• Wpisów: 279
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 21:55
  • Licznik odwiedzin: 32 292 / 2053 dni
 
livli5
 


Na dziedzińcu zapadła głucha cisza, jedynie skwierczące pochodnie rozmywały zbierającą się nad zamkiem mgłę. Czas jakby zamarł w oczekiwaniu na ruch którejś ze stron. Przyglądał się podejrzliwie, czytając myśli wiedźmy. Pomimo zewnętrznego spokoju w środku na powrót czuła się martwa. Uczucie, które nękało ją od dnia narodzin, rosło na sile, a kolejny czar znów pokruszył jej cienką warstwę człowieczeństwa. Zdrada własnego męża, a później i ludu pogłębiała pęknięcia. Myślała, że gdy nadejdzie ten dzień, będzie gotowa. Jakże się myliła. Czekała, aż buntownicy zabiorą głos. Jednak ci milczeli. Westchnęła.

- Kto jest waszym przywódcą? - zapytała, a tłum rozstąpił się, ukazując młodego mężczyznę, o nienaturalnie bladej karnacji i wychudzonym ciele.

- Ja nim jestem.

- W takim razie czemuż nachodzicie mój dom? Jakim prawem grozicie waszej pani?

- My - zaczął, ale wiedźma nie dała mu skończyć.

- Podaj mi powód, by was wysłuchać. Czyż nie macie swych przedstawicieli, do których mieliście zgłaszać swe skargi? Nie uznałam jeszcze waszego zgromadzenia za bunt, pomimo gróźb i oręża, z którym stoicie przede mną o tej późnej porze. Chcę wpierw poznać przyczynę, zanim zdecyduję jaką karę na was nałożyć za niesubordynację.

Mężczyzna zaśmiał się, po czym rozłożył ręce i pokazał na stojący za nim tłum.

- Wybacz pani - zaczął z wyraźnym sarkazmem - ale tym razem to my dyktujemy warunki.

Buntownicy jak na zawołanie pokiwali głowami i okrzykami poparli swojego przywódcę. Nastrój w jednej chwili uległ zmianie, w ich oczach na powrót pojawiła się determinacja i żądza odwetu. Wiedźma westchnęła cicho. Naprawdę ciężko jej było zrozumieć ludzi.

- Masz opuścić wyspę, a darujemy ci życie.

- Życie? - zachichotała, a na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech. - Nie wiesz, o czym mówisz. Jak cię zwą?

- Leonard.

- Leonardzie znasz sekret tej wyspy? Wiesz czemu pochylam się nad istotami tak zgniłymi i niewdzięcznymi, jakimi są ludzie?

Mężczyzna cofnął się o krok, gdy wiedźma uniosła dłonie do swojej twarzy. Księżyc całkowicie schował się za chmurami, a mgła wydawała się krążyć nad nimi niczym bestia gotowa wszystkich pożreć.

- Gdyby to ode mnie zależało, to już dawno wykorzeniłabym stąd wszystkie chwasty. Jednak mój dom potrzebuje waszej obecności, moje srebrniki potrzebują waszego mięsa, a ja... - materiał upadł na ziemię, ukazując sinoniebieską skórę na skroniach. Czerwień rubinów przypominała zaschniętą krew. Czarne oczy błyszczały drobinami srebra, jakby były rozgwieżdżonym niebem. Kobieta sięgnęła do swojej sukni i rozchyliła ją lekko, ukazując nagą szyję, pełną czarnych pęknięć. – Ja potrzebuję waszego strachu.

Dzwonki w jej włosach zadzwoniły poruszone przez wiatr, a szramy na jej ciele zaczęły się rozprzestrzeniać.

- Na wasze nieszczęście nie potrzebuję was aż tak wielu.

Trzepot skrzydeł rozniósł się nad ich głowami. Z mgły wyłoniły się metalowe motyle, połyskujące w blasku pochodni. Jeden z nich zniżył swój lot i wpadł prosto w płomień. Ogień natychmiast zmienił kolor na turkus, po czym wybuchł, trawiąc żywcem mężczyznę trzymającego pochodnie. Jego skóra topiła się od wysokiej temperatury niczym wosk. Powoli spływając odsłaniała mięśnie, a krew czerniała od błękitnego płomienia i obracała się w proch. Owady jeden po drugim dopadały swoje ofiary. W jednej chwili dziedziniec rozświetlił niebieski blask. Agonalne krzyki rozniosły się po całej Sagarze, mrożąc krew wszystkim żywym istotom.

Pęknięcia na skórze wiedźmy objęły także twarz. W bezruchu słuchała wrzasków palonych żywcem mieszkańców. Jej niewidomy wzrok zwrócił się ku sparaliżowanej ze strachu Nikoli. Przerażona wpatrywała się w bestię przed sobą, przyciskając do serca obie pięści.

- Zapamiętaj to jako przestrogę dla reszty mieszkańców i powiedz, że wierni swej pani nigdy nie będą musieli się czegokolwiek lękać. - Poczuła lodowatą dłoń na policzku, ale nie miała odwagi nawet drgnąć. Patrzyła jedynie w pozbawione wyrazu oczu, które łudząco w tej chwili przywodziły jej na myśl lustra.- Dziękuję za twą pomoc.

Kobieta zabrała z jej twarzy dłoń i ruszyła w stronę zamku. Nikola patrzyła na plecy wiedźmy, gdy ta kierowała się z powrotem do komnat. Powinna teraz wbić jej nóż w plecy, ale strach był znacznie od niej silniejszy. Drżała na całym ciele, nie mogąc nawet sięgnąć po broń. W uszach słyszała jej słowa niczym wciąż powracające echo. W oczach stanęły jej łzy. Czuła się podle czując ulgę, że przeżyła. Wszystko poszło na nic. Zabiła wszystkich. Spopieliła ich w stosach niebieskiego ognia.

Upadła na kolana i ukryła twarz w dłoniach, gdy na powrót uniosła wzrok, jej serce zamarło. W drzwiach zamku stał on. Wiktor, małżonek wiedźmy i miłość jej życia.

________________

W pierwszym założeniu miało być inaczej, ale burza mnie natchnęła i znalazłam wyjście z sytuacji :D Kto się tego spodziewał?

Nie możesz dodać komentarza.