Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 27 sierpnia 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Część 8
Rozglądam się, czy przypadkiem za chwilę nie zobaczę Artura, gdy nagle dociera do mnie, że stoję już przed salą językową. Widocznie tak się zamyśliłam, że nogi same zaniosły mnie automatycznie pod kolejną klasę. Mam nieodparte wrażenie, że przed chwilą zaprzepaściłam, swoje wewnętrzne postanowienie, by wysłać palanta do szufladki w swoim przegrzanym mózgu z dużym napisem „Kosz”. Wzdycham pod nosem i rozglądam się za Adamem. Może uda mi się go przycisnąć i dowiedzieć się, co nieco, o moich brakach w pamięci. Inna sprawa, że nieodparcie kusi mnie, by wyciągnąć z niego, kto, albo, co go pobiło. Jednak jak na złość chłopaka nigdzie nie było widać. Zapadł się jakby pod ziemię i o zgrozo do końca wszystkich lekcji unikał mnie jak ognia… no dobra nie tyle, co unikał, a znikał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w raz z dźwiękiem dzwonka. Zaczęło mnie to mocno irytować, przez co nie mogłam się skupić na lekcjach, bo mój wzrok mimo woli zbaczał z kursu i śledził to Adama, to Artura. Do diaska! Jeszcze mnie za jakiegoś prześladowcę wezmą! W raz z zakończeniem ostatnich zajęć, zerwałam się raptownie z krzesła i pognałam za Adamem. Udało mi się go dopaść na schodach do szatni. Inna sprawa, że chłopak ma parę w nogach niczym pendolino.
- Hej! Poczekaj! – wołam zziajana, mając nadzieję, że włączy hamulce. Adam zatrzymuje się na dole schodów i posła mi szeroki uśmiech. Na policzkach ma rumieńce, mogące dorównać licom nie jednej wstydliwej dziewczyny. Wygląda tak słodko, że aż mam się ochotę go przytulić. Macha mi ręką i znika za zakrętem. Stoję chwilę oszołomiona. Czy on właśnie zwiał? Nie… nie może być. Czy jestem tak straszna, że wszyscy mnie dzisiaj unikają? Wzdycham zdołowana idąc do swojej szafki. Otwieram drzwiczki i z głośnym hukiem je natychmiast zamykam. Chyba się pomyliłam. Sprawdzam numerek, jednak jak wół widnieje karteczka z napisem „242”. Argumentem przemawiającym za tym, że to nie pomyłka świadczył też zepsuty zamek. Powoli uchylam drzwiczki i zaglądam do środka. Wnętrze szafki jest wypełnione małymi stokrotkami. Albo mam zwidy, albo to głupi żart. Rozglądam się, czy nikt nie zauważył mojego dziwnego zachowania, i rumieńców zażenowania, po czym zamykam drzwiczki i czekam aż szatnia całkowicie opustoszeje. Dopiero, gdy droga jest wolna, zaczynam zbierać białe kwiatki w bukiecik. Ktokolwiek to zrobił musiał sam wszystkie zerwać, bo łodyżki były nierówne. W szafce pod tym całym stokrotkowym dywanem leżała mała kartka zwinięta w rulonik i związana różowym kwiatkiem. Zaintrygowana rozwijam liścik.
„ Dzisiaj o osiemnastej w parku księżycowym. Będę czekać”.
Czytam wiadomość parę razy, a moje usta rozchodzą się w szerokim uśmiechu. To musi być Adam. W końcu, po co by znikał na przerwach, jak nie zrywał stokrotki? No dobra. Mógł mieć wiele innych powodów, ale nie unikałby mnie tak. I do tego nikt inny nie wiedział o zniszczonym zamku. Przygryzam wargę, nie przestając się uśmiechać. Uzbrojona w bukiet stokrotek i swój ciężki jak diabli plecak, wychodzę ze szkoły.
Nucąc pod nosem piosenkę z dzieciństwa idę wolnym krokiem w stronę swojego domu. Wzrokiem błądzę za nielicznymi chmurami na niebie, które jakby przerażone uciekają przed bystrym słońcem. Wiosna… Czyżby i dla mnie przyszła? W wyśmienitym humorze przekraczam próg drzwi i nie czekając dobieram się do swojej szafy. Wyciągam zwiewną, niebieską sukienkę, o której posiadania nawet się nie spodziewałam, i kładąc ją na łóżku idę się umyć. Po orzeźwiającym prysznicu łapię po drodze kieckę z łóżka, zakładam ją i podchodzę do lustra. Mierzę się krytycznym spojrzeniem, wydymam niezadowolona usta i koniec końców zrzucam ją z siebie. Nie pasuję mi, i tyle. I wcale nie dlatego ją wybrałam, bo Adam prawił mi komplementy… Chociaż Artur stwierdził, że wyglądam obrzydliwie… Ale seksownie… Agh! Mam mętlik w głowie. Nie zakładam sukienki koniec, kropka. Wracam do pokoju, by wybrać bardziej wygodny strój. Czyli białe dżinsy i czarną koszulę z lekkiego materiału. Zakładam wybrane ubrania i wracam zobaczyć swoje oblicze. Znacznie lepiej. Przynajmniej teraz wyglądam jak ja. Pomimo przemożnej chęci zrobienia sobie makijażu, koniec końców kończę jedynie korektorując niedoskonałości i lekkim pociągnięciu rzęs tuszem. Widząc swoje odbicie jestem w miarę zadowolona. Zaplatam jeszcze swoje włosy w luźny warkocz i opuszczam go sobie na ramię. No, to teraz, do boju! Zerkając na zegarek wychodzę z domu i kieruję się w stronę przystanku, nie mogąc przez całą drogę wyrzucić z głowy figlarnej melodyjki. Po dojściu do celu wsiadam w autobus. Droga mija mi nadzwyczaj szybko, więc lada moment wysiadam przed okręgowym szpitalem. Mój wspaniały humor troszkę się tępi pod nieprzyjemną aurą tego budynku, jednak pomimo tego pewnym krokiem kieruję się ku oddziałowi kardiochirurgii. Nie zważając na mijanych ludzi docieram wreszcie pod salę szpitalną i po cichym zapukaniu wchodzę. W pierwszej chwili dostrzegam tatę śmiejącego się wniebogłosy, a dopiero po chwili jego. Zamieram w pół kroku nie do końca rozumiejąc skąd on się tu wziął. A co ciekawsze, czym przekupił mojego ojca, że ten do niego, aż pieje. Mierzę obu czujnym wzrokiem. Chyba nawet bardziej czułym niż własny wygląd półgodziny temu.
  • awatar SallyLou: Jestem pełna podziwu dla tego tajemniczego dekoratora, że udało mu się ozdobić szafkę Raisy ( Swoją drogą nie wiem czemu, ale podejrzewam, ze to nie Adam ). Kolejny ciekawy pomysł :D To spotkanie w parku brzmi tajemniczo :) Już nie mogę się doczekać kolejnej części. Tak długo nie mogłam czytać " Berceuse", że teraz musisz to po nadrabiać. Pragnę więcej... :P
  • awatar Zakira Luna: Automatycznie zaniosły ją pod kolejną klasę? Kurde, też bym tak chciała, ja ciągle trafiam tam gdzie nie trzeba :D Pendolino...Małe słówko a jaki zaciesz u mnie wywołuje XD O rany, stokrotki! Wyobrażam sobie jej minę... ;) Uuu...spotkanie w parku księżycowym...również uważąm że to nie dzieło Adama, wątpię byś nam o tym powiedziała :D Ale ty lubisz zaskakiwać, więc nigdy nic nie wiadomo... ,,I wcale nie dlatego ją wybrałam, bo Adam prawił mi komplementy" Nieee, w ogóle :P Białe jeansy i czarna koszula? KOgoś mi to przypomina, cholera, znowu czuję się jak jakiś czarny charakter zaglądający do cudzego pamiętnika :D KTO???KOGO DOSTRZEGŁA? Jedyny plus tego, że mam male zaległości w tym opowiadaniu polega na tym, że nie będę musiała czekać by się dowiedzieć :P
Pokaż wszystkie (2) ›