• Wpisów: 279
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 21:55
  • Licznik odwiedzin: 32 777 / 2121 dni
 
livli5
 

Czas biegł przed siebie, nie zwracając uwagi na młodzieńca wyniszczanego przez miłosne zauroczenie. Wydawało mu się, że obraz ukochanej z każdym dniem jest zasłaniany przez coraz gęstszą mgłę. Niczym senne mary po przebudzeniu. Fakt, że nawet desperackie próby szukania wiedźmy w jej własnym zamku nie pomogły, zabijał w nim resztki nadziei. Nie zważając na konsekwencje, kroczył po głównym korytarzu oraz zaglądał do wszelkich pokoi, które nie były zamknięte na klucz. Jednak bezskutecznie. Zamek wydawał się pozbawiony śladów życia. Gdy Nikola się o tym dowiedziała, stanowczo zabroniła reszcie służby pomagać mu w czymkolwiek, a szczególnie nakazała kuchennym, by nawet nie śmieli z nim rozmawiać. Gdyby dowiedział się, że to ona osobiście nosi wiedźmie posiłki, to prawdopodobnie zamęczyłby ją na śmierć. Chcąc wyleczyć przyjaciela ze ślepej miłości, zaprosiła go na piknik na plaży. Nie mógł się nie zgodzić, w końcu była jego wybawicielką.

Chłopak czekał na jednej z ogrodowych ławek, bezmyślnie miętosząc w dłoni urwany liść. Zastanowił się, czy wyjście z Nikolą to dobry pomysł. Miał przeczucie, że dziewczyna ma nie do końca czyste intencje względem tego spotkania. Westchnął i pozwolił upaść listkowi na ziemie, jednak ten został porwany przez wiatr. Poleciał w kierunku fontanny, okrążył baletnicę z brązu, której wodna spódnica wciąż zmieniała swój kształt. Zmrużył oczy, gdy coś błysnęło po drugiej stronie. Serce zabiło mu szybciej, gdy dostrzegł znikający za żywopłotem srebrny ogon. Poderwał się raptownie z ławki i natychmiast pobiegł w jego kierunku.

Zatrzymał się gwałtownie przed porośniętą bluszczem altaną, której wnętrze nie było widoczne z zewnątrz. Przełknął głośno ślinę i wkroczył do środka. Zamarł w bezruchu. To, co zawsze brał za starą, zaniedbaną altankę, w rzeczywistości było wejściem do podziemi. Kręte schody wykute na środku kamiennego parkietu zapraszały go do swoich czeluści.

Zawahał się tylko przez chwilę. Odwrócił się, by ostatni raz spojrzeć na ogród i z głośno bijącym sercem ruszył w ciemność. Schody wydawały się nie mieć końca. Z każdym krokiem robiło się coraz chłodniej, aż wreszcie opuścił ostatni stopień. Ruszył w głąb jaskini i dostrzegł białe światło. Zaparło mu dech w piersiach. Znajdował się w kryształowym ogrodzie. Szklane drzewa, kryły w swoich koronach rubinowe kwiaty i srebrzyste motyle, które lekko poruszały swoimi skrzydełkami. Pawie z metali szlachetnych wpatrywały się w niego z ciekawością, prezentując przepiękne pióra. Z fascynacją patrzył na ten cud, nie mogąc nacieszyć nimi oczu.

- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. - usłyszał melodyjny, kobiecy głos.

Gwałtownie przeniósł wzrok na jego źródło i dostrzegł ją. Wiedźma siedziała na kryształowej ławce i z delikatnym uśmiechem głaskała swojego srebrnego lamparta. Serce niemal wyrwało mu się z piersi.

- Ja... Wybacz o pani — pospiesznie się ukłonił w porę, przypominając sobie o manierach.

- No nie wiem... Jak myślisz Oceanie? Wybaczyć mu? - zapytała się kota, na co ten spojrzał przenikliwie na przybysza. Młodzieniec przełknął ślinę. Wydawało mu się, że wszystkie srebrne istoty w ogrodzie uważnie go obserwują. - Kim jesteś?

Poczuł zawód, że go nie pamięta, jakaś cząstka w jego sercu miała nadzieje, że choć odrobinę zapadł w jej pamięć.

- Pracuję na zamku... – zaczął niepewnie.

- Imię?

Zamilkł.

- Jeśli panienka pozwoli, nie zdradzę swojego imienia.

- A czemuż to? – zapytała zaskoczona odmową.

- Jeśli teraz je panienka pozna, nie będę miał nic, co mógłbym zaoferować.

Wiedźma przechyliła głowę, przez co dzwonki w jej włosach, lekko podskoczyły, wydając z siebie dźwięk. Jej dłoń zatrzymała się na srebrnej sierści. Rozchyliła delikatnie usta, z których wydobył się delikatny śmiech.

- Jesteś pierwszym człowiekiem, który tak ceni swoje imię. – uśmiechnęła się życzliwie – Zaoferować, powiadasz, a cóż byś chciał w zamian? Ludzie nigdy nie oferują niczego bezinteresownie. Nawet zdradzając swoją godność, oczekują w zamian imienia swojego rozmówcy.

- Panienka mówi to tak, jakby jej nie dotyczyło, a to jedna z prawd, które wiążą wszystkich.

Jej uśmiech zbladł, przybierając ironiczny wyraz.

- Jak widać jestem jeszcze bardziej zachłanna niż wy wszyscy razem wzięci.

Chłopak miał nadzieje, że wiedźma nie może zobaczyć teraz wyrazu jego twarzy, bo miał ochotę uciec choćby na dno morza, byleby nie skompromitować się przed nią bardziej. Jego policzki, aż po same uszyły przybrały odcień buraków. A sam nie mógł znaleźć sobie pozycji. Czuł się jak żołnierz przed swoim dowódcą. Jak złoczyńca na sądzie, który nieodzownie kieruje się do kary śmierci.

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego