• Wpisów: 279
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 21:55
  • Licznik odwiedzin: 32 993 / 2149 dni
 
livli5
 


Ukrzyżuję sumienie
Zabiorę z mych ramion cierpienie
Konaj w morza głębinie
Dopóki cię nie zabiję

~*~

- Wyciągajcie! Cholera by to! Szybciej!

Cała trójka z całej siły pociągnęła za sznur. Strach stał się już czymś niemal namacalnym. Ich ręce trzęsły się przy każdym ruchu.

- Szlag!

Wyciągnęli całą linę, ale jej koniec był urwany, jakby coś odgryzło przywiązanego do niej Eryka.

- Odpływamy stąd i to już! Wiosła w ręce. – kapitan sam wziął jedno z nich i zaczął nim wymachiwać. Rysiek nie czekał na drugi rozkaz i momentalnie dołączył do swojego kapitana.

- A Eryk?

Kapitan spojrzał na Gilberta jak na chorego psychicznie.

- Gdzie Eryk?! W piekle! Tak kończą ci, co nie słuchają rozkazów. Widziałeś linę? Teraz Eryk dołączył do staruszka i Janka! Jeśli nie chcesz skończyć jak oni to do wioseł! – Gilbert patrzył na niego oniemiały i chwilę później dołączył do wiosłującego rudzielca. Pełną napięcia ciszę przerywały jedynie ciche przekleństwa rzucane przez kapitana. Płynęli na oślep. Zżerani od środka przez sumienie i strach nawet nie pomyśleli o użyciu kompasu. Chcieli uciec jak najdalej od przeklętego miejsca, jednak pieśń oceanu towarzyszyła im mącąc zmysły i nie pozwalając na chwilę wytchnienia.

- To coś cały czas za nami płynie! – warknął Rysiek z wściekłością.

- To wiosłuj szybciej!

- Sam se wiosłuj! Ręce mi opadają! A czemu on nic nie robi? - wskazał z wyrzutem na siedzącego za nim mężczyznę. - Bierz za wiosło, albo wypad stąd. - warknął groźnie mrużąc oczy.

Gilbert odruchowo zapadł się w sobie, gdy spojrzenia tych dwojga się spotkały. Czuł się w potrzasku. Wokół była woda, a w łodzi paradoksalnie wcale nie było bezpieczniej. Nagle wszyscy zamarli.    

Coś otarło się o łódź, Gilbert z głośno bijącym sercem wyjrzał zza burty i zamarł. Żołądek podjechał mu do gardła. Zakrył usta i z krzykiem cofnął się na drugi skraj łodzi. Woda była czerwona od pływających w wodzie szczątek. Ciało mężczyzny zaczepiło się o łódź. Bezoka twarz pozbawiona skóry, patrzyła się pustymi oczodołami w niebo. Świeże tkanki pływały wokół. Klatka piersiowa trupa stała otworem, pokazując gołe żebra i wypłukiwane przez wodę organy. Kapitan zbladł i całą siłą woli podszedł bliżej. Przeżegnał się zamaszyście rozpoznając po ubraniu Jana Bareta. Ścisnął mocniej wiosło. Zawahał się przez chwilę, po czym odepchnął drewnianym końcem zwłoki marynarza. Nagle poczuł jak coś chwyta kij. Widząc na jego rękojeści ludzką rękę z okrzykiem przerażenia puścił wiosło, które z cichym pluskiem zniknęło pod wodą. Był niemal pewny, że trup nie był do końca martwy. Zdając sobie z tego sprawę, zaczął zaprzeczać sam sobie. Przecież to nie możliwe, by ktoś w takim stanie mógł jeszcze żyć. Więc, skąd ta ręka? Z ściśniętym sercem usiał i otarł spocone czoło.

- Szaleństwo... szaleństwo... wariactwo... - powtarzał szukając jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia. Jego pijany umysł szukał czegoś co pozwoliłoby mu zachować zdrowe zmysły i wtedy do niego dotarło. – Ścierwo... nigdy więcej nie tknę alkoholu – mruknął do siebie i spojrzał na wymiotującego Gilberta i bladego jak papier Ryśka, nawet zwykle beznamiętna twarz Wiktora teraz wyrażała coś pomiędzy niesmakiem, a lękiem. Sam natomiast był chorobliwie czerwony, oczy miał przekrwione, a w słabym świetle lampy, cienie wydawały się być robactwem, przemykającym po jego twarzy.

Coś musiało go rozszarpać i doskonale zdawali sobie sprawę, że ta bestia nie poprzestanie na jednej ofierze. Zdrowy rozsądek podpowiadał, co spotkało ich pozostałych kompanów i nakazywał jak najszybciej opuścić to miejsce. Jednak pogoda na morzu jest kapryśna. Z każdą chwilą niebo wydawało się zniżać, tak jakby płynęli wśród chmur. Mgła otoczyła ich ze wszystkich stron, a woda sączyła do ich uszu upiorny odgłos fal.

Trwoga zaczęła szeptać im przeróżne mroczne myśli. Strach ogarnął ich po same czubki włosów. Coś szarpnęło łodzią, a w powietrzu rozniósł się upiorny dźwięk skrobania o drewniany kadłub. Czwórka marynarzy wstrzymała oddech, gotowa na spotkanie z potworem. Mgła rozrzedziła się na tyle, by ukazać piaszczystą plażę lądu.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    Ciekawa jestem czy faktycznie nigdy więcej nie tknie alkoholu. Będę wspierać duchowo.
     
  •  
     
    Jak ja kocham taki klimat. :D więcej, więcej, więcej!
    Skojarzyło mi się z "Białym kłem", gdy wilki podążały za zaprzęgiem.
     
  •  
     
    Wow, dlaczego mi nigdy taki horror nie wyszedł? Czytając to czułam taką samą niepewność o losy bohaterów, jak przy książkach Kinga. Jestem ciekawa, czy uda im się dotrzeć na brzeg.