Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 31 stycznia 2016

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Rozdział 19

Rakszasa przerażona cofnęła się w głąb pokoju. Nerwowo strzelała oczami szukając czegoś czym mogłaby znokautować nieproszonego gościa. Erabre nie miał zamiaru pobłażać dzieciakowi, który jego zdaniem nie ukończył nawet czternastu lat. Złapał jej nadgarstek w momencie, gdy dziewczyna chwyciła leżącą na biurku książkę i z całej siły zamachnęła się, jednocześnie z dziką furią stając mu na nodze. Chłopak syknął cofając się krok do tyłu, po czym wyrwał jej bezceremonialnie książkę z ręki i rzucił w przeciwległy kąt pokoju. Rakszasa z paniką próbowała pochwycić coś jeszcze ze stołu, ale Dragon był szybszy i jednym sprawnym ruchem unieruchomił ręce małej złośnicy .
- Au! – zawyła i jak na zawołanie w jej oczach stanęły łzy. – To boli!
- I ma boleć, rodzice cię nie nauczyli by nie kraść cudzej własności?  - Wskazał głową sakiewkę leżącą na łóżku. – Nie wiem jak u was, ale w moim kraju coś takiego karane jest obcięciem ręki. – złowieszczo wyszeptał jej do ucha, a po plecach dziewczyny przeszedł dreszcz.
- To nie moja wina, zmusili mnie bym to zrobiła! – wychlipała zalewając się łzami.
- Nie nabierzesz mnie drugi raz.
- Ale to prawda! – zawyła – Jestem sierotą, a oni zmuszają mnie do kradzieży.
Erabre spojrzał sceptycznie na czerwoną twarz dziewczynki, jednak pomimo, że jej słowa były bardzo przekonywujące nie mógł uwierzyć by ktoś, kto jest na łasce innych miał taki pokój. Zdecydowanie nie trzymało się to kupy.
- Ach tak, biedaczysko, a moja sakiewka dziwnym trafem nie wylądowała w ich ręce. Tak się składa, że mam gdzieś, jakie miałaś powody. – Wyciągnął zza pasa sztylet z białej kości, na co oczy Rakszasy rozszerzyły się niemal dwukrotnie.
- Nie, błagam nie. – zaskomlała żałośnie.
Erabre uśmiechnął się przebiegle i skierował ostrze ku jej szyi. Zamilkła sztywniejąc, nie mogąc odwrócić od niego wzroku. Chłopak przeciął sznurek na jej szyi i pociągnął za niego, jakby od niechcenia wyciągając niewielką sakiewkę ze skóry, schowaną pod jej bluzką.
- Widzę, że dzisiaj miałaś udany połów. Uznam to za rekompensatę.
Oszołomiona Rakszasa stała jeszcze chwilę patrząc, jak Nishi podchodzi do łóżka i zabiera drugą sakiewkę, a następnie wychodzi jakby nigdy nic. Na odchodnym odwrócił się tylko z pełnym politowania wyrazem twarzy.
- A tak w ogóle to jesteś kiepską aktorką. –  wyszedł zadowolony z siebie, ważąc zawartość obu sakiewek. Podszedł do barmana, który podejrzanie mu się przyjrzał.
- Kryzys zażegnany, zguba znaleziona. – położył przed mężczyzną drogocenny kryształ.
- Na piętrze, pokój numer siedem. Proszę, oto pański klucz.
Erabre wziął kluczyk i ruszył schodami na górę. Dopiero, gdy znalazł się w niedużym pokoju odczuł jak bardzo dały mu się w znaki godziny wędrówki w śniegu. Jedyne o czym teraz marzył to zatopić się w ciepłej pościeli i przespać kolejne parę dni. Rozciągnął się, z ciągając z siebie futra i przynajmniej trzy warstwy odzieży. Następnie wsunął się pod kołdrę przywołując w myślach jezioro dusz. Z tym obrazem pod powiekami zapadł w sen.

Obudził go jakiś dźwięk, uchylił powieki i czujnie rozejrzał się po pokoju, jednak nie zobaczył niczego co mogłoby mu zagrozić. Podniósł się i stanął twarzą w twarz z cienistą bestią wpatrująca się w niego gwieździstymi jak nocne niebo, oczami. Ostrożnie wymacał sztylet z nocnego biurka, nie odrywając wzroku od kreatury. Zamachnął się.

- Aa! – pisk niemal rozsadził mu uszy, a na miejscu bestii stała przerażona Rakszasa. Sztylet utkwił trzy centymetry obok jej twarzy. Erabre spojrzał na nią zaspanym wzrokiem. Rozejrzał się niespokojnie i ostatecznie doszedł do wniosku, że znów miał zwidy. Spojrzał na zdenerwowaną dziewczynę i przez chwilę żałował, że spudłował.
- No proszę kogo my tu mamy, nie nauczyłaś się po naszej ostatniej rozmowie?
Rakszasa pobladła, tak, że teraz jej skóra była biała jak śnieg. Spojrzała na sztylet wbity w szafę koło jej głowy i głośno przełknęła ślinę.
- Proszę oddaj moją sakiewkę. – spojrzała na niego błagalnie.
Spojrzał na nią jak na chorą na umyślę.    
- Włamujesz się w środku nocy, do pokoju obcego mężczyzny, by ukraść sakiewkę, którą wcześniej ukradłaś? Czy ty masz w ogóle instynkt samozachowawczy? Chyba naprawdę chcesz stracić rękę. – wstał, a materiał zsunął się z jego nagiego ciała. Rakszasa spłonęła rumieńcem bezwstydnie wpatrując się w wspaniale wyrzeźbione męskie ciało. Erabre westchnął z politowaniem i okrył się prześcieradłem. Jeszcze zrobią z niego pedofila.  - No więc co masz na swoją obronę?  
- Jeśli mi nie oddasz mojej sakiewki powiadomię wszystkich, że jesteś złodziejem.
Dragon nie mógł powstrzymać śmiechu, takiego tekstu dawno już nie słyszał.
- Złodziejka, oskarży mnie o bycie złodziejem. – Jednak dziewczynie nie było do śmiechu. Patrzyła na niego z poważnym wyrazem twarzy i czekając aż chłopak się uspokoi.
- Jak myślisz komu uwierzą? Mnie, rdzennej mieszkance Północy, czy jakiemuś podróżnikowi ze Zachodu?
Erabre przestał się śmiać i musiał jej przyznać, że całkiem nieźle to sobie wymyśliła. Szczególnie, że miał talent do odpychania od siebie ludzi.
- Czemu więc od razu tego nie zgłosiłaś?
- Ja… - zamilkła szukając odpowiednich słów. Utkwiła wzrok podłogę. – Ja nie chciałam robić im problemu.
Erabre przeszył ją badawczym spojrzeniem. Wydawała się tak godna pożałowania, że aż niemal zobaczył w niej dziecko, które obarczone jest ciężarem zadbania o siebie samego. Dobrze znał to uczucie. Jednak on musiał stać się całkiem samodzielny jako młody chłopak, a ona już teraz musiała odpowiadać za wszystko co robi. Z westchnieniem podszedł do swoich rzeczy i wyciągnął małą sakiewkę. Jeszcze do niej nie zaglądał, ale teraz nie miało to znaczenia. Podał ją Rakszasie, tłumacząc sobie w duchu, że to nie tak, że się nad nią lituje, tylko dlatego, że nie chce kłopotów.
- Masz, ale jak cię jeszcze raz przyłapię na kradzieży, to nie spudłuje.
Dziewczyna pokiwała energicznie głową i wybiegła na korytarz. Erabre nie mógł dostrzec przebiegłego uśmiechu, jaki zagościł na jej twarzy, gdy tylko zniknęła mu z oczu.
  • awatar Zakira Luna: Zakrztusiłam się mandarynką, która zalewa mi teraz laptopa, chyba nigdy min się to jeszcze nie przydarzyło- tekst o pedofilu mnie rozwalił :D
  • awatar Zakira Luna: @Zakira Luna: Zakrztusiłam się mandarynką, która zalewa mi teraz laptopa, chyba nigdy min się to jeszcze nie przydarzyło- tekst o pedofilu mnie rozwalił :D Najlepsza komedia ever!!
Pokaż wszystkie (2) ›