Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 15 lipca 2015

Liczba wpisów: 13

livli5
 
Pokaż wszystkie (3) ›
 

livli5
 
zakiraluna
 
Wyciągam mały rulonik kartki i przerywam pieczęć. Rozwijam go i byłoby wszytsko pięknie, gdyby nie to, że była biała jak śnieg, a po za tym całkiem pusta. Marszcząc ze zdumienia brwi patrzę jeszcze raz na papier.  Czy ktoś zapomniał wydrukować zagadki? A może to była zmyła, a ja głupi wdrapałem się po tych godnych pożałowania schodach... A jeśli? podstawiam kartkę pod światło i dostrzegam czarne linie układające się w litery.  Brawo Feliksie!  słońce razi mnie w oczy, więc jedną ręką puszczam kartę i osłaniam je. W tem zrywa się mocniejszy podmuch i wyszarpuje mi papier z ręki.
- Wracaj!
Krzyczę jakby to miało mi pomóc, wymachując jak opętany rękami. zagadka jak motyl sprawnie omija moje palce i z gracją zostaje zdmuchnięta na barierkę. Łapię uciekinierkę w ostatniej chwili i oddycham z ulgą. Tym, razem mocno trzymam papier w dłoniach i czytam zagadkę:

“ Ślimak znajduje się u podstawy metrowego bambusa. W dzień wspina na wysokość 10cm. W nocy bambus przyrasta o 1m (ślimak śpi ).Następnego dnia ślimak znów wspina się 10cm w górę, lecz następnej nocy bambus znów przyrasta o 1m. I tak codziennie. Oblicz po jakim czasie ślimakowi uda sie dostać na czubek bambusa.”


Cudownie znów rozwiązaniem będzie liczba...
 

livli5
 
zakiraluna
 
Nie czekając, aż znów coś zepsuję zbiegam jak szalony po schodach pożarowych. Muszę znaleźć coś do pisania, bo w innym wypadku nic mi się nie uda. Na moje nieszczęście najbliższe miejsce z jakimś papierem jest budynek szkoły. Czy tylko ja latam po całym trenie? Teraz zaczynam żałować, ze się obijałem na tych wszystkich zajęciach w-fu. Nie biegłbym teraz taki zziajany. Kto wie może Kapeć maczał w tym swoje grube paluchy. Zawsze mnie nie lubił. Więc nie zdziwiłbym się, gdyby szepnął prowadzącym to i owo. Wstrętny wuefista. Gdy dobiegam do szkoły i wchodzę otwartym na oścież oknem. Nie mam czasu na łażenie na około. Wpadam do pierwszej lepszej sali, która okazuję się gabinetem dyrektorskim. Co więcej widząc w jego wnętrzu Laurę wytrzeszczam oczy. Stoimy tak chwilę wpatrując się w siebie zaskoczeni, gdy nagle trzeźwieję i zamykam zamaszyście drzwi. Potrząsam głową, nadal się zastanawiając czy to nie było przewidzenie. No bo co ona by tam robiła? A to cwaniara! Taką okazję aż żal przegapić! Przyspieszam kroku i wpadam do sekretariatu. Jak na złość, wszystkie szafki są pozamykane. Ale na szczęście ktoś nie schował długopisu i małych kolorowych karteczek biurowych. Już mam zasiąść za biurkiem, ale stwierdzam, że to nie najlepszy pomysł. I tak nie mógłbym się skupić na rozwiązywaniu czując się tak nieswojo. Pospiesznie opuszczam pokój trzymając w garści przyrządy biurowe i robię użytek ze ściany i parapetu. Na pewno cię rozwiąże!
 

livli5
 
zakiraluna
 
Nic dziwnego, że długopisu nie chciało się nikomu chować, bo ten strasznie przerywał. Ale z braku laku i to dobre.Jestem tak zaabsorbowany liczeniem, dopiero po chwili uświadamiam sobie, że koło mnie ktoś przeszedł, ale jest już za puźno by jak kolwiek zareagować, więc po prostu dalej skupiam się na liczeniuKluczem jest założenie nie podane w treści: bambus nie rośnie tylko od czubka ale swą całą długością. Teraz obliczamy na jakiej względnej wysokości jest ślimak: w nocy bambus przyrasta,m lecz ślimak porusza się wraz z bambusem (bambus pod nim również rośnie), pierwszego dnia pokonał 10cm z 1m czyli 1/10 bambusa, drugiego 10cm z 1m czyli 1/20, trzeciego 1/30 itd. Aby dowiedzieć się kiedy ślimak osiągnie szczyt wystarczy znaleźć takie n dla którego n-ta suma częściowa szeregu ancharmonicznego (czyli suma 1/i) osiągnie 10.  Ślimak wejdzie na szczyt w 12367 dniu, a dokładniej tak około południa.
Zadowolony z wyniku patrzę na uzyskaną liczbę i przeżywam rozkminę życia. Po raz pierwszy nie mam najmniejszego pomysłu co z sobą zrobić. Ślimak? Bambus? 12367? Walę głową o ścianę, momentalnie się krzywiąc z bólu. Jak nic, to pamiątka z biblioteki. Spoglądam na swoją nieszczęsną mapę, ale nic nie daje mi cienia pomysłu. A może mam poszukać ślimaka? Albo bambusa? Po tych wszystkich zagadkach byłoby to zbyt proste... chodź szukanie ślimaka może się okazać udręką życia, a z braku innych pomysłów chyba nie mam innego wyboru. Wzdycham pod nosem i wychodzę przez okno, którym wszedłem, mażąc jedynie o ciepłym łóżku i tygodniu odpoczynku.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Babus może oznaczać azjatycki ogródek zafundowany szkole za jakiś konkurs architektoniczny parę lat temu.  Obecnie był ulubionym miejscem schadzek zakochanych par. Japoński klimat dawał poczucie intymności, jakby podróży do innego świata. jednak teraz stojąc w tym miejscu calkiem sam, szukając nieszczesnego ślimaka ewentualnie bambusa, czulem sie jak idiota. Ogródek pomimo swoich niewielkich rozmiarów był dla mnie istną pustynią, zmukrytym skarbem wielkości ziarnka piasku.  Z rozdrażnieniem przecieram bolące oczy. Wokół mnie było całe mrowie bambusów. Ja musiałem jedynie znaleźć ślimaka... a przynajmniej tak myślałem. Dopuki nie znalazłem dziwnej ślimakopodobnej trąbki z dziwnymi zębatkami, dopiero po dobrej chwili rozkminiłem, że to sejf.  Dziwny bo dziwny, ale problem był taki, że nie było tam żadnych cyfr, ani liter. Zwykłe zębatki z klapą.  Zanim zdążyłem się rozmyślić policzyłem zębatki i okazało się, że jest ich pięć, jasne było,  żentrzeba je przekręcić, a liczbę dni rozłożyć na jedności.  zabrałem sie do pracy i już po chwili miałem zagadkę w ręce.
 

livli5
 
zakiraluna
 
"Wanna napełnia się zimną wodą w czasie 15 minut, zaś gorącą w ciągu 10 minut.
     Pytanie: Ile czasu potrzeba na napełnienie tej wanny, gdy woda leci z obu kranów?"
Ale nuda... chyba prostszego zadania nie było, nie potrzebuje do niego nawet kartki. 1/15 = ilość napełnionej zimnej wody w wannie w ciągu 1 minuty, 1/10 = ilość napełnionej gorącej wody w wannie w ciagu 1 minuty. Dodając te dwa ułamki, otrzymam ilość napełnionej wody w wannie w ciągu 1 minuty.
    1/15 + 1/10 = 2/30 + 3/30 = 5/30 = 1/6 = ilość napełnionej wody w wannie w ciągu 1 minuty. 1/6 * 6 = 1 min.
Obliczam w myślach i znam już rozwiązanie 6 minut.  sama zagadka sugeruje łazienkę lub staw, ewentualnie jakiś inny zbiornik wodny. A przynajmniej mam taką nadzieję.  Bo równie może to być też biblioteka,  stołówka,  lub inne miejsce. No chyba, że... moją twarz przyozdabia szeroki uśmiech i po raz kolejny puszczam się jak najszybciej w danym kierunku.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Biegnę łeb na szyję, ale nie dam się wygwizdać na dudka. Przebiegam przez mostek,  wpadam pomiędzy dwie tuje i o mały włos nie rozwalam rabaty pełnej róż. Dosłownie omijam ją na milimetry i ponownie używam otwartego okna jak drzwi, a raczej chcę użyć bo jak się okazało, owe okno jest za wyskoko by się do niego dostać, więc dopadam pierwszych najbliższych drzwi. Gdy o mały włos nie taranuje mnie Laura.  zagradzam jej drogę i sam wpadam na korytarz.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Bieganie cały dzień daje się we znaki.  Ten mały wodorost lekko mnie wyprzedza i wpada do fontanny,  niczym słoń do basenu. Nie myśląc wpadam tam za nią.  Niech nie myśli, że może mnie pokonać klucz jest mój! Gdy moja rywalka zbiera się z ziemi ja natychmiast sprawdzam najwyższe warstwy mis.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Gdy przeszukuje środkową misę moja dłoń natrafia na metalowy przedmiot, który wyszarpuje z okrzykiem triumfu, a raczej próbuje,  bo caś trzyma go z drugiej strony. Przyglądam się mojej przeszkodzie do chwały.  I zamieram w pół ruchu. wytrzeszczam gały i momentalnie robię się cały czerwony. Rozglądam się po wiwatującym tłumie i zauważam, że nie tylko ja widzę to co widzę. W mojej głowie rozpętuje się wojna. Nie chcę wygrać w ten sposób. Gdy Laura szarpie po raz kolejny.  puszczam klucz i zdejmuję mokrą czarną koszulę, ale przynajmniej nie prześwituje.   z westchnieniem rezygnasji, żucam ją oniemiałej dziewczynie. I znacząco pokazuje na jej czerwony stajnik...
 

livli5
 
zakiraluna
 
Już się odwracam, by opuścić pomieszczenie i zaszyć się w czeluściach własnego pokoju, byleby tylko uniknąć spojrzeń pełnych rozczarowania moją porażką. Nawet nie chcę patrzeć na Laure. Znów się zbłaźniłem. Przecież ona nie potrafi nawet okazać wdzięczności za pomoc. Jestem idiotą, gdy chcę już wyjść pod nogami błyska mi zamazany złoty przedmiot. To szansa, by wygrać to sprawiedliwie. Padam na kolana i wraz z Laurą ganiamy niesforny klucz. Przy okazji przeszkadzając sobie na wzajem. Wystarczyła chwila jej nie uwagi, by nagroda wpadła w moje ręce.
-Ty...zrobiłeś to specjalnie!- nagle słyszę i z wrażenia, omal nie wypuszczam klucza. Wygląda jakby za chwilę miała się rozpłakać. O czym znowu ona mów?! Że co, ze wyłowiłem, klucz kiedy się zamyśliła, że podałem jej koszulę? Że sam z niego zrezygnowałem? A może, że zmoczyłem jej koszulkę? Cholera wie co ma znowu na myśli.
-Zadowolony? Wygrałeś!Weź sobie ten klucz...-Kręci głową, jej broda lekko drży, a oczy czerwienieją - Ja już go nie chcę...- Bosz! I co ja mam począć?! Czy ona zawsze musi taka być?!
- Cholero jedna, wracaj tu i walcz jak na ciebie przystało! - co ja gadam... ale było, już za późno. Moje usta nie chciały się zamknąć... -
Poddajesz się? A co z pogróżkami z dzisiaj rana?!  Gdzie podziała się ta dumna, nieugięta Laura, która zawsze wygrywa? - wpieniłem się totalnie i st5rzeliłem złotym kluczem o wodę.  - Nie przyjmuję takiej wygranej, z tchórzem!
 

livli5
 
zakiraluna
 
Ładne przedstawienie.- Mówi cicho przez zaciśnięte zęby. Muszę wytężyć słuch by zrozumieć co znaczenie słów.
-Nazywasz mnie tchórzem?- Jej głos, chociaż wciąż się załamuje nabiera energii i głośności.- To ty nim jesteś! Przez ciebie zrezygnowałam! Od samego początku robiłeś wszystko żeby mnie upokorzyć od biblioteki po tę twoją koszulę!- Zdzieram z siebie moje  okrycie i rzuca mi z wyrzutem. Nie daje mi dojść do słowa.
- Miałeś przy tym tyle perfidii, że urządziłeś wszystko tak, by wyglądało że mi pomagasz!-Oskarża mnie dźgając w odsłonięte ramię. Serio tak myśli?! Czy ona musi się zawsze doszukiwać w czynach innych drugiego ( nieistniejącego) dna.
-Nie dbasz o nic oprócz siebie, ten przeklęty klucz to dla ciebie kwestia życia i śmierci, podobnie jak upokorzenie mnie czyż nie?- Wściekła rozkłada szeroko ręce.
-Rozejrzyj się!- Drze się na całe gardło- Pewnie w duchu skaczesz teraz do góry ale cynizm i perfidia każą ci udawać szlachetnego!A zresztą, rób co chcesz, panie Przewodniczący!- tego było już za wiele.
- A kto by chciał tej cholernej posady?! - Krzyczę wytrącony z równowagi.  - Czy ty zawsze musisz stwarzać sobie błędne mniemanie, że nie ma ludzi bezinteresownych? Myślisz, że nie potrafię walczyć uczciwie? Że miałbym satysfakcje z wygranej  po nieczystych zagaraniach? Otóż posiadam dumę i współczucie! naprawdę nie chciałem tego wypadku w bibliotece. Myślisz, że nie mam nic innego do roboty jak rozwalać szkołę?! Czy ty jesteś taka tępa czy tylko udajesz?  - za sobą słyszę buczenie i  rosnacy wyraz niezadowolenia. - Zamknąć się- , wrzeszczę na nich, a wszystko ucicha. Z powrotem patrzę jej prosto w oczy. Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że jej oczy są czerwone od łez. Odruchowo podnoszę rękę i ocieram jej policzek, nie spuszczając z jej oczu wzroku. Nachylam się. - Masz piękne oczy wiesz? - szepczę, tak byśmy słyszeli to tylko my i podchodzę do dyrektora. za chwilę złożę rezygnację.  Nie mam zamiaru ciągnąć dalej tej szopki.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Podchodzę do dyrektora i z całą powagą człowieka, który za chwile skażę się porażkę na własne życzenie. Coś czuję, że chłopaki nie puszczą mi tego płazem. I dla kogo to? Dla wodorosta, który nigdy nic nie rozumie.
- Panie dyrektorze,  jak przed chwilą wspomniałem zrzekam się posady Przewodniczącego.- stwierdzam pewnym siebie głosem. Przeklinając swoją osobę za impulsywność. Gdzieś na skraju umysł u słyszałem krzyk bym się zamkną.  Ale było już za późno.  Klamka zapadła, czułem jak wszystkich zamurowało i w  tłumie zaczynają się przekleństwa i wyzwiska pod moim adresem. Brawo Feliks. Nalatałeś się jak mały samolocik rozwiązując te wszystkie pokręcone zagadki. Nabawiłeś się siniaków i nerwów na całe życie, a sam się wszystkiego wyrzekłeś. Wzdycham gdy dyrektor mocno zdenerwowany ogłosił Laure zwycięscą, bo to ona dotknęła pierwsza klucza. Uśmiechnąłem się. Ona przynajmniej będzie lepszym Przewodniczącym, a jak nie to już się postaram by wzięła się do roboty. Skierowałem się ku wyjściu.
 

livli5
 
zakiraluna
 
- Feliks!  - Na dzwięk własnego imienia odwracam się zaskoczony. Czego ona jeszcze chce?
-Mam lepszy pomysł.- Mówi mi prosto w oczy.
- Wiem, że to kompletne szaleństwo- ściszam głos, by tylko on mnie słyszał.- Ale może...-Zbieram się.- Może...moglibyśmy rządzić tą szkołą razem?- Uśmiecha się i wyciąga do mnie otwartą dłoń, w zapraszająco-pojednawszym geście, jakbyśmy mieli ubić jakiś interes.- I co ty na to? Myślisz że mógłbyś się przekonać do wodorosta?
Słysząc to przezwisko uśmiecham się czemu nie?  Chwytam jej dłoń i lekko potrząsam.  Następnie odpowiadam szeptem do jej ucha.
- W końcu jesteś moim wodorostem Lauro, a ja mam w zwyczaju dbać o swoje. - szepczę, następnie odsuwam się i już głośno dodaję. - Jestem zaszczycony.