Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 1 czerwca 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Część 3
Do diabła, kto włączył to światło?! Machinalnie łapię kołdrę i zakopuję się pod nią,chroniąc oczy przed złowieszczymi promieniami. Głowa mi pęka, a  do tego ciężko mi oddychać. Wynurzam się na powrót z pod kołdry i łapię haust powietrza. Która godzina? Wyciągam dłoń w poszukiwaniu mojego telefonu i napotykam pustkę. Zirytowana otwieram oczy i zamieram. Ukradli mi szafkę. To odkrycie wstrząsa mną na tyle, by mnie wybudzić. Podnoszę się gwałtownie, jednak zaraz z powrotem opadam na poduszkę, żałując swoich czynów. Ból przeszywa mi czaszkę. Brawo Raisa. Oto skutki picia alkoholu. Rozglądam się po pokoju i oddycham z ulgą. Nie ukradli mi szafki, no chyba, że przemeblowali mi cały pokój po tej imprezie… impreza…
- Borze sosnowy! - Gdzie ja jestem? I co ja tu robię? A jak… o nie, nic nie pamiętam, a ostatnie co majaczy mi przed oczami, to rozmowa z Adamem w jego pokoju. Idiotka! Po co ja mu to mówiłam? Teraz pewnie ma mnie za psychicznie chorą pijaczkę, która jest niestabilna emocjonalnie.    
- Co za kompromitacja. – wzdycham i powoli wstaję z łóżka. Ból głowy promieniuje jakbym zamiatała głową ulicę, zresztą pewnie tak wyglądam. Prawdopodobnie nie ruszyłabym się z łóżka przez kolejne pięć godzin, ale pragnienie nie daje mi spokoju. Jeśli zaraz się czegoś nie napiję, z pewnością zwymiotuję. Kładę nogi na puszystym dywanie i przeklinając w myślach powoli wstaję. Nagle odzywa się ból w kostce. Patrzę w dół, przypominając sobie upadek z wczorajszego dnia i dostrzegam lekko fioletową, opuchniętą skórę.
- Cudownie. Brawo – mruczę pod nosem i ignorując ból, wychodzę z pokoju. Każdy krok jest wyzwaniem, ale to nic, najgorsze było przede mną. Schody. To mówi wszystko. Patrzę na nie jak na pomiot szatana i powoli schodzę na dół. Jak się spodziewałam, kuchnia nie była trudna do znalezienia. A przy niedużej wysepce siedział Artur z opartą na blacie głową. Czyli to u niego jestem. Dużo pozmieniali od mojej ostatniej wizyty. W końcu nic dziwnego minęło trzy lata, a chłopak wspominał, że robili remont. Kuśtykam do niego i siadam na wolnym stołku kładąc się tak samo jak on.
- Zrób mi kawy – szepczę, na co ona się wzdryga.
- Sama sobie zrób. – No nie wierzę, zero poczucia obowiązku do gości.
- To twój dom… mniejsza, to daj mi wody. – wzdycham zrezygnowana.
- To sobie weź. – Gdyby nie ból rozsadzający mi czaszkę, wydarłabym się na niego. Żałuje, że dżentelmeni wyginęli, przynajmniej miałabym kogoś, kto by mi podał pić.
-  Ok, gdzie jest?
- Na szafce za ekspresem.
Wstaję z stołka i kuśtykam po butelkę wody mineralnej.
- Nie ma.
- Jak to nie ma?
- No nie ma. – powtarzam, rozglądając się jeszcze raz. Słyszę jak prycha zirytowany i sam do mnie podchodzi. Rozgląda się, poczym wyciąga z szafki przezroczystą butelkę.
- Trzymaj – warczy, wracając na swoje miejsce.
- Dzięki – mruczę mechanicznie pod nosem. Byłam na niego zła, a raczej chciałam być, jednak mój skacowany umysł nie miał siły go nienawidzić. Odkręciłam butelkę i wypiłam całą jej zawartość na raz. Nie pytając o zgodę, wyciągnęłam sobie drugą. Mój wzrok samoistnie podążył ku urządzeniu, które skrywało w sobie aromatyczne ziarna mojego zbawienia. Kawę. Nie zastanawiając się, wcisnęłam przycisk i włączyłam ekspres. Zaraz tego pożałowałam. Głośne dźwięki wżynały się w mój mózg, jak miliony szpilek. Po pomieszczeniu rozniosły się jęki. Mój i Artura. Spiorunował mnie wzrokiem, jakbym co najmniej kopała leżącego… no prawie to zrobiłam. Gdy maszyna przestała upiornie wyć, nadeszła decyzja, która miała zmienić moje życie. Przeboleć, kolejne tortury maszyny i wydobyć moją ambrozje z tego pomiotu szatana, czy obyć się bez. Moje zdanie było mało ważne, jakoś to przeboleję, ale możliwości dopieczenia chłopakowi nie mogłam sobie odpuścić. Z skrytą satysfakcją nacisnęłam przycisk z rysunkiem dwóch filiżanek. Ekspres ruszył, a ja w tym czasie podstawiłam dwa kubki. Aromat pieścił mój węch, sprawiając nieopisaną przyjemność. No może gdyby nie piekielne dźwięki wydobywające się z maszyny. Ukradkiem patrzyłam na Artura, który zakopał się pod własnymi ramionami. Wyglądał jak skarcony pies. Bezcenny widok. Gdy urządzenie wreszcie umilkło, złapałam kubek i pociągnęłam łyk.  Od razu lepiej, powinni postawić nobla temu kto wymyślił ten cudowny wywar. Kurcze, gdybym wiedziała, kto nawet byłabym skłonna zapamiętać jego imię i nazwisko.  Złapałam drugą kawę i pokuśtykałam  z powrotem do wysepki. Artur wyciągnął dłoń w moim kierunku.
- Czego chcesz?
- Kawy. – wyjąkał przeciągle, z miną szczeniaka.
- To sobie zrób. – odpowiadam, zajmując miejsce koło niego i stawiając kubki jak najdalej. Gdyby wzrok mógł zabijać, z pewnością byłabym martwa. Pobudzający zapach dochodzi do naszych nozdrzy, zwiększając pragnienie. Demonstracyjnie podniosłam swój kubek i upiłam duży łyk, cały czas towarzyszył mi morderczy wzrok Artura. Cierp. Zdychaj z braku tego co ja posiadam. Zazdrość mi i płaszcz się przed moją boską osobą. A może dam ci łyka. Niestety mój piekielny plan spala na panewce, bo chłopak łapie szybko drugi kubek i wypija całość do dna. Zapewne mój wzrok w tej chwili przypomina spojrzenie psa, któremu zabrało się ulubioną zabawkę. Jak to?
- Hej! To moja kawa! Chciałam ją wypić!
- Masz już jedną. Starczy, jeszcze serce ci stanie.
- Martw się o siebie. A tak z innej beczki co ja tu robię? – jego oczy pochmurnieją, a twarz przybiera nieodgadniony wyraz. Czy coś się stało, gdy byłam pijana?  
- Nie pamiętasz?
- Nic a nic, ostatnie co jestem w stanie sobie przypomnieć to rozmowa z Adamem, nic więcej nie mogę sobie przypomnieć. Dzięki, że mnie stamtąd zabrałeś. Nie chciałabym obudzić się w jakimś kącie. – stwierdzam lekko się uśmiechając. Jego oczy przeszywają mnie na wylot, jakby starały się wyciągnąć ze mnie coś jeszcze. Widząc, że nie mam nic więcej do powiedzenia jęknął i wrócił do pozycji wyjściowej.
- Byłaś schlana do upadłego i martwiłem się, czy nie zaczniesz się rozbierać. To by wypaliło obecnym na imprezie oczy.
- Hej! Nie prawda! – zaśmiałam się trzepiąc go w potylice głowy. Niech ma za swoje.
_____________________________
Oto mój prezencik, dla was na dzień dziecka :D
Tylko fragment i to taki urwany, bo nie miałam za dużo czasu :C
  • awatar Seiti: Obawiam się, że po takiej ilości wody spędziłaby poranek przykuta do sedesu. Mała dygresja - na kacu czujesz się tak źle, że nie jesteś w stanie być złośliwym. Twoje ciało nie daje rady robić niczego oprócz leżenia w bólu. ;) "nieprawda". Czekam na dalszy rozwój zdarzeń. Fajne opko o normalnych ludziach.
  • awatar Kate - Writes: Rzeczywiście powinna siedzieć w łazience. Fajnie było jak myślała, że ukradli jej szafkę, albo "Nie ma", "Jak to nie ma?" Też czekam na rozwój wydarzeń. PS Seiti, upiłaś się kiedyś tak, że miałaś kaca? O_O Przestaję wierzyć w ludzi. Wpadnij do mnie Lisa, bo tęsknię. Masz u mnie na blogu specjalne pozdrowienia.
  • awatar książkoholiczka123: GENIALNE <3 chce jeszcze :*
Pokaż wszystkie (11) ›