Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 30 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Rozdział 18

Kryształy śniegu odbijały światło księżyca, niczym rozsypane fragmenty szkła. Roślinność pokryta lodem trwała bez ruchu, jedynie wiatr zdmuchiwał z ich powierzchni drobne płatki i niósł je w kierunku gospody. Podmuch powietrza szarpał kapturem mężczyzny pozostawiając na jego złocistej skórze zimne pocałunki. Podróżny roztarł ręce koloru ciemnego miodu, po czym otworzył drzwi wpuszczając do pomieszczenia płatki śniegu. Lodowaty wiatr wpadł do karczmy bawiąc się ubiorem biesiadujących. Przybysz wszedł, a drzwi z trzaskiem wróciły na swoje miejsce, niemal natychmiast uderzył go hałas kłótni, śmiechów i pieśni granych przez zabawiającego gości grajka. Zajął wolny stolik i odetchnął zapachem smakowitego jedzenia i alkoholu. Ciepło przyjemnie szczypało mu policzki, co było miłą odmianą po mroźnych pocałunkach wiatru.
Zdjął kaptur i rozczesał czerwone włosy palcami.
- Co pan zamawia? – podniósł wzrok na kelnerkę. Pomimo miesiąca jaki spędził w kraju północy, nadal uroda mieszkańców tych terenów była dla niego egzotyczna. Szara skóra dziewczyny poprzeplatana była białymi żyłkami, a z pomiędzy włosów, które niezwykle przypominały mu kocią sierść wystawały dwa zakręcone do tyłu rogi. Kelnerka spojrzała na niego wyczekująco czarnymi jak węgle oczami, otoczonymi drobnymi pieprzykami.
- Danie dnia – stwierdził uśmiechając się do niej na co skrzywiła się nieznacznie, a widząc, że chłopak nie zamierza nic więcej zamówić ruszyła do kolejnego stolika. Jeszcze chwilę odprowadzał jej sylwetkę wzrokiem, gdy zorientował się, że on sam przyciąga nie małą uwagę. Westchnął. W końcu to on jest tu egzotycznym gatunkiem. Od domu dzieliły go tysiące kilometrów i skłamałby jeśli powiedziałby, że nie tęskni za lasami wygrywającymi liśćmi na wietrze dobrze znane mu melodie. Jego dusza z bólem wspominała także wiedźmę, która była miłością jego życia, a która bez cienia skruchy wyrzuciła go ze swojego serca. Potrząsnął głową uwalniając umysł od myśli. Kelnerka wróciła z parującym talerzem. Wydawała się zniesmaczona, że musi usługiwać obcemu. Erabre westchnął. Przyzwyczaił się już, że nie jest mile widzianym osobnikiem nie ważne, czy był w domu, czy na obcych ziemiach, na zawsze inni będą czuć do niego niechęć. Spojrzał na talerz i zabrał się do jedzenia.  
- Przepraszam… - podniósł wzrok i dostrzegł dziewczynę bardzo podobną do kelnerki. Różniła się od niej jedynie wzrostem i zakłopotanym wyrazem twarzy. – Em… czy mogę się dosiąść? – zapytała, a jej szara skóra na policzkach zrobiła się bardziej biała.
Rozejrzał się po karczmie, jakby sprawdzał, czy ktoś nie robi sobie z niego żartów, po czym skinął głową. Dziewczyna jeszcze bardziej się zarumieniła i zajęła miejsce na przeciw niego.
- Jestem Rakszasa – zaczęła nerwowo, a gdy w odpowiedzi dostała jedynie wyczekujące spojrzenie, niemal zapadła się w sobie. – Skąd pochodzisz?
- A po co ci ta informacja?
- To nie tak… Ja… - jej twarz zrobiła się całkowicie biała, a w oczach już niemal stanęły jej łzy.
- Pochodzę z Zachodu – mruknął zrezygnowany, a ona nagle rozpromieniła się.
- Tak myślałam… Och przepraszam… widzisz rzadko u nas bywają podróżni zza granicy, a ja… chciałam…
Erabre spojrzał na nią i aż zrobiło mu się jej żal. Nie potrafiła powiedzieć ani jednego zdania nie trzęsąc się jak owieczka prowadzona na rzeź.
- Ja chciałam… byś opowiedział mi o Zachodzie… Czy to prawda, że tam nie ma księżyca?
Chłopak z politowaniem utkwił w niej wzrok, zastanawiając się, czy wygląda jak informacja turystyczna. W końcu w żadnym wypadku nie miał zamiaru opowiadać tej dziewczynie o swojej ojczyźnie.
- Jak pojedziesz to zobaczysz.
- Ale jak tam nigdy nie pojadę. – nadęła policzki jak obrażone dziecko.
- To już twoja strata, ale niebo Zachodu jest wartę obejrzenia, chociaż raz w życiu.
- No to mnie tam zabierz.
Erabre uniósł brew.
- Nie za młoda jesteś, na podróże z obcym mężczyzną?
Zarumieniła się po same uszy i nerwowo wykręciła palce.
- Nie miałabym nic przeciwko – mruknęła uciekając wzrokiem.
- Wybacz młoda, ale nie zabieram dzieciaków na wycieczki. – wstał od stołu i spojrzał na jej zszokowaną twarz. Nagle zachlipała i uciekła ocierając łzy. Patrzył chwilę na drzwi zaplecza za którymi zniknęła i westchnął, gratulując sobie z przekąsem podejścia do ludzi. Podszedł do baru i wynajął pokój na piętrze.
- Oto pański klucz. – Erabre sięgnął po sakiewkę i napotkał na pustkę.
- Cholera! Okradli mnie! – spojrzał w nieczułe oczy barmana i doznał olśnienia. – A to dziwka! Niech pan poczeka, za pięć minut będę z powrotem.
Ruszył z gniewem pomiędzy stolikami wypatrując dziewuchy, która go zrobiła na piękne oczy. Uchylił drzwi zaplecza i bezceremonialnie wszedł do środka. Uderzyło go gorące powietrze przepełnione zapachem jedzenia i odgłosy krzątających się kucharzy. Kucharka spojrzała na niego z uśmiechem.
- Szuka pan czegoś? – Erabre widząc jej życzliwą twarz uśmiechnął się.
- Szukam dziewczynki, która tu przed chwilą weszła, chciałem ją przeprosić.
Kobieta zastanowił się przez chwilę.
- Pewnie chodzi o Rakszasę – westchnęła – Nie wiem o co poszło, ale pewnie jest w pokoju na parterze. Łatwo pan znajdzie to jedyne drzwi bez numerka.
- Dziękuję bardzo… a i wyśmienicie pani gotuje – uśmiechnął się do niej, na co kucharka oblała się rumieńcem.
Erabre bez problemu znalazł wskazany pokój. Zapukał delikatnie w drzwi, na co po drugiej stronie usłyszał znajomy głos i odgłos kroków. Drzwi się otworzyły, a w nich stanęła Rakszasa. Chciała zamknąć z powrotem drzwi, jednak dłoń chłopaka skutecznie jej to uniemożliwiła. Dragon wszedł do pokoju, a wyraz jego twarzy wyrażał jasno, jak postępuje ze złodziejami.
_______________
Nie bijecie...
  • awatar Zakira Luna: W końcu! Żeby na nowo ogarnąć o co tu chodzi, musiałam "przekartkować" poprzednie rozdziały, a więc... bijemy!:D tyle razy, ile dni Cię nie było! Masz szczęście, że rozdział mi się podoba, ale po kolei: "ręce koloru ciemnego miodu"- padłam, jestem pewna że nie ten sam kolor mamy na myśli :P " Jego dusza z bólem wspominała także wiedźmę, która była miłością jego życia, a która bez cienia skruchy wyrzuciła go ze swojego serca"- I dobre mu tak!!! Rakszasa? hahahahah :D ROzwaliło mnie imię. Potem rozwaliło mnie jej zachowanie- taka bezpośrednia i zahukana jednocześnie... ale jaki podryw. " Opowiedz mi o swojej ojczyźnie! Nie, wiesz co? Najlepiej mnie tam zabierz! Nie mam nic przeciwko podróży z obcym facetem którego dopiero co poznałam! Nie chcesz? To może się rozpłaczę i wezmę cię na litość? " A może jest taka zdesperowana? MOja głowa już ma swoją teorię, ale nic nie powiem :P Ale spryciula! Pozazdrościć! O jojoj, chyba nie zrobi jej krzywdy? Szkoda by było :P cdn.
  • awatar Zakira Luna: cd. Nie potrafię wywnioskować, w jakim wieku jest Rakszasa... oświeć mnie :) Błędów jako takich nie znalazłam, pod koniec brakuje kilku przecinków, noi jeszcze to:"która go zrobiła na piękne oczy w konia" Nie za dużo? :P No, co miałam powiedzieć, to powiedziałam, podoba mi się i jutro oczekuję kolejnengo rozdziału
Pokaż wszystkie (2) ›