Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 24 czerwca 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 

- Au! – zawył, jakbym co najmniej zdzieliła go patelnią.
- Sorki…
W kuchni zapanowała cisza, jednak nie dało się nie zauważyć nerwowych spojrzeń rzucanych przez chłopaka w moim kierunku. Raczej nie urosła mi druga głowa… a przynajmniej nic o tym nie wiem. Bosz! A jak mam coś na twarzy?! Zerkam pospiesznie w lustro wiszące naprzeciwko. Matko… wyglądam jak siedem boleści. Włosy sterczą w każdym kierunku marnie imitując afro. Pod oczami widnieje rozmazany makijaż, jednak mogłoby być gorzej... chyba. Po paru sekundach nie wytrzymuje i kieruję wzrok ku wciąż gapiącemu się mi Arturowi.
- No co? –pytam zirytowana rozciągając się bardziej na stole i staram się dyskretnie poprawić moją beznadziejną fryzurę. Jednak po paru nie udanych próbach poddaje się.    
- Nic.
- To przestań się na mnie gapić – wzdycham biorąc kolejny łyk kawy. Widok wpatrzonych we mnie jego niebieskich oczu przypomina mi o skrytych uczuciach jakie do niego żywię. Chowam głowę bardziej między ręce, by ukryć wykwity na moich policzkach. Słyszę szmer obok mnie, z ciekawości dyskretnie zerkam na chłopaka i dostrzegam, że ten wstaje z swojego miejsca.
- Gdzie idziesz?
- Sprawdzić, czy nie zarwałaś swoim wielkim cielskiem mojego łóżka.
- Coś ty powiedział?      
- To co słyszałaś. Idę się położyć. Ty też chodź, prześpij się do czasu, aż będziesz zdolna wrócić do domu w formie żywej, a nie umarlaka.  – W normalnych warunkach bym się obraziła, ale mój skacowany umysł zawiesił się na słowach, które podsunęły wyobraźni nieprzyzwoite myśli. On chyba nie… Idiotka! Miałam ochotę się zdzielić za wykwity w mojej głowie. Moje policzki przybrały kolor buraków, a ja sama wytrzeszczyłam na niego oczy jakby zamienił się w kosmitę. Raisa oddychaj. Nie daj się ponieść. To oczywiste, że w tych słowach nie było żadnych podtekstów. Wstaję z swojego krzesła i momentalnie krzywię się z bólu. Całkowicie zapomniałam o tej cholernej kostce! Zaciskam zęby i po głębszym oddechu staram się opanować. Przerażona patrzę, czy moja słabość została odkryta, ale chłopak zdążył już zniknąć za rogiem. Z nie małą ulgą kuśtykam za nim. Jednak widząc schody zatrzymuję się i porzucam wszelkie próby podążania za chłopakiem. Wole już krzesło i stół.
- Raisa, co tak stoisz, chodź. – woła, zauważywszy moje niezdecydowanie. Patrzy na mnie z szczytu schodów, jakbym była jakimś psem, który powinien podbiec na każde zawołanie. Przed oczami staje mi scena z wczoraj. Najwyraźniej kawa zaczęła działać, bo mój umysł już nie miał oporów do retrospekcji, a szczególnie sceny, która złamała mi serce… no dobra, może nie złamała, ale z pewnością po raz kolejny pozostawiła głęboką rysę. W końcu już się przyzwyczaiłam do jego licznych romansów.
- To ja może… już wrócę? – stwierdzam cicho i odwracam się uważając na bolącą stopę. – I tak długo ci zajęłam czasu.
- Nie przesadzaj. Wiesz, że jesteś tu mile widziana, a zresztą mama już od jakiegoś czasu narzeka, że nas nie odwiedzasz.  – stwierdził niby od niechcenia, ale jego oczy nie były do końca do tego przekonane.  - Mamy pokój gościnny na górze, więc nie martw się łóżkiem.
Uwierz, że to nie łóżko mi przeszkadza. Chociaż teraz mam pewność, że nie chodziło mu wcześniej o to o czym najpierw pomyślałam. Patrzę na schody, to na Artura i zaciskam zęby. I tak nie wrócę z tą nogą do domu. Robię pierwszy krok do przodu i staram się wyglądać jakby nic mi nie było. Nie chcę mu dawać satysfakcji. Jak się dowie, to nie da mi żyć. Jak na złość chłopak zamiast iść dalej, stoi i patrzy się w moją stronę. Pięknie… Po prostu świetnie. Zatrzymuję się w pół kroku. Co by tu zrobić, by nie okazać bólu? Moje myślenie przerywają dźwięki skrzypiec, rozglądam się i dopiero po sekundzie uświadamiam sobie, że to mój telefon. Tylko gdzie on jest? Artur widząc moje zgubienie wzdycha zrezygnowany i z powrotem do mnie schodzi. Po chwili wraca do mnie z moją torebką, której wnętrzności wibrują jakby co najmniej ożyła. Biorę od niego swoją własność i szybko wyciągam swoją komórkę. Mama… Czyżby się za mną stęskniła?
- Słucham? – pytam patrząc głęboko w oczy Artura. Czemu do diaska on misi mieć takie seksowne spojrzenie?
- Raisa, natychmiast wracaj do domu. – słyszę zdenerwowany głos mojej rodzicielki.
- Okey. Coś się stało? – pytam zaniepokojona, w końcu moja mama nie miała w zwyczaju wydzwaniać do mnie z każdą błahostką. Cisza w słuchawce utwierdziła mnie w przekonaniu, że coś jest nie tak. – Mamo?
- Posłuchaj, wracaj do domu… albo lepiej sama po ciebie przyjadę, gdzie jesteś?
- U Artura – niemal szepczę domyślając się o co może chodzić. Przez głowę przewija mi się tysiące złych myśli.
- Zaraz będę – słyszę chwilę przed tym jak się rozłączyła. Z niedowierzaniem wpatruję się w wyświetlacz telefonu, by w następnej chwili ruszyć przed siebie wprost do drzwi wyjściowych.
- Raisa… Coś się stało? Jesteś blada.
Z nerwów nie mogę powstrzymać drżenia dłoni, w oczach stanęły mi łzy.
- Chyba… - chlipnęłam –  Coś się stało tacie… - wypowiadając te słowa na głos zalewam się łzami i nie myśląc o niczym innym mijam zatroskanego chłopaka, całkowicie zapominając o bólu w nodze podchodzę do drzwi. Bordowy samochód moich rodziców już stoi na podjeździe, a siedząca w nim mama niecierpliwie stuka palcami o kierownice.
Czuję się jak w transie, po postu wsiadam do samochodu i ruszamy. Co robić? Co robić?! Serce boleśnie obija się o moją klatkę piersiową. Dopiero teraz zaczynam odczuwać prawdziwe skutki mojego kaca. Po paru merach zemdliło mnie do tego stopnia, że zwymiotowałam chwilę po tym jak pospiesznie kazałam się mamie zatrzymać. Nie zadaje pytań, nic nie mówi, pogrążona w myślach każe mi się jedynie pospieszyć. Nawet nie reaguje na pytania co się stało. Droga była jednym wielkim kłębkiem nerwów, a dojazd do szpitala, był jak cios poniżej pasa. To było ostateczne potwierdzenie moich czarnych myśli. Biegiem ruszamy w stronę oddziału kardiochirurgii. Niczym tornado wpadamy do pokoju dwieście osiemnaście i z paniką patrzymy na bladego mężczyznę na zielonym łóżku. Otępienie schodzi ze mnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Rzucam się w jego kierunku, a po policzkach spływają mi krokodyle łzy.
- Tato! – dopiero, gdy czuję wyraźny puls i słyszę jego oddech najgorszy lęk chowa się gdzieś na dnie serca.  Łapię jego zmarzniętą dłoń, by przyłożyć ją do zapłakanej twarzy.
- Raisa, kochanie spokojnie, tak szybko się mnie nie pozbędziesz. – żartuje, ale te słowa nie są w stanie mnie rozśmieszyć. W jego oczach widzę ból i zmęczenie.
- Co się stało? Mama nie chce mi powiedzieć. – Widzę jak rodzice posyłają sobie porozumiewawcze spojrzenie. Zapadła głucha cisza.  
- … Źle się poczułem… - przerwał niepewny tego co chce powiedzieć, spogląda to na mamę to na mnie i dodaje mało przekonywującym tonem. – Kosiłem trawę i ten upał tak na mnie wpłyną.
Kłamał. To było pewne. Tylko, dlaczego? Czy podczas mojej nieobecności stało się coś, co mogłoby doprowadzić go do takiego stanu? Zabolał mnie ten brak szczerości, jednak dla niego jestem w stanie zrobić wszystko. Przybrałam na twarz maskę zrozumienia, nie chciałam go bardziej martwić.
- Co powiedzieli lekarze?
- Zrobili mi parę badań i czekamy na wyniki. Raisa nie płacz, wszystko w porządku.
Zapadła cisza. Pokiwałam lekko głową i starałam się opanować. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Kochanie idź umyj oczy, a ja porozmawiam chwilę z tatą.
- Dobrze  - zgadzam się po chwili wahania. Całuję trzymaną przeze mnie dłoń ojca i posłusznie wychodzę z sali. Znam to miejsce na pamięć, więc chwilę później stoję już przed lustrem w szpitalnej toalecie. Nie płacz. Musisz się uspokoić. Wycieram pospiesznie policzki, jednak łzy nie przestają płynąć. To znowu się dzieje. Siadam na zimnej podłodze, nie przejmując się tym, że prawdopodobnie jest strasznie brudna. Bezwiednie zaczynam się trząść. Spazmy histerii ledwo przychodzą jedna po drugiej niczym tsunami przywołując wspomnienia. Kuląc się szlocham. Boże, błagam by nic mu nie było! Nie zmieniając pozycji i cały czas płacząc jedyne co mogę robić to modlić się w myślach. Nie mam pojęcia ile czasu minęło, ale zdążyłam odmówić cały różaniec. Dopiero wtedy zdołałam się jako tako uspokoić. Wstaję uważając na bolącą kostkę, która po opadnięciu adrenaliny zaczęła nieprzyjemnie pulsować. Podchodzę do lustra i przemywam zapłakaną twarz. Zamykam oczy by pozbyć się czerwonych śladów na białkach. Gdy z na powrót otwieram oczy nie widać już ani śladu mojej wcześniejszej histerii. Jestem nieprzenikniona, jedyne co mnie zdradza to napuchnięte oczy. Wycieram jeszcze raz nos i wychodzę z łazienki z wysoko podniesioną głową. Tak, Raisa dasz radę, nie możesz ich bardziej martwić. Jeśli się rozpłaczę… będzie jeszcze gorzej… Tata nienawidzi moich łez, zawsze się wtedy denerwuje. Nie mogę pozwolić by jego stan się pogorszył.. On nie może się stresować. Staję przed drzwiami biorę kolejny głęboki wdech i już mam wejść, gdy słyszę swoje imię.
- … Raisa była u Artura.
- U tego play boya?!
- Nie unoś się, w końcu są przyjaciółmi.
- Jasne, nasza córka nie powinna się zadawać z tak złym towarzystwem. Skąd mam wiedzieć, czy i jej nie zbałamuci. Kto wie może już się to stało.
- Mikołaju! Przypominam ci, że mówisz o naszej córce! Jest pełnoletnia i będzie się spotykać z kim chce.
- Wiktorio, dobrze o tym pamiętam, dlatego nie chcę by zniszczyła sobie życie. Widziałaś co się z nią ostatni stało? To wszystko przez tego chłopaka i jego koleżków. Jej oceny są coraz gorsze, chodzi cały czas nie obecna myślami, a dzisiaj nie wróciła na noc. Jak ja dorwę tego fagasa to mu wybiję z głowy panienki. Przez to, że dzisiaj nie wróciła do domu nie mogłem spać w nocy. Miała wrócić zaraz po końcu, a nie nocować na miejscu. Powinna zadzwonić, że nie wróci! Au…
- Już spokojnie, porozmawiamy później teraz musisz odpocząć nie myśl o tym. Artur to porządny chłopak, który szanuje naszą córeczkę, nie skrzywdziłby jej.

Odczekałam chwilę zbierając myśli, a raczej nie pozwalając im ujrzeć światła dziennego. Nie teraz. Nie tutaj. Rozluźniłam mięśnie i weszłam do pokoju. Mama siedziała przy łóżku, widać było, że jest zdenerwowana. Za to tata jak zwykle uśmiechną się do mnie i wyciągnął ku mnie dłoń. Chwyciłam ją.
  • awatar Zakira Luna: No, no...biedna ta Raisa, impreza, potworny kac, kostka, Artur, a na deser tata w szpitalu- żyć nie umierać. Co do Artura, to jak czytam te ich słowne potyczki nasuwa mi się jedno powiedzenie: "kto się czubi, ten się lubi" :P Znalazłam kilka literówek- stworzyłaś nową jednostkę długości: ,,...po kilku merach" ;) Scena w szpitalnej łazience wyszła ci super- poker face rządzi. Jestem pod wrażeniem zachowania jej matki: córka nie wraca na noc, nocuje u ,,playboya" a ona mówi że Raisa przecież jest dorosła i może spotykać się z kim chce- co za podejście :P Z niecierpliwością oczekuję części 5 :*
  • awatar Seiti: I jak ja mam się odwdzięczyć tak samo długą rozprawką? To chyba zbyt dużo dla mnie na chwilę obecną, ale spróbuję. W Arturze musi coś być, jakieś inne dno. Niby oziębły, ale ruszył z ratunkiem jak książę. ;) Lubię chłopa. Współczuję dziewczynie, że obiekt jej westchnień tak ja traktuję, to najgorszy scenariusz dla zakochanego serduszka. W ogóle jej imię kojarzy mi się z Cyganami. XD Mikołaj khe khe, wiecie, że po an. Mikołaj to Nicolas, Nick? :D Postawa godna ojczulka, zdecydowanie. Matka... skąd ja to znam? XD Nie znoszą jak rodzice nie mówią prawdy, nie lubię tego z własnej autopsji, po latach człowiek dowiaduję się dopiero wielu rzeczy, które zmieniły by co nieco wcześniej, a teraz są bez znaczenia. Styl... walić literówki, czytało się świetnie, pochłaniają mnie Twoje słowa za każdym razem, gdy mam okazję je czytać. Pięknie! Teraz czekam na resztę opków.
  • awatar Echo to tylko odbicie dźwięku: Nadrobiłam wszystko ^-^ To opowiadanie bardzo przypadło mi do gustu. A Raise to już w ogóle pokochałam. Jest tak nieidealnie idealna. Jeżeli w ogóle można tak to określić. Podoba mi się styl narracji. Taki normalny, ludzi. Od samego początku współczułam jej kontaktów z Arturem. Niby przyjaciele, a zachowywał się jak ostatni cham. Jednak po tym rozdziale zbiłaś mnie z tropu i już nie wiem co mam myśleć na ich temat... A teraz jeszcze ojciec. Nie ma lekko, nie ma. Powoli zaczynam gadać od rzeczy, więc żeby się nie zbłaźnić powiem tylko, że będę czekać na kolejny rozdział. :3
Pokaż wszystkie (4) ›