• Wpisów: 279
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 21:55
  • Licznik odwiedzin: 32 741 / 2113 dni
 
livli5
 

Ślub wiedźmy był największym wydarzeniem na Sagarze od czasów podpisania paktu handlowego z okolicznymi krajami. Mieszkańcy świętowali przez okrągły tydzień tańcząc na ulicach miasta. Niemal królewskie uczty zagościły w każdym domu, a radosna muzyka niosła się jeszcze wiele kilometrów od brzegów wyspy. Podczas, gdy litry alkoholu znikały w gardłach Sagarajczyków na zamku świeżo poślubiona para cieszyła się sobą, wierząc, że już na zawsze będą tak szczęśliwi jak w tej chwili.

Rok 1766 Sagara

- Kochanie powinnaś odpocząć. Wyglądasz niemrawo. Chodź tu do mnie.

Wiedźma z uśmiechem na ustach wtuliła się w otwarte ramiona męża. Usiadła na jego kolanach, a dłonie zaplotła mu wokół szyi. Uwielbiała to robić. Przywarła bardziej do niego, by móc usłyszeć rytmiczne bicie jego serca. Westchnęła zmęczona.

- Znów są problemy z przemytem. To paskudztwo otacza nas z każdej strony. Jeśli nie powstrzymamy kolejnej fali... - urwała, jakby bała się, że wypowiedzenie tych słów, sprawi, że staną się rzeczywistością - opium będzie nie do wyplenienia.

- Ci... nie mówmy o tym. Niech chociaż nasza sypialnia będzie miejscem pozbawionym polityki - Złożył na jej ustach pocałunek, delikatnie drapiąc ciemnym zarostem jej delikatną skórę. Dłońmi odruchowo ściągał ozdoby z włosów ukochanej - Tęsknię za tobą. Coraz rzadziej mamy czas tylko dla siebie.

Wiedźma zachichotała, a na jej ustach pojawił się figlarny uśmiech.

- Mówisz tak, jakbyś to ty był żoną w naszym związku. - Zarysowała palcem brzeg jego koszuli, po czym odpięła pierwszy guzik, za którym powoli dołączały pozostałe.

- Jeśli pozwoli mi to być z tobą, to nawet mogę być nią na stałe – zaśmiał się, nie mogąc oderwać wzroku od radosnej twarzy ukochanej.

- Nie kuś, bo jeszcze się przyzwyczaję – wychrypiała zmysłowo, gdy wiązania sukni wreszcie puściły, a materiał lekko zsunął się z jej bladych, pokrytych srebrną siatką ramion. Czuła pocałunki i drapanie zarostu męża na swojej szyi, delikatnie z każdym kolejnym, zsuwające się powoli w dół. Zatopiła palce w jego czarnych włosach. Jej oddech stał się płytszy, serce przyspieszyło swój rytm, a srebro w jej skórze odbijało światło świec, oświetlających sypialnię. Miała wrażenie, że płonie od wewnątrz, a metal w jej żyłach topi się. Czuła się żywa... czuła się... człowiekiem.

Opadła w miękką pościel, czuła jak on zawisa nad nią i kontynuuję kreślenie szlaku, przez piersi, po brzuch. Zatrzymał się na pępku. Pocałował go, po czym szybko w niego dmuchnął. Na co wiedźma zaczęła się zwijać ze śmiechu.

- Co ty wyrabiasz? - chichotała, próbując powstrzymać męża przed następnym psikusem. - Dziecinny jak zawsze. - Pokręciła rozbawiona głową.

Mężczyzna uniósł się na rękach i zawisł nad jej głową. Niewidoma kobieta, nie mogła ujrzeć jego udręczonego wyrazu twarzy.

- Kochanie...

- Tak?

Popatrzył na nią czule.

- Kocham cię.

Jej uśmiech nabrał słodyczy, uniosła dłoń i pogłaskała go po policzku.

- Ja ciebie też.

Mężczyzna opadł i położył głowę na jej piersiach. Nie minęła chwila, gdy ręka wiedźmy zanurzyła się w jego włosy.

- Czy to prawda?

Kobieta zamarła w bezruchu, zaskoczona nietypowym pytaniem.

- Oczywiście, skąd w ogóle pomysł, że mogłoby być inaczej?

Przez chwilę trwali w ciszy.

- Byłabyś cudowną matką, więc...

- Dość! – Wiedźma gwałtownie zabrała dłoń z jego głowy i próbowała go z siebie zrzucić, jednak mężczyzna w porę przygwoździł oba jej nadgarstki do łoża.

- Proszę, nie uciekaj. Chcę wreszcie porozmawiać z tobą od początku do końca. Zrozumieć czemu nie chcesz bym był ojcem twoich dzieci. – Pomimo delikatności tych słów, jego głos był zimny, stanowczy, a dla niej kompletnie obcy.

- Nie ma sensu o tym mówić, wszystko co miałam do powiedzenia, omówiliśmy ostatnim razem. Myślałam, że skończyliśmy ten temat. To nie tak, że nie chcę mieć dzieci, to niemożliwe.

- Kłamiesz. Niemożliwe? To po co raz w tygodniu pijasz te swoje mikstury? Myślisz, że nie zauważyłem, że bez niej mnie unikasz? Widziałem na własne oczy jak czynisz cuda. Leczysz z chorób, nałogów, tworzysz żywe zwierzęta ze srebra. I ty twierdzisz, że coś jest niemożliwe?

Zasyczała, próbując wyrwać nadgarstki z wciąż zaciskającego się uchwytu jego dłoni.

- Nie chcesz mieć dzieci? To przynajmniej zdradź mi powód!

Nagle poczuł gwałtowne uderzenie, przez co puściwszy wiedźmę spadł na podłogę. Usłyszał warczenie, a gdy uniósł wzrok ujrzał groźne kły lamparta. Zmrużył oczy, po czym przeniósł wzrok na ukochaną. Siedziała skulona, ściskając uporczywie nadgarstki do piersi. Serce ścisnęło mu się na ten widok.

- Ja... - wyszeptał próbując się podnieść, ale lampart jednym susłem przygwoździł go do ziemi. Kątem oka widział, jak jego żona trzęsącymi się dłońmi zakłada pospiesznie suknię – Kochanie, przepraszam, ja... - Kobieta, nawet nie zatrzymując się na chwilę wybiegła z sypialni.

Nie możesz dodać komentarza.