Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 1 sierpnia 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 
zakiraluna
 
EPILOG

Ja nie chcę! Kręcę głową wyciągając z mikrofalówki ostatnią torebkę, z której unosi się zapach topionego masła i soli. Wysypuję jej zawartość do pojemnika. Łapię wielką miskę z górą popcornu i wchodzę do pomieszczenia, uważając przy tym na głowę. W sali panuję przyjemny półmrok. Rozglądam się w poszukiwaniu niebieskiej czupryny. Gdy dostrzegam ją na kanapie, szeroko się uśmiecham i do niej podchodzę. Bez słowa kładę się na kolanach mojego wodorosta, robiąc sobie z jej nóg coś na kształt poduszki, a miskę układam sobie wygodnie na brzuchu. Muszę mieć jakieś korzyści z tej męki!    
- To co, zaczynamy? Nie mogę się doczekać! - stwierdza Laura kradnąc mi całusa... może nie będzie tak źle. Teraz jak o tym pomyślę, to nigdy w życiu nie powiedziałbym, że tak skończymy. Nie chcę wracać do tych czasów, gdy jedyne o czym marzyła, to zrównać mnie z błotem...
- Nadal nie jestem pewny czy chce to przeżywać od początku. Nawet po trzech latach pamiętam te przeklęte zagadki...- stwierdzam z przekąsem, jedyne co mnie przekonało do obejrzenia tego filmu to, uśmiecham się pod nosem - I twój czerwony staniczek - dodaję szybko, na co Laura dosłownie spłonęła rumieńcem.
- Tak, zwłaszcza staniczek...wiesz, czasem zachowujesz się jak typowy facet... - Unoszę brew w zadumie. No wiesz? I jak ja mam to interpretować? Jako komplement czy oszczerstwo? - Daj spokój, ja mimo wszystko całkiem nieźle to wspominam...milo że dali nam coś takiego nie sadzisz? - Nie...
- Że też się ociągali z tym tyle czasu. - Mówię zamiast tego, jakby nie patrzeć gdzieś tam bardzo, bardzo, BARDZO głęboko doceniam ich gest. Uśmiechając się nakazuję sobie zanotować, kogo ukatrupić, za ślinienie się na widok stanika mojej dziewczyny. Film ruszył pełną parą. - O to aula... - wymsknęło mi się, na widok sali pełnej po brzegi uczniów. Uważnie śledziłem jak sobowtór Laury rusza do sali muzycznej i dosłownie przerzuca ją do góry nogami. - Kto by pomyślał, że jesteś taka porywcza... biedna gitara... to pewnie między innymi o nią wciekał się tak dyrektor. - I pewnie właściciel owej gitary... Pamiętam te trzy godziny kazania na temat, że zawiedliśmy go i ble, ble, ble. Nie słuchałem bo zbyt mnie plecy bolały. Z rozmyślań wyrywa mnie Laura.
- Taki prezent pożegnalny... - Zniszczenie gitary? No tak cudowny prezent. Jakby za kare za moje myśli dostałem dwa palce zakończone paznokciami złudnie podobnymi do szponów. Skuliłem się lekko i w ramach odwet pokazałem jej język. - Dziwisz mi się? Swoją drogą, rzucając te piłki wyglądałeś jak zawodowy koszykarz... - czuję się dumny ze swoich popisów, nic dziwnego, że po zawodach klub koszykówki tak mnie męczył bym do nich dołączył. - Ale i tak uważam że pierwszą zagadkę miałeś łatwiejsza niż ja.
-Tak, księżniczko, wmawiaj to sobie. - przewróciłem oczami. - Po tej zagadce, "zaraz" nabrało dla mnie całkiem innego znaczenia. Ty miałaś pięć możliwych opcji, a ja? Nie mogłem być pewny ile wariantów mam przed nosem... Ej nie wspominałaś, że kolegujesz się ze złotą rybką z niemca. - Rozbawiony patrzyłem jak wodorost z obrzydzeniem wyciąga zagadkę z akwarium. Cóż za ironia.
- Mam wrażenie że moja miłość do tej rybki jest jednostronna... Hej! I to ja jestem porywcza? Rozbiłeś tę ławkę w drobny maczek! Taki silny... - Kręci głową, a mnie robi się ciepło na policzkach za komplement - A nie potrafi znieść moich łaskotek! - I buch! Bańka mydlana pękła przez pazury atakujące moje wrażliwe na łaskotki miejsca.  
-Ej! - próbuję się oswobodzić, jednak, po chwili gdy już nie mogę ze śmiechu złapać oddechu, a popcorn rozsypuję się z miski, postanawiam wywiesić biała flagę. - Basta, poddaje się! Okey jesteśmy kwita. Miałem szczęście, że była tam ta zagadka, bo uwierz nie chciałabyś być na moim miejscu. - stwierdzam przypominając sobie tyradę dyrektora na ten temat. Staję z kanapy i zbieram rozsypany popcorn i wracam na kanapę, ale tym razem wciskam się w jej róg i ciągnę dziewczynę za rękę w swoją stronę, po czym mocno ją przytulam. - Teraz cię nie puszczę. - szepczę jej do ucha i delektuję się ciepłem jej ciała.
- Odpowiada mi to... - Składa na moich ustach pocałunek.  - Zawsze wiesz jak mnie podejść... - Oczywiście, że wiem - O, teraz będzie najlepsze! Biblioteka! W końcu się dowiem czy to naprawdę był wypadek... - Aż się wzdrygam.
Przez chwilę leżymy w milczeniu, na nowo przeżywając wypadek w bibliotece.
- Wstrętny kocur, gdyby nie nagranie, musiałbym ponieść koszty naprawy, a tak to, tylko czekało nas sprzątanie... - stwierdzam z naganą w głosie - O widzisz nie kłamałem!- Krzyczę pokazując scenę w której po raz pierwszy miałem spotkanie czwartego stopnia z kotem. Aż mnie kręgosłup rozbolał widząc siebie rozpłaszczonego na półkach regału, kamera przeniosła się na Laure, która oberwała encyklopedią. Zabolało mnie serce, aż lekko mocniej ścisnąłem dziewczynę. - Au... To musiało boleć.
- Bolało jak cholera! Ale na szczęście przybył błędny rycerz by ocalić swą księżniczkę Niech będzie, wierze Ci... - Postanowiłem zachować swoją męską dumę i nie wspominać o siniakach, przez które nie mogłem spać na plecach przez dwa tygodnie. - Nie mów tak o Amonie! To znaczy... Filemonie - Laura zmarkotniała. Opowiadała mi o tym, że polubiła tą bestię, ale nie mogła jej zatrzymać. Podobnież była woźnej, czy kogoś tam.  
- Tak szczerze o co ci wtedy chodziło? - wskazuję na ekran, gdy wodorost wybucha nagłą złością. -  Żartowałem... - I po co ja się usprawiedliwiam? Głupi Feliks! -  Ale dziwnie się czuję oglądając to jak film, a nas jako aktorów. - stwierdzam by ukryć swoją głupotę. Oglądam nasze p[optyczki w bibliotece i automatycznie wplatam palce w jej miękkie włosy. Delikatnie ją głaszcząc.
- Dlaczego? Całkiem przyjemnie mi się ciebie ogląda.- Zapada krótka cisza i słyszę, ciche westchnięcie. -  Myślałam że specjalnie popchnąłeś regał, a potem przybiegłeś mi pomóc, żeby zrobić z siebie bohatera... - Trochę zabolał fakt, że kiedyś miała mnie za palanta bez skrupułów, który ma w nosie życie i zdrowie innych. Czy rzeczywiście jestem takim egoistą?  
-Ech... -Wzdycham, nie wolno mi się rozczulać na pad przeszłością. -Błogosławieni którzy nie wiedzieli, a uwierzyli... - cytuję fragment z Biblii - Wybaczę ci twoją nie wiarę jeśli...- Delikatnie zacząłem rolować koszulę na jej plecach, podwijając ją coraz wyżej.Delektowałem się jej zarumieniony6mi policzkami i spojrzałem w jej piękne oczy koloru morza. To jak na mnie patrzy, spojrzeniem pełnym miłości i szczęścia, przyśpiesza bicie mojego serca. Zbliżam się powoli nie odrywając od niej wzroku i delikatnie zagryzam dolną warkę jej ust.  
- Wiesz że nigdy nie byłam święta...- Mówi przekornie, a kiedy tylko uwalniam jej usta, przesuwa je na moją szyję i najpierw lekko całuje, a potem wpija się mocno, zostawiając po sobie okrągły, czerwony ślad... mruczę z przyjemności kiedy ona ponownie całuje to miejsce, zaś jedną dłoń wsuwa mi pod włosy i zaczyna rytmicznie drapać paznokciami mój kark. Sprawiając mi niesamowitą przyjemność. Tak, że niemal zapominam, co chciałem powiedzieć. Jednak zanim całkowicie odpływam, dokańczam z lekkim zawodem, że muszę to przerwać, zanim uzna mnie za zboczeńca.
-Jeśli nigdy więcej nie będziesz mnie tak straszyć. - dokańczam siląc się na powagę.  
- No wiesz? Ja byłam bardziej przestraszona, tylko to sobie wyobraź: czujesz na plecach coś miękkiego i to coś się rusza...
- Mi bardziej chodziło o to jak zemdlałaś księżniczko... - stwierdzam rozbawiony, jej lekko oderwaną od rzeczywistości miną. - Czuje się jakbym spojlerował...- Krzywię się lekko.
- Spojlerujesz nam nasz własny film? Złamałam ci okulary...- Mówi skruszona, delikatnie trącając mój nos swoim. - Przestraszyłam Cię wtedy?  - Trzepocze rzęsami z miną niewiniątka. A to wodorost jeden! - Ty przeraziłeś mnie bardziej tym co zrobiłeś później... Taki opiekuńczy i martwiący się o mnie...ale potem wyskoczyłeś z tym!- Podbródkiem wskazuje mojego sobowtóra na ekranie, wykrzykującego właśnie swoją tyradę z po tytułem "Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina"
-Ja?! Nawet nie wiedziałem, że o włos uniknąłem śmierci od książki! Chwila później, a to ty byś mnie reanimowała i zaoszczędziłabyś mi kazania... - urwałem na chwilę - chociaż, było warto. - Uśmiecham się szeroko i zaczynam ją przedrzeźniać.-,,To nie byłam ja."- Widzę jak jej oczy biją bromy w moim kierunku. Na wszelki wypadek łapię jej nadgarstki uniemożliwiając wydłubanie mi oczu. - Nie wiem co mnie wtedy napadło, byłem w wybitnie złym nastroju i miałem wrażenie, że ten wodorost- Kara musi być!- ...obwinia mnie za samo istnienie.  
- Ty wstrętny...- Z całych sił próbuje się wyrwać, ale nie pozwalam jej na to. - Nie przedrzeźniaj mnie! Mógłbyś z łaski swojej nie mówić o mnie w trzeciej osobie ? Przypominam ci tez że nazwałeś mnie SWOIM wodorostem...- Och i o co się rozchodzi? O dziwo nie oberwało mi się za to. A szczerze spodziewałem się, że dostanę opiernicz za bycie egoistycznym anarchistą. Nagle zamarła, czyżby nagle na to wpadła?
-  Patrz! Patrz!- Krzyczy tak głośno, że omal nie tracę swoich cennych bębenków. - Strasznie się namęczyłam nad ta zagadką, wiesz że nie cierpię matmy, jak już ja rozwiązałam to pomyślałam że pewnie byłbyś ze mnie dumny...- Patrzy na mnie cielęcym spojrzeniem. I jak jej tu nie pochwalić?
- Ależ jestem. Ale i tak cię nie puszczę, wodorościku. - Wyszeptuje jej do ucha. - Miałem to zadanie kiedyś na konkursie i pomimo, że wydaje się proste, łatwo jest się pomylić, brawo.-
Uśmiecham się do niej czule. Co z tego, że zagadka była banalna, niech się cieszy. Czuję, jak manewruję naszymi dłońmi, że koniec końców zaplotła mi je wokół szyi.
- Mnie nawet nie wydawało się proste... ale to nie ja jestem w naszym związku geniuszem matematycznym - Całuje mnie w nos i odwraca głowę w stronę telewizora. Mam ochotę ją pocałować, ale ona już zajęła się filmem... Stop! Ja wcale nie jestem zazdrosny o telewizor!
- Popatrz, widziałeś kiedyś krypteks? Tak na marginesie to masz całkiem niezłe wyczucie czasu, gdybyś wpadł do tego gabinetu kilka sekund wcześniej, to ty oberwałbyś tym octem...
-Czemu mam wrażenie, że marzyłaś, by czas się cofnął i jednak mnie trafiła? Niedobry wodorost, mieć tak nieczyste myśli. Szczerze, ja bym się głowił przy tym ustrojstwie, może wpadłbym na to, tylko przez to, że oglądałem kod da Vinci.
- Bo tak właśnie było...- Bezczelnie potwierdza swoje mordercze zamiary. - Jak możesz nazywać to ustrojstwem? Byłam zachwycona tym że to znalazłam... Szkoda tylko ze dyrektor nie podzielał później mojego entuzjazmu...O patrz, ogród! Teraz będzie najlepsze!
W pełnej napięcia ciszy oglądamy siebie nawzajem odnajdujących ostatnią zagadkę. Patrzę na Banalną zagadkę o wannie.
-Serio? Dali nam taką samą? Brak kreatywności - uciszam się i dalej patrzę na ekran, gdy w szaleńczym biegu próbujemy dotrzeć do fontanny. -O zaraz będzie staniczek. - stwierdzam do siebie pod nosem. I nagle zalewa mnie straszna złość i wredność godna diabła. Czekacie... ja wam już piekło urządzę.
- Jak sobie pomyślę, że cała szkoła widziała bieliznę mojej dziewczyny to aż się we mnie gotuje. - Mimowolnie grożę pięścią telewizorowi. Zapamiętując śliniących się palantów. Alex, Artur, Witold, kurde, za dużo ich jest!  
- Wtedy jeszcze nie byłam twoją dziewczyną...- Już mam ją zbesztać, gdy opada jej szczęka i rumiana zakopuję się w moim ramieniu.  - Jezu to aż tak było widać?!
-Ale teraz nią jesteś księżniczko. Widać wszystko jak na tacy... a pewien wodorost oskarżał mnie o złe zamiary kiedy próbowałem uratować jego reputacje- Stwierdzam niewinnie, karząc ja za striptiz przed cała szkołą. - Chyba zrobię sobie fotkę i powieszę przy łóżku...
- Przypominam ci że ten wodorost zrobił z ciebie współprzewodniczącego...- Ta i okazało się, że to ja musiałem popylać w tę i z powrotem z papierami. -Fotkę? Chyba w tej twojej koszuli...- Puki jest mokra...
-Nawet w niej wyglądasz słodko.- Odruchowo wsuwam jej pod koszulkę rękę i zataczam palcami kręgi. - Chcę mieć setki twoich zdjęć. Jak się złościsz, śmiejesz... i w tej przemoczonej koszuli z olbrzymim rumieńcem.  
- Nie cierpię się rumienić...Zgadzam się pod jednym warunkiem...oddasz mi swoja koszule.- Oddałbym ci ich nawet sto. - Czasem mam wrażenie, że te zawody to najlepsze co mogło mi się przydarzyć... Szepcze i zaczynam mnie całować, po czym odrywa się ode mnie i opiera swoje czoło na moim.
- Mieliśmy oglądać...  
- I tak już wiemy co będzie dalej, robota, kary, sprzątanie, mianowanie na przewodniczących - szepczę każde słowo przypieczętowując hojnym pocałunkiem. Następnie delikatnie zacząłem całować jej szyję, powoli schodząc do dekoltu. Na plecach czułem delikatne palce. Jedną ręką złapałem kraniec bluzki i odsłoniłem lekko, by zajrzeć jej w dekolt.
- Czerwony. - Moja ręka dostała karę i została brutalnie strzepnięta z białej bluzki.
- Taki mały hołd...wiedziałam że zauważysz- Mruczy jakby... zadowolona?
- Koniec. - Jak to? Tak nie wolno? Jeszcze nawet nie zacząłem? Dopiero gdy jej ręce lądują na moich policzkach, doznaje olśnienia, że to film się skończył.  
- No i jak było przeżyć to wszystko jeszcze raz? - Pyta smutna. - Nie będzie ci tego brakowało?
- Póki nie zostawisz mnie dla koszuli innego, zadowolę się moim wodorostem. - Przybliżam się i lekko się uśmiecham. - Myślę, że obejdę się bez twoich morderczych myśli co do mojej osoby.
- Kocham cię, Lauro. - stwierdzam, uwalniając myśli. Jednak widząc na jej twarzy zażenowanie i jakby szok, cały się spinam.  
- Kocham cię Feliks.- słysząc to niezwykłe szczęście w jej głosie całe napięcie mija. Mocno mnie przytuliła jakby przypieczętowując swoje słowa. - W żadnej innej koszuli nie będę wyglądać tak dobrze jak w twojej...- szepcze, lekko drżącym głosem - I za nic nie chciałabym cię stracić. - Stwierdza omal nie łamiąc mi szyi.
-Dusisz. - Gdy mnie puszcza, wygląda na tak zaniepokojoną, że na powrót ją przytulam.-  I nie stracisz... O ile się nie pozabijamy nawzajem. - żartuję.
- Ja w nas wierzę... - całuje mnie i wyplątuje się z moich ramion. Podchodzi i odsłania zasłony. - Chodź panie eks-przewodniczący... podziękujemy za nasz prezent jeszcze raz. - O tak to nie będzie. Prycham pod nosem i wstaje z kanapy, łapię zasłonki jednym szybkim ruchem je zasłaniam.
  • awatar Kate - Writes: To już koniec? Dlaczego? A ja się zaczęłam na dobre wciągać.
  • awatar SallyLou: Ech miłe wspomnienia :) Nie spodziewałam się dalszej części. Już trzy lata razem? < łezka wzruszenia> Zakończenie aż prosi o więcej :D
Pokaż wszystkie (2) ›