Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 1 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Rozdział 20

Resztę nocy spędził na przewracaniu się z boku na bok. Uczucie, że coś nadal go obserwuje nie opuszczało go ani na chwilę. Zmęczonym spojrzeniem przeczesał po raz tysięczny pokój, marząc o chodźmy chwili spokojnego snu. Lecz, gdy tylko zamykał powieki wydawało mu się, że coś znajduje się w pokoju, a oczami wyobraźni niemal widział cienistą bestię, która wpatruje się w niego z dzikim głodem. Niemal podskoczył, gdy usłyszał pukanie. Ociężale wstał z łóżka i założył spodnie mrucząc, że za chwile otworzy. Zapiął pasek i uchylił drzwi, obdarzając gościa umęczonym wzrokiem. Na korytarzu stał mężczyzna, który dał mu poprzedniego dnia klucz do pokoju, oraz dwóch innych mieszkańców Północy.
- Przepraszamy za najście, ale doniesiono nam, że widziano pana na kradzieży. Jeśli pan pozwoli chcieliśmy przeszukać pana rzeczy.
Erabre tępo na nich popatrzył.
- Że co proszę? – zapytał nie mogąc uwierzyć w wścibskość tych ludzi i to, że ta mała smarkula go wrobiła. – To mnie wczoraj okradli, jeśli miałbym wdawać się w szczegóły. Radziłbym przeszukać pokój tej dziewczynki co mieszka na dole w pokoju bez numeru.
Mężczyźni popatrzyli na po sobie.
- Zresztą sam pan widział, że mnie okradli. – stwierdził oskarżycielskim głosem.
- Owszem, ale widziałem, też jak wrócił pan z dwoma sakiewkami w ręku.
Erabre naprawdę nie miał ochoty na tę beznadziejną rozmowę, po nieprzespanej nocy marzył jedynie o kąpieli i wróceniu do łóżka. Na domiar złego zaczynał powoli marznąć. Stanie w samych spodniach nie było najlepszym pomysłem w tych warunkach pogodowych na zewnątrz.
- Jeśli nie pozwoli mi pan przeprowadzić rewizji, będziemy zmuszeni wkroczyć siłą.
- A jeśli pan nie uszanuje mojej prywatności i nic pan nie znajdzie wtedy będę domagał się  sowitego wynagrodzenia od całej waszej trójki. – posłał im groźne spojrzenie.
- Niech będzie – stwierdził właściciel karczmy z westchnięciem rezygnacji. – Ale nich się pan nie spodziewa taryfy ulgowej, gdy jednak znajdziemy sakiewkę.  
- Niczego nie ukradłem, więc nie mam czego się spodziewać.
Otworzył drzwi i puścił całą trójkę do pokoju. Zastanawiając się jaka kwota zadowoli go, za tę wizytę. Mężczyźni podeszli wpierw do leżących na stole rzeczy. I pierwsze co wpadło im w oczy to białe sztylety. Popatrzyli na siebie przełykając głośno śliny. Śmieli dotykać rzeczy osobnika, który wilkiem patrzył na nich, oparty o futrynę drzwi.
- A to co? – jeden z mężczyzn podniósł sakiewkę.
- No chyba nie myśleliście, że podróżuje bez oszczędności. – zakpił.
- A gdzie druga? -  Właściciel otworzył sakiewkę i sprawdził jej zawartość. - I co my tu mamy? – wyciągnął z jej wnętrza damski rubinowy pierścionek, którego Erabre nigdy wcześniej nie widział na oczy. – Taki pierścionek był w skradzionej sakiewce. Jest pan aresztowany za kradzież cudzej własności.
- Że jak? Ja go nigdy na oczy nie widziałem! Próbujecie mnie wrobić?!  - warknął wchodząc do pomieszczenia.
- Ani kroku!
- O nie, nie pozwolę na oczernianie mnie za rzecz, której nie zrobiłem. Jak tylko dorwę tę smarkulę to ją rozszarpię na…
Nagle poczuł ostry ból głowy i padł po uderzeniu go patelnią w tył głowy.
~*~
Ocuciło go niewyobrażalne zimno i kubeł wody wylany na głowę. Nadgarstki skute miał wysoko nad głową, tak, że ledwo dotykał palcami do ziemi. Ciecz, którą na niego wylali niemal natychmiast zamarzła na jego nagiej skórze. Wściekły starał się wyrwać, ale nie poskutkowało, jedyne co zdziałał, to poważne otarcie nadgarstków. Spojrzał z żądzą mordu na osóbkę trzymającą z niewinną miną wiadro.
- Tak u nas karzemy za złodziejstwo. – mruknęła niczym aniołek Rakszasa.
- Ty smarkulo! Jak tylko się uwolnię, to przerobię cię na karmę dla Mroka!
- Kim jest Mrok? Nie ważne. I tak się nie uwolnisz, a nawet jeśli to nie będziesz miał siły by chodźmy ruszyć palcem. Nasza rasa jest dość odporna na zimno, ale po tym ile warstw ubrań miałeś na sobie, łatwo wywnioskować, że twoja jednak nie. Zamarzniesz na kość zanim twoja kara się skończy.
- Niech cię tylko dorwę!
Szarpnął się, ale jedynie sprawił sobie ból. Rakszasa pokazała mu język i uciekła do chaty, zostawiając chłopaka samego, mokrego i już poważnie zmarzniętego, a czekała go jeszcze cała doba w tym pozbawionym ciepła i słońca miejscu, daleko od ojczyzny.
Najpierw przestał czuć rąk, które drętwiały mu nie tylko od zimna, ale i od ciężaru własnego ciała. Wszystkie próby uwolnienia się pogarszały jedynie jego sytuację. Nie mógł zrozumieć, jak taka mała flądra tak go urządziła. Do tego wściekał się na właściciela karczmy, który jakby nie patrzeć wrobił go w bycie złodziejem. Po dwóch godzinach, gdy już niemal nie czuł ani kawałka swojego ciała, do objawów dołączyło to przeklęte uczucie obserwowania, które dręczyło go już od dłuższego czasu. Całą siłą woli starał się nie zemdleć, ale jak na złość powieki z każdą chwilą coraz bardziej mu ciążyły. Zdawało mu się, że słyszy kroki, z trudem podniósł wzrok na idącą ku niemu postać. Wstrzymał oddech, a serce zabiło mu szybciej.
  • awatar Zakira Luna: chodźmy- literówka. Na początku lubiłam tę dziewczynę, ale teraz ostatecznie jej nienawidzę - po co w ogóle to robi? To tak mu dziękuje za darowanie życia? Wredota!!!
  • awatar Seiti: Co za gówniara. Powinien napuścić na nią Mroka!
Pokaż wszystkie (2) ›