Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 25 czerwca 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Po całym dniu siedzenia w szpitalu, dowidzieliśmy się, że tata będzie musiał zostać na trzy dni na obserwacji. Zasłabł z powodu nadmiernego stresu. Wieczorem wróciłyśmy z mamą do domu… nie rozmawiałyśmy. Jedynie, co jakiś czas czułam wzrok rodzicielki na mojej twarzy, jednak po chwili kręciła głową i wracała do prowadzenia samochodu. W szpitalu poprosiłam jedną z pielęgniarek by sprawdziła, co z moją nogą, okazało się, że na szczęście jest tylko stłuczona. No, zawsze mogło być gorzej. Dojeżdżając na miejsce zauważyłam, że pod furtką ktoś stoi. Najgorsze było to, że nie chciałam go teraz widzieć. Szczególnie po tym, co podsłuchałam z rozmowy rodziców. Jeśli tata nie życzy sobie mojego kontaktu z Arturem, to zerwę wszelkie więzi, jakie nas łączą raz na zawsze… tak będzie dla mnie lepiej… Wysiadłam przy bramie, a mamę porosiłam, by zostawiła nas samych. Nie protestowała, prawdopodobnie była na to zbyt zmęczona.
- Hej
- Cześć, co tu robisz? – pytam lodowatym tonem.
- Czekałem aż wrócicie by dowiedzieć się, co się stało. Wszystko w porządku?
- Tak, w najlepszym – stwierdzam z ironią. Jak do jasnej ciasnej ma być dobrze?!  
- Raisa – jego zatroskany głos jest taki inny od jego normalnego tonu. Serce mi się ścisnęło. Jeśli ulegnę, przegram. Przywołuję wszystkie nieprzyjemne sceny z nim w roli głównej. Tak będzie lepiej… dla mnie i dla niego. Czuję jego dłoń na swoim ramieniu, a następnie jak przyciąga mnie do siebie i przytula. Cała sztywnieje, a do oczu napływają mi łzy. Przytulam się do niego i wybucham płaczem.
- Zasłabł… zasłabł przeze mnie. To moja wina… - szepczę w jego ramię. To boli, moje serce ściska się tak mocno, że mam wrażenie, że za chwilę się rozpadnie. Nie chcę tego czuć… nie chcę czuć już niczego. – To znowu się dzieje… - Niemal bezgłośnie wypowiadam słowa, które ciążą mi na umyśle. Przegrałam. Ale o dziwo czułam się jak zwycięzca. Przytuliłam go mocniej ukryłam mocniej twarz w jego ramieniu, nie chcę by tak mnie widział.    
- Ci… spokojnie… wszystko będzie dobrze. Twój tata jest silnym mężczyzną, raz pokonał chorobę to zrobi to jeszcze raz. - słyszę kojący głos i dociera do mnie, że jego palce przeczesują moje włosy. Czy mogę sobie pozwolić na to? Czy to, co zaraz zrobię jest słuszne?  Łzy nie chcą przestać płynąć po moich policzkach, a ja już nie wiem, co czynić… To ostatni raz, to będzie nasze pożegnanie. Raisa, którą znasz, jutro nie będzie już istnieć. Wciągnęłam w nozdrza jego kojący zapach. Kiedyś nie dzielił nas tak wyraźny mur. Kiedy się od siebie tak oddaliliśmy? Chciałabym, by czas się zatrzymał, by to stare uczucie bycia kochaną, potrzebną zaraz nie znikło… i to przeze mnie.  
Po tym jak się już w miarę, jako tako uspokoiłam, odpowiedziałam na parę pytań Artura pomijając podsłuchaną rozmowę. Siedzieliśmy na murku koło mojej furtki, w miejscu, gdzie duży krzew oddzielał moją posesje od drogi, co pozwoliło nam na trochę prywatności.
- Przepraszam, za to, że musiałeś mnie niańczyć – stwierdzam smutno się uśmiechając.
- Nie ma, za co, nie musisz przepraszać, a raczej podziękować.
- Dziękuję – posłusznie mówię, wypruta z emocji. W głowie mam mętlik. Czy naprawdę jestem w stanie zerwać z nim wszystkie więzi?
- Raisa, chciałem z tobą o czymś porozmawiać, ale to całe zdarzenie… - nerwowo szukał odpowiednich słów.
- Rozumiem.
- No tak, więc, jakby to ująć, nic nie pamiętasz? – zaczął drapać się po głowie, patrząc w bok, jakby było tam coś bardzo interesującego… Słysząc to pytanie, plus widząc jego dziwne zachowanie przypomniały mi się słowa taty: „Skąd mam wiedzieć, że i jej nie zbałamuci. Kto wie, może to już się to stało.” Potrząsnęłam głową nie dowierzając własnym myślom. Przecież… nie, to nie możliwe, nie robiłby tego, ja też nie… chyba. W końcu, jak rano się obudziłam byłam ubrana, więc na pewno nic między nami nie zaszło… chyba. AGH! Nie no zaraz z tej niewiedzy powyrywam sobie wszystkie włosy. Chyba wiedziałabym o straceniu własnego dziewictwa?!
- Nie – warczę wściekła, na co Artur krzywo na mnie patrzy i dosłownie widzę w jego oczach kolejne pytanie.
- Na pewno?
- Tak! Artur, błagam jak chcesz coś powiedzieć to powiedz, nie jestem w nastroju do zgadywanek.  
- Spokojnie, przecież cię nie zjem. Chciałem cię jedynie ostrzec przed Adamem, on nie jest taki cudowny, na jakiego się kreuje, wykorzystuje dziewczyny. Wydaje się uczciwy, pomocny, ale nie minie dużo czasu, gdy się tobą znudzi i cię zostawi. – Skąd on wie o Adamie?! Przecież… a może słyszał jego wyznanie? Nie… na pewno nie… więc jak?! I jak on śmie go obrażać! Jakby był od niego lepszy.
- Tak samo jak ty – gorzko stwierdzam i wstaję podchodząc do furtki.
- Hej! Co to miało znaczyć?! – łapie moje ramię i nakazuje na siebie spojrzeć. Jak on potrafi mnie wpienić!
- Zastanów się, a może zrozumiesz. Ach nie… no przecież, pan idealny nie myśli. Przypomnij sobie o tych wszystkich dziewczynach, z którymi się umawiałeś. Rzygać mi się chce, gdy pomyślę z iloma się całowałeś, a już nie mówię o sypianiu. Może najpierw spójrz na siebie a potem oczerniaj innych. Arturze, przyznaj się, że mu zazdrościsz.
- Niby czego? – warczy, a na jego czole wyraźnie pulsuje żyłka.  
- Nie wiem, ale myślałam, że jesteś lepszą osobą. W końcu jesteście przyjaciółmi.
- Ty też jesteś moją przyjaciółką.
- Serio? Naprawdę tak myślisz? Jesteś naprawdę naiwny. Kto by chciał przyjaźnić się z osobą, która cały czas ją oczernia. Nie, dzięki. Już dawno nasza przyjaźń się skończyła. Nie mów, że nie zauważyłeś. Nie zrywałam całkowicie kontaktów ze względu na litość. Beze mnie nie zdałbyś do następnej klasy. Co się tak dziwisz. Zaskoczyłam cię? Mam dość tej bezsensownej rozmowy, idę do domu.
- Nigdzie nie idziesz – zacisnął mocniej palce, na mojej ręce.
- Au! To boli! – spróbowałam się wyrwać, ale był za silny. Myślałam, że już nie mam, czym płakać, ale myliłam się.
- I będzie bolało! Nie! Nie zauważyłem, niby, kiedy to się skończyło, co?! Jeszcze rano wszystko było po staremu, a teraz się fochasz?! Raisa! Nie po to cię ratowałem wczoraj, byś dzisiaj wygadywała mi te farmazony o Adamie. Co? Wytrzeszczu dostałaś? Gdybym nie zareagował, dzisiaj obudziłabyś się w łóżku tej świni! Tak bardzo chcesz zostać dziwką? – Plask. Z całej siły spoliczkowałam go, z wrażenia mnie puścił. Złapał się za policzek i spojrzał na mnie groźnie. Trzymałam obolałą rękę, na której tworzył się pokaźnych rozmiarów siniak. W oczach miałam łzy. Wystarczyło, że nasze spojrzenia się spotkały, a skuliłam się cała w sobie i ruszyłam biegiem do domu.
- Raisa! – wrzasnął za mną, jednak nie miałam zamiaru się zatrzymywać. Dopiero, gdy zamknęłam drzwi na zamek i się o nie oparłam poczułam się bezpiecznie. Wstając usłyszałam chrupnięcie. W kostce. Zwinęłam się z bólu.
- Kochanie wszystko w porządku?
- Chyba całkowicie rozwaliłam sobie kostkę. – wymamrotałam przez łzy.
  • awatar książkoholiczka123: haha właśnie skończyłam czytać wcześniejszy rozdział i zastanawiałam się kiedy dodasz następny a tu proszę za niecałą minute kolejny . Czytasz mi w myślach :)
  • awatar Seiti: O psia kosteczka! Co za rozmowa, genialna! ~kyaa Podrajcowałam się, dawaj więcej!
  • awatar Zakira Luna: Za dużo sensacji na raz- takie wyrzuty sumienia to najgorsze co mozna czuć... Ale Artura mogła potraktować łagodniej ;)
Pokaż wszystkie (8) ›