Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 13 lipca 2015

Liczba wpisów: 5

livli5
 
zakiraluna
 
-Dzięki...za ocucenie mnie po tym jak prawie mnie udusiłeś. - Cudownie znów się zaczyna... czy ona nigdy nie skończy gadać? Po tym jednym zdaniu omal nie mam ochoty na serio jej udusić. Czyli jednak to wszytko było ukartowane...
-Co do twojego pytania zanim straciłam przytomność, nie, nie jestem zadowolona - Co to ma być?! Spoglądam na nią z pod zmrużonych oczu... Patrzenie z tej odległości sprawia, że zaczynają mnie boleć. Więc z powrotem je zamykam.
- A wiesz dlaczego? Bo w odróżnieniu od ciebie nie postrzegam życia tylko w kategori przegranej, wygranej czy bycia kwita, jak go ująłeś- Serio? Niby kiedy? To ty masz kompleks wyższości i wygranej za wszelką cenę.  A teraz się zaczęło prawienie morałów... Może za chwilę usłyszę, że jestem beznadziejnym ratownikiem i w ogóle moja egzystencja jest do dupy i powinienen iść się rzucić z wierzy zegarowej, by nie zatruwać powietrza? Szczerze, nie zdziwiłbym się, gdybym to usłyszał. W końcu nie wystarczy, że sam się skatowałem, to jeszcze, pozbyła się moich okularów i przeraziła na śmierć. Ciągle jej mało?
- Wracając do tego co powiedziałam tuż po przebudzeniu..po prostu udaj że tego nie słyszałeś okej? To nie byłam ja...- Nie to była sierotka Marysia, co zgubiła Krzysia. Gadaj zdrów. Przecież to nic nie znaczy. Lepiej wyglądam bez okularów. Też mi coś do tłumaczenia.
- Nie powinnam za tobą biec, to był błąd i strata mojego czasu. Rozejdźmy się każdy w swoją stronę i więcej nie wracajmy do tematu. Nie wiem jak ty, ale ja mam jeszcze pare zagadek do rozwiązania.
Następuję chwila ciszy... Otwieram oczy i uważnie obserwuje, czy wreszcie skończyła. Już wiem czemu mówi się, że dziewczyny to gaduły. Człowiek próbuję nie wyzionąć ducha, a ta papla jak najęta. Równie dobrze mogłaby mówić do trupa i by się nie kapnęła, że ten już jej nie słucha. Powoli podniosłem się z podłogi i podszedłem do niej. Zatrzymałem się zaledwie parę centymetrów przed dziewczyną. Nachyliłem się...
- Za dużo gadasz - stwierdzam i opieram swoją głowę o jej ramię, by to zrobić muszę się schylić, ale jestem tak wykończony, że nie jestem wstanie utrzymać się w pionie.  -  Do diabła z zagadkami... myślałem, że zemdlałaś przez wypadek w bibliotece... - westchnąłem i podniosłem głowę. I po co ja się w ogóle produkuję? Ona i tak wie lepiej. Wzdycham i ustępuję jej drogi.
- Nich ci będzie, wszystko to moja wina. Moja wina, że spadły na ciebie książki w bibliotece. Moja wina, że połamałaś moje okulary i moja wina, że mnie kurwiłaś i przestraszyłaś. Wszytko moja wina. Więc skoro to moja wina, to nie powinnaś się ze mną zadawać, bo kolejny wypadek też będzie moją moją winą! Skoro jestem złem chodzącym to idź szukać tego pedalskiego klucza i daj mi żyć! - Łapię gwałtownie powietrze. I mijam ja w drzwiach.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Szybko odchodzę jak najdalej od budynku szkoły. Dopiero, przy wejściu do akademika rozglądam się czy przypadkiem nie jestem śledzony przez Laurę. Nie widząc niczego podejrzanego(na przykład turkusowych włosów) łapię za klamkę... jednak ona nie ustępuję pod naporem mojej dłoni. Zdezorientowany marszczę brwi. No co jest? Ponawiam próbę, ale nic się nie dzieje. Zirytowany rozglądam się dookoła i dostrzegam małą karteczkę doczepioną po drugiej stronie szklanych drzwi. Nachylam się  i mrużę oczy by przeczytać mała informację.
"Wejście zamknięte, prosimy użyć tylnego", serio... to tu jest drugie wejście?  Wzruszam ramionami i obchodzę budynek, aż natrafiam na schody pożarowe. Cudownie. Może się na nich nie zabiję...
 

livli5
 
Lisa Angels: Kochani z problemów technicznych(laptop idzie jutro do naprawy, bo mu klapa się sypie i nie wiem kiedy wróci), w najbliższym czasie nie pojawi się żaden rozdział, a przynajmniej z moich indywidualnych opowiadań, bo grupowe będę pisać na tablecie(zapewne będzie się tam roić od błędów, ale jak mój kochany laptop wróci, to wszystko poprawię), a może zna ktoś program, który podkreśla błędy na tablecie? Jeśli tak to bardzo proszę, bo to naprawdę ułatwia życie. Pisałabym na telefonie, ale on mnie tez nie lubi... może to przez moje na elektryzowanie? Nie wiem, ale z pewnością teraz się za to wezmę. Dziś postaram się wstawić Berceuse. I będę skrobać coś w moim kalendarzu. Pewnie nie wspominałam, ale zawsze pisze moje opowiadania w starych kalendarzach w pseudu skórzanych okładkach :D Może kiedyś zrobię im zdjęcie. No cóż lecę pisać.
  • awatar Kate - Writes: Ja swoich opowiadań mam już trzy zeszyty, całą teczkę i właśnie zaczynam zeszyt numer cztery.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

livli5
 
  • awatar Sakuja World: Czerwony~! Kocham czerwony! <3
  • awatar Kate - Writes: Kurczę. śliczne, szczególnie ostatni.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

livli5
 

Mama spojrzała na mnie wykończona. Na jej ładnej twarzy pojawiły się zmarszczki, na które wcześniej nie zwróciłam uwagi. Wydawała się być o dziesięć lat starsza. Ścisnęło mnie w dołku, teraz także jej przysparzam kłopotów. Jednak łzy bólu zarówno tego fizycznego jak i psychicznego nie chciały przestać płynąć. Byłam zbyt słaba, by sprostać temu wszystkiemu z wysoko uniesioną głową i obojętnym wyrazem twarzy. W tej chwili potrafiłam jedynie kulić się pod drzwiami własnego domu i płakać nad swoim losem. Mama bez słowa pomogła mi dojść do mojego pokoju. Nie pytała o czym rozmawiałam z Arturem, po tym jak doniosła mi woreczek lodu na moją bolącą kostkę, ucałowała mnie jedynie w czoło i tuląc mnie do swojej piersi wyszeptała ciepłe „Dobranoc”. To jedno słowo było dla mnie ważniejsze niż wszystko inne. Moja rodzicielka nigdy nie była zbyt wylewną osobą. Raczej jest przedstawicielką ludzi, którzy wolą słuchać niż mówić. A każde czułe słowo wychodzące z jej ust było dla mnie niczym ogień rozświetlający zakamarki mojej celi nieszczęść. Niosły ze sobą taką miłość, jaką może okazać jedynie matka. Tego dnia zasnęłam od razu, obawiając się, że gdy będę zwlekać choć chwilę, mój umysł zostanie pożarty przez wyrzuty sumienia…
- Przepraszam… Proszę nie odchodź… Nie! – podrywam się z łóżka, cała zlana potem. Ledwo łapię oddech… duszę się. Raptownie wstaję i kieruję się do okna. W głowie mi się kręci, a oczy zawodzą, trzymając się z całej siły parapetu staram się nie upaść. Znajduję klamkę i jednym ruchem otwieram okno, w tym samym czasie nogi się pode mną uginają. Na czworaka staram się złapać oddech. Do moich płuc wpada nocne powietrze i wreszcie zaczyna mi się przejaśniać w oczach. Kładę się plackiem na podłodze. Już dobrze… Już dobrze… powtarzam w myślach niczym mantrę. To tylko sen. Nie ważąc się nawet wstać, na czworaka wracam do łóżka. Odmawiam modlitwę w myślach i pomimo lęku, że koszmar powróci, z powrotem zasypiam.
Budzę się dopiero późnym rankiem z suchymi oczami i olbrzymim pragnieniem. Kostka pomimo, że jest spuchnięta nie boli już tak mocno, jedynie powoduje dyskomfort, ale da się przeżyć. Spoglądam na zegarek w telefonie… dziesiąta… Że, co?! Sprawdzam jeszcze raz i już mam zamiar pędzić do szkoły, gdy do pokoju wchodzi jakby nigdy nic mama.
-  Och… już nie śpisz… właśnie miałam cię obudzić, by sprawdzić co z twoją nogą. Zaraz będę wyjeżdżać, więc możemy pojechać na prześwietlenie.
- No, dobrze… - Zdziwiona wstaję z łóżka i idę do łazienki się umyć. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że strasznie śmierdzę potem zmieszanym z wonią alkoholu . Zniesmaczona biorę szybki prysznic mocno wcierając pierwsze lepsze mleczko do ciała, które jak się okazuję pachnie migdałami. Po wytarciu się, umyciu zębów i całej porannej toalecie, zakładam szlafrok i wracam do pokoju, gdzie zakładam dżinsy oraz czarny top. Chwilę później stoję już w kuchni gotowa do wyjścia. Mama w zwiewnej kwiecistej sukience krząta się jeszcze chwilę po domu zbierając potrzebne jej w pracy przedmioty. Po drodze łapie jeszcze dwa pudełka na kanapki i rzuca mi w między czasie kluczyki od samochodu. Posłusznie znikam wychodzę z domu i siadam z przodu na miejscu pasażera. Chwilę później dołącza do mnie mama. Podczas jazdy staram się skupić na wszystkim, byleby nie myśleć. Bo jeśli zacznę to będzie to mój koniec. Jednak milczenie mojej rodzicielki wcale mi w tym nie pomaga. Radio też na nic się nie zdało, bo nie byłam w stanie się na nim skupić. Moje myśli automatycznie kierowały się tylko ku jednemu tematowi. Chcąc nie chcąc, w końcu się poddałam i przed oczami stanęła mi wczorajsza rozmowa z Arturem. To nie tak miało być. Jestem idiotką. Miałam to zrobić łagodniej… ale jak zaczął mi prawić te swoje mądrości, to nie wytrzymałam i stało się. Wygarnęłam mu to wszystko co miałam na sercu. Kompletna porażka… Borze sosnowy, co ja teraz zrobię? Moje policzki przybrały kolor buraków. Jak on śmiał mnie tak nazwać! Czy to co powiedział to prawda? A może wszystko zmyślił, byleby zniechęcić mnie do Adama. Nie mam pojęcia.
Samochód staję. Dojechaliśmy pod duży budynek. Wysiadam z samochodu i idę za mamą. Wizyta przebiega bez większych nieścisłości. Prześwietlenie nic nie wykazało, czyli to musiało być zwyczajne zbicie. Wychodząc od lekarza wzdycham z ulgą. Mama jest dużo spokojniejsza, po drodze zrzuca mnie do taty, a sama jedzie do pracy. Cały dzień spędzam przy łóżku szpitalnym, słuchając jego opowieści, lub po prostu siedziałam z boku i dotrzymywałam mu towarzystwa. Pomimo, że starałam się nie wyglądać na zmartwioną to uważnie obserwowałam każdy jego ruch, mimikę twarzy i zachowanie lekarzy. Był blady, zmęczony, nawet jego humor nie był tak soczysty zwykle. Ludzie w białych kitlach przychodzili i odchodzili nie zdradzając niczego godnego uwagi poza kolejnym zestawem badań do wykonania. Pod wieczór wróciłam zmęczona. A niby nic nie robiłam…  
Następnego dnia mama zawiozła mnie do szkoły, twierdząc, że moja kostka jeszcze nie wygląda najlepiej. Nie protestowałam, no bo z jakiej paki, skoro miałam darmową podwózkę. Ucałowałam ją w policzek i wysiadłam z samochodu. Tak, właśnie jestem przed bramami piekła. Z skwaszoną miną przekraczam próg budynku, by dotrzeć do szatni. Zmieniam obuwie i wkładam je do szafki, która nadal nie jest naprawiona. Wzdycham. Nic się na to nie poradzi. Gdy już gotowa mam opuścić pomieszczenie łapią mnie wątpliwości. Jak ja mam się pokazać Arturowi, po tym wszystkim? Kręcę głowa lekko klepię się w policzki. Do licha z tym, nie ugnę się, choćby nie wiem co!

_____________________
Przepraszam, że takie krótkie, ale padam na twarz.
  • awatar margarettta: super :)
  • awatar Zakira Luna: Już miałam brać się za pisanie kolejnej kwestii Laury, kiedy wchodzę i co widzę? Berceuse część 6! Tak więc od razu zabrałam się do czytania ( Trzeba mieć jakieś priorytety w życiu no nie?) i muszę przyznać że bardzo mi się podoba :) Strasznie mi jej szkoda w każdej sprawie...-oprócz tej z Arturem rzecz jasna, wciąż uważam że potraktowała go za ostro! Ufff...dobrze że kostka tylko zbita, podejrzewam że skręcenie jeszcze bardzie utrudniłoby jej i tak niełatwe już życie. Mama która nie wyraża zbyt wielu emocji...-Nie dziwię się że zwykłe ,,dobranoc'' było dla niej takie ważne. Zakończyłaś w takim momencie że mam ochotę cię ukatrupić- tylko myśl o kolejnych częściach mnie powstrzymuje-no i co to jest za długość?!
  • awatar Kate - Writes: Och, nareszcie! Wcale nie potraktowała Artura za ostro, zasłużył sobie w końcu, no ale każdy swoje zdanie ma. Jak zwykle brak mi słów, poza tym Zakira już wszystko powiedziała.
Pokaż wszystkie (5) ›