• Wpisów:324
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 21:55
  • Licznik odwiedzin:33 000 / 2149 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Rozdział 3 Rodzina
Ok. 1200 lat p.n.e.

„Witaj w domu” te dwa słowa utkwiły mi w pamięci na wieczność. Czas jakby się zatrzymał, a do mojego umysłu powoli docierało, że coś jest za mną nie tak. Miałam wrażenie, że jestem w ciele kogoś innego. Rozdarta nie wiedziałam, co zrobić, by się pozbyć tego uczucia. Uczucia, które non stop krzyczało, że trzeba uciekać. Podniosłam się szybko i tracąc równowagę, z powrotem opadłam na kamienną podłogę. Tatuaże paliły na zewnątrz i wewnątrz
- Spokojnie, nie wstawaj – usłyszałam kojący głos Chrisos. – Teraz musisz odpoczywać. – Podeszła bliżej i zaczęła gładzić mnie po włosach. – Śpij – wyszeptała, spojrzałam na nią i już chciałam jej powiedzieć, że ja nie śpię i nigdy nie potrzebowałam snu, gdy moje powieki stały się ciężkie, a głowa zaczęła bezwładnie opadać. – Śpij – powtórzyła melodyjnie, a mnie spowiła głęboka, czarna otchłań mojego umysłu, pozbawiona jakichkolwiek snów.

Tym razem przebudzenie było inne, przywodziło na myśl letni poranek, gdy słońce wychodzi zza horyzontu, powoli, nie śpiesząc się, ściągając uwagę innych i budząc świat do życia. Nie śpiesznie otworzyłam oczy, przerywając ten błogi stan. Parę razy zamrugałam wyostrzając, zamazany obraz. Znajdowałam się w pomieszczeniu, o kamiennych ścianach koloru piaskowca. Spokojnie podniosłam się do pozycji siedzącej, uważnie przeczesując pokój wzrokiem. Leżałam na wielkim wygodnym łożu, a po przeciwnej stronie rozciągał się niesamowity widok na morze, na balkonie stała fioletowo włosa kobieta, Violetta.
- Obudziłaś się – stwierdziła, nie patrząc na mnie. – Pewnie oczekujesz wyjaśnień, jesteś ciekawa, po co tu jesteś. – Odwróciła się do mnie, jej oczy wyrażały smutek. Ściągnęła swoje fioletowe rękawiczki, odsłaniające palce ukazując bransolety tatuaży. – Te znaki są świadectwem Ireia, są naszym darem, wybawieniem, czasem przekleństwem. Każdy stigma* daje swojemu właścicielowi inną zdolność i czasem obdarza nas dość charakterystycznymi cechami… - przerwała pocierając kosmyk swoich włosów. – Roza widzi możliwą przyszłość, jej siostra Maivroz, jest kompletnym przeciwieństwem naszej wieszczki. Po dotknięciu przedmiotu lub osoby widzi przeszłość, jaką ma za sobą, to bardzo ciekawa i rzadka umiejętność. Ty też jesteś jedną z nas – wskazała ręką bym podeszła do niej. Nie miałam nic do stracenia, a przynajmniej czegoś mogłam się dowiedzieć. Wstałam z łoża i wyszłam na balkon, słońce chyliło się ku zachodowi, barwiąc morze na czerwienie i pomarańcze, a uparte falę ciągle rozbijały się o brzeg. Suknia szeleściła na ciepłym wietrze, a włosy powiewały.– Nie jesteś człowiekiem, my też nie jesteśmy, ani nigdy nie byłyśmy ludźmi. – Spojrzałam jej prosto w oczy. – Jesteśmy takie jak ty. – Przez mój umysł niczym błyskawica przeleciała jedna myśl.
- Kłamca – wyszeptałam, a mój głos rozszedł się po pomieszczeniu przyprawiając o dreszcze – Nie jesteś niczym do mnie podobna. – W oczach Violetty zobaczyłam przebłysk strachu, który momentalnie zniknął zastąpiony wyrazem satysfakcji i triumfu.
- Teraz nie różnimy się już niczym, stigma jest nie tylko darem, normalnych ludzi zabija, ponieważ nie wytrzymują tego ich ciała. Znaki czasami pieczętują nasze wrodzone zdolności, zastępując je darami, dajemy ci szansę na normalne życie wśród ludzi, będziesz miała rodzinę… i jeśli zechcesz my też możemy zostać twoją rodziną…, więc zgadzasz się? Czyż nie taki był twój cel?
- Gdzie jest haczyk? – zapytałam prosto z mostu.
- Haczyk? Nie ma żadnego, naszym obowiązkiem jest ci pomóc, a jedyne, co od ciebie oczekujemy to zostanie całkowicie jedną z nas, będziesz się uczyć i spędzać z nami czas…

~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~

Teraz się zastanawiam jakby się potoczyło moje życie, gdybym nie przystała na tą propozycję, pewnie nie poznałabym moich braci, nie zakochałabym się, ani nie spędziłabym tyle przyjemnych i smutnych chwil. Doskonalę pamiętam tamte czasy, pełne radości i uczuć. Miałam rodzinę i osoby bardzo dla mnie ważne. Przez pierwsze lata dużo się uczyłam, dowiedziałam się też, że CC ma dar teleportacji, a moja mała Chrisos potrafiła zahipnotyzować dotykiem. Po naukach na kapłankę, poznałam moich przybranych braci Hektora i Parysa. Spędzałam z nimi dużo czasu, nie przeszkadzało im to, że jestem kapłanką. Traktowali mnie jak cenną kuzynkę. Tamte czasy były cudowne i nic nie zapowiadało, że ich wyprawa do Sparty na podpisanie sojuszu zniszczy wszystko, na co pracowałam latami.


Stigma* - Znaki
_________________________________
Króciutki mi wyszedł ale postaram się w czasie wolnym wyskrobać długi rozdział 4. wydaje mi się że trochę wyjaśniłam, ale kim były kapłanki przed zostaniem Ireia dowiecie się później.
  • awatar Seiti: Ale ja potrzebuję choroby Chrisa jak powietrza. :D To dobrze czy źle?
  • awatar Lisa Angels: Ależ ja to wiem, ale jak czytam Asime zawsze nie wiem co się stanie, bo każdy w każdej chwili może umrzeć, albo z martwych powstać.
  • awatar Seiti: Jedyny minus- krótki! :( Nastawiłam się na dłuugi. P.S. Nie lubię uśmiercać postaci, tak samo wychodzi:*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Trzymajcie za mnie kciuki to może uda mi się wyskrobać na jutro rozdział. Nie cierpię szkoły, a teraz jest nadmiar sprawdzianów! To nie sprawiedliwe! Muszę teraz wziąć za opowiadanie... motywujcie, zagońcie do roboty!
  • awatar Nieposkromiona Dziewczyna: Już się nie mogę doczekać jutra!!! Seiti<3 Rozwaliłaś mnie tym tekstem muahahahahahahahahahahahahaha...
  • awatar Seiti: Wyobraź sobie, że stoję ad Tobą z biczem. :D buahahahaha
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Rozdział 2 (cz.2)
Ok. 1200 lat p.n.e.

Wejście do miasta nie było trudne, bo nikt nie zwracał uwagi na przechodzącą wśród tłumów zakapturzoną postać. Skrycie podziwiałam piękno tego miejsca, składającego się z kamiennych budynków, pomiędzy którymi wiły się uliczki. Kroczyłam jedną z głównych dróg zwanych „Kupieckimi”. Wszędzie stały stragany z towarami na sprzedaż, a pomiędzy nimi przechodziły ogromne ilości ludzi. Pierwsze wrażenie było straszne, wciąż przepychana przez tłumy, byłam atakowana przez wiele nachodzących na siebie odgłosów, drażniły mnie wszelkie szumy, krzyki. Chciałam zniknąć, w ostatniej chwili się powstrzymałam, by wszystkiego nie zepsuć. Nie mogłam się teraz wycofać. Zamknęłam oczy i zaczęłam ignorować nieprzyjemne dźwięki. Zaczęłam słyszeć melodię jakiegoś grajka i wyczuwać przyjemną woń kwiatów i przypraw. Gdy na powrót otworzyłam powieki spojrzałam na ten świat inaczej. Widziałam kamienne miasto, pełne barw, radości z małych rzeczy, miejsce, do którego chciałoby się zawsze wracać.

Troję, która doskonalę się rozwijała, nigdy wcześniej niepodbita, z siedmioma murami dzielącymi miasto na części. W samym centrum stał wielki pałac królewski robiący wrażenie, ale był mniej interesujący od towarów na sprzedaż. Wokół straganów biegały śmiejące się dzieci. Podeszłam do jednego ze stoisk z biżuterią i klatkami z barwnymi ptakami. Mój wzrok padł na uwiezionego czarnego orła. Wpatrywał się we mnie błagając o pomoc. Szybkim ruchem otworzyłam klatkę, wyciągnęłam go z jej wnętrza i podrzuciłam w górę. Dostojnie wzbił się w powietrze, ku niebu. Nagle poczułam silny uścisk na nadgarstku. Spojrzałam spod kaptura na trzymającego mnie kupca, nie wyglądał na zadowolonego.
- Na Apolla, jak śmiesz mnie okradać?! Masz natychmiast mi za niego zapłacić! – Nie rozumiejąc powodów do złości tego człowieka, wyszarpnęłam swoją dłoń. Rozmasowując ją delikatnie spojrzałam z powrotem na znikającego w oddali orła życząc mu szczęścia. – Płać! – Gorączkował się mężczyzna.
- Ja zapłacę. – Usłyszałam za sobą ciepły kobiecy głos.
- Nie ma takiej potrzeby, pani. – W głosie kupca wyraźnie czułam strach, respekt i szacunek. Odwróciłam się stając twarzą w twarz z kobietą o fioletowych włosach i oczach, biła od niej siła. Podeszła do mężczyzny i podała mu sakiewkę, następnie skierowała się w moją stronę.
- Chodź ze mną – powiedziała łagodnie podając mi dłoń. Widząc, że się waham, złapała moją rękę i zaczęła mnie ciągnąć w nieznanym mi kierunku. Nie opierałam się. Nie wiedziałam gdzie idziemy i poco, aż dotarłyśmy do świątyni położonej na klifie. Zostałam wciągnięta do środka. Fioletowo włosa dotknęła jednej ze ścian, na której pod wpływem jej dotknięcia, pojawiły się przeróżne wzory. Świątynia zatrzęsła się, a przed nią pojawiły się drzwi. Lekko je uchyliła, moim oczom ukazały się schody prowadzące w dół. Kobieta podała mi pochodnie i prowadziła dalej. W podziemiach czekały na nas cztery zakapturzone postacie.
- Witajcie siostry – odezwała się moja towarzyszka.
- Już jesteście! – Podbiegła do nas niska osóbka, pełna entuzjazmu. Szybkim ruchem ściągnęła kaptur. Jej twarz okalały złote, kręcone włosy, a bursztynowe oczy wpatrywały się we mnie, tak jakby widziała niesamowitą zabawkę. Na jej policzku i lewym ramieniu widniały tatuaże w roślinne motywy. Jakby mogła pewnie rzuciłaby mi się na szyję.



- Chrisos uspokój się, bo jeszcze zniechęcisz naszego gościa. – Pouczyła ją fioletowowłosa. – Jestem Violetta, miło mi cię poznać – schyliła głowę na powitanie. Odwzajemniłam ten gest. – Pozwól, że przedstawię ci pozostałe Ireia*. – Zakapturzone postacie pokazały swoje twarze. Każda miała inny kolor włosów. - Poznaj Pasinos – Violetta wskazała na zielonowłosą kobietę z żółtozielonymi oczami. – Nazywamy ją CC (czyt. sisi). A to Roza i Maivroz – wskazała na dwie pozostałe. Jedna miała różowe włosy, a druga czarne jak węgiel, łączyły je czarne oczy. Wszystkie te kobiety były nadzwyczaj piękne. Czułam od nich silną energię.
- Pewnie wiesz, kim jesteśmy. – Stwierdziła CC. Nieznacznie skinęłam głową na potwierdzenie. – W takim razie, wiedź, że my też wiemy, kim jesteś – spojrzałam na nią pustym wzrokiem, turkusowych oczu, ale w środku przeżyłam szok. Sama tego nie wiedziałam, to skąd one mogły to wiedzieć?- A raczej, kim nie jesteś. - Po chwili dodała niszcząc moje nadzieje.
- Widziałam cię w wizji – powiedziała ciepło Roza. – Nie jesteś ani człowiekiem, ani bogiem. Nie zaliczasz się też do Ireia, ani nawet do mitycznych stworzeń. Wiem, kim możesz się stać, ale czym jesteś teraz? – Chodziła wokół mnie przyglądając się mi z każdej strony. – A może powinnam zapytać, kim chcesz być? Naszym zadaniem jest ci pomóc, a zarazem powstrzymać. Zależy, którą ścieżkę wybierzesz. – Nagle zorientowałam się, że jestem przez nie, otoczona, wyczułam zagrożenie. Z szybkością światła rzuciłam się ku wyjściu. Coś mnie zatrzymało, natrafiłam na niewidzianą ścianę. Poczułam się uwięziona, spojrzałam jeszcze raz na wszystkie kapłanki. Zaczerpnęłam energii i już miałam wypalić sporą dziurę w tym czymś, gdy Violetta zaczęła coś śpiewać, poczułam jak jakaś siła przyciska mnie do podłoża, po chwili dołączyły do niej pozostałe Ireia. W tej postaci nie miałam szans, moje ciało zaczęło się świecić.
- Poczekaj! – Usłyszałam krzyk Chrisos, z jakiegoś powodu zaprzestałam przemiany. – Zostań, proszę! Tak długo na ciebie czekałam! Proszę… zostań z nami… ze mną… proszę. – Mówiła coraz ciszej, a po jej policzkach spływały łzy.

Siła, która nie pozwalała mi się ruszyć znikła. Teraz stałam w samym środku świecącego kręgu. Moją esencję przeszył niewyobrażalny ból, jakbym była rozrywana od środka. Zgięłam się w pół, pomieszczenie przepełniło się krzykiem bólu. Czułam jak na mojej skórze wypalają się znaki. Wtedy zobaczyłam to, co sprowadziło mnie na tą planetę. Kryształ magazynujący, wisiał nade mną, zadając mi cierpienie, by następnie się wchłonąć w wypalone tatuaże. Nie wiem ile czasu to trwało, ale gdy wróciła do mnie świadomość, pierwsze, co zobaczyłam to zapłakaną twarz Chrisos. Widząc, że otworzyłam oczy, rzuciła mi się na szyję.
- Nareszcie! Już się bałam, że cię straciłam. Nie wiesz ile czasu czekałam by to powiedzieć. – Wytarła łzy i szeroko się uśmiechnęła. – Witaj w domu Apokalipso.

___________________________
Ireia - kapłanki:
  • awatar Lisa Angels: ta.. znajomych moich rodziców... doskonale towarzystwo.
  • awatar Seiti: chociaż masz jakieś życie rodzinne... ;) poczekam, nie mam wyjścia. :(
  • awatar Lisa Angels: postaram się w czasie wolnym, za dużo sprawdzianów i imprez rodzinnych
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Dając to pewnie zepsuje niespodziankę, ale trudno. Nowy rozdział będzie na podstawie wojny trojańskiej, ale zmienionej, zarazem prawdziwa, a zarazem inna. Oto bohaterowie, tej historii. Jedni są dla nas nimi do dziś inni są potworami przeszłości.

Helena
Achilles
Parys
Hektor
Andromacha
Patroklos
Menelaos

Chyba wszyscy...
______________________________
(Popłakałam się oglądając troję, znowu... Nie ważne ile razy to oglądam nie jestem wstanie zatrzymać dla siebie łez.)

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jednak dzisiaj nie dam rady dodać rozdziału, za dużo pracy w domu To będzie bardzo rozbudowany rozdział, dlatego jeszcze trochę czasu mi zajmie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Rozdział 2 (cz.1)

Ok. 1600 - 1200 lat p.n.e.

Jak niegdyś nie zastanawiałam się nad otaczającym mnie światem, tak w czasie tej podróży, nie mogłam odpędzić się od natłoku wrażeń. Zwracałam uwagę na każdy szczegół mojego otoczenia, na każdy dźwięk, nawet najcichszy, dobiegający do moich uszu. Rozkoszowałam się zapachem kwiatów traw, a nawet powietrza. Najpierw omijałam ludzi, zbliżając się do wciąż uciekających przede mną zwierząt. Po pewnym czasie nauczyłam się zachowywać tak by nie straszyć tych pięknych i różnorodnych stworzeń. Czułam się przy nich swobodnie i dążyłam je sympatią. Bez przeszkód mogłam się z nimi porozumieć, niestety ich żywot był krótki i szybko oddawały swoje dusz śmierci. Wędrowałam tak sto lat, poznając tą błękitną planetę. Dopiero po tym czasie odważyłam się z potworem poobserwować postępy ludzkości. Z biegiem lat wykształciłam u siebie „rozumienie słów” dzięki czemu byłam w stanie mówić jak i rozumieć każdy język ludzi. Czas mijał, a ja poznawałam różne kultury i zwyczaje. Nie widzialna oglądałam ich wzloty i upadki. Dzielnie starali się przezwyciężyć każdy trud, ale zniszczyło ich to co jest nieuniknione dla każdego żyjącego organizmu. Śmierć przychodziła po cichu, zbierając swoje żniwo. Podczas przebywania na ziemi widziałam tysiące umierających ludzi. Jedni wyszczani przez choroby, inni przez własną głupotę, lub zabierani przez naturę. Nie raz widziałam śmierć małych dzieci. Czy byłam w stanie im pomóc? Nie chciałam o tym myśleć. Nie wzruszały mnie tak liczne zgony, ale z jakiegoś powodu, gdy widziałam rozpacz matki nad swoim umierającym synkiem, zabieranym przez chorobę, czułam jakby ukucie w środku, a moje ciało przeszywał dreszcz. Bez namysłu zeszłam na ziemię w swojej naturalnej postaci. Kobieta nie była sama wokół niej stało jeszcze pięciu mężczyzn, mimo ze mnie doskonale widzieli, stali bez ruchu sparaliżowani strachem. Matka przestała zawodzić spojrzała swoimi zapłakanymi oczami prosto na mnie. Nie spodziewałam się usłyszeć tych słów od niej.
- Jeśli jesteś śmiercią, proszę odejdź. Jeśli jesteś boginią, błagam uratuj mojego syna od śmierci. Możesz wziąć wszystko co mam, ale go uratuj! – Błagała cicho łkając. Nie odezwałam się. Podeszłam tylko do kobiety i dotknęłam głowy małego chłopca. Jeszcze żył, ale niewiele życia mu zostało. Wysłałam mu odrobinę swojej energii , a moja dłoń zaczęła świecić. Czułam jak małe życie tego dziecka zaczęło rosnąć w siłę. Otworzył swoje oczy o pięknej błękitnej barwie. Pogłaskałam go po blond włosach i wraz z posłanym mu ciepłym uśmiechem rozpłynęłam się w powietrzu. Zadowolona kontynuowałam swoją podróż, kompletnie nieświadoma, że właśnie stworzyłam potwora.
Ludzie wydawali mi się takimi kruchymi istotami, dożywali średnio trzydziestu lat, nieliczni więcej, inni dużo mniej. Na samym początku nie interesowała mnie ich przyszłość, traktowałam ich raczej jak rozrywkę. Nie zdawałam sobie sprawy, że się do nich przyzwyczaiłam i z czasem, zapragnęłam zamieszkać wśród nich by poczuć te towarzyszące im uczucia. Mijały lata, a ja coraz bardziej chciałam, dołączyć do tych istot. Któregoś pięknego dnia gdy leciałam nad jeziorem, zatrzymałam się na chwile spoglądając na swoje odbicie, tak jak kilka set lat temu. Uśmiechnęłam się i w tafli jeziora pojawił się inny obraz, teraz widziałam obraz dziewczyny o rudych włosach i niebieskich oczach, skórę miała lekko zaróżowioną i delikatną. Weszłam w ten obraz zanurzając się cała w przyjemnej wodzie. Moje skrzydła znikły, a ciało zaczęło przybierać inny kształt. Powoli wynurzyłam się z jeziora, czułam mokre włosy opadające mi na ramiona zerknęłam jeszcze raz w jezioro. Teraz wyglądałam jak człowiek, dotknęłam swojej skóry. Wiedziałam ze w środku nadal jestem sobą, że to jest tylko powłoka, ale cieszyłam się. Wpatrywałam się w swoje turkusowe oczy zlewające się z źrenicami. Z energii zrobiłam sobie biały płaszcz i ubrania. Po czym ruszyłam do najbliższego miasta, Troi.


_______________________________
Najprawdopodobniej część druga pojawi się jutro. A to, to tylko taki wstęp pisany na szybko.
  • awatar Perfekcyjna niedoskonałość: Ajj :) Haha, fajnie by było :D Później przeczytam ^^
  • awatar misao245: Czytając to wpadłam w lekką depresję. Masz taki dar pisania o jakim zawsze marzyłam. Moja historyjka wypada przy tobie beznadziejnie :)
  • awatar G BiR: cóż tu powiedzieć. Nie chcę się znowu powtarzać jakie jest to świetne. Czekać tylko na więcej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Egipt około 1650 lat p.n.e.

Rozdział 1
Przebudzenie się było niczym umierająca gwiazda, z jednej strony piękna, a z drugiej śmiertelnie niebezpieczna i powodująca rozczarowanie swoją słabością. Rozdarta między snem, a jawą powoli odzyskiwałam świadomość i czucie. Zmysły uśpione na tak długi czas, zaczęły się wyostrzać i wracać do normalności. Najpierw odzyskałam słuch, co spowodowało, że każda najmniejsza wibracja mnie drażniła. Byłam pewna, że odzyskałam zdolność ruchu, mimo to nie byłam wstanie nawet drgnąć, bo moje ciało napotykało twardy opór- skałę. Gruba skorupa, powodowała chęć wydostania się za wszelką cenę.
Zaczerpnęłam odrobiny energii, na co moja skóra zareagowała światłem. Błękitna poświata stawała się coraz intensywniejsza. Otaczająca mnie skorupa zaczęła drgać, by w następnej chwili pękać. Skała rozpadała się w coraz mniejsze fragmenty, zmieniając się w pył. To samo działo się z każdym następnym metrem w moim pobliżu. Destrukcyjna energia niszczyła wszystko, nawet napotkane minerały takie jak diamenty czy korund. Śmiercionośne światło zamieniło się w wybuch tworząc mały krater. Zebrałam pozostałości energii zamieniając olbrzymi ogon, w dwie wygodne kończyny, nogi. Wstając z skały dokładnie się rozejrzałam.
Stałam w kominie wulkanu, skierowałam mój wzrok w górę i ujrzałam przepiękne błękitne niebo bez gwiazd, nie było widać kosmosu. Poczułam się dziwnie, tak jakby gdzieś głęboko we mnie coś zabiło szybciej, co było nie możliwe, gdyż nie miałam żadnych organów. Funkcjonowałam jedynie dzięki energii, więc czemu widok nieba tak na mnie działał? Czemu sprawił, że chciałabym na nie spoglądać non stop? Czemu coś, co nie było dla mnie „pokarmem” wzbudziło mój zachwyt? Wtedy nie wiedziałam, że nic się nie dzieję bez powodu. Zrobiłam krok do przodu wyciągając dłoń w stronę wszechobecnego błękitu. Podłoże, na którym stałam zatrzęsło się, a skorupa zaczęła pękać, spod płyt wylatywał czary pył. Kamienne płyty powoli zostawały pożerane przez pokazującą się lawę. Temperatura gwałtownie wzrosła, a magma zaczęła falować niczym morze w czasie sztormu.
Chmury dymu powoli wznosiły się ku górze zasłaniając mi widok nieba. Bez namysłu uformowałam na moich ramionach olbrzymie skrzydła złożone z samej skóry. Nie minęła chwila, gdy wzbiłam się w powietrze. Przecinałam powietrze i pył uparcie dążąc do nieba, które całkowicie pochłonęło mój umysł. Za mną uparcie pięła się wrząca magma plując dymem i kamieniami. Nie przejmowałam się tym, ponieważ wszystko, co mnie dotknęło przestawało istnieć, spalając się doszczętnie. Po wydostaniu się z otaczającego mnie pyłu, swój wzrok skierowałam w stronę licznych krzyków i wrzasków. Pod wulkanem było umiejscowione miasto. Mój słuch był na skraju wytrzymałości, chciałam by to wszystko ucichło.
Puściłam się z ogromną prędkością w stronę nieszczęsnego miasta. Na domy i drogi spadały ogniste kule i pył wypluwane przez wulkan. Wśród tego chaosu biegały istoty inne od wszystkich, jakie w życiu spotkałam. Dwunożne organizmy bez sierści i nieliczną ilością włosów występującą tylko na głowie. Mające na sobie jedynie dziwne materiały. Wyglądali na inteligentnych i… zrozpaczonych. Miałam ich dość. Wtedy stało się coś, co zesłało na to miasto wieczną ciszę. Z ogromnego wulkanu zwanego Thirą wylała się zabójcza fala popiołów, pogrążając Akrotiri w niemym krzyku dwadzieścia metrów pod pyłem. Nikt nie miał prawa tego przeżyć. Spoglądałam beznamiętne na te umierające istoty, nic nie czułam patrząc na kolejny koniec. Nie miałam potrzeby im pomagać, choć byłam wstanie. Podczas gdy ja wpatrywałam się w niegdyś miasto, a teraz dwudziestometrową powierzchnię pyłów, niebo zostawało zasłaniane przez dym. Moje ciało zareagowało natychmiast, po pogrążeniu przez cień.
Podążałam ślepo przed siebie, gnając za niebem. Z ogromną prędkością ruszyłam w stronę otaczającej wyspę, wody. Dopiero, gdy wulkan zniknął mi z oczu zwolniłam, czułam się cudownie nade mną jak i pode mną rozciągało się niebo. Spoglądałam w tafle wody i widziałam swoje odbicie. Obniżyłam lot delikatnie dotykając jej powierzchni, tym samym niszcząc odbicie istoty o przezroczystej skórze, z błękitnym wnętrzem. Istotę, która miała ogromne skrzydła, a coś na kształt włosów powiewało na wietrze. Uszy wyglądały jak szpiczaste płetwy ryb, a oczy bez wyrazu i koloru wpatrywały się we mnie swoimi białkami bez źrenic i tęczówek. Swoją długą ręką uderzyłam w powierzchnie całkowicie zniekształcając obraz, przyśpieszyłam. Jedyna rzecz, której byłam pewna to, że jestem kobietą, co potwierdzały spore piersi. Nie miała pojęcia gdzie lecę, chciałam tylko czuć ten wiatr we „włosach”.
W kosmosie nigdy nie zaznałam tej przyjemności z prędkości podczas lotu. Skrzydła sprawowały się wyśmienicie a ja nie zwracałam uwagi na mijający czas. Zatraciłam się tej prędkości. Po jakimś czasie otaczający krajobraz zaczął się zmieniać. Wszech obecną wodę, zastąpiły najpierw piaszczyste plaże z palmami, następnie łąki z wypaloną nie gdzie trawą. Potem wszystko jakby umarło pojawiły się złote pustynie, a temperatura wyraźnie wzrosła. Niby martwe, niby opustoszałe tereny, miały w sobie coś niezwykłego, tak naprawdę były pełne życia, wystarczyła kropla wody by je obudzić. Leciałam dalej, aż natknęłam się na dziwną rzekę, zatrzymałam się nabrałam w dłonie krwisto czerwoną wodę, pełną kwitnących, mikroskopijnych glonów zabierających z wody tlen i barwiąc wodę. Na powierzchni rzeki dryfowały martwe ciała, zdechłych ryb. Zaciekawiona podążyłam w głąb lądu za wstęgą „krwawej” rzeki.
Nie musiałam daleko lecieć, by natrafić na wielkie miasto składających się z piramid i świątyń, na pierwszy rzut oka było cudowne, ukryte wśród pisku i traw. Nagle z rzeki zaczęły wychodzić ogromne ilości żab, uciekających z zatrutej wody. Skierowały się na miasto, powodując przerażone krzyki mieszkańców. Z chęcią weszłabym tam i pozwiedzała tą intrygującą cywilizację, ale coś mnie powstrzymało, co to było nie mam pojęcia. Wzbiłam się w powietrze mocnymi derze nimi skrzydeł. Latałam nad budynkami, spoglądając na plagę żab, była istotnie interesująca, nadawałaby się do kabaretu.
Czas mijał, a słońce chyliło się ku zachodowi. Wtedy sceneria miasta się zmieniła, do żab dołączyła wielka chmura komarów, małych istot żywiących się krwią. Nie dawały żyć mieszkańcom, kąsając ich ciała i na pamiątkę zostawiając uciążliwe, swędzące bąble. Oczywiście mnie nie miały zamiaru zostawić i pozwolić się biernie przyglądać ich ucztom. Niestety nie miały pojęcia, że ja nie jestem jadalna. Każdy, który dotknął mojej skóry, zmieniał się w pył. Zapadła noc, a na niebie pojawił się wielki srebrny księżyc, oświetlający przerażone miasto. Jego blask pochłonął mnie całkowicie, a niebo odsłaniało mi tak znany widok. Świecące gwiazdy przypominały mi lata spędzone wśród nich, w samotności. Zatraciłam się w tym niebie i wspomnieniach. Wodził nieświadomie wzrokiem za poruszającym się księżycem.
Czas biegł szybko i zanim się obejrzałam mój piękny księżyc zniknął. Na horyzoncie pojawiła się cienka kreska pomarańczowego światła, mój wzrok spoczął na pojawiającym się słońcu, lecz tylko na moment. Przypomniałam sobie o mieście. Drobi były zaścielone zwłokami zdechłych żab. W powietrzu unosił się odór rozkładu, a w powietrzu latały zadowolone chmary much osiadających na ciałach martwych zwierząt jak i na żywym bydle, które się nieopodal pasło. Mieszkańcy nie chcieli wychodzić z domu, by nie narazić się na gryzące muchy. Nie rozumieli, dlaczego to ich spotyka. Zaczęło mi się nudzić patrzenie na tą żałosną cywilizację z góry.
Postanowiłam się przyjrzeć z bliska jak i plagom, jak i mieszkańcom. Zeszłam na powierzchnię i wraz z dotknięciem jej rozpłynęłam się w powietrzu. Stałam się ledwo widzialna. Powoli wkroczyłam do miasta, na które spadło następne nieszczęście, bydło pozdychało przez choroby sprowadzone przez komary i muchy. Potem i ich dopadły choroby zwane wrzodami. Mieszkańcy byli jak ślepi nie zauważali mnie, mogłam stać toż kolo nich, a oni nawet mnie nie zauważyli, nie wyczuli. Z wyglądu przypominali mnie, ale mieli skórę kremową, zasłaniającą w pełni zbudowane ciało. Oni byli z krwi i kości, ja byłam esencją, która dowolnie mogła zmieniać swój kształt. Ludzie, to właśnie o nich mowa, najpierw wydali mi się słabi, ale z biegiem czasu, jaki z nimi spędziłam odwiedzałam się, że ich największą bronią jest rozum, który doprowadził ich do władzy nad światem, jak i licznych upadków.
Kolejny dzień chylił się ku końcowi i nic nie zapowiadało dalszych katastrof, nic bardziej mylnego, jeszcze tego wieczora na miasto spadł grad. Kule lodu wielkości pięści, spadały na nieprzygotowane miasto. Błyskawice cięły niebo, a ja? A ja stałam na środku placu i się śmiałam pierwszy rac w życiu. Kręciłam się wokół własnej osi, wpatrując się w chmury sypiące gradem, który przelatywał przeze mnie na wylot rozpuszczał się po drodze. By być niewidzialnym musiałam moją skórę zminimalizować do minimum. Grad wyglądał jak spadające gwiazdy. A jeden piorun uderzył w łąkę powodując jej zapalenie. Wybuchowa mieszanka. Zanim się obejrzałam, burza się skończyła w raz w wzejściem słońca, niosąc kolejne nieszczęście, szarańcze. Kolonie liczące tysiące, pożerających wszystko, co się da, osobników przeczesały miasto.
Zasłoniły miasto powodując egipskie ciemności trwające parę godzin, gdy chorda szarańczy opuściła miasto, zostawiła po sobie ogromne spustoszenia. Miasto nie wyglądało już jak dawniej, niegdyś budzące respekt, zamieniło się w miejsce walczące o przetrwanie. Zawodzący ludzie, pogrążyli się w rozpaczy i biedzie. Czas mijał i wszyscy ratowali, co się dało, robiąc największy błąd, jaki mogli popełnić. Spowodowali zbrodnie, która nie powinna się wydarzyć. Przez swoją tradycję nakarmili dużą ilością spleśniałego pożywienia swoje pierworodne dzieci, co doprowadziło do ich śmierci, kolejne ofiary, kolejna fala smutku i rozpaczy. Postanowiłam odejść, by nie patrzeć więcej na tych słabych ludzi, którzy nie byli w stanie nic zrobić. Udałam się w dalszą podróż poprzez czas i cywilizację, by dalej odkrywać te nieznane mi odtąd uczucia. Uczucia, które nie brały się znikąd, uczucia przywiązane do Ziemi.

______________________________________
Jak będę miała czas to jutro trochę opisze to opowiadanie i może troszeczkę poprawie? Nie jestem z niego zadowolona, ale cóż od czegoś trzeba zacząć.
  • awatar Diabolina: jejku, ale to piękne :) z takim talentem to książki można pisać :* zajrzyj do mnie
  • awatar Lisa Angels: Jednak udało się wcześniej.
  • awatar Lisa Angels: Aj nie będę ci spolerować by nie psuć niespodzianki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (23) ›
 

 
  • awatar Gold thought.: firsthand.pinger.pl/ zajrzyj, powstał dopiero trzeci rozdział opowiadania o...Jeśli chcesz się dowiedzieć o czym spójrz w okienko: ''motto''.
  • awatar niemogespac: kocham anime :) wbijaj do mnie ;3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jedne z pierwszych Anime jakie przeczytałam. Kocham je! Jakoś tak działa na mnie.A do tego ten opening.
 

 
Co tu dużo mówić to jest manga którą polubiły by Seiti, Ren i Emiko. (Dla osób szukających mocnych wrażeń)
  • awatar Nieposkromiona Dziewczyna: Hmmm...Arigato właśnie brakowało mi takich przeżyć !!! :) Przeczytam na pewno !!!
  • awatar Seiti: Czekaj czekaj bo mi się już mangi mylą, czy ja tego swojego czasu nie czytałam? O to jest pytanie.
  • awatar Szkic do współczesnego obrazu: haha jasne że bym polubiła :D jakby było inaczej nie miałabym jej na mojej liście mang i ne czekała na nowe rozdziały :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
No bo kto nie lubi naszej Koyoko i Rena! Gdyby nie ta manga nie poznałabym tylu wspaniałych ludzi(Emiko, Ren i Seiti od której zaczełam).
  • awatar Nieposkromiona Dziewczyna: haha...wielkie dzięki !!! Ren musisz zrobić zdjęcie przypince i wstawić na pinga !!! Szkoda,że mnie tam nie było no !!! :* Kyoko i Ren <3 Ach...*rozmarzenie*
  • awatar Seiti: Przepraszam mam krwotok od fanservisu
  • awatar Szkic do współczesnego obrazu: jeee a ja mam przypinkę z Renem !!!! na konwencie kupiłam sobie :D szkoda tylko ze z Kyoko nie było :C
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dobranoc
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zapraszam do posłuchania kilku utworów z kilku utworów anime oraz moja ulubiona scena z mangi.
i
  • awatar Lisa Angels: Kocham Pandore za jej klimat.
  • awatar Nieposkromiona Dziewczyna: Mój telefon się teraz ciągle zacina przez to,że jest zapełniony openingami i edingami ale suuuuuuuuuuuuuuper !!! Bo czuję,że jestem z tobą dzięki tym piosenkom. PS znam tą mangę ale nie mogę sobie przypomnieć jak się nazywa...patrzę i patrzę ale nie mogę sobie przypomnieć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
I obiecana niespodzianka dla Emiko
i...
Dzisiaj wyszła nowa książka!
>
  • awatar Nieposkromiona Dziewczyna: Kupiłam sobie wczoraj "Przysięgę smoka" Zajebista chociaż chuda :( I robią się dalsze części...^-^
  • awatar Nieposkromiona Dziewczyna: Ja sobie chowam w biurku i wiem gdzie są. Jeszcze mi się nie zdarzyło żeby zgubić książkę.Chociaż...Swoje ciągle gubię.Pech na maksa ^-^
  • awatar Lisa Angels: ja zawsze kładę na wierzchu i mówię wszystkim domownikom gdzie położyłam by potem nie zapomnieć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Dobra dzisiaj coś specjalnego! Przedstawiam wam moje ulubione mangi i anime:
1. Pandora Hearts
2. Skip Beat
3. Watashi ni XX Shinasai! (manga)
4. D.N.Angel
5. Kamisama Hajimemashita
6. Amnesia(anime)

Tyle na dzisiaj, biorę się za pisanie pamiętnika Apokalipsy. O mały włos zapomniałabym, będę wstawiać najfajniejsze utwory niektórych z nich jak wyczerpie pomysły to dodam kolejną szóstkę. I dzisiaj niespodzianka dla mojej Emiko
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Uwielbiam tą piosenkę, szczególnie początek.
  • awatar Nieposkromiona Dziewczyna: Seiti a jak się nazywała ta piosenka ?
  • awatar Seiti: pioseneczka fajna, choć brakuje mi starego LP. Raz szukałam jakiś amv o yaoi i trafiłam na piosenkę, której tekst mnie sparaliżował... myślałam, że ja jestem zboczona, ale tamten zespół mnie pobił na głowę. O.O
  • awatar Nieposkromiona Dziewczyna: Dziś właśnie ta piosenka nie mogła mi wyjść z głowy !!! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Podobają mi się te muchomorki chyba takie sobie zaraz zrobię.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
A to moje bazgroły:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

Nigdy nie zastanawiałam się nad czasem, nie miał dla mnie najmniejszego znaczenia, nie obchodziło mnie czy minęła właśnie minuta, czy może rok. Podejrzewam, że to dlatego, że zawsze byłam sama i nie miałam z kim dzielić czasu. Nigdy bym nawet nie pomyślała, że będę go kiedyś chciała zatrzymać lub cofnąć. Chociaż… Jak teraz się zastanowię to w przeszłości dużo nie myślałam. Interesowała mnie tylko jedna rzecz, a mianowicie – niszczenie planet w celu pozyskania z nich energii niezbędnej mi do życia.
Wiecznie sama, nieśmiertelna, bez sumienia i uczuć, przemierzałam galaktykę patrząc na rozwijające się planety i ich upadki. Spoglądałam na gaśniecie i powstawanie nowych gwiazd. Byłam istotą zrodzoną z najczystszej energii powstałej w wybuchu super nowej. Istotą bez ciała i duszy, maszyną do niszczenia i gromadzenia energii, z której sama się składałam. Niszczyłam by żyć, żyłam by niszczyć. Nie posiadałam czegoś takiego jak dusza, więc nie miałam też sumienia.
Po miliardach lat wędrówki dotarłam do ciekawej gwiazdy, zwanej Słońcem, w jego układ wchodziły cztery planety i pięć gigantów gazowych interesująca była trzecia planeta od Słońca, o błękitnej barwie. Czułam od niej niesamowity zasób energii, by ją pozyskać musiałam zejść na jej powierzchnie. Schodząc do atmosfery widziałam wielki zielony teren otoczony wodą. Miałam nadzieję na jak mniej inwazyjną wizytę, co się nie udało. Nabierałam ogromnej prędkości, aż przybrałam postać ogromnej, ognistej kuli, która wbiła się w ocean. Padałam na dno, niespokojna woda zaczęła tworzyć gigantyczne fale. Doskonale czułam wzywającą mnie energię.
Płynęłam na dno, a moje eteryczne ciało zaczęło świecić w głębinach. Spojrzałam na moje długie ręce zakończone dłońmi przypominającymi płetwy połączone z palcami. Przezroczysta skóra ukazywała moje wnętrze złożone z biało- niebieskiej energii. Byłam wstanie zmienić swój wygląd przez ułożenie skóry. Delikatnie zmieniłam swoje dolne kończyny w sprawny ogon i zaczęłam przeczesywać dno szukając źródła wyczuwalnej mocy. Bezskutecznie. Wiedziałam, że jestem blisko, a nie mogłam się do tego dostać. Zdawałam sobie sprawę, że to czego szukam jest w stanie zniszczyć jedna trzecią galaktyki, więc nie mogłam sobie pozwolić na zniszczenie planety, dopóki tego nie zdobędę.
Dotarłam do podwodnego wulkanu przez, który zaczęłam kierować się do jądra. Gorąca magma była dla mnie niegroźna, była wręcz relaksująca, czułam się jak w chłodnej gwieździe. Wejście do jądra planety nie było proste, musiałam uważać na ostre minerały, by nie naruszyć planety. Potrafię sobie wyobrazić reakcję, któregoś z promieniotwórczych minerałów z moją esencją, czy choćby skórą… wyszedłby taki jeden wybuch, lub coś nowego i niebezpiecznego.
Zawsze uważałam, ze energia potrafi tworzyć piękne rzeczy, np. jądro planety zawsze jest okalane pięknymi minerałami. Źródłem każdego ciała niebieskiego jest sam środek jądra. Przy odpowiedniej pomocy można nadać tej sile kształt. Wysłałam fragment mojej esencji, tworząc coś na kształt mojej skóry. Zaczęłam formować jądro, które zaczęło przypominać kwiat, już miałam sięgnąć po zdobycz, gdy powłoka zaczęła pękać. Wtedy to ujrzałam w jadrze błękitnej planety było tysiące maleńkich kryształów, które były w stanie każdy z osobna stworzyć czarną dziurę. Siła uwolnienia tak ogromnej energii naruszyła moją esencję, nie byłam w stanie nic zrobić, byłam zmuszona się wycofać. Zaczęłam tracić siły. Mój umysł zapadł w hibernację, by naprawić uszkodzenia. Jeszcze wtedy nie interesowała mnie sytuacja na powierzchni. Nie przypuszczałam, że moje przybycie, doprowadzi do rozwoju bardzo ciekawej istoty: człowieka.


  • awatar milczący: Interesujące bardzo.
  • awatar Seiti: Początek przypomina mi "Srebrnego Surfera" :D Ciekawe, ciekawe... teraz będę zachodzić w głowę jak powstanie człowiek.
  • awatar Nijixi: Zapowiada się niesamowicie ciekawie, czekam na ciąg dalszy, pozdrawiam ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Coś o Anime.
 

 
To kawałek przez który zajrzałam do bleach
  • awatar Seiti: Ubóstwiam Bleach'a... a już w szczególności fanfiction z yaoi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witam was w moich skromnych progach. Może zacznę od paru słów o mnie.

Kim jestem?
Nazywam się Klaudia, ale wolę moje przezwisko Lisa.

Co robię i co lubię?
Kocham muzykę, gram na skrzypcach i od jakiegoś czasu(3-4 lat) mam jak to inni określają "świra" na punkcie Mangi i Anime. W wolnym czasie piszę opowiadania i czytam blogi innych ludzi w poszukiwaniu utalentowanych osób o niesamowitej wyobraźni.

Czemu poświęcę tego bloga?
Mam zamiar wstawiać tutaj wszystko co mi się spodoba, będę wylewać na ekran moje myśli i historie mieszkające w mojej głowie.Muzykę, która wpadnie mi w ucho oraz obrazy, które zawróciły mi w głowie.

Jeśli chcesz przeczytać moje główne opowiadanie zapraszam na http://skarlet-roza.blogspot.com
oraz http://most-epic-trio.blogspot.com
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›