Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 27 września 2015

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Część 15
b4.pinger.pl/(…)berceuse.png…
Po przejściu kilkuset metrów, zębatki w moim mózgu powoli ruszają się ze stanu wegetacji. Podchodzę do pierwszego drzewa i opieram o nie głowę. Idiotka! Jak ja mogłam przegapić jedyną szansę w życiu, żeby wyjść z tego dołu rozpaczy i zdobyć ukochanego faceta? Mniejsza, że jest kretynem do kwadratu. Wzdycham, przez łzy. To była najcięższa decyzja mojego życia, a ja już żałuję. Marnie widzę swoją przyszłość. Jak tak dalej pójdzie to zostanę starą panną z trzynastką kotów. Co ja gadam! Nawet starą panną nie zostanę, bo z moim szczęściem nie dotrwam psychicznie do tego momentu. Zamkną mnie w wariatkowie i tak skończy się moje życie. Wycieram łzy rękawem i pociągam nosem. Nie mam ochoty wracać do domu. To może mnie dobić. Zastanawiam się przez chwilę, co z sobą zrobić, aż ostatecznie stwierdzam, że posiedzę w parku. I tak już nie wrócę do szkoły… Wprowadzam myśli w czyn i wolnym krokiem zmierzam ku swojemu celowi. W głowie odtwarzałam wspomnienia przepraszającego Artura, a serce mi się kraja. Jestem do bani, żałuję się go pomimo tych wszystkich uraz, jakie do niego żywię. Wzdycham pod nosem i nawet nie śmiem myśleć, o szkole. Jeśli dam się ponieść, to się załamię. Mijam pierwszą linie drzew parku. Po co ja tu w ogóle przyszłam? Czy siedzenie na zimnym wietrze mi pomoże? Dygocząc na całym ciele, siadam na jednej z ustawionych wzdłuż alejki ławek. Lekko pocieram ręce by, choć trochę się rozgrzać. W parku panuje cisza. Jedynie ja trwałam na tym mrozie. Pociągam po raz kolejny nosem. Niby wiosna, ale zimno nie daje za wygraną. Do tego niebo zakryły czarne chmury zwiastujące ulewę. Wyciągam nogi przed siebie i zamykam oczy. Niech się dzieje, co chce. Mi jest już wszystko jedno.
Do moich uszu dochodzą kroki. Ciche, jednak z każdym stuknięciem zbliżają się zwiastując pojawienie gościa. Uchylam powieki i zamieram. Po plecach przechodzą mi ciarki, jakby całe mrowisko przeniosło się na moją skórę. Nie jestem wstanie się ruszyć, gdy zakapturzona dziewczyna siada koło mnie. Widziałam ją już. Z całą pewnością, to ona minęła mnie na placu zabaw. Niemal podświadomie widząc ją opartą o ławkę, wydawała mi się władczynią siedzącą na tronie. Całkowicie nie pasowała do otoczenia. Jaskrawo rude włosy opadały jej na biust, a spod kaptura dało się dostrzec smutny uśmiech. Pociągnęłam mimo woli nosem i postanowiłam zostawić ją samą sobie. I tak mam wystarczająco problemów na głowie.
- Przepraszam, ale czy możesz na chwilę ze mną zostać? – Zmieszałam się nie bardzo wiedząc co zrobić więc rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiejś wymówki, spojrzałam na niebo.
- Spokojnie jeszcze nie będzie padać, przez godzinę. – stwierdziła głosem tak pewnym, że nawet niewierny Tomasz by uwierzył. Siadam z powrotem na ławce, a żołądek podchodzi mi do gardła. Co ja wyprawiam?! A jak ona jest jakąś psychopatką?! Nagle robi mi się jeszcze zimniej, ale nie jestem wstanie nawet drgnąć. Cisza zawisła pomiędzy nami niczym mur nie do przeskoczenia. A przynajmniej ja to tak odczuwam. Jeszcze nikt nie budził we mnie takiego lęku. Zapadłam się bardziej w sobie i niespokojnym wzrokiem zlustrowałam dziewczynę. Kto normalny tak mocno zasłania twarz? A no tak… kryminaliści.
- Jestem Aria – przestawiła się, a spod kaptura wyłonił się nikły uśmiech. Serio? Czy ja wyglądam na psychologa? Zaraz nastąpi formułka typu jestem alkoholikiem i nie piję od miesiąca… Gdyby nie fakt, że dziewczyna przeraża mnie do tego stopnia, że nie jestem wstanie się ruszyć, już dawno bym ją zostawiła samą sobie. Czym sobie zasłużyłam, że spadają na mnie jedna po drugiej przeciwności losu?
- Rai, nic ci nie zrobię, proszę tylko byś wysłuchała mnie przez pięć minut. Zajmie ci to chwilę, a może to uratować życie wielu bliskich ci ludzi – super. Czyli jednak nie spotkanie alkoholików, a ochrona przyrody? W jakimś stopniu ulżyło mi. Podświadomie wyobrażałam sobie ją jako śmierć, ale chyba kostucha nie jest zwolennikiem segregacji śmieci i energooszczędnych żarówek… Zaraz… czy ja się przedstawiłam?
- Skąd znasz moje imię? Nie przedstawiłam się. – pytam szorstko.
- Znam twoich rodziców. – odparła mało przekonywująco, tak jakby to była najmniej ważna rzecz pod słońcem. – Nie mam czasu więc proszę słuchaj uważnie. – złapała moje zimne dłonie, a kaptur został zdmuchnięty przez wiatr na jej plecy, odsłaniając najbardziej niespotykane oczy jakie widziałam. Intensywne turkusy przeszyły mnie na wskroś i z niesamowitą powagą nakazały sobie posłuszeństwo. Zamilkła. Jakby nie wiedziała co zrobić. Jej twarz pokryta była czarnymi wzorami ciągnącymi się od prawego oka przez policzek, by zniknąć pod okryciem bluzy. Z jej oka spłynęła samotna łza, a twarz wyrażała żal tak wielki, że moje problemy nagle wydały się błahe.
- Przepraszam… przepraszam, że dałam wam życie. – szepcze. – Przepraszam, że nie mogę cię uratować.- Jej dłoń pogłaskała mój policzek, a w moich oczach zebrały się łzy. – Nie proszę o wybaczenie. Nic z tych rzeczy. Kocham was i nienawidzę, a jednak… nie raz… nie… to nie czas… Rai. Bądź silna i nie daj się zniszczyć…

Coś spada mi na nos. Otwieram gwałtownie oczy i nieprzytomna rozglądam się wokół. Marszczę brwi i z zaskoczeniem stwierdzam, że jestem w parku. Co ja tu robię? A no tak. Urwałam się z lekcji. Wszystko jasne. Przecieram zaspane oczy i z zaskoczeniem stwierdzam, że na policzkach mam ślady łez. Wycieram je pośpiesznie. Chyba czas się zwijać, bo zimno się zrobiło… Niebo jakby w ramach demonstracji zaczęło spuszczać pierwsze krople deszczu. Poderwałam się raptownie i biegiem ruszyłam w stronę domu, byle by wyrobić się przed całkowitym przemoknięciem. Jeszcze przeziębienia mi brakuje do szczęścia. Zziajana dobiegam, po dość długim biegu, do drzwi wejściowych i wchodzę do przedpokoju.
- Mamo, wróciłam! – krzyczę zdejmując buty. Nie słysząc odpowiedzi marszczę brwi. Nigdy nie zostawiała otwartych drzwi gdy gdzieś wychodziła, więc pewnie jest już w domu. Pewnie śpi… a może pojechała już po tatę i zapomniała je zamknąć? Wchodzę na piętro i rozglądam się po pokojach, ale nikogo nie ma. Wyciągam telefon, by zadzwonić, ale okazuje się, że jest rozładowany. Wzdycham i podłączam go do ładowarki. No to teraz czas na kąpiel. Łapię ubrania na zmianę i wchodzę do łazienki. Nalewam pełną wannę wody i z przyjemnością zanurzam się w jej cieple. Uczucie ulgi wypełnia mnie od środka, a wszystkie zmartwienia odchodzą w siną dal.

- Rai! Rai! Boże, obudź się!
- Proszę się odsunąć. Okłady chłodzące.
- Rai słyszysz mnie?!

Boli… Czemu to tak boli? Uchylam powieki. Ciemność chwilę walczy, by obraz płonącego się budynku wypalił się we mnie na zawsze. Po tym nastała tylko ciemność… i przeszywający ból…

13 stycznia
Drogi Aniele!
To mój ostatni list do ciebie. Porzuciłam wszystko… Stałam się dla nich wszystkich kompletnie inną osobą, a jednak czuje, że nigdy nie zapłonę tak jasno jak oni ode mnie tego oczekują. Zawiodłam ich. Zawiodłam siebie. Przegrałam… Pomimo tego, że chciałam wzlecieć do gwiazd, odległość okazała się zbyt duża dla mojego serca. Oddaję ci swoje marzenia i mam nadzieję żyć dalej. Dla nich i… siebie… Dziękuję ci za opiekę nad moimi bliskimi… Dzięki świadomości, że ich chronisz, ja mogę z podniesioną głową nosić ich nieszczęścia i trwać… nigdy się nie ugnę. Zabiorę wszystkie smutki, i przeciwności losu z ich drogi. I dopóki nie nadejdzie mój czas nigdy się nie poddam. Więc żegnaj dobry przyjacielu. Strzeż ich i nie oglądaj się na mnie. Jestem silna. Dam radę…. Zawsze dawałam…
Dobranoc mój Aniele.

Epilog
Po głowie od paru dni chodzi mi treść mojego ostatniego listu do Anioła. Jaka byłam naiwna myśląc w ten sposób. Żyjąc dla dobra innych… Uśmiecham się krzywo, ale natychmiast mój wyraz twarzy wraca do beznamiętnej maski. To boli. Stojąc teraz przed lustrem, widzę potwora. Ogień zabrał mi nie tylko dom, kto by pomyślał, że jedna z pozoru nieszkodliwa ładowarka mogła zabrać mi wszystko. Niegdyś długie brązowe włosy, których tak nie lubiłam za ciągłe kołtunienie się, teraz były oklapłe, straciły zdrowy kolor i wyglądały jakbym wyrywała je sobie garściami. Zielone oczy wpatrywały się we mnie z wyrzutem do całego świata i czymś jeszcze… grozą. Strachem do zasłaniających moje ciało bandaży. Mówili, że miałam szczęście, że byłam wtedy w wannie. Jednak wyciągnięcie mnie z ognia wiązało się z tym, że temperatura poparzyła mi twarz i tył pleców. Dotykam swojego odbicia, wyobrażając sobie siebie sprzed pożaru. Zawsze mówiłam, że przypominam wiedźmę, jednak teraz widząc siebie w tym stanie, wiedząc, że straciłam wszystko co miałam… mogę jedynie ukołysać się szlochem do snu.
____________________________________
Oto ostatnia część Berceuse. Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali to opowiadanie. Dziękuję za wiele pochlebnych słów, które dawały mi siłę by zakończyć opowieść o Raisie, a nie jak to w moim przypadku często się zdarza, odłożyć to na rzecz czegoś innego. Jutro wybija 1000 dni od założenia tego bloga, więc w ramach uczczenia tego, możecie zadawać mi przeróżne pytania dotyczące moich opowiadań. Postaram się na nie pieczołowicie odpowiedzieć :D
  • awatar Opowiadanie na blogu: Hej! Zaczęłam publikować coś w rodzaju książki. Sprawiłoby mi ogromną przyjemność, gdybyś zajrzała i zostawiła opinię ;). trybniezgodnosci.blox.pl/
  • awatar Zakira Luna: NO CHYBA SOBIE ŻARTUJESZ! Nie zgadzam się żeby to był koniec! Nie zgadzam się i już! Czekałam na rozwiązanie, gdzie mój kolor purpury? JAk można robić coś takiego??? <bierze głeboki wdech> tylko spokojnie... zacznijmy od tego co mi się podoba - dodanie Arii - chociaż się spodziewałam i tak mi się podobało, dobre dialogi - duży plus. Chyba mieszają Ci się opowiadania :P Żeby nie było, nie mam nic przeciwko... Ostatni list do Anioła - podbił moje serce :) Miałam zacytował ulubione fragmenty, ale okazało się, że musiałabym tu wkleić cały list :P Tylko trochę zastanawia mnie podejście autorki listu - na początku rozpacz, płacz, zawodzenie, "jestem beznadziejna" a na końcu nigdy się nie ugnę, świat należy do mnie i ze wszystkim sobie poradzę... jeżeli było to celowe to muszę powiedzieć, że wyszło dość ciekawie, moim zdaniem ukazuje zmianę dziewczyny podczas samego pisania, jakby w tym momencie o tym zadecydowała, fajnie że czytelnik może to zobaczyć - nie mam zielonego pojęcia czy udało...
  • awatar Zakira Luna: ... mi się przekazać to co miałam na myśli, mam nadzieję że rozumiesz :) A jeżeli nie był to świadomy zabieg to się nie przyznawaj :P Oczywiście najlepsze zostawiłam sobie na koniec - tak, dobrze myślisz, chodzi o epilog - tu mnie kompletnie rozbroiłaś, nie wiem do końca dlaczego (a jednak wiem- to po prostu jest świetnie napisane, nie wiem tylko dlaczego tak mnie ruszyło) ale czytając po raz pierwszy miałam łzy w oczach i ciarki przechodziły mi po plecach... to było takie straszne, smutne, niemalże czułam jej uczucia, a to wszystko tak opisane, że obrazy praktycznie same pojawiały mi się przed oczami... "Zielone oczy wpatrywały się we mnie z wyrzutem do całego świata i czymś jeszcze… grozą. Strachem do zasłaniających moje ciało bandaży." Ach! NIe mogę, nie mogę, jak mogłaś mi (i jej!) to zrobić?! Nie martw się, powoooli zbliżam się do końca :P Ale pozwól że jeszcze Cię trochę podręczę - jak już powiedziałam nie zgadzam się, żeby historia Raisy w tym miejscu się kończyła, to...
Pokaż wszystkie (12) ›