Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 29 sierpnia 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 
- Raisa, skarbie jak miło, że już jesteś. Właśnie gawędziliśmy sobie z Arturem o wędkowaniu i wyjaśniliśmy sobie parę spraw.
- Doprawdy? – pytam unosząc prawą brew i mierzę wzrokiem mojego ex przyjaciela, który śmiał mnie dzisiaj rano tak perfidnie zignorować. Ja cię jeszcze nauczę kanalio jedna traktować kobiety! Zaraz… wędkarstwo?! A to szuja, tak bezwstydnie przekupić mojego ojca, jak dziecko prezentem świątecznym, który nie jest częścią garderoby, a wymarzoną zabawką. Oj nie ujdzie mu to na sucho – Co tu robisz?
- Moja mama słysząc o pogorszeniu zdrowia twojego taty, koniecznie chciała przyjść, a że odebrała mnie ze szkoły, to po drodze zajechaliśmy. – stwierdza jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. To gdzie ona teraz niby jest?
- Sylwia poszła do sklepiku po kawę. Siadaj, nie stój tak w progu. – wyjaśnia mój tata, jakby czytał mi w myślach.
Nie spuszczając badawczego spojrzenia z Artura zajmuje krzesło po drugiej stronie łóżka i łapię za rękę tatę. On uśmiecha się do mnie ciepło, po czym podekscytowany zwraca się do mnie ze świecącymi oczami.
- Nie mówiłaś, że Artur lubi łowić ryby. Właśnie przed momentem opowiadał mi, że niedaleko stąd złapał olbrzymiego sandacza. – Skrzywiłam się a samą myśl o tej wstrętnej rybie z wielką, śmierdzącą paszczą i jeszcze gorszymi rybimi oczami. Fuj. Ni to smaczne, chociaż reszta domowników uważa inaczej, ni to ładne, nawet nie może służyć w formie rekreacyjnej. Nie ma to jak to „cudowne” hobby. Ale nie to jest najgorsze, o nie. To dopiero początek. Najgorsze jest wstawanie o trzeciej nad ranem i budzenie całego domu, bo tata nie może się sam wyprawić na ryby. Uśmiecham się krzywo.
- Nie wiedziałam – opowiadam zgodnie z prawdą. Jakoś tak nagle stracił w moich oczach.
- Wiedziałem, że Raisa nie przepada za wędkarstwem, więc nie wspominałem o tym. – Serio? Wiedział? A jak by inaczej. Nie omieszkałam mu się żalić na pasję taty, którą koniecznie, wręcz na siłę próbował mnie zarazić. Teraz i on dołączył do grona zdrajców.
- E tam, nie wie, co dobre. Jak wyjdę ze szpitala, z chęcią wybiorę się z tobą nad jakąś rzekę.
- Z chęcią – szczerzy się jak głupi do sera, czym mnie porządnie wkurza. Nie powinno go tu w ogóle być. Co on sobie myślał, by po tej akcji z rana, tak bezczelnie przychodzić do mojego taty. Ale nie to jest najgorsze. O nie, najbardziej wpieniła mnie nagła zmiana taty. Czy to nie on jeszcze parę dni temu mówił, że Artur sprowadza mnie na złą drogę?
- Szczerze powiedziawszy martwiłem się trochę o waszą znajomość z Raisą. Ale jestem rad, że ma takiego przyjaciela jak ty, który ceni ją jak własną siostrę. Teraz jestem… - nie słucham dalej, bo w głowie szumi mi jak echo, to przeklęte słowo „siostra”. Serce nieprzyjemnie mi się ściska. Słowa taty tracą dla mnie sens. Znów dopada mnie to palące uczucie porażki. Mam ochotę uciec. Spoglądam na zegarek.
- Wybaczcie mi, ale umówiłam się ze znajomymi w parku – stwierdzam z szerokim uśmiechem, ściskając lekko dłoń taty.
- Uważaj na siebie.
- Dobrze.
- Odprowadzę cię.
- Nie trzeba – naciskam miotając w jego stronę pioruny. On jednak jakby ślepy i na dodatek głuchy rusza za mną. Wzdycham pod nosem i żegnam się z tatą.
- Do zobaczenia jutro, przyjadę cię z mamą odeprać.
- Bez obaw, baw się dobrze.
Wyszliśmy. Cichy szum szurania naszych nóg roznosił się po korytarzu, a następnie na klatce schodowej. Na jednym z stopni zatrzymałam się i lodowato spojrzałam na chłopaka.
- W co ty sobie pogrywasz?
- Nie wiem, o co ci chodzi.
Wzdycham i przecieram oczy palcami.
- Co tu robisz?
- Nie widziałaś? Przyszedłem odwiedzić twojego tatę.
- Aż tak jesteś z nim blisko? – pytam z głosem ociekającym najczystszą ironią.
- Nie, ale z tobą jestem. – zamieram oszołomiona, jak po prawym sierpowym prosto w twarz. Serce znów ściska się z żalu. Jestem jedynie „siostrą” i to się nigdy nie zmieni. – Martwiłem się, pamiętam, co przechodziłaś, podczas, gdy twój tata chorował.
- Mogłeś zapytać się mnie.
- Ta. Jasne. A świnie potrafią latać. Raisa nie oszukuj samej siebie, obraziłaś się o jakąś pierdołę, nawet nie wiem, jaką i patrzysz na mnie jakbyś, albo chciała mnie ukatrupić wzrokiem, albo uciec w siną dal. Nie gniewam się za twoje słowa, chociaż uważam, że ostro przesadziłaś. Nie masz prawa osądzać moich związków towarzyskich, a do tego tak deptać naszej przyjaźni.
- Serio? – pytam z pogardą zmieszaną z ironią.
- Tak. To, że po raz drugi mnie uderzyłaś, puszczę w niepamięć, bo należało mi się, trochę się zagalopowałem – zapadła głucha, niezręczna cisza, w której niemal słyszałam, jak para idzie mi z uszu. - Skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy, przestań się na mnie gniewać i wróćmy do tego, co było wcześniej. Postaram się nad sobą pracować.
- O nie! Pierdołę? Nie gniewasz się? My nic sobie nie wyjaśniliśmy. Widzę, że nic do ciebie nie dotarło po naszej ostatniej rozmowie. Wciąż jesteś zapatrzonym w siebie, egoistycznym dupkiem. Ja nie chcę wracać do tego, co było wcześniej! Mam dość tego, jak wykorzystujesz moje uczucia do ciebie. Nie widzisz nic, poza czubkiem własnego nosa. Jak mogłam wytrzymać z tobą tyle czasu? Chociaż nie. Kiedyś byłeś inny, ale teraz – zaśmiałam się cierpko. – Zmieniłeś się. Stałeś się pozerem nieliczącym się z innymi. – W oczach zakręciły mi się łzy. – Nie stracę na ciebie więcej czasu i nerwów. Wystarczy mi. Poddaję się. – Zanim łzy popłynęły mi ciurkiem uciekłam. Sama do końca nie wiedziałam, przed kim.
  • awatar Kate - Writes: Wiesz co jest najlepszym prezentem urodzinowym? Twoje opowiadanie! I to trzy części do przeczytania na raz!
  • awatar SallyLou: Artur przeciągnął ojca Raisy na swą stronę... Spryciarz :D Chociaż nie rozumiem zbytnio jego postępowania. Relacje między tą dwójką są dla mnie skomplikowane. Ale czyta się to świetnie. Biję pokłony ;)
  • awatar Zakira Luna: A to szczwany lis! Metoda kija i marchewki zawsze się sprawdza XD Fragment o rybach...hmmm... :D Ech, to typowy facet..."obraziłaś się o jakąś pierdołę"- autentycznie pokręciłam głową przed laptopem czytając ten tekst.
Pokaż wszystkie (3) ›