Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 6 lutego 2016

Liczba wpisów: 1

livli5
 
Rozdział 24

Gdy Rakszasa odzyskała przytomność, było już zdecydowanie za późno, by mogła wrócić do domu. Po pierwsze nie znała drogi powrotnej, a po drugie była osaczona trójką starszych od siebie osób, a atmosfera pomiędzy nimi była tak gęsta, że nie śmiała powiedzieć ani słowa o powrocie. Była niemal pewna, że jeden zły ruch może zapoczątkować lawinę. Ciągle nie mogła uwierzyć, w to, że została tak perfidnie wyrzucona, ale zdecydowanie wolała zwiedzać świat niż zostać ukatrupiona tuż po rozpoczęciu wędrówki.
- Zbliżamy się do miasta. – mruknął Eylass wskazując ręką na skraj lasu.
Rakszasa zmrużyła oczy i dostrzegła stare zniszczone chaty uginające się pod ciężarem śniegu. Już miała rzucić jakąś adekwatną do stanu budynków uwagę, gdy dostrzegła stojące w oddali budowle. Wielkie gmachy wielkości góry wznosiły swoje kamienne kopuły ku rozgwieżdżonemu niebu. Rakszasie przypominały olbrzymie grzyby. Gdy podeszli bliżej mogła stwierdzić, że to co początkowo wzięła za świecące kryształy usłane na spodzie kapelusza, w rzeczywistości było figurami. Nigdy wcześniej nie widziała czegoś tak niezwykłego. Przeszli przez czterometrową bramę i wkroczyli do wnętrza miasta. Na środku stał plac, gdzie handlarze próbowali przekonać przechodniów, że ich towar jest im niezbędnie potrzebny. Wokół ścian stały budynki, a ciągnące się wokół nich schody prowadziły prawdopodobnie na poziom pod kopułą. W porównaniu do temperatury na zewnątrz, było znacznie cieplej, dzięki czemu mieszkańcy mogli sobie pozwolić na wyjście z domu bez zimowego odzienia. Rakszasa rozejrzała się i zdała sobie sprawę, że została sama. Z paniką przeszukała wzrokiem tłum i już miała łzy w oczach, gdy jakaś stara, przerażająca kobieta zaczęła się nią interesować, gdy poczuła dotyk na ramieniu. Obejrzała się błyskawicznie i z ulgą dostrzegła Eylassa.
- Pilnuj się mała, bo skończysz na czarnym rynku. – mruknął, na co ją przeszedł dreszcz. Od teraz nie spuszczała wzroku z pleców Dragona. Przeszli przez cały plac, kilkakrotnie zaczepiani przez natrętnych handlarzy i weszli do jednego z domków.
Pomieszczenie było przestronne, w powietrzu unosił się delikatny zapach pomarańczy i jabłek. Gdy przeszli do kolejnej izby, atmosfera zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Zrobiło się duszno i nieprzyjemnie. Pomimo obecności pięciu osób i wielkiego czarnego kota, panowała ciążąca cisza, a napięcie było niemal namacalne. Rakszasa przełknęła głośno ślinę i wtedy oczy wszystkich zwróciły się ku niej na co miała ochotę zapaść się pod ziemię.
- To jest Rakszasa, od dzisiaj będzie z nami podróżować.
- Miałaś pójść znaleźć wiedźmę, a wracasz z bachorem?
Rakszasa wzdrygnęła się i spojrzała z łzami w oczach na autora słów. Skrzywiła się widząc niewiele starszego od siebie chłopca o białych włosach, wwiercającego w nią stalowy wzrok.
- Bachora?! Wypraszam sobie! Szczególnie z twoich ust! – skrzyżowała ręce i tupnęła ze złością.
- Cóż za brak szacunku do starszych, skąd ja wytrzasnęliście, z rynsztoka?
Dziewczyna zapowietrzyła się, przy okazji robiąc się całkowicie biała na twarzy. Jeszcze chwilę, a dym poszedł by jej uszami.
- To podopieczna Kyrie – mruknęła Asha podchodząc do wielkiej pantery, która z radością poddała się pieszczocie swojej właścicielki. – Witaj Lordzie stęskniłeś się? – podrapała go po olbrzymim pysku i nie przerywając zwróciła się do chłopaka.  - Taki był warunek. Jej wstawiennictwo, za opiekę nad Rakszasą. – Teraz spojrzała na dziewczynę i uśmiechnęła się.
- Poznaj Lorda Mroka, to mój zaufany przyjaciel, nie radzę głaskać bez jego pozwolenia, bo możesz stracić rękę. A ten tutaj – wskazała brodą na białowłosego – to Mephisto, może nie wygląda, ale no może poza mną to najstarsza osoba w tym pomieszczeniu. Nie jest towarzyski, ale jak na diabła i tak bardzo miła z niego osoba.
Rakszasa utkwiła wzrok z niedowierzaniem w stalowookiego i zastanawiała się, czy nimfa z niej nie żartuje, ale widząc jego minę nie śmiała pisnąć ani słówka. Meph skrzywił się na swój opis, ale zanim zdążył się odgryźć Asha zaczęła mówić dalej.
- Eylassa, już znasz, a Erabre… - tu urwała i zagryzła wargę patrząc na czerwonowłosego z bólem.
- Nie mam z nimi nic wspólnego. Jestem wdzięczny za pomoc, ale nie zamierzam dołączać do kółka wzajemnej adoracji.
- Erabre…
- Nie lituj się nade mną. Jasno określiłaś swoje zdanie i nie zamierzam go podważać. Dla mnie umarłaś w momencie, gdy opuściłaś swoje ciało. Nigdy nie myślałem, że będziesz tak… perfidna, by opętać swojego wroga… nie… co ja mówię... od tak się do nich przyłączyłaś, po moim odejściu. Skoro ty nie martwisz się o siebie, to nudny ja, też nie zamierza. W końcu i tak okazałaś się być jak wszyscy. – wycofał się do drzwi, ale drogę zagrodził mu Eylass.
- Bracie nie zachowuj się jak niedojrzały smarkacz. Rozumiem, że jesteś obrażony i czujesz się zdezorientowany, ale nie zamierzam cię od tak puścić. Myślałem, że wtedy umarłeś… Nie masz pojęcia jak mi ulżyło, że to była jedynie iluzja. – uśmiechnął się i położył mu dłoń na ramieniu i zacisnął z całej siły nie zmieniając wyrazu twarzy. – Stroisz fochy, za to, że cie kobieta odrzuciła… zapamiętaj nie pierwsza i nie ostatnia, ale za straszenie w ten sposób brata i znikanie bez słowa – Erabre zwijał się pod stalowym uchwytem Dragona, a teraz upadł z wykrzywionym w męce grymasem na kolana. Nie ważne jak próbował się wykręcić, nie udawało mu się uciec przed gniewem mężczyzny. Eylass uśmiechnął się beztrosko – nie uważasz, że powinieneś mnie należycie przeprosić?
Chłopak jęknął i nie czując już ramienia wymruczał przeprosiny. Wiedział jedno, że gdy Eylass czegoś chce nie należy się spierać, a w szczególności, gdy miał cię w garści. Wtedy nie było już ucieczki.
- Przeprosiny przyjęte.
Uścisk na ramieniu zelżał, a on upadł, chwytając się z bolące miejsce i patrząc z nienawiścią na brata.
- Erabre… - wyszeptała dławiącym się głosem Asha i próbując mu pomóc, ale jedyne co otrzymała to pogardliwe spojrzenie.
-  Daruj sobie…  - warknął i przepchnął się przez brata. Usłyszeli trzask drzwi. A w pomieszczeniu ucichło.
Rakszasa nie zrozumiała dużo z ich rozmowy,  ale nauczyła się jednej rzeczy. Nigdy nie sprzeciwiać się Eylassowi. Gdy tylko zdała sobie z tego sprawę, zapragnęła być taka jak on.
  • awatar Seiti: Okey nadrabiam, myślałam, ze dam radę więcej, ale wybacz, literki mi się rozmywają. Jestem zbyt wykończona ślęczeniem przed kompem. Jestem całym sercem za Erabe.
Pokaż wszystkie (1) ›