• Wpisów: 279
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 21:55
  • Licznik odwiedzin: 32 630 / 2089 dni
 
livli5
 

Niebo przeszywa piorun, rozświetlając pogrążone w półcieniu pomieszczenie. Z tępym spojrzeniem spoglądam na pustą kartkę, która nosi świeże plamy spadłych na nią łez i nie ważne co bym chciała na niej napisać nie jestem w stanie ruszyć dłonią. Kolejna łza odrywa się od mojego podbródka by upaść bezgłośnie na papier. Ściskam mocniej długopis, przygryzając przy tym wargę i drżącą dłonią kreślę duże litery, a każda z nich jest czymś co utwierdza mnie w przekonaniu, że to rzeczywistość. Przedrostek "Świętej Pamięci" kole moje oczy i jedynie całą siłą woli powstrzymuję się by nie zgnieść kartki i nie wyrzucić jej do kosza. Jej imię przywołuje niezliczoną ilość wspomnień, gdy razem spędzałyśmy czas, a teraz.... wycieram dłonią łzy i nabieram głęboko powietrza. Co za paradoks, bo to właśnie do niej bym teraz poszła, by wylać przed nią swój smutek. Usłyszeć słowa pocieszenia i nawet jeśli nie byłoby złotego środka, ona by jakiś znalazła. Płakałaby razem ze mną, niezauważalnie zabierając mi z barków ciężar. Ale jej już nie ma. Poniżej jej imienia zapisuję datę urodzenia. Jak to mogło się stać, że pomimo, że byłyśmy w tym samym wieku, ona odeszła pierwsza? Kręcę głową by oczyścić umysł. Nie wolno mi teraz o tym myśleć muszę to napisać. Niemal ryję w papierze datę o siedemnaście lat starszą, Znienawidzony dzień, który zabrał mi moja najlepszą przyjaciółkę. Kto teraz będzie kończył za mnie zdania? Kto będzie zawsze po mojej stronie? Kto będzie na tyle szczery by wytknąć mi moje wady, ale nie ze złośliwości, ale z czystej troski. Wypuszczam długopis z dłoni, a on delikatnie się toczy, by zatrzymać się tuż przed datą jej śmierci. Zawsze mówiła, że chciałaby odejść we śnie. A nawet to nie było jej dane, bo... biorę głęboki wdech i opieram czoło o dłonie. Pewnie w tej chwili włożyłaby mi palce między żebra zaczęła się śmiać z mojego załamania, stwierdziłaby, ze łzami w oczach, że przecież tak musiało być i chciałaby bym się rozchmurzyła. Potem zaczęłaby się wygłupiać, wzdychać, wspominać, a przede wszystkim kazałaby mi pisać, by mogła to później przeczytać. Podniosłam długopis i przyłożyłam jego końcówkę do kartki. Niebo za oknem rozbłysło od uderzenia pioruna.

Idę między nagrobkami z małym tłumkiem żałobników. Ogarnia mnie złość gdy widzę dwie dziewczyny gadające w najlepsze o ciuchach, które dzisiaj założyły. Mierze je uważnym spojrzeniem zastanawiając się kim one mogą być. Sprawa wyjaśnia się gdy uzmysławiam sobie, że widziałam je na jej zdjęciu klasowym. Więc prawdopodobnie z obowiązku przyszły, razem z resztą jej klasy. Rozglądam się po twarzach żałobników rozpoznając paru naszych wspólnych znajomych, a także ludzi, których znałam tylko z jej opowieści. A jednak pomimo tego, wokół była znaczna grupa ludzi, których nawet nigdy nie widziałam na oczy. A jednak gdy wsłuchałam się w ich głosy, oprócz litości i żałowania tego, że odeszła "tak młoda dziewczyna", nie poczułam takiego żalu jaki właśnie trawił moje wnętrzności. Oni nawet jej dobrze nie znali. Przyszli by zobaczyć się z rodziną poplotkować, zobaczyć jak jej rodzina przezywa najgorszy moment w ich życiu... ale nie po to by ją pożegnać. Sztuczne łzy pojawiają się dopiero przed jej rodzicami, a tak to powietrze ogarnia tylko żal... że śmierć zabrała ze sobą tak młodą dziewczynę, że cały czas jaki poświęciła na naukę, że ten trud, który włożyła w swoją przyszłość poszedł na marne. Mówili, że chciała być lekarzem, a tylko ja wiem, że sama nie wiedziała kim chce być, tylko ja wiem ile trudu kosztowała ją ta praca by nikogo nie zawieść. Tylko mi zwierzała się, że nie daje rady, że czasami chciałaby uciec od tego wszystkiego. A jednak świadomość, że może pomóc rodzicom, że w przyszłości odwdzięczy się za całe okazane jej dobro pchało ją do przodu. Co z tego, że nigdy nie miała na nic czasu. Dla mnie było to czymś wyjątkowym, bo te cudem wydarte z gardła minuty jakie mi poświęcała, były wyjątkowe. Pochód zatrzymał się. W powietrzu rozniósł się dźwięk skrzypiec. Delikatny i przerażająco smutny. Jej instrument. Łzy same spłynęły po moich policzkach. Nie wstydziłam się ich, bo tu stojąc przed spuszczaną do grobu trumną, żegnałam moją bratnią duszę, przyjaciółkę, mojego jedynego sojusznika.

biale-fractalius-roze.jpeg

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    Czytając to musiałam zatrzymywać się w trakcie, aby otrzeć łzy, bo tekst mi się rozmazywał. Nie mam pojęcia, co napisać. Może tylko tyle, że to jest cudownie napisane
     
  •  
     
    Czemu nie ma nic nowego?
     
  •  
     
    Śmierć, burza, pogrzeb, cmentarz  -  wszystko to stwarza bardzo smutny nastrój.
     
  •  
     
    Nie da się tego czytać i jednocześnie zachować spokoju. Przy każdym zdaniu bolało mnie serce i miałam wrażenie jakbym to ja straciła kogoś bliskiego... Teraz ciężko mi będzie spokojnie zająć się czymkolwiek, bo będę myśleć o tym tekście.
    Doskonała robota, Lisa. Kocham Twój styl pisania.
     
  •  
     
    Przypomniał mi się pogrzeb kuzyna. Popełnił samobójstwo, nikt nie wie czemu, pozostały domysły. Pamiętam, gdy wpuszczano trumnę do wykopanego dołu i w tym momencie zawyły samochody, które tak kochał. ich dźwięk ściął nas z nóg. Dosłownie. Wszyscy wybuchnęli głośnym płaczem. Nawet niebo załkało. Był moim powiernikiem, zawsze, gdy przechodziłam ciężkie chwile, pocieszał mnie żartując. Miał być chrzestnym mojego syna. Miał dalej być moim przyjacielem, a odszedł. Sam zniszczył swoją przyszłość. Nakopię mu po śmierci. Znajdę i skopię.
    Dobrze się spisałaś, Lisa.
     
  •  
     
    Smutne, ale  super się czyta.
     
  •  
     
    Jeden mankament, nie ma soudtracku.