca. – Idę po naszego karalucha, bo jeszcze się na stałe obrazi.
Dziewczyna wyszła z pokoju i ruszyła w poszukiwaniu białowłosego. Letni podmuch powietrza, zwiastował przyjście dreszczów, a to wróżyło długi nieprzyjemny pobyt w tym miejscu, aż przestanie padać. Przyśpieszyła, uważnie się rozglądając za diabłem. Znalezienie go okazało się trudniejsze niż myślała, czyżby rzeczywiście sobie gdzieś poszedł?
- Lorea! – dziewczyna przystanęła, słysząc swoje imię. W jej stronę biegł Eylass. Jego długie czerwone włosy puszyły się od wilgotnego powietrza.
- Spokojnie nie ucieknę. Potrzebujesz czegoś?
- Musimy porozmawiać. – stwierdził z poważnym spojrzeniem.
- A cóż to za ważna sprawa? – zapytała rozbawiona. Teraz chłopak przypominał królika.
- Chcę cię prosić o przysługę. – zawahał się chwilę, zastanawiając się, czy dobrze robi, jednak stłumił wątpliwości i złapał nadgarstki dziewczyny i przybił je swoją dłonią do drzewa.
 - Elylass, co ty… - nie dokończyła, bo chłopak zakrył jej usta drugą ręką i rozejrzał się czujnie.
 - Nie mam czasu, a ostatni trop okazał się być pułapką… - chwilę zajęło jej zrozumienie jego słów. Znowu. Zirytowało ją to.  – Wiem, że masz zdolności pieczętujące, słabe, ale jednak. Chciałbym, byś zapieczętowała jego umiejętności, do czasu, gdy nie znajdę jakiegoś lekarstwa.
Białowłosa wlepiła w niego zdziwione spojrzenie. Ma zapieczętować jego brata i co jeszcze. Może wyczyścić mu buty, albo robić za niańkę? Nigdy w życiu, to nie jej problem.
- Ta, jasne… długo nad tym myślałeś? Pół minuty? Wiesz, że mam w głębokim poważaniu twojego brata.
- Lorea!
- No co, prawda. Nawet go nie znam. A potem, jak coś pójdzie nie tak to będzie moja wina. Nie, dzięki ja postoję.
Na twarzy Dragona pojawiła się gruba zmarszczka, a jego brew nerwowo drgała. Widocznie nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Wziął głęboki wdech, by się uspokoić.
- Jak chcesz pieniędzy, to zapłacę.
- A po co mi one? – zapytała z kpiną. – Jeśli czegoś chcę to, to sobie wezmę.
- To czego chcesz? Co mam zrobić, byś mi pomogła?
- Obietnicę. Nie ważne co, by się działo masz zawsze stać po mojej stronie, jeśli ja złamiesz, pozbędę się twojego braciszka.
Czerwonowłosy, widział, że dziewczyna nie robi nic za darmo, jednak jej prośba lekko przerastała jego możliwości. Ale to było tego wartę.
- Zgoda. Jutro wyruszamy do mojej rodzinnej wioski.

~~*~~

- Wybacz mu. Erabre jest dość impulsywny. Zaprzysiągł sobie chronić to miejsce, więc nie możesz go winić. To moja wina. – Zagryzła nerwowo wargę, a po jej śnieżnym policzku popłynęły łzy. – Przepraszam, nie chciałam by to się tak skończyło… ale nie mogę… nie mogę wam dać tego, czego chcecie. To was zniszczy… was… i mnie. Z tym nie wolno igrać.
Asha zdjęła dłoń z włosów nimfy. Wstała i podeszła do szklanej ściany. Jej wzrok błądził po jeziorze.  
- Widzisz? To moje więzienie. Piękne, nieprawdaż? Wydawałoby się, że nie potrzebuję niczego więcej. Jednak, gdy tylko opuszczę to pomieszczenie staję się potworem. Nie jestem w stanie zapanować nad sobą… to przez moją głupotę. Te trzy lata spędzone z wami stoczyły mnie na dno. Odebrano mi wolność, za spoufalanie się z wami. Moje siostry nie mogły znieść naszej znajomości. Zamknęły mnie tu, rzuciły na mnie klątwę… - odwróciła się i spojrzała na ciało nimfy. Policzki były mokre od łez, a ona cała drżała od szlochu. Przygryzione usta ułożyły się w uśmiechu. Podeszła powoli do truchła i z mocno bijący sercem nachyliła się nad nim.  
- Wybacz Erabre, ale już zbyt długo tu tkwię… - szepnęła.  
Asha złożyła delikatny pocałunek na wargach przezroczystej istoty. Ciało Sari drgnęło jak po uderzeniu pioruna. Czarne oczodoły zalśniły światłem. Jej ręce zacisnęły się na śnieżnobiałej szyi i odwróciły wiedźmę na plecy, przyszpilając do zimnej posadzki. Nie odrywając od swojej ofiary ust, nimfa usiadła okrakiem na niebieskookiej. Asha nie broniła się, jedynie patrzyła się radosnym spojrzeniem na swoją oprawczynię. Po chwili jej wzrok zmętniał, a oczy stały się puste. Twarz zastygła w bezruchu, a serce przestało bić.  
Sari oderwała się i oblizała usta. Cudowna. Jej dusza jest cudowna. Błogi uśmiech wypłynął na jej usta. Przejechała palcami po włosach i spojrzała na swoją ofiarę. Białe włosy otaczały twarz kobiety jak pasy jedwabiu. Trupio blada skóra, wydawała się być dla niej stworzona. Nachyliła się i przyjrzała się delikatnym rysom kobiety. Serce ścisnęło się jej na ten widok. W myśli wdarły się wątpliwości. Przerażona swoim odkryciem cofnęła się parę kroków. Była pewna, że umysł płata jej figle. Przecież to nie możliwe…
- Lorea? Nie… to nie dzieje się naprawdę… jak…
Nadal czuła w ustach cudowny smak duszy dziewczyny. To nie był sen. To była rzeczywistość. Zrobiła parę kroków do tyłu i wpadła na coś. Podskoczyła w miejscu i szybko się odwróciła. Widząc na wpół przytomnego Mephisto na moment zapomniała o wszystkim. Jego twarz była pokryta rysami, jakby była ze szkła.
- Meph – zrobiła krok do przodu, by go dotknąć, ale powstrzymało ją spojrzenie Erabre. Młody Dragon patrzył na nimfę nie wierząc własnym oczom.
- Jak? – zapytał niedowierzając. Przecież była martwa. Sam ja zabił… Rozejrzał się po pomieszczeniu szukając swojej towarzyszki. – Gdzie Asha?
Nimfa drgnęła, jej tęczówki się rozszerzyły, a ciało zaczęło się wbrew jej woli trząść.
- Ja… To nie moja wina… Ja, nie wiem jak to się stało – zaczęła nerwowo powtarzać. – Przecież ja… - złapała się za głowę, a kolana odmówiły jej posłuszeństwa.  
- O czym ty mówisz – spojrzał na nią, zastanawiając się, czy powrót do zdrowia nie odebrał jej zmysłów, dopóki jego wzrok nie padł na leżące na ziemi ciało. Serce mu stanęło, a krew odpłynęła z twarzy. Puścił diabła i podbiegł do nieżywej wiedźmy.
- Asho… Asho! – W panice potrząsnął nią mocno. Nie mogąc wyczuć bicia serca, ani oddechu spojrzał z desperacją na nimfę i diabła.  – Proszę pomóżcie! Błagam powiem wam wszystko, tylko uratujcie ją.
Sari na te słowa drgnęła.
- Nie mogę… - załkała.    
_____________________________________
Ten rozdział zostawiam bez komentarza. Postać, która była inspiracją dla wyglądu Ashy
aphrodite2_copy_by_omocha_san-d6wyofs.png.jpg
  • awatar SallyLou: Piękne :) Niezłe porównanie dałaś: Mephisto jak grzyb? :D Mój biedny, jeszcze z niego kpią. Zaczęłam współczuć Erabre ( a miałam być twarda ). Świetnie piszesz, czuję zazdrość.
  • awatar Zakira Luna: Cóż...ja tego rozdziału nie pozostawienie bez komentarza :P Świetny, niezwykle zabawny: ,,czyli jesteś pasożytem?``- To mnie rozwaliło XD Podoba mi się, że na zimnym, wyrachowanym obliczu pojawiła się rysa- podobne odczucia miałam poznając Sari w pierwszych rozdziałach:) Choćbym nie wiem jak szukała, nie jestem w stanie dostrzec błędów- rzadko mi się to zdarza...a nie! Jednak znalazłam jeden: moim zdaniem zupę się nalewa, a nie nakłada ;) Czekam z niecierpliwością na następny- może jeszcze w tym tygodniu? :)
  • awatar Kate - Writes: Przeczytam jutro, bo to trochę długie. Ale mam zaciesz. Więcej twórczości Lisy! (piszczę z zachwytu)
Pokaż wszystkie (15) ›