Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 30 czerwca 2015

Liczba wpisów: 4

livli5
 
zakiraluna
 
Nim się zorientowałem mój talerz nagle zrobił się pusty. Syty wstaję od stołu i odnoszę tacę do punktu zwrotu. Miła pani z uśmiechem zabiera ją ode mnie, puszczając mi przy ty oczko.
- Powodzenia - mówi życzliwym głosem. Ciekawe, ze wszyscy mi to dzisiaj mówią.
- Dziękuję - opowiadam i manewrując między stolikami wychodzę z stołówki. Idąc w stronę fontanny uważnie rozglądam się po pomieszczeniu. Białe ściany powiększały optycznie i tak olbrzymi hol. Wysoki sufit był oszklony, dzięki czemu do korytarza sączyły się wdzięczne promienie słońca. Woda w wykładanej marmurem fontannie iskrzyła się tęczą, dodając uroku pomieszczeniu. Mijając ją prowizorycznie sprawdziłem, czy nic w niej nie pływa. W myślach zapisuję sobie to miejsce, jako jedne z pierwszych wartych uwagi przy zawodach. Wejście do biblioteki strzegą duże bukowe drzwi, które bezgłośnie uchylają się pod moim naporem. W ciszy wchodzę do olbrzymiego pomieszczenia i już tu czuję swoisty tylko dla książek, zapach papieru. Warto będzie ostatni raz przed zawodami sprawdzić rozłożenie ksiąg. Jeśli chodź trochę będę wiedział, łatwiej będzie wtedy znaleźć pożądaną pozycję. Szczególnie, że nie będziemy mogli poprosić o pomoc bibliotekarzy. Dwu piętrowa sala z olbrzymim holem była utrzymana w kolorach drewna, a sam zbiór ksiąg liczył sobie sześć tysięcy czterysta trzynaście pozycji z całego świata, w różnych przekładach. Oczywiście, z paroma kopiami, lub innymi wydaniami by nie trzeba było problemu podczas wypożyczania. Co stawało się katorgą dla biednego śmiertelnika zagubionego w tym labiryncie wiedzy. Książki są posortowane, według gatunku, tematyki, pochodzenia, autora i języku, jednak, bez bibliotekarza, owa wiedza stawała się mało użyteczna.      
     
biblioteka.jpg
 

livli5
 
zakiraluna
 
Właśnie mijam regał o astronomii, zastanawiając się czemu nasza biblioteka musi być tak chaotyczna. Nie mogli wywiesić jakiejś olbrzymiej listy, gdzie co jest? Właśnie przeżywam życiowy dylemat, pod tytułem jaki idiota to planował rozmieszczenie tego księgozbioru. Gdy do mojego ucha dostaje się niezidentyfikowany dźwięk. Z zaskoczenia natychmiast się odwracam i moim oczom ukazuje się nikt inny jak ten paskudny wodorost.
- Się? Owszem, bardzo prawdopodobne. - stwierdzam wyłapując słowną pomyłkę z wrednym uśmiechem. Dzieciak jak nic i jeszcze grozić próbuje. Kto tu za kim łazi. Jakbym nie miał nic innego do roboty.
Nim zdążyła cokolwiek odszczekać, jak zwykle zresztą, przyszpiliłem ją jednym szybkim ruchem do regału. Zakryłem jej usta dłonią i nachyliłem się powoli.
- Nie podskakuj, bo kiedyś się oparzysz. - wyszeptałem wprost do jej ucha i puściłem ją tak szybko jak złapałem. Nie patrząc na nią skierowałem się do wyjścia. Aulo nadchodzę! Na początku nie chciałem tego zwycięstwa, ale przez te jej wydurnienie mam zamiar to wygrać tylko po to by widzieć jej załamaną buźkę.
  • awatar Seiti: Dostrzegam małą rywalizację między autorkami hou hou hou. <podekscytowana, brak tylko popcornu>
Pokaż wszystkie (1) ›
 

livli5
 
zakiraluna
 
Przechodząc przez cały hol docieram do pokaźnych rozmiarów drzwi, które stoją otworem ukazując kłębiący się w jej wnętrzu tłum uczniów. Wzdycham przechodząc przez próg. Jak ja nie cierpię być w środku uwagi. Oczy wszystkich skierowane były na każdym moim ruchu. Po pomieszczeniu rozeszły się podekscytowane szepty. Oto ja, męski kandydat na przewodniczącego. Z wysoko podniesioną głową i pewnym krokiem dochodzę do stojącego po środku sali dyrektora, który sięga mi zaledwie do ramienia. Witam się z nim uprzejmie. I rozglądam się po auli. W tłumie rozpoznaje znajome twarze. Chłopaki posyłają mi dopingujące sygnały, za to dziewczyny(nie licząc moich fanek) patrzą na mnie jakby nie mogły się zdecydować czy pozwolić mi wziąć, czy jednak ukatrupią mnie tuż przed.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Spóźnialska, nie przepadam za brakiem punktualności. Czyżby zdarzenie z biblioteki tak ją zamurowało, że aż zgubiła się po drodze? To nie byłoby takie złe. Na uśmiech dziewczyny odpowiadam tym samym. W końcu ludzie na nas patrzą. Dyrektor nie czekając długo zaczął wyjaśniać zasady naszego starcia. Bla, bla, bla. Czyli nie możemy prosić o pomoc, ani uzyskać jej od osób trzecich. Mamy szukać zagadek, a ich rozwiązanie będą kluczem do znalezienia klucza... Mniejsza. W każdym razie kto szybszy ten lepszy. Jest trzynaście zagadek, musimy zebrać co najmniej pięć, ale to szósta jest najważniejsza bo układa cała układankę w całość. Wszystkie chwyty dozwolone... oczywiście w granicach rozsądku... tak jak się teraz bardziej nad tym zastanowię to, że się jeszcze nikomu nie znudziła ta przestarzała tradycja. Para najlepszych uczniów lata po szkole i robi wszystko by wygrać, bo w przeciwnym wypadku zostaną znienawidzeni w całej szkole, bo "się nie postarali". Nim się obejrzałem, dyrektor wręczył nam dwie mapy szkoły z specjalnymi uchwytami na zagadki.
- Oto kolejne wybory czas zacząć! Waszą pierwszą wskazówką jest ta banalna zagadka:
"Tutaj spalisz zbędna masę i kalorii co nie miara, lecz nie dowiesz się niczego, gdy podskoczy ci gitara." - popatrzyłem na dyrektora jak na chorego psychicznie osobnika, którego należy omijać, przetrawiłem w ekspresowym tempie treść zagadki. W moje głowie pojawiła się niewidzialna żarówka wrzeszcząca, że to na sto procent sala gimnastyczna. Posłaliśmy sobie z tym wodorostem szybkie spojrzenie i ruszyliśmy do drzwi. Dzięki dłuższym nogom, bez problemu ją wyprzedziłem i pognałem na skróty przez stołówkę na podwórze. Widząc, że nie mam ogona wszedłem już raczej na spokojnie do sali i rozejrzałem się uważnie. Jak ta zagadka brzmiała? Coś o kaloriach, masie, mirze, gitarze, ... jak to było? I co do tego wszystkiego miały podskoki?