• Wpisów: 279
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 21:55
  • Licznik odwiedzin: 33 081 / 2168 dni
 
livli5
 
Rozdział 25

Nieważne ile razy pytała nikt nie chciał jej wytłumaczyć relacji rodzeństwa Dragonów i Ashy. Wszyscy zbywali ją jakby była uciążliwym pasożytem, co jeszcze nigdy jej się nie przydarzyło. Rakszasa od zawsze potrafiła okręcić sobie ludzi wokół palca, a teraz miała wrażenie, że jest niewidzialna. Pierwszy raz zatęskniła za swoją mistrzynią, w dawnym domu nieważne co zrobiła, wszystko uchodziło jej na sucho. Ze złością zacisnęła pięści, przysięgła sobie, że ukarze ich za ten brak szacunku. W końcu była uczennicą wiedźmy, zrobiłaby to już teraz, ale podstawowym problemem był fakt, że poza diabłem i kotem, wszyscy się gdzieś ulotnili, a zdecydowanie nie chciała się zgubić w nieznanym sobie miejscu. Zacisnęła ze złością pięści i usiadła naprzeciwko całkowicie ignorującego ją diabła.
- Czemu wszyscy robią z tego taką tajemnicę? – mruknęła naburmuszona.    
Mephisto westchnął zrezygnowany, tam mała trajkotała więcej niż wszystkie kobiety razem wzięte, jakie poznał w życiu.
- Wczuj się w sytuację i zostaw pytania dla siebie.
- Ale ja chcę wiedzieć o co się pokłócili! – w oczach stanęły je łzy, na co Meph spojrzał z politowaniem.
- A ja chcę byś się zamknęła.
Rakszasa napowietrzyła się i jedynie zmierzyła chłopaka urażonym spojrzeniem. Od teraz zamierzała nie odezwać się do niego ani słowem. A przynajmniej boczyła się o to przez następne piętnaście minut, aż stwierdziła, że od bezczynnego siedzenia, woli męczyć diabła, aż nie wyciśnie z niego czegoś ciekawego.
- Nie uwierzycie…
Gdy Asha z Eylassem wrócili, aż zdębieli czując żądze mordu jaką rozsiewał wokół siebie Mephisto i niewzruszoną dziewczynę w ciąż zadającą jakieś pytania. Ich mała wojna właśnie zaczęła osiągać limit. Jedno i drugie miało ochotę rozszarpać na strzępy swojego rozmówce. Z wrażenia, aż zapomnieli co chcieli im powiedzieć. Rakszasa oderwała się od pojedynku na słowa i z radością przywitała Eylassa. Zaskoczony tym entuzjastycznym przyjęciem, spojrzał w niemal świecące się od podziwu oczy dziewczynki. Teraz wiedział czemu wiedźma się jej pozbyła. Ta wielbiąca mina w każdym calu była przerażająca. Miał wręcz wrażenie, że do jego ramienia doczepił się mały prześladowca, który był gotowy wyznać mu wszechmocną miłość i zabić, w razie gdyby nie sprostał jej oczekiwaniom. Wzdrygnął się na sama myśl, co spotęgował fakt, że nie wiedział czym sobie na to zasłużył.
Asha zachichotała widząc jego minę.
- No to już nie mamy problemu, kto się będzie nią zajmował.
- Nie… ja… - próbował odkleić od siebie dziewczynkę, ale ta trzymała go w żelaznym uścisku. Westchnął zrezygnowany. Nachylił się do niej.
- Rakszaso, możesz mnie puścić?
- A muszę? – zapytała robiąc maślane oczy.    
- Tak.  
- Puszczę jak powiesz mi... – urwała widząc spojrzenie morderczy wzrok mężczyzny. Odkleiła się skruszona i uciekła od niego jak najdalej.
Mephisto uśmiechnął się triumfalnie i zwrócił się do stojącej w drzwiach dwójki.
- W co nie uwierzymy?      
- A no tak… udało nam się wynająć wierzchowce, dzięki temu czas drogi znacznie się skróci. – Asha uśmiechnęła się – I doszły nas słuchy o aktywnym wulkanie.
Rakszasa zdziwiona utkwiła wzrok w nimfie.
- Tam prawdopodobnie znajdziemy następną wiedźmę.
- W aktywnym wulkanie? – zapytała sceptycznie.
- A czemu by nie? To idealne miejsce do zamieszkania. Cicho, spokojnie, ciepło i lampy nie potrzebne… czego chcieć więcej?
- Chyba za ciepło…
- Marudzisz. Czego cię ta Kyrie uczyła, że masz tak mało wyobraźni. Czego jak, czego, ale bez tego ani rusz. Możesz być najpotężniejszą istotą na świecie, ale gdy zabraknie ci tej jednej umiejętności, to jesteś na samym dnie.
- Ta… - wywróciła oczami. – Jeszcze mi powiedz, że od tak sobie do tego wulkanu wejdziemy.
- Oczywiście, że tak, założę się, że Inferno ma tam bardzo przyjazne mieszkanko i o ile nie żywi do mnie nadal urazy, to nas przyjmie z radością.
-… Czekaj… jakiej urazy?
- A tam… Dawne czasy… nigdy nie była pamiętliwa. Wyruszamy jutro. Wyśpijcie się.
To nie przekonało Rakszasy nawet w najmniejszym stopniu.
________________
Ten rozdział był dla mnie męczarnią...

Nie możesz dodać komentarza.

 
  •  
     
    Za to czytanie go było cudownością :D (Słowotwórstwo to chyba mój nowy znak rozpoznawczy XD) Maślane oczka zawsze działają- sprawdzone, ale po tym jak on ją potarktował, widać że musi jeszcze poćwiczyć:P jedna wada: za krótko!