Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 26 sierpnia 2015

Liczba wpisów: 2

livli5
 
Laptop wrócił! A to kolejny przezabawny filmik :D
  • awatar Kate - Writes: Oglądałam to już wcześniej, ale jakoś nie miałam czasu skomentować. Śmieję się za każdym razem jak widzę ten filmik.
  • awatar Paulai: hahahahah! dobre! :D
Pokaż wszystkie (2) ›
 

livli5
 
Całe życie przemierzając szkolne korytarze, wydawało mi się być niewidzialną, dla oczu siedzących pod ścianami uczniów. Jednak dzisiejszego dnia, nie mogę się pozbyć wrażenia, że uwaga wszystkich jest skupiona na mojej osobie. Ciekawskie spojrzenia odprowadzają mnie aż pod salę biologiczną. Zresztą nie ma, co się gapiom dziwić, skoro cały czas miotam wzrokiem niczym przerażony kociak poszukujący drogi ucieczki, jakby mogło mi to pomóc odroczyć konfrontację z Arturem. W głowie odbywam już setkę możliwych przebiegów naszego spotkania, jednak podświadomie czuję, że nie ważne, co zrobię jestem skazana na porażkę. To chyba nie najlepiej wróży mojej przyszłości. Grunt to pozytywne nastawienie i wizualizacja… Agh! Czemu musiało przed oczami stanąć mi to jak obijam mu tą cudną buźkę?! Wystarczy, że dostał już dwa razy z liścia, trzeciego nie potrzebuje, jeszcze mu do głowy przyjdzie by mi oddać. Krzywię się na samą myśl. Nie… nie zrobiłby tego… chyba. W głowie mam chaos godny tego z greckich mitologii. Z jednej strony mam ochotę paść przed nim na kolana… no dobra trochę koloryzuję, ale przynajmniej w przenośni, i błagać go o przebaczenie. Z drugiej jednak umysł podszeptuje, by dać mu kopa na pożegnanie i pozbyć się palanta… no to, mam dylemat. A obu rzeczy na raz zrobić się nie da. Serce z tych sprzecznych emocji gotowało mi się gorzej niż smoła w piekielnych kotłach. Nie przestając śledzić wręcz panicznym wzrokiem otoczenia, dostrzegam zbliżającego się nauczyciela, który zresztą na niego nie wygląda, no chyba, że człowiek przyjrzy się jego pooranej zmarszczkami twarzy. Oddycham z ulgą. Jakby na zawołanie rozbrzmiewa niszczący bębenki dźwięk. Słysząc ten upiorny odgłos zwiastujący rozpoczęcie lekcji niemal pieję ze szczęścia. Chyba pierwszy raz w życiu cieszę się z tego powodu, ale świadomość, że w czasie zajęć nie będę musiała przejmować się Arturem ogarnia mnie nie przenikniony spokój. Wodzę oczami chwilę za Doktorkiem otwierającym drzwi i niczym shinobi przestępuję próg sali. Zajmuję swoje miejsce w półksiężycu ławek, jako pierwsza z klasy, po czym wyciągam książki od biologii. Po wyładowaniu pokaźnych kilogramów zapisanego papieru z plecaka wpatruję się w krzątającego się przy biurku nauczyciela. Profesor był przez nas pieszczotliwie ochrzczony Doktorkiem. Geneza tego przezwiska nie jest w stu procentach pewna, jednak zawsze mi się wydawało, że przyczyniła się do tego jego stara lekarska aktówka, rodem wzięta z westernów, z której właśnie wyciągał własne pomoce naukowe. Jakby nam ich nie wystarczyło. Szczerze lubię jego lekcje, są interesujące, a on sam jest niczym pasterz prowadzący swoje wierne owieczki po świecie tajemnic życia. Niczym Mojżesz rozstępujący przed naszymi oczami morza niewiedzy. Jakby tego nie nazwać, wszyscy uwielbiali Doktorka, który niemal raz w tygodniu nie omieszkał wzdychać pod nosem, że jak był na studiach miał wszystko zaliczone na bardzo dobry, oprócz tej jednej trói, której mu się nie chciało poprawić. W ten oto sposób zachęcał nas do poprawiania nawet wydawałoby się, pozytywnych ocen. I tak nadszedł na to czas, gdy niby mimo chodem, w czasie, gdy wszyscy się rozpakowali zaczął narzekać na swoje błędy przeszłości. Uśmiecham się pod nosem i słysząc jak obok mnie szura krzesło, podnoszę oczy ku nieproszonemu gościowi, który raczej nie był Anią. Z drugiej strony wolałabym, by już wróciła. No cóż, nie ma co marudzić. Chłopak z szerokim uśmiechem na twarzy, która jest na policzku podejrzanie sina, siada bez pytania na wolnym krześle i posyła mi zniewalające spojrzenie orzechowych oczu, na które lekko się rumienię. W głowie niczym zacięta płyta przypomina mi się jego wyznanie i moje późniejsze wybryki. Na policzki wypływają mi rumieńce, którymi mogłabym zawstydzić najdojrzalsze pomidory. No to klops. Widząc, że raczej nie mam, co liczyć na jakąś żywiołową klęskę, która by mnie wybawiła z opresji, zaczęłam się z nerwów bawić mechanicznym ołówkiem. Co chwilę zerkam na jego przystojną twarz, by wypalić sobie w pomięci jego prawdziwy obraz. Oblizuję odruchowo wargi językiem i nachylam się do Adama.
- Co ci się stało w twarz? – pytam szeptem, szczerze zatroskana. To mogła być nieuwaga lub głupota, ale pobicie jest już poważną sprawą, której nie należy lekceważyć. Posyła mi krzywe spojrzenie i zapada niezręczna cisza. – Nie mów… Przyłożyła ci jakaś dziewczyna. Ale musiała mieć parę w rękach – żartuję, mając nadzieję, że to rozluźni trochę atmosferę. Adam przez chwilę trawi moje słowa po czym parska śmiechem. Fiu… Już myślałam, że nie załapał.
 - Pośrednio tak. – uśmiecha się od ucha do ucha, pokazując swoje białe zęby. Aż przez chwilę mam ochotę mu je wyrwać pojedynczo. Ząb, po zębie i wstawić je sobie, jako własne, albo przynajmniej zrobić sobie z nich naszyjnik, zamiast pereł. To byłaby oryginalna ozdoba. – Tak myślałem, że urwał ci się film.
Zamurowało mnie. Wytrzeszczam oczy, jakby na czole wyrosło mu trzecie oko. Że jak?! To nie sprawiedliwe! Przeklęci faceci! Czemu oni muszą wiedzieć coś, o czym ja nie pamiętam?! Najpierw Artur, teraz Adam. Nigdy więcej nie piję alkoholu.
- Było, aż tak źle? – pytam załamana swoją niewiedzą, a tym bardziej, że nie pamiętam swoich czynów.
- To zależy, kiedy odpłynęłaś.
Chowam twarz w dłoniach.
- Żaliłam ci się na łóżku w twoim pokoju – mamroczę pod nosem, zażenowana.
- Szkoda – wzdycha jakby zawiedziony. Zaraz mnie pożre żywcem ciekawość, co się działo dalej… albo nie, nie chcę wiedzieć. Bo jeszcze słowa Artura staną się prawdą, a nie chcę psuć kontaktów z Adamem. Może to nie jest fer z mojej strony, że traktuję go, jako substrat Artura, ale kto wie, może dzięki temu zrodzi się jakieś uczucie? Czas zapomnieć o tej miłości. Ale czy to w ogóle było to? Może to niewinne zauroczenie. Podziw? Litość? A może przywiązanie. Kto to wie? I chyba wolę to zakopać gdzieś w ciemnym borze zapomnienia. Nic z tego nie będzie, a marnowanie młodości na syzyfowej pracy jest zdecydowanie, zbytnim trwonieniem życia.
- Z chęcią bym powtórzył tą noc. – wzdycha do mojego ucha, na co cała się spinam. Dreszcz przechodzi mi po całym ciele, aż powstawały mi wszystkie włoski.
- Serio? Nie wiedziałam, że jesteś masochistą i lubisz słuchać użalających się dziewczyn.
- Bo nie lubię, ale ty jesteś wyjątkiem.
Spiekam jeszcze większego buraka i schowałam głowę między włosami. Skąd mu się takie teksty biorą? Powinni prawnie tego zakazać, bo jeśli za chwilę się nie uspokoję, serce wyskoczy mi z piersi i klasa będzie mieć żywą pomoc naukową. Tu rozmowa ucichła, a my skupiliśmy się na wykładzie Doktorka na temat układu nerwowego. Uważnie słuchając o neuronach, zapisywałam notatki swoim ołówkiem, by później wszystko uporządkować i przepisać do drugiego zeszytu.
- Dziękuję wszystkim za współpracę i przypominam, że na następnych zajęciach masie kartkówkę z dwóch ostatnich lekcji. – Doktorek ledwie skończył, a rozbrzmiał w całej sali szkolny dzwonek. Przerwa. Pakuję swoje książki i odkręcam się do Adama, ale tego już nie ma. Marszcząc brwi szukam go wzrokiem i dostrzegam go przy drzwiach. Nie myśląc wstaję z krzesła, by go dogonić. Manewruję chwilę między krzesełkami i wybiegam przez drzwi. Nagle czuję jak tracę równowagę, o rozwiązane sznurówki i lecę niczym spadochroniarz bez spadochronu. Na moim torze lotu śmie ktoś stanąć, przez co zamiast przyrżnąć głową o podłogę, mój nos boleśnie uderza o czyjś tors.
- Au… - mruczę pocierając obolała chrząstkę – Sorki…
Zamieram w pół słowa i z tępym spojrzeniem wpatruję się w chłopaka, który przede mną stoi i pociera miejsce, w którym go uderzyłam. W głowie mam pustkę, wszystkie słowa, które tak zawzięcie układałam sobie na wszelki wypadek wyparowały i uciekły w siną dal. Do diaska! Przeklęta wizualizacja się spełniła! Niemal zapadam się w sobie i czekam na jakąkolwiek reakcję, jednak nie tego się spodziewałam. Nawet na mnie nie spojrzał, mimo, że nasze oczy były na tej samej wysokości. Jakby nic, wyminął mnie i podszedł do nauczyciela ze skruszoną miną. Prawdopodobnie, by wytłumaczyć się ze swojej nieobecności. Co to było? Czy no właśnie mnie zignorował?! Jak on śmie?! Budzi się we mnie ukryta wściekłość. Czemu się do mnie nie odezwał?! Jeszcze chwila, a gotowa byłabym mu wygarnąć, co o nim myślę i zasadzić mu kopa, by nie myślał sobie, że może mnie tak ignorować! Jednak znajomi z klasy wypchnęli mnie z przejścia, tak, że straciłam Artura z oczu. Dopiero to wyrwało mnie z otępienia. Co ja do diaska wyprawiam?! Czy nie o to mi chodziło? Zerwać wszystkie więzi. Zakończyć tę pseudo przyjaźń i wreszcie ruszyć do przodu… więc co to było? Nie tak czuje się osoba, która pali za sobą mosty. Czuję się niczym te zdesperowane z miłości dziewczyny, które same nie wiedzą, czego chcą. Zawsze mnie irytowały, ale teraz sama jestem w takiej sytuacji i chyba troszkę zaczęłam je rozumieć. Po co ja to wszystko w ogóle zaczynałam? Ale idiotka ze mnie.

_________________________________
Witajcie moi drodzy parafianie :D Jak widać laptop wrócił, chociaż napsuł mi strasznie dużo nerwów. Chciałabym wam wynagrodzić stracony czas i rozdziały, ale czuję, że nie podołam temu, szczególnie, że lada chwila początek roku szkolnego... Przepraszam za błędy, ale nawet nie chce mi się dzisiaj tego sprawdzać.
  • awatar Paula B.: Super wpisy. :) obserwuje :*
  • awatar Zakira Luna: Będziesz się musiała bardzo postarać żeby taką przerwę nam wynagrodzić- minęło tyle czasu że, ab być na bieżąco musiałam przejrzeć całe berceuse jeszcze raz :P ,,Całe życie przemierzając szkolne korytarze wydawało mi się być niewidzialna dla oczu siedzących pod ścianami uczniów" Hm...tu chyba wkradł się jakiś błąd ;) Ta to popada w skrajności, albo pobić albo wielbić i błagać o przebaczenie- typowa nastolatka :D Uśmiałam się na tekst o zębach...uuu, coś czuję że Adam chciałby nie tylko słuchać jej żalów podczas ,,razem spędzanych nocy" XD A mówiłam: wiąż sznurówki! :D A Arturka za taką ignorancję należałoby co najmniej spalić na stosie! podobała mi się ta część (Nawet nie myśl że wykręcisz się od kolejnych! Masz jeszcze aż...<liczy> cztery, a właściwie pięć wolnych dni! Umówmy się tak- jedna część dziennie? :* Musisz to skończyć w wakacje bo inaczej nie doczekamy się końcówki do końca roku, zlituj się! )
  • awatar Zakira Luna: @Zakira Luna: Cholerka, nie zmieściłam się w jednym komentarzu...ech, nie cierpię ograniczeń! No więc, błędów poważniejszych jakiś nie znalazłam, może tylko jedna mała uwaga: W moim odczuciu nadużyłaś kropek a zapomniałaś o przecinkach :P Czekam na ciąg dalszy!
Pokaż wszystkie (4) ›