• Wpisów:324
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 21:55
  • Licznik odwiedzin:33 087 / 2168 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
zakiraluna
 
livli5
 
Uśmiecha się słysząc moje przezwisko, to szczery, szeroki uśmiech. Chwyta moją dłoń i lekko nią potrząsa, ale kiedy chce ją zabrać nie pozwalam mu na to, tylko lekko ją ściskam, zatrzymując w miejscu, po czym pozwalam splecionym dłoniom opaść między nas. Pochyla się i szepcze prosto do mojego ucha:
- W końcu jesteś moim wodorostem Lauro, a ja mam w zwyczaju dbać o swoje.- Niemal się rozpływam...to już nie brzmi jak obelga, to muzyka dla moich uszu, może tak do mnie mówić przez następne trzy lata. Odsuwa się i głośno dodaje:
-Jestem zaszczycony.- Mocniej ściskam jego dłoń i znowu zadzieram głowę.
-Nie Feliks...-Kręcę głową z uśmiechem, po czym staję na palcach i całuję go lekko w policzek, po czym przesuwam się do jego ucha.- To ja jestem zaszczycona...
KONIEC
_________________________________________________________
Tak kończy się nasze pierwsze wspólne opowiadanie tu też kończy się historia Laury i Feliksa...mamy nadzieję, że czytanie sprawiło Wam conajmniej tyle radości, ile my miałyśmy podczas pisania!
Zakira Luna & Lisa Angels
  • awatar SallyLou: No dobra, muszę przyznać, ze byłam strasznie do tyłu, ale nadrobiłam. Swoją drogą takie opowiadania najlepiej czyta się na raz. Cała ta rywalizacja była doskonale przemyślana, aż muszę zadać pytanie, czy konsultowałyście się między sobą podczas pisania poszczególnych części? Piekielna ciekawość :D Bo naprawdę takiego zgrania przy pisaniu tylko pogratulować. Zakochałam się w tej dwójce, bo te charaktery są naprawdę nietuzinkowe. Niemal do samego końca sprzeczali się, ale... Tak, razem! Ostatnia część rozwiała wszystkie moje wątpliwości. A się łezka w oku zakręciła ze wzruszenia. Aż szkoda, że to koniec. Pozostaje mi mieć nadzieję, że to nie jedyne takie opowiadanie, jakie będę mogła przeczytać :D
  • awatar Seiti: No może w końcu nadrobię, bo już się zgubiłam...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

livli5
 
zakiraluna
 
- Feliks! - Na dzwięk własnego imienia odwracam się zaskoczony. Czego ona jeszcze chce?
-Mam lepszy pomysł.- Mówi mi prosto w oczy.
- Wiem, że to kompletne szaleństwo- ściszam głos, by tylko on mnie słyszał.- Ale może...-Zbieram się.- Może...moglibyśmy rządzić tą szkołą razem?- Uśmiecha się i wyciąga do mnie otwartą dłoń, w zapraszająco-pojednawszym geście, jakbyśmy mieli ubić jakiś interes.- I co ty na to? Myślisz że mógłbyś się przekonać do wodorosta?
Słysząc to przezwisko uśmiecham się czemu nie? Chwytam jej dłoń i lekko potrząsam. Następnie odpowiadam szeptem do jej ucha.
- W końcu jesteś moim wodorostem Lauro, a ja mam w zwyczaju dbać o swoje. - szepczę, następnie odsuwam się i już głośno dodaję. - Jestem zaszczycony.
 

zakiraluna
 
livli5
 
- Panie dyrektorze, jak przed chwilą wspomniałem zrzekam się posady Przewodniczącego.- Słucham, nie wierząc własnym uszom. Halo, co on robi? Nie jestem w stanie wydobyć głosu, ani tym bardziej zrobić kroku w jego stronę...No i co teraz? Szczęka opada mi od następnych słów dyrektora: ,,Skoro tak, nowym przewodniczącym zostanie Laura, w końcu ona pierwsza miała w rękach klucz" Co? Nie! Ja nie chcę! Posyłam Feliksowi spojrzenie mówiące: Zrób coś! Zrób coś! Ale on tylko uśmiecha się do mnie i kieruje ku wyjściu. O nie, co to to nie!
-Feliks!- Wołam w momencie w którym zdążył mnie już wyminąć bez słowa. Odwraca się i patrzy na mnie zdziwiony, a ja podchodzę do niego i zadzieram głowę, by móc spojrzeć mu prosto w oczy.
-Mam lepszy pomysł.- Oświadczam badając jego reakcję.
- Wiem, że to kompletne szaleństwo- ściszam głos, by tylko on mnie słyszał.- Ale może...-Zbieram się.- Może...moglibyśmy rządzić tą szkołą razem?- Uśmiecham się i wyciągam do niego otwartą dłoń, w zapraszająco-pojednawszym geście, jakbyśmy mieli ubić jakiś interes.- I co ty na to? Myślisz że mógłbyś się przekonać do wodorosta?- Celowo użyłam przezwiska które mi nadał i wstrzymuję oddech czekając na jego reakcję, podczas gdy Amon spokojnie ociera mi się o nogi.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Podchodzę do dyrektora i z całą powagą człowieka, który za chwile skażę się porażkę na własne życzenie. Coś czuję, że chłopaki nie puszczą mi tego płazem. I dla kogo to? Dla wodorosta, który nigdy nic nie rozumie.
- Panie dyrektorze, jak przed chwilą wspomniałem zrzekam się posady Przewodniczącego.- stwierdzam pewnym siebie głosem. Przeklinając swoją osobę za impulsywność. Gdzieś na skraju umysł u słyszałem krzyk bym się zamkną. Ale było już za późno. Klamka zapadła, czułem jak wszystkich zamurowało i w tłumie zaczynają się przekleństwa i wyzwiska pod moim adresem. Brawo Feliks. Nalatałeś się jak mały samolocik rozwiązując te wszystkie pokręcone zagadki. Nabawiłeś się siniaków i nerwów na całe życie, a sam się wszystkiego wyrzekłeś. Wzdycham gdy dyrektor mocno zdenerwowany ogłosił Laure zwycięscą, bo to ona dotknęła pierwsza klucza. Uśmiechnąłem się. Ona przynajmniej będzie lepszym Przewodniczącym, a jak nie to już się postaram by wzięła się do roboty. Skierowałem się ku wyjściu.
 

zakiraluna
 
livli5
 
- A kto by chciał tej cholernej posady?!- Wrzeszczy na mnie.
Czy ty zawsze musisz stwarzać sobie błędne mniemanie, że nie ma ludzi bezinteresownych? Myślisz, że nie potrafię walczyć uczciwie? Że miałbym satysfakcje z wygranej po nieczystych zagaraniach? Otóż posiadam dumę i współczucie! naprawdę nie chciałem tego wypadku w bibliotece. Myślisz, że nie mam nic innego do roboty jak rozwalać szkołę?! Czy ty jesteś taka tępa czy tylko udajesz?- I to niby ja za dużo gadam! Jest tak przekonujący że prawie mu wierzę...
za sobą słyszę buczenie i rosnacy wyraz niezadowolenia. - Zamknąć się- Krzyczy do nich i ku mojemu zdziwieniu tłum rzeczywiście cichnie...a to ci dopiero. Nagle podnosi dłoń i delikatnie ociera zbłąkane łzy z mojego policzka. Serce zaczyna mi bić szybciej, co ja mam z tym wszystkim zrobić do cholery?!
- Masz piękne oczy wiesz?- Szepcze tak, że tylko ja słyszę. Ha! No to jesteśmy kwita...Kiedy tak pochyla się na de mną, to stwierdzam, że mogłabym powiedzieć mu to samo...już nawet otwieram usta, by mu to powiedzieć, ale on nagle odwraca się i idzie w stronę dyrektora. Co on chce zrobić?
 

livli5
 
zakiraluna
 
Ładne przedstawienie.- Mówi cicho przez zaciśnięte zęby. Muszę wytężyć słuch by zrozumieć co znaczenie słów.
-Nazywasz mnie tchórzem?- Jej głos, chociaż wciąż się załamuje nabiera energii i głośności.- To ty nim jesteś! Przez ciebie zrezygnowałam! Od samego początku robiłeś wszystko żeby mnie upokorzyć od biblioteki po tę twoją koszulę!- Zdzieram z siebie moje okrycie i rzuca mi z wyrzutem. Nie daje mi dojść do słowa.
- Miałeś przy tym tyle perfidii, że urządziłeś wszystko tak, by wyglądało że mi pomagasz!-Oskarża mnie dźgając w odsłonięte ramię. Serio tak myśli?! Czy ona musi się zawsze doszukiwać w czynach innych drugiego ( nieistniejącego) dna.
-Nie dbasz o nic oprócz siebie, ten przeklęty klucz to dla ciebie kwestia życia i śmierci, podobnie jak upokorzenie mnie czyż nie?- Wściekła rozkłada szeroko ręce.
-Rozejrzyj się!- Drze się na całe gardło- Pewnie w duchu skaczesz teraz do góry ale cynizm i perfidia każą ci udawać szlachetnego!A zresztą, rób co chcesz, panie Przewodniczący!- tego było już za wiele.
- A kto by chciał tej cholernej posady?! - Krzyczę wytrącony z równowagi. - Czy ty zawsze musisz stwarzać sobie błędne mniemanie, że nie ma ludzi bezinteresownych? Myślisz, że nie potrafię walczyć uczciwie? Że miałbym satysfakcje z wygranej po nieczystych zagaraniach? Otóż posiadam dumę i współczucie! naprawdę nie chciałem tego wypadku w bibliotece. Myślisz, że nie mam nic innego do roboty jak rozwalać szkołę?! Czy ty jesteś taka tępa czy tylko udajesz? - za sobą słyszę buczenie i rosnacy wyraz niezadowolenia. - Zamknąć się- , wrzeszczę na nich, a wszystko ucicha. Z powrotem patrzę jej prosto w oczy. Dopiero teraz zdaje sobie sprawę, że jej oczy są czerwone od łez. Odruchowo podnoszę rękę i ocieram jej policzek, nie spuszczając z jej oczu wzroku. Nachylam się. - Masz piękne oczy wiesz? - szepczę, tak byśmy słyszeli to tylko my i podchodzę do dyrektora. za chwilę złożę rezygnację. Nie mam zamiaru ciągnąć dalej tej szopki.
 

zakiraluna
 
livli5
 
Wyszłam już z fontanny i stoję odwrócona z zamiarem udania się do swojego pokoju, kiedy zatrzymuje mnie głos nowego przewodniczącego...no dalej, dobij mnie-myślę i odwracam się w jego stronę.
-Cholero jedna, wracaj tu i walcz jak na ciebie przystało!- Jasne, zwyzywaj mnie jeszcze...patrzę mu hardo w oczy i ponownie kręcę głową.
-Poddajesz się? A co z pogróżkami z dzisiaj rana?! Gdzie podziała się ta dumna, nieugięta Laura, która zawsze wygrywa?-Wciągam mocno powietrze. Ależ się wpienił..ale nic nie zrozumiał. Po policzkach spływają mi łzy, dobrze że jestem całą mokra, przynajmniej tego nie widać...mam nadzieję. Gdzie się podziała? stłamsiłeś ją...Nagle Feliks zamachuje się i rzuca kluczem prosto w przejrzystą wodę, totalnie mnie zaskakując. Zbliżam się do niego, stoimy twarzą w twarz.
- Nie przyjmuję takiej wygranej, z tchórzem!-Nie przyjmuje wygranej? W co on sobie pogrywa? Wykrzykuję. Jak może mi to robić? Przy tych wszystkich ludziach? Nie mogę tego znieść!
-Ładne przedstawienie.- Mówię cicho przez zaciśnięte zęby. -Nazywasz mnie tchórzem?- Mój głos, chociaż wciąż się załamuje nabiera energii i głośności.- To ty nim jesteś! Przez ciebie zrezygnowałam! Od samego początku robiłeś wszystko żeby mnie upokorzyć od biblioteki po tę twoją koszulę!- Zdzieram z siebie jego okrycie i rzucam mu z wyrzutem, tłum znów wiwatuję, słyszę za sobą głośne gwizdy- Miałeś przy tym tyle perfidii, że urządziłeś wszystko tak, by wyglądało że mi pomagasz!-Oskarżam coraz głośniej, jednocześnie palcem wskazującym dźgając go w odsłonięte ramię.-Nie dbasz o nic oprócz siebie, ten przeklęty klucz to dla ciebie kwestia życia i śmierci, podobnie jak upokorzenie mnie czyż nie?- Niemal toczę pianę i rozkładam szeroko ręce.
-Rozejrzyj się!- Teraz już drę się na całe gardło, zupełnie tracąc nad sobą kontrolę- Pewnie w duchu skaczesz teraz do góry ale cynizm i perfidia każą ci udawać szlachetnego!A zresztą, rób co chcesz, panie Przewodniczący!- OStatnie słowo mówię jak obelgę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

livli5
 
zakiraluna
 
Już się odwracam, by opuścić pomieszczenie i zaszyć się w czeluściach własnego pokoju, byleby tylko uniknąć spojrzeń pełnych rozczarowania moją porażką. Nawet nie chcę patrzeć na Laure. Znów się zbłaźniłem. Przecież ona nie potrafi nawet okazać wdzięczności za pomoc. Jestem idiotą, gdy chcę już wyjść pod nogami błyska mi zamazany złoty przedmiot. To szansa, by wygrać to sprawiedliwie. Padam na kolana i wraz z Laurą ganiamy niesforny klucz. Przy okazji przeszkadzając sobie na wzajem. Wystarczyła chwila jej nie uwagi, by nagroda wpadła w moje ręce.
-Ty...zrobiłeś to specjalnie!- nagle słyszę i z wrażenia, omal nie wypuszczam klucza. Wygląda jakby za chwilę miała się rozpłakać. O czym znowu ona mów?! Że co, ze wyłowiłem, klucz kiedy się zamyśliła, że podałem jej koszulę? Że sam z niego zrezygnowałem? A może, że zmoczyłem jej koszulkę? Cholera wie co ma znowu na myśli.
-Zadowolony? Wygrałeś!Weź sobie ten klucz...-Kręci głową, jej broda lekko drży, a oczy czerwienieją - Ja już go nie chcę...- Bosz! I co ja mam począć?! Czy ona zawsze musi taka być?!
- Cholero jedna, wracaj tu i walcz jak na ciebie przystało! - co ja gadam... ale było, już za późno. Moje usta nie chciały się zamknąć... -
Poddajesz się? A co z pogróżkami z dzisiaj rana?! Gdzie podziała się ta dumna, nieugięta Laura, która zawsze wygrywa? - wpieniłem się totalnie i st5rzeliłem złotym kluczem o wodę. - Nie przyjmuję takiej wygranej, z tchórzem!
 

zakiraluna
 
livli5
 
Zapieram się rękami i nogami, nawet nie zwracam uwagi na śmiechy zebranych dookoła ludzi...nagle Feliks puszcza klucz, a ja gwałtownie upadam do tyłu, rozlewając wodę wszędzie dookoła. Klucz gdzieś mi upadł, rozglądam się za nim spanikowana, kiedy nagle coś rozprasza moją uwagę: Feliks patrzy na mnie z nienawiścią po czym...zaczyna ściągać koszulę! A ten co, do reszty zwariował? Bawi się w nudystę? Kiedy jest już do połowy nagi, rzuca mi swoją koszulę, a ja łapię ją odruchowo i wciąż patrzę na niego jak na idiotę. On, cały czerwony wskazuje gestem na mój biustonosz..patrzę w dół i moja twarz nabiera koloru stanika. Cholera! Wszystko mi prześwituje! To dlatego tak się śmieją! Zadziwiając samą siebie momentalnie naciągam na siebie czarną koszulę Feliksa-lepsze to niż świecenie czerwonym biustonoszem! Nagle Feliks upada na kolana, dopiero po chwili orientuję się, że klucz nieco odpłynął, również rzucam się na kolana i staram się dosięgnąć go jako pierwsza...Klęczymy twarzami do siebie, rękami młócąc wodę przed sobą,. Nagle wszystko do mnie dociera i zamieram.
-Ty...zrobiłeś to specjalnie!-Krzyczę do Feliksa, który z triumfującym wyrazem twarzy unosi w górę rękę z kluczem przewodniczącego.
Czas stanął w miejscu. Rozglądam się i widzę wrzeszczące tłumy, woda tryska dookoła, a my jesteśmy niczym dwa psy walczące ze sobą w cyrku. Chodzimy na sznurkach. Staliśmy się tylko tanią rozrywką, niczym więcej. Nie chcę tego. Nie chcę wygrywać czy przegrywać w ten sposób.W oczach stają mi łzy, mam dość tego całego upokorzenia.
-Zadowolony? Wygrałeś!Weź sobie ten klucz...-Kręcę głową i przyglądam się Feliksowi, broda lekko mi drży- Ja już go nie chcę...- poprawiam koszulę i powoli, ze spuszczoną głową zamierzam wyjść z tej cholernej fontanny.
Trudno. Przerosło mnie to wszytko.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Gdy przeszukuje środkową misę moja dłoń natrafia na metalowy przedmiot, który wyszarpuje z okrzykiem triumfu, a raczej próbuje, bo caś trzyma go z drugiej strony. Przyglądam się mojej przeszkodzie do chwały. I zamieram w pół ruchu. wytrzeszczam gały i momentalnie robię się cały czerwony. Rozglądam się po wiwatującym tłumie i zauważam, że nie tylko ja widzę to co widzę. W mojej głowie rozpętuje się wojna. Nie chcę wygrać w ten sposób. Gdy Laura szarpie po raz kolejny. puszczam klucz i zdejmuję mokrą czarną koszulę, ale przynajmniej nie prześwituje. z westchnieniem rezygnasji, żucam ją oniemiałej dziewczynie. I znacząco pokazuje na jej czerwony stajnik...
 

zakiraluna
 
livli5
 
Kiedy ja podnoszę się z podłoża, Feliks sprawdza najwyższe misy- przez chwilę patrzę na niego jak na idiotę- czy on naprawdę sądzi, że to będzie tak oczywiste?
Tłum uczniów przygląda się nam raz za razem wydając motywujące okrzyki, pochylam się i zaczynam od ostatniej misy, kiedy nic tam nie znajduję przenoszę się do środkowej, mrużę oczy, wertuję i nagle...w mojej dłoni pojawia się klucz przewodniczącego! Chwytam go mocno obiema rękami od dołu, ale kiedy chcę pociągnąć w swoją stronę napotykam opór...tłum wiwatuje.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Bieganie cały dzień daje się we znaki. Ten mały wodorost lekko mnie wyprzedza i wpada do fontanny, niczym słoń do basenu. Nie myśląc wpadam tam za nią. Niech nie myśli, że może mnie pokonać klucz jest mój! Gdy moja rywalka zbiera się z ziemi ja natychmiast sprawdzam najwyższe warstwy mis.
 

zakiraluna
 
livli5
 
Ten wielki idiota zagradza mi drogę i wpada na korytarz. O nie, nie tym razem! Rzucam się do biegu i chociaż jest dużo wyższy ode mnie, ja szybciej przebieram nogami, więc po chwili lekko go wyprzedzam, jeszcze tylko kawałeczek...nie zważając na tłum gapiów z dyrektorem na czele wskakuję do fontanny, mocno wzburzając taflę wody.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Biegnę łeb na szyję, ale nie dam się wygwizdać na dudka. Przebiegam przez mostek, wpadam pomiędzy dwie tuje i o mały włos nie rozwalam rabaty pełnej róż. Dosłownie omijam ją na milimetry i ponownie używam otwartego okna jak drzwi, a raczej chcę użyć bo jak się okazało, owe okno jest za wyskoko by się do niego dostać, więc dopadam pierwszych najbliższych drzwi. Gdy o mały włos nie taranuje mnie Laura. zagradzam jej drogę i sam wpadam na korytarz.
 

zakiraluna
 
livli5
 
Dopadam do drzwi, ale kiedy chcę je pchnąć przed twarzą staje mi czyjaś ręka- Zgrzytam zębami, tylko nie on!
 

livli5
 
zakiraluna
 
"Wanna napełnia się zimną wodą w czasie 15 minut, zaś gorącą w ciągu 10 minut.
Pytanie: Ile czasu potrzeba na napełnienie tej wanny, gdy woda leci z obu kranów?"
Ale nuda... chyba prostszego zadania nie było, nie potrzebuje do niego nawet kartki. 1/15 = ilość napełnionej zimnej wody w wannie w ciągu 1 minuty, 1/10 = ilość napełnionej gorącej wody w wannie w ciagu 1 minuty. Dodając te dwa ułamki, otrzymam ilość napełnionej wody w wannie w ciągu 1 minuty.
1/15 + 1/10 = 2/30 + 3/30 = 5/30 = 1/6 = ilość napełnionej wody w wannie w ciągu 1 minuty. 1/6 * 6 = 1 min.
Obliczam w myślach i znam już rozwiązanie 6 minut. sama zagadka sugeruje łazienkę lub staw, ewentualnie jakiś inny zbiornik wodny. A przynajmniej mam taką nadzieję. Bo równie może to być też biblioteka, stołówka, lub inne miejsce. No chyba, że... moją twarz przyozdabia szeroki uśmiech i po raz kolejny puszczam się jak najszybciej w danym kierunku.
 

zakiraluna
 
livli5
 
,,Wanna napełnia się cała przy użyciu kranu nr 1 w ciągu 10 min., a przy użyciu kranu nr 2 w ciągu 15 min. W jakim czasie wanna napełni się przy użyciu dwóch kranów jednocześnie?"
Wszystko wskazuje na to, że to już ostatnia zagadka i znowu matematyka...ale akurat z czymś takim jestem w stanie sobie poradzić- rozsiadam się wygodnie na trawie i zaczynam kombinować. Myślę...myślę...i...tak, mam to! wanna napełni się równo w 6 minut! Mój umysł pracuje na najwyższych obrotach i nagle doznaję olśnienia-wiem już gdzie jest klucz!
-TAK!-Krzyczę na całe gardło i zrywam się do biegu.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Babus może oznaczać azjatycki ogródek zafundowany szkole za jakiś konkurs architektoniczny parę lat temu. Obecnie był ulubionym miejscem schadzek zakochanych par. Japoński klimat dawał poczucie intymności, jakby podróży do innego świata. jednak teraz stojąc w tym miejscu calkiem sam, szukając nieszczesnego ślimaka ewentualnie bambusa, czulem sie jak idiota. Ogródek pomimo swoich niewielkich rozmiarów był dla mnie istną pustynią, zmukrytym skarbem wielkości ziarnka piasku. Z rozdrażnieniem przecieram bolące oczy. Wokół mnie było całe mrowie bambusów. Ja musiałem jedynie znaleźć ślimaka... a przynajmniej tak myślałem. Dopuki nie znalazłem dziwnej ślimakopodobnej trąbki z dziwnymi zębatkami, dopiero po dobrej chwili rozkminiłem, że to sejf. Dziwny bo dziwny, ale problem był taki, że nie było tam żadnych cyfr, ani liter. Zwykłe zębatki z klapą. Zanim zdążyłem się rozmyślić policzyłem zębatki i okazało się, że jest ich pięć, jasne było, żentrzeba je przekręcić, a liczbę dni rozłożyć na jedności. zabrałem sie do pracy i już po chwili miałem zagadkę w ręce.
 

zakiraluna
 
livli5
 
Zaczynam kombinować co może być rozwiązaniem tej zagadki...-liczba sześć tutaj nie wystarczy...zatrzymuję się i już wiem co zrobię. Wizualizacja. Podobno zawsze działa. Zamykam oczy i wyobrażam sobie, że jestem księżniczką, wieczór...wychodzę do ogrodu i zrywam jeden z kwiatków..przystojny rycerz na białym koniu...Nie! To w niczym mi nie pomoże...będę lepiej czarownikiem- zamieniam sześciu facetów w kwiaty i wsadzam ich do ogrodu...jestem idiotą? Cholera, nic mi to nie daje! Ostatnia szansa. Jestem powietrzem w ogrodzie, bezimiennym obserwatorem wydarzeń...wieczorem ktoś wsadził kwiatki w ziemię...noc, zimno, ciemność...ranek, pierwsze promienie słońca przebijające niebieskie sklepienie, poranna rosa na trawie, ćwierkanie ptaszków gdzieś w oddali...Zaraz, stop! Rosa! Tak, to jest to! Kwiat który spędził noc w domu nie będzie pokryty rosą! Przechadzam się po dużym ogrodzie, rozglądając się za rządkami kwiatów- na szczęście nie ma ich znowu tak dużo, większość miejsca zajmują ogromne klomby i oczka wodne, gdzieniegdzie połączone drewnianymi mostkami...bardzo romantycznie. Dostrzegam w oddali wysokie, żółte kwiaty o wąskich, długich płatkach i ruszam w ich kierunku. Nie jestem w stanie określić co to za gatunek, zresztą, co za różnica...Zatrzymuję się i zaczynam liczyć, tymczasem mój towarzysz
kładzie się na plecach i zaczyna prężyć na zielonej trawie...jak ja mu zazdroszczę.
-Po wszystkim kupię ci nową obrożę...-obiecuję mu i zdaję sobie sprawę, że pewnie cała moja przygoda z Amonem skończy się wraz z zawodami. Na tę myśl robi mi się nieprzyjemnie, czuję swego rodzaju...smutek? Pewnie on już do kogoś należy...zresztą wątpię by dyrektor pozwolił mi trzymać kota w akademiku. Nie chcąc się bardziej dołować, przerywam swe rozmyślania i wracam do liczenia kwiatów. 1...2...3...4...5...- Czyżby to nie o to chodziło? Marszczę nos, czując jak moja skóra napina się pod taśmą. Moja rana chyba już się zagoiła...jednym ruchem odrywam opatrunek.
-Cholera!- mówię przez zaciśnięte zęby, to zabolało...gdybym była facetem, powiedziałabym, że zafundowałam sobie darmową depilację. Chowam opatrunek do kieszeni, przecież go tu nie wyrzucę...i zaczynam przyglądać się kwiatom. A nie, jest ich jednak sześć! Po prostu jeden przechylił się za stojącą obok tuję...nagle czuję na sobie kroplę wody. Potem kolejną. I kolejną. Z okrzykiem przerażenia, któremu dorównuje tylko prychnięcie Amona zrywam się i odbiegam kilka metrów. Cholerne zraszacze! Musiały się włączyć akurat teraz? Ile będę teraz czekać? Niespodziewanie woda przestaje tryskać a ja wciąż patrzę na kwiaty z mało inteligentną miną. O co tu chodzi? Niepewnym krokiem zbliżam się do nich ponownie...pochylam się i z moich ust wydaje się jęk. Kwiaty są całe mokre...wszystkie oprócz tego jednego ukrytego za tują. Wszystko staje się jasne. To jest ta jedna roślinka niepokryta rosą. Wzbiera we mnie gniew...bawią się mną, traktują jak małpkę w cyrku!Co to do jasnej cholery jest, igrzyska śmierci? Pewnie siedzą teraz i zrywają boki...dyrektor, pan świata! Szkoda że na początku nie powiedział :,,I niech los zawsze wam sprzyja! w tej chwili czuję się jak tresowany piesek...nawet małe zawiniątko znalezione pod drzewem nie poprawia mi humoru.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Nic dziwnego, że długopisu nie chciało się nikomu chować, bo ten strasznie przerywał. Ale z braku laku i to dobre.Jestem tak zaabsorbowany liczeniem, dopiero po chwili uświadamiam sobie, że koło mnie ktoś przeszedł, ale jest już za puźno by jak kolwiek zareagować, więc po prostu dalej skupiam się na liczeniuKluczem jest założenie nie podane w treści: bambus nie rośnie tylko od czubka ale swą całą długością. Teraz obliczamy na jakiej względnej wysokości jest ślimak: w nocy bambus przyrasta,m lecz ślimak porusza się wraz z bambusem (bambus pod nim również rośnie), pierwszego dnia pokonał 10cm z 1m czyli 1/10 bambusa, drugiego 10cm z 1m czyli 1/20, trzeciego 1/30 itd. Aby dowiedzieć się kiedy ślimak osiągnie szczyt wystarczy znaleźć takie n dla którego n-ta suma częściowa szeregu ancharmonicznego (czyli suma 1/i) osiągnie 10. Ślimak wejdzie na szczyt w 12367 dniu, a dokładniej tak około południa.
Zadowolony z wyniku patrzę na uzyskaną liczbę i przeżywam rozkminę życia. Po raz pierwszy nie mam najmniejszego pomysłu co z sobą zrobić. Ślimak? Bambus? 12367? Walę głową o ścianę, momentalnie się krzywiąc z bólu. Jak nic, to pamiątka z biblioteki. Spoglądam na swoją nieszczęsną mapę, ale nic nie daje mi cienia pomysłu. A może mam poszukać ślimaka? Albo bambusa? Po tych wszystkich zagadkach byłoby to zbyt proste... chodź szukanie ślimaka może się okazać udręką życia, a z braku innych pomysłów chyba nie mam innego wyboru. Wzdycham pod nosem i wychodzę przez okno, którym wszedłem, mażąc jedynie o ciepłym łóżku i tygodniu odpoczynku.
 

zakiraluna
 
livli5
 
Mam wrażenie jakbym czytała jakąś starą baśń...
,,Pewien zły czarownik przemienił w kwiaty sześciu rycerzy, którzy ubiegali się o rękę jego pięknej córki. Późno wieczorem, kiedy było ciemno, córka czarownika przynosiła jeden z kwiatów do swej komnaty, aby być bliżej dzielnego rycerza. O brzasku dnia odnosiła kwiat z powrotem do ogrodu, umieszczając go na zwykłym miejscu.
Czarownik odkrył tajemnicę córki, podążył za nią i natychmiast wśród innych kwiatów rozpoznał kwiat przyniesiony przez córkę.
Pytanie: Po czym czarownik rozpoznał ów kwiat?"
Nagle słyszę za sobą dziwny dźwięk...odwracam się i widzę...Feliksa?! Co tu robi ta czerwona małpa? Cholera, czy on się kiedyś ode mnie odczepi? Przez chwilę żałuję że już rozbiłam fiolkę z octem, zrobiłabym z niej teraz dużo lepszy użytek...kot siedzący na podłodze również nie jest przyjaźnie nastawiony: Prycha i unosi jedną łapę. Na szczęście dla niego, Feliks niemal natychmiast zamyka drzwi i znika...co to było? Teraz jeszcze mnie szpieguje?
Ta zagadka trochę różni się od innych, jest taka bardziej...poetycka. Idealnie pasuje do krypteksu. Na podstawie moich poprzednich doświadczeń, od razu orientuję się, że rozwiązanie znajdę w ogrodzie. Wstaję, i trzymając papirus w zamkniętej dłoni udaję się do wyjścia.
-Chodź, kiciuś, przewietrzysz się trochę...- Mówię do swojego wiernego towarzysza, a on podnosi do góry swoją czarną kitę i podąża za mną.Na korytarzu znowu go zastaję, gramoli coś na kartce przy parapecie. Mijam go czym prędzej, kto wie co tym razem strzeli mu do głowy! Przychodzi mi do głowy, że w sumie skoro ten kiciuś tak się do mnie przyczepił, mogę nadać mu imię, prawda? Pewnie już jakieś ma, ale...co mi tam! Przez sekundę rozważam nadać mu przydomek Feliks, by trochę podrażnić swojego największego wroga...już wyobrażam sobie minę tamtego. Porzucam jednak ten pomysł, nie ma co krzywdzić biednego zwierzęcia...Popycham duże wyjściowe drzwi i znajduję się na zewnątrz.
Powinnam nadać mu imię, które odzwierciedlałoby jego imię i temperament...przed oczami staje mi sytuacja w bibliotece i już wiem!
-Nazwę cię...Amon.-Mówię, przypominając sobie egipskiego Boga zniszczenia- to imię wydaje mi się bardzo adekwatne. Staję przy pierwszych kwiatach tuż przy wyjściu: wysokie, krwistoczerwone róże...zaraz, jak brzmiała ta zagadka? A tak, księżniczka, sześć kwiatków,zły czarownik...liczę róże-jest ich conajmniej dwanaście, nie wyglądają też na takie które chciałoby się zabrać do domu...oglądam je dokładnie, parę razy kolce boleśnie ranią mi skórę, aż w końcu odpuszczam i udaję się dalej, wgłąb obszernego terenu...to będzie długa wyprawa...-ale przynajmniej nie odbywam jej sama.
 

livli5
 
zakiraluna
 
Nie czekając, aż znów coś zepsuję zbiegam jak szalony po schodach pożarowych. Muszę znaleźć coś do pisania, bo w innym wypadku nic mi się nie uda. Na moje nieszczęście najbliższe miejsce z jakimś papierem jest budynek szkoły. Czy tylko ja latam po całym trenie? Teraz zaczynam żałować, ze się obijałem na tych wszystkich zajęciach w-fu. Nie biegłbym teraz taki zziajany. Kto wie może Kapeć maczał w tym swoje grube paluchy. Zawsze mnie nie lubił. Więc nie zdziwiłbym się, gdyby szepnął prowadzącym to i owo. Wstrętny wuefista. Gdy dobiegam do szkoły i wchodzę otwartym na oścież oknem. Nie mam czasu na łażenie na około. Wpadam do pierwszej lepszej sali, która okazuję się gabinetem dyrektorskim. Co więcej widząc w jego wnętrzu Laurę wytrzeszczam oczy. Stoimy tak chwilę wpatrując się w siebie zaskoczeni, gdy nagle trzeźwieję i zamykam zamaszyście drzwi. Potrząsam głową, nadal się zastanawiając czy to nie było przewidzenie. No bo co ona by tam robiła? A to cwaniara! Taką okazję aż żal przegapić! Przyspieszam kroku i wpadam do sekretariatu. Jak na złość, wszystkie szafki są pozamykane. Ale na szczęście ktoś nie schował długopisu i małych kolorowych karteczek biurowych. Już mam zasiąść za biurkiem, ale stwierdzam, że to nie najlepszy pomysł. I tak nie mógłbym się skupić na rozwiązywaniu czując się tak nieswojo. Pospiesznie opuszczam pokój trzymając w garści przyrządy biurowe i robię użytek ze ściany i parapetu. Na pewno cię rozwiąże!
 

zakiraluna
 
livli5
 
...bynajmniej nie z rozczarowania. Jestem zachwycona, nie mogę wydobyć głosu. Słyszałam o tym, ale nigdy nie widziałam na żywo. Wyciągam ręce niemalże z czcią i po chwili trzymam w nich prawdziwy...krypteks! W końcu coś dla mnie! Było ich kilka w historii ludzkości, nigdy nie mogłam nadziwić się tym doskonałym mechanizmom...a teraz trzymałam w dłoniach jeden z nich! Był piękny, złoty ze srebrnymi elementami...dla laików to tylko tuba z kilkoma obręczami, ale ja dobrze wiedziałam do czego służy...krypteks to urządzenie do przechowywania informacji, która zapisana jest na zwoju papirusu, owiniętego wokół szklanej fiolki, pełnej octu. Nie można go otworzyć siłą, ponieważ wtedy fiolka pęka i ocet rozpuszcza papirus. Jedynym sposobem na otworzenie krypteksu jest ułożenie hasła za pomocą kilku dysków....aż usiadłam z wrażenia, delikatnie kładąc go przed sobą. Wciąż nie mogłam wyjść z podziwu, jedynie w przebłysku świadomości dotarło do mnie, że ten kto wymyślał te zagadki nie był do końca idiotą...poprzednia była matematyczna-ta wymagała wiedzy historycznej. Rozwiązanie jednej z nich stanowiłoby wyzwanie zarówno dla mnie, jak i dla Feliksa... Przyjrzałam się dokładnie krypteksowi. Składał się jedynie z czterech dysków- liczb od jednego do dziesięciu...przypomniałam sobie rozwiązanie poprzedniej zagadki: 63 i 84...Czyżbym miała już rozwiązanie na tacy? Nie...W jakiej kolejności miałam
wpisać te cyfry? Najpierw babcia, potem dziadek, czy odwrotnie? Rosnąco czy malejąco? A może muszę wpisać tylko jedną z nich? Tu już nie było miejsca na błędy...jeżeli okaże się, że wpisałam źle, nie będę miała okazji zastanowić się jeszcze raz, tak jak przy poprzednich zagadkach...tu od razu stracę wszystko. Pocieram twarz dłonią...to się robi coraz bardziej ryzykowne. Poprzednia zaczynała się od słów dziadek i babcia...taka jest więc odpowiedź? Drżącymi palcami przekręcam obręcze, układając ciąg cyfr: 8463. Oddycham głęboko..ryzyk fizyk...zdecydowanym ruchem przyciskam gałkę wieńczącą krypteks i serce zaczyna mi bić jak oszalałe. Kilka sekund później rozlega się charakterystyczny klik i otwór z drugiej strony otwiera się...Z moich ust wydaje się głośny okrzyk radości, ocieram czoło i delikatnie wyciągam zwinięty papirus, pamiętając o buteleczce octu. Głupio byłoby zbić ją teraz prawda? Delikatnie rozwiązuję czerwoną tasiemkę-ty razem nie ma tu pieczęci i wyciągam wąską buteleczkę...po chwili, wiedziona emocjami a nie rozsądkiem ciskam nią o dyrektorskie drzwi...zaraz, co ja właśnie zrobiłam? Głupia, głupia, głupia, przecież to drzwi dyrektora! Kręcę głową i wczytuję się w tekst kolejnej zagadki...