Wpisy użytkownika Lisa Angels z dnia 25 lipca 2016

Liczba wpisów: 2

livli5
 


W głowie miał mętlik. Rozpaczliwie szukał odpowiedniej odpowiedzi na jej słowa. Czy zachłanność rzeczywiście była, aż tak zła? W końcu nie oznaczała ona braku umiaru, a może jednak?

- Bycie zachłannym to nie koniecznie wada... - stwierdził z namysłem -wszytko zależy od tego, czego się pragnie. Niejednokrotnie pcha ludzi do działania.

Wiedźma pokręciła głową, a dzwoneczki w jej włosach lekko zatańczyły.

- Nawet najwspanialsze lekarstwa uzależniają, a ich zbyt duże dawki potrafią zabijać niczym doskonałe trucizny. Pragnienie jest niczym leczniczy napój, natomiast zachłanność to odmiana prowadząca do zguby.

Chłopak spuścił wzrok i wpatrywał się w kamienną posadzkę. Serce łomotało mu w piersi, jakby chciało przypomnieć, że on także nie jest wolny od tej trucizny. Trawiła go od miesiąca, a najgorsze było to, że nie chciał się od niej uwolnić. Szczególnie gdy teraz miał przed sobą najwspanialszą kobietę pod słońcem. Wtedy zrozumiał, że jego przekleństwem jest miłość.

Na początku pragnął jedynie ją znów zobaczyć, lecz teraz nie mógł oderwać wzroku od jej ust. Z niecierpliwością wyczekiwał każdego słowa, jakie z nich wyszły. Gdzieś w środku trawiła go chęć zerwania materiału zasłaniającego twarz, by móc wreszcie poznać skrywany pod nim kolor oczu. Przyłapał się także, że jego myśli kroczą z każdą chwilą coraz dalej. Z zaskoczeniem zauważył, że nie widzi przyszłości bez niej u swego boku. Kochał ją i za nic z niej nie zrezygnuje.

Spojrzał na wiedźmę z determinacją i miłością w oczach, a srebrne zwierzęta poruszyły się zaniepokojone. Motyle poderwały się z kryształowego drzewa. Węże zasyczały, kierując swoje spłaszczone głowy w kierunku młodzieńca, a pawie zaskrzeczały donośnie. Jedynie lampart wpatrywał się w niego nieodgadnionym spojrzeniem, jakby próbował rozszyfrować stojącego przed sobą człowieka.

- Wydaje mi się, że ktoś na ciebie czeka. - Wiedźma uśmiechnęła się przyjaźnie.

- Ale...

- Ci... - uciszyła go przykładając palec wskazujący do ust - Idź do niej, my jeszcze się spotkamy.

Przez chwilę wahał się, jednak nie mógł zignorować jej rozkazu. Ukłonił się, podziękował za rozmowę i przeprosił za wtargnięcie do ogrodu bez zaproszenia, po czym wyszedł z podziemi, całą siłą woli powstrzymując się przed zawróceniem. Pokonując kolejne stopnie, czuł jakby oddalał się od swojego serca.

Dopiero wychodząc z altany, otrząsnął się z otępienia i ruszył do ławki, gdzie miał czekać na Nikolę. Wątpił, że ją tam znajdzie, gdyż niebo powoli zaczynało się barwić od zachodu słońca. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że minęło tak dużo czasu, dla niego to spotkanie trwało zdecydowanie zbyt krótko.

Nagle stanął w pół kroku, zatrzymując się przy fontannie. Na ławce siedziała Nikola, oparta o spory piknikowy kosz, była pogrążona w śnie. Płowe włosy otulały jej piegowatą buzię. Jeden kosmyk z każdym jej oddechem unosił się ku górze i opadał prosto na zamknięte powieki.

- Głupolu, nie powinnaś spać w takim miejscu.

Podniósł ją delikatnie i zaniósł do jej pokoju, starając się przynajmniej w ten sposób wynagrodzić jej dzisiejszy zawód.

~*~

Wiedźma podniosła się ze swojej kryształowej ławki i obróciła się w stronę swojego coraz częstszego gościa. Młodzieniec odwiedzał ją niemal codziennie. Opowiadał o swojej ojczyźnie, rodzinie, pracy na zamku, a czasem po prostu słuchał, nie ważne co chciała powiedzieć. Nieświadomie uczyniła go swoim powiernikiem, a zarazem przyjacielem. Lubiła go, mimo że nadal nie znała jego imienia. Zawsze zaskakiwał ją czymś nowym. Sprawiał, że czas mijał jej przyjemniej.

Kobieta podeszła do kryształowego drzewa i wyciągnęła swoją bladą dłoń w kierunku zwisającego z gałęzi węża. Srebrny gad z czułością oplótł się wokół jej nadgarstka.

- Nigdy nie zapytałeś się mnie o to, czym jestem.

Młodzieniec ruszył się niespokojnie.

- Dla mnie nie ma to znaczenia.

- A jednak nie ukryjesz, że jesteś tego ciekaw. - Nie uzyskawszy odpowiedzi, pogłaskała węża po głowie. – Srebrniki to istoty, które rodzą się ze srebra i wiedźmiej obecności. Są jak dzieci. Kochają swoją twórczynię całym swoim jestestwem, nawet po jej śmierci... - zamilkła na chwilę, by odłożyć gada na drzewo. – Pamiętasz naszą pierwszą rozmowę?

Chłopak skinął głową.

- Moim grzechem jest pragnienie wiedzy. To ona uczyniła mnie wiedźmą. To ona... - głos jej zadrżał, a ona uniosła dłonie ku materiałowi na twarzy. Zdjęła go drżącymi dłońmi i odwróciła się do chłopaka – Straciłam wzrok wraz ze stworzeniem swojego pierwszego srebrnika.

Młodzieniec wstrzymał oddech i wpatrywał się w czarne jak węgle oczy, ze srebrnymi plamkami na tęczówkach. Na skroniach widniały rubiny wtopione w skórę, od których ciągnęły się srebrzyste sieci szram. W pierwszej chwili nie wierzył w jej słowa, jednak jej spojrzenie było puste. Jak nocne niebo z nielicznymi gwiazdami, spoglądające na wszystkich, a zarazem na nikogo.

Chłopak wstał i podszedł do wiedźmy. Ujął w dłonie jej bladą twarz i delikatnie potarł kciukami wtopione w skórę kamienie. Po czym się nachylił i zrobił to, o czym marzył odkąd ją po raz pierwszy ujrzał. Skosztował jej ust.
  • awatar Kate - Writes: Albo mi się tylko wydaje, albo kroi nam się tutaj jakiś romansik. Lecę czytać dalej.
Pokaż wszystkie (1) ›
 

livli5
 

Ślub wiedźmy był największym wydarzeniem na Sagarze od czasów podpisania paktu handlowego z okolicznymi krajami. Mieszkańcy świętowali przez okrągły tydzień tańcząc na ulicach miasta. Niemal królewskie uczty zagościły w każdym domu, a radosna muzyka niosła się jeszcze wiele kilometrów od brzegów wyspy. Podczas, gdy litry alkoholu znikały w gardłach Sagarajczyków na zamku świeżo poślubiona para cieszyła się sobą, wierząc, że już na zawsze będą tak szczęśliwi jak w tej chwili.

Rok 1766 Sagara

- Kochanie powinnaś odpocząć. Wyglądasz niemrawo. Chodź tu do mnie.

Wiedźma z uśmiechem na ustach wtuliła się w otwarte ramiona męża. Usiadła na jego kolanach, a dłonie zaplotła mu wokół szyi. Uwielbiała to robić. Przywarła bardziej do niego, by móc usłyszeć rytmiczne bicie jego serca. Westchnęła zmęczona.

- Znów są problemy z przemytem. To paskudztwo otacza nas z każdej strony. Jeśli nie powstrzymamy kolejnej fali... - urwała, jakby bała się, że wypowiedzenie tych słów, sprawi, że staną się rzeczywistością - opium będzie nie do wyplenienia.

- Ci... nie mówmy o tym. Niech chociaż nasza sypialnia będzie miejscem pozbawionym polityki - Złożył na jej ustach pocałunek, delikatnie drapiąc ciemnym zarostem jej delikatną skórę. Dłońmi odruchowo ściągał ozdoby z włosów ukochanej - Tęsknię za tobą. Coraz rzadziej mamy czas tylko dla siebie.

Wiedźma zachichotała, a na jej ustach pojawił się figlarny uśmiech.

- Mówisz tak, jakbyś to ty był żoną w naszym związku. - Zarysowała palcem brzeg jego koszuli, po czym odpięła pierwszy guzik, za którym powoli dołączały pozostałe.

- Jeśli pozwoli mi to być z tobą, to nawet mogę być nią na stałe – zaśmiał się, nie mogąc oderwać wzroku od radosnej twarzy ukochanej.

- Nie kuś, bo jeszcze się przyzwyczaję – wychrypiała zmysłowo, gdy wiązania sukni wreszcie puściły, a materiał lekko zsunął się z jej bladych, pokrytych srebrną siatką ramion. Czuła pocałunki i drapanie zarostu męża na swojej szyi, delikatnie z każdym kolejnym, zsuwające się powoli w dół. Zatopiła palce w jego czarnych włosach. Jej oddech stał się płytszy, serce przyspieszyło swój rytm, a srebro w jej skórze odbijało światło świec, oświetlających sypialnię. Miała wrażenie, że płonie od wewnątrz, a metal w jej żyłach topi się. Czuła się żywa... czuła się... człowiekiem.

Opadła w miękką pościel, czuła jak on zawisa nad nią i kontynuuję kreślenie szlaku, przez piersi, po brzuch. Zatrzymał się na pępku. Pocałował go, po czym szybko w niego dmuchnął. Na co wiedźma zaczęła się zwijać ze śmiechu.

- Co ty wyrabiasz? - chichotała, próbując powstrzymać męża przed następnym psikusem. - Dziecinny jak zawsze. - Pokręciła rozbawiona głową.

Mężczyzna uniósł się na rękach i zawisł nad jej głową. Niewidoma kobieta, nie mogła ujrzeć jego udręczonego wyrazu twarzy.

- Kochanie...

- Tak?

Popatrzył na nią czule.

- Kocham cię.

Jej uśmiech nabrał słodyczy, uniosła dłoń i pogłaskała go po policzku.

- Ja ciebie też.

Mężczyzna opadł i położył głowę na jej piersiach. Nie minęła chwila, gdy ręka wiedźmy zanurzyła się w jego włosy.

- Czy to prawda?

Kobieta zamarła w bezruchu, zaskoczona nietypowym pytaniem.

- Oczywiście, skąd w ogóle pomysł, że mogłoby być inaczej?

Przez chwilę trwali w ciszy.

- Byłabyś cudowną matką, więc...

- Dość! – Wiedźma gwałtownie zabrała dłoń z jego głowy i próbowała go z siebie zrzucić, jednak mężczyzna w porę przygwoździł oba jej nadgarstki do łoża.

- Proszę, nie uciekaj. Chcę wreszcie porozmawiać z tobą od początku do końca. Zrozumieć czemu nie chcesz bym był ojcem twoich dzieci. – Pomimo delikatności tych słów, jego głos był zimny, stanowczy, a dla niej kompletnie obcy.

- Nie ma sensu o tym mówić, wszystko co miałam do powiedzenia, omówiliśmy ostatnim razem. Myślałam, że skończyliśmy ten temat. To nie tak, że nie chcę mieć dzieci, to niemożliwe.

- Kłamiesz. Niemożliwe? To po co raz w tygodniu pijasz te swoje mikstury? Myślisz, że nie zauważyłem, że bez niej mnie unikasz? Widziałem na własne oczy jak czynisz cuda. Leczysz z chorób, nałogów, tworzysz żywe zwierzęta ze srebra. I ty twierdzisz, że coś jest niemożliwe?

Zasyczała, próbując wyrwać nadgarstki z wciąż zaciskającego się uchwytu jego dłoni.

- Nie chcesz mieć dzieci? To przynajmniej zdradź mi powód!

Nagle poczuł gwałtowne uderzenie, przez co puściwszy wiedźmę spadł na podłogę. Usłyszał warczenie, a gdy uniósł wzrok ujrzał groźne kły lamparta. Zmrużył oczy, po czym przeniósł wzrok na ukochaną. Siedziała skulona, ściskając uporczywie nadgarstki do piersi. Serce ścisnęło mu się na ten widok.

- Ja... - wyszeptał próbując się podnieść, ale lampart jednym susłem przygwoździł go do ziemi. Kątem oka widział, jak jego żona trzęsącymi się dłońmi zakłada pospiesznie suknię – Kochanie, przepraszam, ja... - Kobieta, nawet nie zatrzymując się na chwilę wybiegła z sypialni.
  • awatar Kate - Writes: Wow! Tydzień trwające wesele. Jaki ta wiedźma musi mieć status!
Pokaż wszystkie (1) ›