• Wpisów: 279
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 21:55
  • Licznik odwiedzin: 32 741 / 2113 dni
 
livli5
 


W głowie miał mętlik. Rozpaczliwie szukał odpowiedniej odpowiedzi na jej słowa. Czy zachłanność rzeczywiście była, aż tak zła? W końcu nie oznaczała ona braku umiaru, a może jednak?

- Bycie zachłannym to nie koniecznie wada... - stwierdził z namysłem -wszytko zależy od tego, czego się pragnie. Niejednokrotnie pcha ludzi do działania.

Wiedźma pokręciła głową, a dzwoneczki w jej włosach lekko zatańczyły.

- Nawet najwspanialsze lekarstwa uzależniają, a ich zbyt duże dawki potrafią zabijać niczym doskonałe trucizny. Pragnienie jest niczym leczniczy napój, natomiast zachłanność to odmiana prowadząca do zguby.

Chłopak spuścił wzrok i wpatrywał się w kamienną posadzkę. Serce łomotało mu w piersi, jakby chciało przypomnieć, że on także nie jest wolny od tej trucizny. Trawiła go od miesiąca, a najgorsze było to, że nie chciał się od niej uwolnić. Szczególnie gdy teraz miał przed sobą najwspanialszą kobietę pod słońcem. Wtedy zrozumiał, że jego przekleństwem jest miłość.

Na początku pragnął jedynie ją znów zobaczyć, lecz teraz nie mógł oderwać wzroku od jej ust. Z niecierpliwością wyczekiwał każdego słowa, jakie z nich wyszły. Gdzieś w środku trawiła go chęć zerwania materiału zasłaniającego twarz, by móc wreszcie poznać skrywany pod nim kolor oczu. Przyłapał się także, że jego myśli kroczą z każdą chwilą coraz dalej. Z zaskoczeniem zauważył, że nie widzi przyszłości bez niej u swego boku. Kochał ją i za nic z niej nie zrezygnuje.

Spojrzał na wiedźmę z determinacją i miłością w oczach, a srebrne zwierzęta poruszyły się zaniepokojone. Motyle poderwały się z kryształowego drzewa. Węże zasyczały, kierując swoje spłaszczone głowy w kierunku młodzieńca, a pawie zaskrzeczały donośnie. Jedynie lampart wpatrywał się w niego nieodgadnionym spojrzeniem, jakby próbował rozszyfrować stojącego przed sobą człowieka.

- Wydaje mi się, że ktoś na ciebie czeka. - Wiedźma uśmiechnęła się przyjaźnie.

- Ale...

- Ci... - uciszyła go przykładając palec wskazujący do ust - Idź do niej, my jeszcze się spotkamy.

Przez chwilę wahał się, jednak nie mógł zignorować jej rozkazu. Ukłonił się, podziękował za rozmowę i przeprosił za wtargnięcie do ogrodu bez zaproszenia, po czym wyszedł z podziemi, całą siłą woli powstrzymując się przed zawróceniem. Pokonując kolejne stopnie, czuł jakby oddalał się od swojego serca.

Dopiero wychodząc z altany, otrząsnął się z otępienia i ruszył do ławki, gdzie miał czekać na Nikolę. Wątpił, że ją tam znajdzie, gdyż niebo powoli zaczynało się barwić od zachodu słońca. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że minęło tak dużo czasu, dla niego to spotkanie trwało zdecydowanie zbyt krótko.

Nagle stanął w pół kroku, zatrzymując się przy fontannie. Na ławce siedziała Nikola, oparta o spory piknikowy kosz, była pogrążona w śnie. Płowe włosy otulały jej piegowatą buzię. Jeden kosmyk z każdym jej oddechem unosił się ku górze i opadał prosto na zamknięte powieki.

- Głupolu, nie powinnaś spać w takim miejscu.

Podniósł ją delikatnie i zaniósł do jej pokoju, starając się przynajmniej w ten sposób wynagrodzić jej dzisiejszy zawód.

~*~

Wiedźma podniosła się ze swojej kryształowej ławki i obróciła się w stronę swojego coraz częstszego gościa. Młodzieniec odwiedzał ją niemal codziennie. Opowiadał o swojej ojczyźnie, rodzinie, pracy na zamku, a czasem po prostu słuchał, nie ważne co chciała powiedzieć. Nieświadomie uczyniła go swoim powiernikiem, a zarazem przyjacielem. Lubiła go, mimo że nadal nie znała jego imienia. Zawsze zaskakiwał ją czymś nowym. Sprawiał, że czas mijał jej przyjemniej.

Kobieta podeszła do kryształowego drzewa i wyciągnęła swoją bladą dłoń w kierunku zwisającego z gałęzi węża. Srebrny gad z czułością oplótł się wokół jej nadgarstka.

- Nigdy nie zapytałeś się mnie o to, czym jestem.

Młodzieniec ruszył się niespokojnie.

- Dla mnie nie ma to znaczenia.

- A jednak nie ukryjesz, że jesteś tego ciekaw. - Nie uzyskawszy odpowiedzi, pogłaskała węża po głowie. – Srebrniki to istoty, które rodzą się ze srebra i wiedźmiej obecności. Są jak dzieci. Kochają swoją twórczynię całym swoim jestestwem, nawet po jej śmierci... - zamilkła na chwilę, by odłożyć gada na drzewo. – Pamiętasz naszą pierwszą rozmowę?

Chłopak skinął głową.

- Moim grzechem jest pragnienie wiedzy. To ona uczyniła mnie wiedźmą. To ona... - głos jej zadrżał, a ona uniosła dłonie ku materiałowi na twarzy. Zdjęła go drżącymi dłońmi i odwróciła się do chłopaka – Straciłam wzrok wraz ze stworzeniem swojego pierwszego srebrnika.

Młodzieniec wstrzymał oddech i wpatrywał się w czarne jak węgle oczy, ze srebrnymi plamkami na tęczówkach. Na skroniach widniały rubiny wtopione w skórę, od których ciągnęły się srebrzyste sieci szram. W pierwszej chwili nie wierzył w jej słowa, jednak jej spojrzenie było puste. Jak nocne niebo z nielicznymi gwiazdami, spoglądające na wszystkich, a zarazem na nikogo.

Chłopak wstał i podszedł do wiedźmy. Ujął w dłonie jej bladą twarz i delikatnie potarł kciukami wtopione w skórę kamienie. Po czym się nachylił i zrobił to, o czym marzył odkąd ją po raz pierwszy ujrzał. Skosztował jej ust.

Nie możesz dodać komentarza.