• Wpisów:324
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 21:55
  • Licznik odwiedzin:33 086 / 2168 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie zna się nikt przypadkiem na opowiadaniach po hiszpańsku? A przynajmniej na pisaniu ich zakończeń? Dobije mnie ten hiszpański!
  • awatar Seiti: Musi być ktoś, kto potrafi. Może jakieś korki? 3 to nie jest jeszcze tak źle.
  • awatar Lisa Angels: Fiu... dostałam 3 nie jest tragicznie, ale nie zmienia to faktu, że moje umiejętności błagają się o pomstę do nieba. W angielskim pomagają mi moji przyjaciele, ale jeśli chodzi o hiszpana, to z każdym kolejnym razem czuję się coraz gorzej :(
  • awatar Seiti: Niemieckiego uczyłam się przez trzy lata i nic nie umie, nic nie powiem. Uważam, że to po części wina nauczycieli, bo przez dwa lata nic nie zrozumiałam, dopiero w 3 klasie zaczęłam przy ostrej jak żyletka kobicie. Miała wymagania, ale dobrze tłumaczyła. My beznadziejni w językach łączmy się. ;) Może jakiś kurs albo poproś jakąś osobę z klasy, co dobrze jej idzie o pomoc?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Chcę to obejrzeć *.*
  • awatar Paulai: ooooo!!!!! Czekam z niecierpliwością! :D
  • awatar Zakira Luna: Też chcę to obejrzeć! ;) Uwielbiam Vina Diesela i ten jego głos... do tego czarownice - w sam raz dla mnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Muzyczne inspiracje do pisania
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

Dzisiaj mija 1000 dni od założenia bloga, tyle czasu, a minęło tak szybko Jestem niesamowicie z siebie dumna, że po takim czasie nadal jestem z wami. Spotkałam tu grupę wspaniałych ludzi o podobnych pasjach do mojej. I naprawdę nie żałuję tego czasu

A teraz przejdźmy do pytań:


1.Mam małą propozycję: Obiecaj, że napiszesz jeszcze część drugą Breceus, może nie dziś i nie jutro, ale w ogóle?
Może kiedyś? Jeśli będziesz mnie odpowiednio dopingować, to czemu nie? Ale możecie być pewni, że Raisa pojawi się(o ile dotrwam do tego momentu) w Pamiętniku Apokalipsy.

2. Jakie było Twoje pierwsze opowiadanie w życiu?
Pierwszym opowiadaniem była Skarlet Roza pisana na Słodkim flircie. Aż się łezka w oku kręci bo byłam wtedy w piątej klasie podstawówki.

3. Kiedy i co Cie popchnęło do pisania?
Hm... Dobre pytanie... sama do końca nie wiem. Czytałam w tamtym czasie opowiadania na forum SF i sama zapragnęłam wtrącić tak swoje 3 grosze.

4. Jak znajdujesz idealną muzykę do swoich rozdziałów, jest w tym jakiś haczyk?
Jest XD Otóż, może nie jest to zbyt mądre z mojej strony, ale pierwsze co robię to selekcjonuję obrazkami. Przeważnie Two steps from hell, lub Most epic musik, lub podobne tym kanały często przeglądam pierwsze. Przeważnie już podczas szukania mniej więcej wiem co chcę znaleźć. Na przykład, gdy chcę by na początku muzyka była wolna i nastrojowa, a potem podczas sceny bardziej emocjonalnych bardziej dynamiczna, wtedy zamiast słuchać wszystkich od początku do końca, to odtwarzam początek i środek. Jeśli mi pasuje to wrzucam ją do specjalnej zakładki. Dopiero po tej selekcji, odsłuchuję wszystkie w całości- Uwaga - podczas czytania opowiadania. Dopiero, gdy muzyka odpowiednio wpisuje się w tekst i nie odwraca od niego uwagi(piosenki często nie pozwalają się skupić, lepsze są ścieżki dźwiękowe), jest wtedy zatwierdzany i wklejany do opowiadania Po jakimś czasie mam już parę folderów, gdzie wybór muzyki trwa o wiele krócej

5. Skąd się wziął pomysł na Apokalipsę?
Pamiętasz jak złapałam zeszyt i zaczęłam pisać jak szalona, bo miałyśmy razem założyć blog? To było w tamtym czasie. Pamiętam, że na historii mieliśmy w 1 gim. o starożytności, a dokładniej o troi. Jak doszło, że wpadłam na ten pomysł? Wydaje mi się, że zainteresowanie plagami egipskimi i ogólnie mitami. Wszczepiły mi wtedy do głowy myśl o istocie, która przemierza czasy i szuka swojego miejsca na świecie. (A tak nawiasem mówiąc, najpierw powstał tytuł, a dopiero później pomysł na opowiadanie XD)

6. Dlaczego apokalipsa została zakończona w takim momencie i czy kiedyś do niej wrócisz? Jeśli nie, proszę o wiadomość z zakończeniem.
Skończyła się księga pierwsza. I jak wcześniej pisałam nie zamierzam jej tak zostawić. Mam już swoje małe plany co do mojego starożytnego bytu. Powoli trwa reaktywacja Apokalipsy. Krok po kroku, poprawiam błędy, dopisuję różne motywy i ogólnie dopieszczam. Jak znajdę trochę czasu, to na pewno do niej wrócę.

7. Hiems Tenebris... Skąd się wziął ten tytuł?
Tytuł pochodzi z łaciny, a po polsku oznacza: zimowy zmierzch. Czemu tak? To była zima. Biały puch śniegu leżał przed moim domem, jak nie kończący się skarbiec diamentów. Światło słoneczne dawało naprawdę piękny efekt. Wtedy przed oczami stanęła mi kraina, gdzie słońce wiecznie trwa w jednej pozycji. Świat, gdzie kraje dzieli się ze względu na położenie słońca. Wschód, Zachód, Północ, Południe. Na początku, pora roku też miała być stała, ale ostatecznie z tego zrezygnowałam.

8. Masz słabość do czerwonowłosych z jakiś konkretnych powodów?
Może dlatego, że lubię kolor pomarańczowy? Ogólnie podobają mi się czerwone włosy. Nie mam pojęcia dlaczego XD

9.Napiszesz berceuse cz 2 czy mam nie robić sobie nadziei?
Raczej tak, o ile będę mieć dobry pomysł i chęć.

10. Raisa... To coś oznacza, czy po prostu przyszło Ci do głowy?
Rai+sa potrzebowałam imienia z członem rai, miało się to odnosić do nieba. Osoba, która zasługuje na raj Imię wymyślone dawno temu, jego człon mam nawet w mojej nazwie poczty gmail.

11. Co kryje się za twoim przezwiskiem, Liso Angels?
To było tak. Lisa Angels, to był pseudonim mojej pierwszej bohaterki, która nazywała się Raisa Lisanna Skarlet, ze względu, że przy zakładaniu bloga nie chciało mi się wymyślać nicku, to bez większego namysłu wzięłam tą nazwę, jednak na początki miała być sama Lisa, ale niestety ta nazwa była już zajęta.

12. Co znaczy Berceuse?
Berceuse, to po francusku kołysanka. Nazwa opowiadania, wzięła się z tego, że życie Raisy jest niczym kołysanka, a sen jest ostatecznym jej celem.

13. Kim jest Aria?
Ci co jeszcze się nie domyślili, lub po prostu nie czytali od początku wszystkich moich opowiadań mogą nie wiedzieć(lub nie skojarzyć), że Aria jest Apokalipsą Tak to ta sam osoba, tyle, że w innych czasach(dużo późniejszych). Berceuse, od początku miało być poboczną historią pamiętnika Apokalipsy

Jeśli jeszcze koś ma jakieś pytania, to bez skrępowania możecie pytać o wszystko, od jakiś mankamentów fabularnych po warsztat XD
  • awatar Kowalski, opcje!: Teraz już mogę pogratulować oficjalnie. za trzydzieści dni będzie mój jubileusz, wtedy ty mi pożyczysz drugiego tysiąca.
  • awatar Lisa Angels: A to ciekawe jak zwytkle nie mam z tym najmnuejszego roblemu... :/
  • awatar Gość: Spóźnione, ale szczere: Wszystkiego naj z okazji 1000 dni:P Muszę powiedzieć, że cieszę się, że jesteś z nami i mam nadzieję, że dalej będziesz mnie inspirować świetnymi wpisami. Widzę, że nie tylko ja mam problem z logowaniem....
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Część 15
http://b4.pinger.pl/8686257d4dfad42ef802ae734acd3e0a/berceuse.png
Po przejściu kilkuset metrów, zębatki w moim mózgu powoli ruszają się ze stanu wegetacji. Podchodzę do pierwszego drzewa i opieram o nie głowę. Idiotka! Jak ja mogłam przegapić jedyną szansę w życiu, żeby wyjść z tego dołu rozpaczy i zdobyć ukochanego faceta? Mniejsza, że jest kretynem do kwadratu. Wzdycham, przez łzy. To była najcięższa decyzja mojego życia, a ja już żałuję. Marnie widzę swoją przyszłość. Jak tak dalej pójdzie to zostanę starą panną z trzynastką kotów. Co ja gadam! Nawet starą panną nie zostanę, bo z moim szczęściem nie dotrwam psychicznie do tego momentu. Zamkną mnie w wariatkowie i tak skończy się moje życie. Wycieram łzy rękawem i pociągam nosem. Nie mam ochoty wracać do domu. To może mnie dobić. Zastanawiam się przez chwilę, co z sobą zrobić, aż ostatecznie stwierdzam, że posiedzę w parku. I tak już nie wrócę do szkoły… Wprowadzam myśli w czyn i wolnym krokiem zmierzam ku swojemu celowi. W głowie odtwarzałam wspomnienia przepraszającego Artura, a serce mi się kraja. Jestem do bani, żałuję się go pomimo tych wszystkich uraz, jakie do niego żywię. Wzdycham pod nosem i nawet nie śmiem myśleć, o szkole. Jeśli dam się ponieść, to się załamię. Mijam pierwszą linie drzew parku. Po co ja tu w ogóle przyszłam? Czy siedzenie na zimnym wietrze mi pomoże? Dygocząc na całym ciele, siadam na jednej z ustawionych wzdłuż alejki ławek. Lekko pocieram ręce by, choć trochę się rozgrzać. W parku panuje cisza. Jedynie ja trwałam na tym mrozie. Pociągam po raz kolejny nosem. Niby wiosna, ale zimno nie daje za wygraną. Do tego niebo zakryły czarne chmury zwiastujące ulewę. Wyciągam nogi przed siebie i zamykam oczy. Niech się dzieje, co chce. Mi jest już wszystko jedno.
Do moich uszu dochodzą kroki. Ciche, jednak z każdym stuknięciem zbliżają się zwiastując pojawienie gościa. Uchylam powieki i zamieram. Po plecach przechodzą mi ciarki, jakby całe mrowisko przeniosło się na moją skórę. Nie jestem wstanie się ruszyć, gdy zakapturzona dziewczyna siada koło mnie. Widziałam ją już. Z całą pewnością, to ona minęła mnie na placu zabaw. Niemal podświadomie widząc ją opartą o ławkę, wydawała mi się władczynią siedzącą na tronie. Całkowicie nie pasowała do otoczenia. Jaskrawo rude włosy opadały jej na biust, a spod kaptura dało się dostrzec smutny uśmiech. Pociągnęłam mimo woli nosem i postanowiłam zostawić ją samą sobie. I tak mam wystarczająco problemów na głowie.
- Przepraszam, ale czy możesz na chwilę ze mną zostać? – Zmieszałam się nie bardzo wiedząc co zrobić więc rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiejś wymówki, spojrzałam na niebo.
- Spokojnie jeszcze nie będzie padać, przez godzinę. – stwierdziła głosem tak pewnym, że nawet niewierny Tomasz by uwierzył. Siadam z powrotem na ławce, a żołądek podchodzi mi do gardła. Co ja wyprawiam?! A jak ona jest jakąś psychopatką?! Nagle robi mi się jeszcze zimniej, ale nie jestem wstanie nawet drgnąć. Cisza zawisła pomiędzy nami niczym mur nie do przeskoczenia. A przynajmniej ja to tak odczuwam. Jeszcze nikt nie budził we mnie takiego lęku. Zapadłam się bardziej w sobie i niespokojnym wzrokiem zlustrowałam dziewczynę. Kto normalny tak mocno zasłania twarz? A no tak… kryminaliści.
- Jestem Aria – przestawiła się, a spod kaptura wyłonił się nikły uśmiech. Serio? Czy ja wyglądam na psychologa? Zaraz nastąpi formułka typu jestem alkoholikiem i nie piję od miesiąca… Gdyby nie fakt, że dziewczyna przeraża mnie do tego stopnia, że nie jestem wstanie się ruszyć, już dawno bym ją zostawiła samą sobie. Czym sobie zasłużyłam, że spadają na mnie jedna po drugiej przeciwności losu?
- Rai, nic ci nie zrobię, proszę tylko byś wysłuchała mnie przez pięć minut. Zajmie ci to chwilę, a może to uratować życie wielu bliskich ci ludzi – super. Czyli jednak nie spotkanie alkoholików, a ochrona przyrody? W jakimś stopniu ulżyło mi. Podświadomie wyobrażałam sobie ją jako śmierć, ale chyba kostucha nie jest zwolennikiem segregacji śmieci i energooszczędnych żarówek… Zaraz… czy ja się przedstawiłam?
- Skąd znasz moje imię? Nie przedstawiłam się. – pytam szorstko.
- Znam twoich rodziców. – odparła mało przekonywująco, tak jakby to była najmniej ważna rzecz pod słońcem. – Nie mam czasu więc proszę słuchaj uważnie. – złapała moje zimne dłonie, a kaptur został zdmuchnięty przez wiatr na jej plecy, odsłaniając najbardziej niespotykane oczy jakie widziałam. Intensywne turkusy przeszyły mnie na wskroś i z niesamowitą powagą nakazały sobie posłuszeństwo. Zamilkła. Jakby nie wiedziała co zrobić. Jej twarz pokryta była czarnymi wzorami ciągnącymi się od prawego oka przez policzek, by zniknąć pod okryciem bluzy. Z jej oka spłynęła samotna łza, a twarz wyrażała żal tak wielki, że moje problemy nagle wydały się błahe.
- Przepraszam… przepraszam, że dałam wam życie. – szepcze. – Przepraszam, że nie mogę cię uratować.- Jej dłoń pogłaskała mój policzek, a w moich oczach zebrały się łzy. – Nie proszę o wybaczenie. Nic z tych rzeczy. Kocham was i nienawidzę, a jednak… nie raz… nie… to nie czas… Rai. Bądź silna i nie daj się zniszczyć…

Coś spada mi na nos. Otwieram gwałtownie oczy i nieprzytomna rozglądam się wokół. Marszczę brwi i z zaskoczeniem stwierdzam, że jestem w parku. Co ja tu robię? A no tak. Urwałam się z lekcji. Wszystko jasne. Przecieram zaspane oczy i z zaskoczeniem stwierdzam, że na policzkach mam ślady łez. Wycieram je pośpiesznie. Chyba czas się zwijać, bo zimno się zrobiło… Niebo jakby w ramach demonstracji zaczęło spuszczać pierwsze krople deszczu. Poderwałam się raptownie i biegiem ruszyłam w stronę domu, byle by wyrobić się przed całkowitym przemoknięciem. Jeszcze przeziębienia mi brakuje do szczęścia. Zziajana dobiegam, po dość długim biegu, do drzwi wejściowych i wchodzę do przedpokoju.
- Mamo, wróciłam! – krzyczę zdejmując buty. Nie słysząc odpowiedzi marszczę brwi. Nigdy nie zostawiała otwartych drzwi gdy gdzieś wychodziła, więc pewnie jest już w domu. Pewnie śpi… a może pojechała już po tatę i zapomniała je zamknąć? Wchodzę na piętro i rozglądam się po pokojach, ale nikogo nie ma. Wyciągam telefon, by zadzwonić, ale okazuje się, że jest rozładowany. Wzdycham i podłączam go do ładowarki. No to teraz czas na kąpiel. Łapię ubrania na zmianę i wchodzę do łazienki. Nalewam pełną wannę wody i z przyjemnością zanurzam się w jej cieple. Uczucie ulgi wypełnia mnie od środka, a wszystkie zmartwienia odchodzą w siną dal.

- Rai! Rai! Boże, obudź się!
- Proszę się odsunąć. Okłady chłodzące.
- Rai słyszysz mnie?!

Boli… Czemu to tak boli? Uchylam powieki. Ciemność chwilę walczy, by obraz płonącego się budynku wypalił się we mnie na zawsze. Po tym nastała tylko ciemność… i przeszywający ból…

13 stycznia
Drogi Aniele!
To mój ostatni list do ciebie. Porzuciłam wszystko… Stałam się dla nich wszystkich kompletnie inną osobą, a jednak czuje, że nigdy nie zapłonę tak jasno jak oni ode mnie tego oczekują. Zawiodłam ich. Zawiodłam siebie. Przegrałam… Pomimo tego, że chciałam wzlecieć do gwiazd, odległość okazała się zbyt duża dla mojego serca. Oddaję ci swoje marzenia i mam nadzieję żyć dalej. Dla nich i… siebie… Dziękuję ci za opiekę nad moimi bliskimi… Dzięki świadomości, że ich chronisz, ja mogę z podniesioną głową nosić ich nieszczęścia i trwać… nigdy się nie ugnę. Zabiorę wszystkie smutki, i przeciwności losu z ich drogi. I dopóki nie nadejdzie mój czas nigdy się nie poddam. Więc żegnaj dobry przyjacielu. Strzeż ich i nie oglądaj się na mnie. Jestem silna. Dam radę…. Zawsze dawałam…
Dobranoc mój Aniele.

Epilog
Po głowie od paru dni chodzi mi treść mojego ostatniego listu do Anioła. Jaka byłam naiwna myśląc w ten sposób. Żyjąc dla dobra innych… Uśmiecham się krzywo, ale natychmiast mój wyraz twarzy wraca do beznamiętnej maski. To boli. Stojąc teraz przed lustrem, widzę potwora. Ogień zabrał mi nie tylko dom, kto by pomyślał, że jedna z pozoru nieszkodliwa ładowarka mogła zabrać mi wszystko. Niegdyś długie brązowe włosy, których tak nie lubiłam za ciągłe kołtunienie się, teraz były oklapłe, straciły zdrowy kolor i wyglądały jakbym wyrywała je sobie garściami. Zielone oczy wpatrywały się we mnie z wyrzutem do całego świata i czymś jeszcze… grozą. Strachem do zasłaniających moje ciało bandaży. Mówili, że miałam szczęście, że byłam wtedy w wannie. Jednak wyciągnięcie mnie z ognia wiązało się z tym, że temperatura poparzyła mi twarz i tył pleców. Dotykam swojego odbicia, wyobrażając sobie siebie sprzed pożaru. Zawsze mówiłam, że przypominam wiedźmę, jednak teraz widząc siebie w tym stanie, wiedząc, że straciłam wszystko co miałam… mogę jedynie ukołysać się szlochem do snu.
____________________________________
Oto ostatnia część Berceuse. Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali to opowiadanie. Dziękuję za wiele pochlebnych słów, które dawały mi siłę by zakończyć opowieść o Raisie, a nie jak to w moim przypadku często się zdarza, odłożyć to na rzecz czegoś innego. Jutro wybija 1000 dni od założenia tego bloga, więc w ramach uczczenia tego, możecie zadawać mi przeróżne pytania dotyczące moich opowiadań. Postaram się na nie pieczołowicie odpowiedzieć
  • awatar serpentard210: Przepięknie piszesz też bym tak chciała!!!
  • awatar Zakira Luna: @Kowalski, opcje!: to nie tak: to pinger nie ogarnął mnie :P
  • awatar Kowalski, opcje!: Ja też mam dziwne wrażenie, że to jeszcze nie powinien być koniec. żądam drugiej części tego bezcennego jakże opowiadania i to zaraz, natychmiast. z mojej strony to tyle, za to Zakirka nie zmieściła się w jednym komentarzu. O ja...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
  • awatar Lisa Angels: codziennie kończę o 19... gdybym miała jak ty byłabym wniebowzięta
  • awatar Kowalski, opcje!: Ja też jestem strasznie zmęczona, zwłaszcza, ze codziennie ze szkoły wracam po trzeciej i jeszcze trzeba o szóstej na różańce chodzić, zaliczać do bierzmowania i wszytsko się tak nakłada, że powoli wariuję co zresztą chyba widac.
  • awatar Seiti: Farciara.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie patrzę na niego. Nie mam zamiaru dać się po raz kolejny złapać w jego sidła. Jednak gdzieś wewnątrz umysłu czułam, że tym razem muszę go wysłuchać. Przestać żyć niedomówieniami i domysłami. Tak się nie da. Jednak, co powiedzieć? Zamykam oczy i odchylam się lekko do tyłu, wprowadzając huśtawkę w ruch.
- Przepraszam – powtarza cicho i bierze głęboki wdech.
- Za co? Za to, że byłeś fatalnym przyjacielem? Czy za to, że nie widzisz we mnie kobiety?
Zapada niezręczna cisza. Jedynie westchnienie Artura wypełnia przestrzeń, pomiędzy nami.
- Przepraszam za wszystko.
- Skończ z tym już. – Pomimo, że staram się powiedzieć to twardo, łamie mi się głos.
- Rai – Wypowiada moje zdrobnione imię tak jak zwykł robić, gdy byliśmy dziećmi. – Ja… nie… - kręci głową, jakby karcił się w myślach. - Przepraszam, ja… ja nie chciałem… cię zranić. Boże… jak do tego doszło… - Chowa twarz w dłoniach, następnie przeczesuje włosy i patrzy na trawę. Po czym zaczyna się nerwowo śmiać. – Nawet mi do głowy nie przyszło, że możesz coś do mnie czuć. Przecież ty najlepiej wiesz, jaki jestem…
- Niestety - potwierdzam smutno.
- Myślałem nad tym dużo i teraz więcej rozumiem. Rzeczywiście jestem egoistycznym idiotą. – Odchylił się do tyłu i spojrzał w niebo. Czarne włosy przeczesywał mu wiat. Spuściłam wzrok.
- I play boyem – dorzuciłam rozgoryczona.
Spojrzał na mnie z podniesionych brwi.
- I do tego kłamliwym Casanovą – dorzuciłam nie mogąc się oprzeć wylania swoich żali do niego. – Wiem o twoim zakładzie z Adamem, o ile to nie kolejny twój wredny pomysł na zniszczenie mi życia. – Spoglądam na niego badawczo, podświadomie szukając zdziwienia, niezrozumienia, czy czegokolwiek, co zaprzeczyłoby tej paskudnej plotce. Jednak, gdy widzę załamanie na twarzy Artura, wszystko staję się jasne. Darek nie kłamał.
- To było w pierwszej klasie. – zaczął swój wywód. – Byliśmy na imprezie z chłopakami. Trochę się wypiło i po pijaku zacząłem zarywać do dziewczyny Adama. – uniosłam zaskoczona brew. A co to ma do rzeczy? – On się wkurzył i zaproponował układ, na który bezmyślnie przystałem.
- Też byłabym wściekła.
Uśmiechnął się.
- Ale ja byłem pijany, zresztą ty też ostatnio się nie popisałaś.
- Ale nie podrywałam zajętych chłopaków!
- Nie… ty tylko lizałaś się z Adamem, nie wiem, co gorsze – skrzywił się, potem dotknął palcami ust, ale po chwili się otrząsnął i z wrednym uśmiechem spojrzał mi prosto w oczy, ale mój umysł właśnie się ugotował. To ja się całowałam z Arturem?! Kuźwa! Nic nie pamiętam! Jak mogłam zapomnieć takie coś?! Załamana schowałam twarz w dłoniach i zawyłam z rozpaczy i wstydu.
- Serio? I ty to widziałeś?
- Niestety. Po takim widoku zostaje trauma do końca życia.
Zapadam się w sobie jeszcze bardziej. Jak ja mogłam całować się z solenizantem imprezy, przed oczami chłopaka, który mi się podoba? Wróć. Podobał?
- Nie przejmuj się, zająłem się nim. – powiedział jakby z… dumą? Chyba czegoś nie rozumiem.
- W jakim sensie? – zmierzyłam go badawczo wzrokiem. Nie no, teraz zachowuje się jak dzieciak z podstawówki. Czy on się mną bawi? Normalnie wstałabym nakrzyczała na niego i poszła sobie, ale znów zostałabym bez odpowiedzi, a to by mnie dobiło.
- Pogadaliśmy sobie jak prawdziwi faceci i uchroniłem twoją cnotę. Powinnaś mi podziękować, a nie wyklinać przy następnym spotkaniu. – Nie nadążam. Czy on właśnie sugeruje, że uratował moje dziewictwo?! Trzymajcie mnie, bo go ukatrupię! Raz, dwa, trzy... no dobrze.
- Darujmy sobie tę rozmowę nie chcę wiedzieć, co się działo później. – stwierdzam nie mogąc dłużej ukryć wykwitów na moich policzkach.
Uśmiecha się tym charakterystycznym dla siebie uśmiechem podobnym do kota, który zagonił mysz w kozi róg.
- Niech ci będzie. Na czym ja to… a, już wiem. – spoważniał i wrócił do opowieści. - Adam się wkurzył i zaproponował, że się założymy. Układ wydawał się nie być zły, więc go przyjąłem, w końcu nie miałem innego wyboru. Bo gdybym go nie przyjął on by wygrał. Zresztą byłem pijany i za dużo nie myślałem.
- O co się założyliście? – pytam ozięble, trawiąc tą mało trzymającą się kupy historię. Spojrzał się na mnie, takim wzrokiem, że zabrakło mi słów.
- Przysiągł, że będzie odbijać każdą dziewczynę, która będzie mi się podobać i robił to, aż do dnia, dopóki nie wygrałem zakładu. Na szczęście to już przeszłość, kto by pomyślał, że będzie miał na tyle perswazji by odbić mi dziewczyny.
- Poczekaj. Założyliście się, kto więcej dziewczyn poderwie, by Adam przestał ci odbijać dziewczyny? To się kupy nie trzyma!
- Że co? Jakie podrywanie dziewczyn, niczego takiego nie było – Spojrzał na mnie autentycznie zdziwiony – Kto naopowiadał ci takich bzdur? Założyliśmy się, kto będzie bardziej popularny.
- To nie kolekcjonujecie dziewczyn? – pytam niczym rasowa idiotka, ale w tej chwili nie stać mnie na nic mądrzejszego. Artur zaczyna się śmiać. To nie jest śmieszne!
- Jesteś pocieszna jak zawsze. Tylko ty byś na to wpadła. Kolekcjonowanie… Pf… nie jesteśmy, aż tak pomysłowi jak ty.
Moja żyłka na skroni zaczęła niebezpiecznie drgać.
- A ty jak zwykle masz dar doprowadzać mnie do szału!
- Za to mnie kochasz, czyż nie? – Ścisnęłam mocniej łańcuchy huśtawki i zgromiłam go wzrokiem. Zdecydowanie przesadził.
- Nie! Ty cholero jedna! – wstałam wściekła. – Zdeptałeś i zabiłeś to uczucie, teraz najchętniej nie chciałabym cię znać!
- Rai, przepraszam nie powinienem tego mówić. – poczułam jego dłoń na swojej ręce. – Zostań, nie uciekaj. Wybacz mi, proszę. Jeszcze nie przyzwyczaiłem się do tej sytuacji… Nie wiem jak się zachować. Zawsze byliśmy razem, a teraz mam wrażenie, że rozmawiam z tobą pierwszy raz w życiu.
Zatrzymałam się i westchnęłam.
- Proszę, jeśli możesz to dla mnie zrobić, to zapomnij o tym i najlepiej o mnie. Już dawno się poddałam. – Uśmiecham się smutno i wyplątuję rękę z jego uścisku. – Żegnaj Arturze.
Odwracam się i zostawiam go samego na huśtawce.
- Naprawdę cię kochałam – szepczę przez łzy, gdy jestem pewna, że mój głos już go nie dosięgnie.
  • awatar Kowalski, opcje!: Zaległości mi się narobiły. musze nadrobić.
  • awatar Seiti: Relacje młodzieży są zagmatwane, ach, było się młodym, cudne wspomnienia ;) To opko wprowadza we mnie podmuch świeżości. :D Jest takie niewinne...
  • awatar Effugere: Ciekawy i świetny rozdział :) Głupi zakład o popularność ;p a teraz pewne role się odwrócą, hymm czekam niecierpliwie na dalszy ciąg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Z jękiem szukam pikającego zawzięcie budzika, który niczym rasowy sadysta rozkoszuje się wyrywaniem mnie z objęć mojego jedynego kochanka - Morfeusza. Niemal z brutalną siłą wciskam odpowiedni przycisk w telefonie i przerażający dźwięk raptownie zamiera. Zabiłam cię potworze jeden! Pełna triumfu odwracam się na drugi bok i ziewam zakopując się bardziej pod pierzynę. Poczekaj na mnie mój przystojniaku, już do ciebie idę. Nie minęła chwila, gdy parszywy budzik wrócił z zaświatów, by z całą złośliwością świata wykopać mnie z mojego kącika relaksu. Zirytowana jego uporem, wyłączam go i dosłownie ześlizguję się z łóżka. Niczym zawodowy zombie wchodzę do łazienki. Z automatu myję zęby starając się nie zasnąć na stojąco i nie uwalić się jednocześnie pastą, przez ciągłe ziewanie. Następnie rozczesuję włosy, co raczej wygląda bardziej jak igrzyska śmierci, niżeli zwykła codzienna czynność. Szczotka o dziwo wytrwała do końca tej spektakularnej walki. Przyjrzałam się sobie w lustrze i zmarszczyłam z niezadowolenia nos. Wory pod oczami nadawałyby się, jako reklamówki do supermarketu. Włosy, pomimo rozczesania, znów zaczęły się puszyć, a skóra dorównuje kolorem trupowi. Wpatruję się chwilę beznamiętnie w swoje odbicie, poczym wzruszając ramionami ziewam i wychodzę do pokoju po jakieś ciuchy. Co by tu założyć… może… hm… siadam przed otwartą szafą i wpatruję się w jej zwartość, jakby miało mi to pomóc w dokonaniu wyboru. Drapię się po głowie i ostatecznie łapię pierwsze spodnie i bluzkę, jakie wpadną mi w ręce. Dobieram do tego jeszcze marynarkę i idę dokończyć rytuału powracania do żywych. Po parunastu minutach opuszczam łazienkę. Niewyspana pakuję książki na lekcję i schodzę do kuchni. Na stole znajduję wiadomość od mamy, że musiała wyjść wcześniej i, że sama odbierze tatę. Krzywię się niezadowolona z jej pomysłu. Przecież miałam razem z nią pojechać po tatę. Prycham pod nosem wyrzucając kartkę do kosza. Trudno się mówi i żyje się dalej. Łapię z koszyka z owocami jabłko i wychodzę do szkoły. Mój zaspany umysł całkowicie się wyłącza pozwalając by nogi same zaniosły mnie do tego lęgu demonów. Co tu zrobić ze swoim życiem? W końcu postanowiłam sobie się zmienić, ale początek dnia wyszedł jak zawsze. Czemu zmiany muszą być tak trudne? Dlaczego nie mogę wymyślić czegoś, co porwałoby mnie na tyle by stać się tym kimś? Wzdycham zrezygnowana. No cóż. Nie wszystko od razu. W końcu każde marzenie wymaga czasu i pracy nad nim. Tak samo i ja potrzebuje inspiracji by znaleźć własną drogę. Uśmiecham się do siebie. Mój czas się właśnie zaczął.
Mijając próg szkoły nie poczułam czegoś nadzwyczajnego, chociaż nie. Szafka została naprawiona. Prawdziwy cud! Z niedowierzaniem lekko szarpię zamknięte drzwiczki.
- Aż tak ich nienawidzisz? Jak nie przestaniesz to znowu je zepsujesz.
Przenoszę wzrok na chłopaka i szeroko się uśmiecham.
- Nie twój interes.
Adam zamarł w pół ruchu z miną godną suma. Mijam go i podchodzę do szatniarki, po nowy kluczyk. Słucham chwilę wywodu na temat, że to pierwszy i ostatni raz. Z uśmiechem składam obietnicę, że tym razem nie zdewastuje szafki, poczym wracam by wreszcie przetestować nowy zamek. Adam widocznie, ma mnóstwo wolnego czasu, bo nie ruszył się z miejsca. Może czekał na mnie? Wróć! On jest na czarnej liście do odwołania. Koniec z facetami!
- Co wprowadziło cię w taki dobry humor?
- Ty jeszcze tu? – pytam się przekręcając kluczyk. Widzę jak drga mu brew, a po twarzy przechodzi wyraz zdziwienia zmieszanego z irytacją.
- A wolałabyś by mnie nie było?
- A ja wiem? Myślałam, że znów będziesz mnie unikał jak ognia. –Wkładam książki do szafki i zamykam ją.
- Unikać? Ja?
Spoglądam mu prosto w oczy. Po czym uśmiecham się jeszcze szerzej.
- No chyba nie ja, ale nie musisz się martwić, już nie będę ci dłużej zatruwać powietrza. – Gdy chcę go minąć, łapie moją dłoń i lustruje mnie czujnym spojrzeniem.
- O czym ty mówisz, czy coś się stało?
- Wybacz, ale nie mam teraz czasu, za chwilę mamy zajęcia. – Wytrzymuję jego spojrzenie, po czym czuję, że jego dłoń ześlizguję się z mojej. Serce bije mi jak oszalałe, a ja wychodzę na korytarz, starając się nie umrzeć na zawał. Co ja do diaska wyprawiam?! Zła na samą siebie wywracam oczami i idę pod klasę. Czy ja jestem, aż tak sfrustrowana uczuciowo, że nie mogę się oprzeć facetom? Głupie serce.

Podczas zajęć obiecałam sobie, że przestanę uciekać. Muszę nauczyć się stawiać czoła przeciwnościom losu… co nie zmienia faktu, że jak zwykle świat kocha krzyżować moje plany.
Na długiej przerwie, poszłam na opuszczony plac zabaw, by od stresować się po wstrętnej historii. Znów się na mnie wyżywała, tyle, że tym razem z mniej subtelny sposób. Na całą klasę zaczęła się wydzierać, że jestem totalnym nieukiem, idiotką i… wolę nie pamiętać dalszych epitetów na mój temat. Kobieta dostała furii, bo nie pamiętałam jak nazywał się jakiś przywódca wojskowy. Rozpłakałam się… Pomimo całej siły woli, by pozostać niewzruszoną… coś… coś we mnie pękło i z łzami w oczach wybiegłam z klasy. Miałam gdzieś nauczycielkę, i jej krzyki niosące się za mną przez cały korytarz, bym się zawróciła. A teraz siedzę na huśtawce, w starym placu zabaw dobry kawałek od szkoły, wpatrując się tępo w przestrzeń przed sobą. Wspaniały początek nowego życia. Nie ma co. Czemu nic nigdy mi nie wychodzi? Wzdycham i nie mając nawet ochoty się bujać. Chowam twarz w dłoniach. Dopiero kroki budzą mnie z amoku. Nauczona doświadczeniem jestem pewna, że ujrzę zaraz osoby, które za nic w świecie nie chcę widzieć, jednak, gdy podnoszę umęczony wzrok dostrzegam dziewczynę. Ubrana w wytarte dżinsy i długą czarną bluzę z kapturem wolnym krokiem idzie w moją stronę. Wiatr lekko szarpie jej zasłaniający twarz kaptur, a nienaturalnie rude włosy podskakują rytmicznie z każdym krokiem. Chwilę przyglądam się jej zaciekawiona. Nigdy nie widziałam, by ktoś tak się poruszał. Wydawała się płynąć w powietrzu. Co ja bredzę? Za dużo książek się naczytałam w życiu. Wzdycham i opuszam wzrok na swoje dłonie. Dziewczyna mija mnie, a ja mam wrażenie, że właśnie obok mnie przeszła sama śmierć. Zawiał wiatr i zrobiło mi się zimno. Objęłam się ramionami, spojrzałam przerażona na dziewczynę, ale ta zniknęła jakby nigdy jej tu nie było. Przetarłam zdumiona oczy ręką. Borze sosnowy! Zaczynam mieć halucynacje!
- Raisa? – Natychmiast się odwróciłam, że omal nie spadłam z huśtawki. Obok mnie stał Artur, z zatroskaną miną. – Boże. Jak ty wyglądasz? Cały czas cię szukałem. – Podszedł i uklęknął przede mną i lekko muska moje zimne ręce. Odsuwam się. Nie chcę by mnie dotykał. Widać było, że chce coś powiedzieć, ale nie może dobrać słów. Zabrał dłonie, a sam zajął miejsce na drugiej huśtawce. – Przepraszam.
  • awatar Zakira Luna: @Lisa Angels: Ja wiem! :D
  • awatar Lisa Angels: No kto zgadnie kim jest rudzielec? :D
  • awatar Zakira Luna: Bardzo przykro, ale Morfeusz to mój kochanek!:D Biedna Raisa- nie może oprzeć się facetom...? No cóż, hormony :P Ale jej początkowy szeroki uśmiech i sposób w jaki potraktowała Adama budzi mój podziw... O rany... nauczyciele to bestie! Co to za tajemnniczy rudzielec? :D A ten Artur? hm...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jestem zła? Owszem. Jestem wściekła? Niekoniecznie. O dziwo słowa Darka, pomimo pierwszego zaskoczenia i oburzenia, spłynęły po mnie jak woda. Czy to ważne, że otaczają mnie same kanalie? Po jakiego grzyba mam marnować sobie życie na tych intrygantów. Prawda, nieprawda, jeden kit. Teraz jest mi już wszystko jedno. Na świecie są miliony facetów. Ba! Czemu mam się w ogóle nimi zajmować? Czemu nie zacznę szukać własnej pasji? Czegoś co pochłonie mnie na tyle, by oderwać się od rzeczywistości, wylać swoje żale, by następnego dnia, móc z czystym sercem kroczyć przed siebie? Od dziś koniec z tym. Kończę z Arturem i ogólnie chłopakami. Szczerze nie wierze do końca Darkowi, ale mimo to Adam trafia na czarną listę do odwołania. Czas zająć się sobą. Tylko co ja mam teraz zrobić? Marszczę brwi i zastanawiam się nad swoim życiem. No cóż… nie mam jakiś nadzwyczajnych planów. Może wrócę do tego, co kiedyś lubiłam robić? A może powinnam poszukać czegoś nowego. Z tym oto całkiem, o dziwo, pozytywnym nastawieniem wracam do domu i rzucam się na swoje łóżko. Wyciągam pracę domową i zaczynam ją pieczołowicie odrabiać, błądząc myślami kompletnie gdzie indziej. Wraz z zapianiem ostatniej litery, zamykam z trzaskiem zeszyt i podrywam się do pionu. Wiem! Podbiegam do drzwi i wypadam na korytarz, by za chwilę pojawić się na strychu. Rozejrzałam, się po zakurzonych gratach. To na pewno gdzieś musi tu być. Prześlizguję wzrokiem po rzeczach, aż dostrzegam niewielkie pudło. Z uśmiechem podnoszę skrzynkę i zdmuchuję z niej kórz. Pomimo, że jest trochę ciężka, bez problemu przetransportowuję ją do swojego pokoju. Dopiero, gdy zamknęłam drzwi, odważam się otworzyć drewnianą pokrywę. W środku leży stera kopert, listów, których odbiorca nigdy nie miał otrzymać. Pośród nich walają się dziecięce rysunki… uschnięte kwiaty… i… dziecięce skrzypce zakopane wśród stosu papieru. Nigdy nie myślałam, że nadejdzie dzień, gdy otworzę tą skrzynie. Niemal z czcią wyciągam instrument. To było tak dawno temu… Odkładam go na podłogę, uważając, by go nie zepsuć. Następnie wyciągam kopertę i otwieram ją z drżącymi rękami. Wiem co się tam znajduję. Jestem świadoma, co słów przelanych na papier. Kartka w moich dłoniach zapisana jest krzywym dziecięcym pismem.
15 lipca
Drogi Aniele!
Dzisiaj razem z mamą byłam u Artka. Znów mnie zaczepiał i próbował namówić do zabawy. Muszę ci się przyznać, że nawet udało mu się mnie rozśmieszyć, przez co teraz czuję się winna. Tata, byłby smutny, że śmiałam się w czasie, kiedy on jest w szpitalu. Teraz nie dam się mu rozśmieszyć. Mój uśmiech jest tylko dla tatusia. Obiecaj by mu nic nie powiedzieć. Mama ostatnio jest bardzo nerwowa. Boje się. Boje się, że i ona zachoruje.

6 stycznia
Drogi Aniele!
Czemu nie potrafię być dobrą córką? Tata, znów powiedział, że doprowadzam go do grobu. Nie chcę by umarł. To moja wina, że choruje.

10 czerwca
Drogi Aniele!
To koniec. Nie chcę dłużej sprawiać im zawodu. To mój ostatni dzień, gdy biorę do ręki skrzypce. Nie mam talentu, ani wystarczająco dużo samozaparcia, by ćwiczyć… nie mogę sobie pozwolić na dalsze ciągniecie tego. Co ze mnie za skrzypaczka, która boi się grać przed publicznością. To musiało się kiedyś stać. Może i lepiej, że teraz? Tylko czemu gdy o tym myślę chce mi się płakać? Wreszcie, tata przestanie się denerwować.

20 Listopada
Drogi Aniele!
Dziękuję ci za Artka. Nie masz pojęcia jak mi ulżyło, gdy wysłuchał moich słów. Nie powiedział nic, jedynie dał mi się wypłakać. Czuję, że dzięki jego przyjaźni dam radę przebrnąć przez to wszystko. Tata, za dwa tygodnie ma operacje. Miej nas w swojej opiece.

Przeglądam to kolejne listy, z różnych okresów swojego życia, a do oczu cisną mi się łzy. Dzieciństwo pełne niepokoju o zdrowie najbliższych wylewało się wraz z przeczytanymi słowami na powierzchnie. Te listy pisałam, bo bałam się komukolwiek powiedzieć o swoich problemach. Jedynie Artur znał moją sytuację i wspierał mnie w każdym momencie. Wypełniłam nim całą lukę, jaka pozostała, po zrezygnowaniu z ukochanej pasji, a teraz… Nie. Dosyć. Wrzucam skrzypce i listy do skrzyni i chowam ją do szafy. Następnie idę się umyć. Po prysznicu wchodzę pod kołdrę i niemal natychmiast zasypiam, chcąc zacząć od jutra swoje życie od nowa.
  • awatar Effugere: Co do facetów mam ochotę dokładnie to samo powiedzieć ;p wzruszające te dziecięce zapiski :) cudownie piszesz, masz niesamowity talent
  • awatar Kowalski, opcje!: Zapraszam na pierwszy rozdział nowego opowiadanie, mam nadzieję, że się spodoba.
  • awatar Seiti: Weszłam na chwilę i musiałam doczytać. Kurz*, wkradło Ci się "ó". ;) Zazdroszczę prostoty pisania dziecięcych słów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Szliśmy wzdłuż brzegu jeziora rozmawiając o tym, jak chłopaki z klasy wrobili nas w to spotkanie.
- Sam wpadłeś na pomysł z tymi stokrotkami?
Skinął głową patrząc się gdzieś przed siebie.
- Muszę przyznać, że to bardzo oryginalne. Myślałam, że to Adam mnie zaprosił.
- Adam? – zapytał rozbawiony Darek. – Nie, on by na to nigdy nie wpadł, ale skąd myśl, że to on? Zawsze myślałem, że bujasz się w Arturze.
- Odpuściłam go sobie… muszę zacząć żyć wreszcie dla siebie – stwierdzam wpatrując się w tafle jeziora. – Wiesz, i tak nie jestem w jego typie.
- Serio? – zdziwił się. – Artur może i nie jest najprzyjemniejszą osobą, ale bardzo o ciebie dbał. Nawet zagroził, że jak ktoś się do ciebie zbliży, to go spierze na kwaśne jabłko. Zawsze cię wszędzie z nami zabierał, a jak ciebie nie było rozglądał się, jakby cię szukał. To on podsunął mi pomysł z stokrotkami. Nawet pomagał mi je zbierać.
Prychnęłam.
- Traktuje mnie jak siostrę, tego nie da się przeskoczyć. Chociaż nie, chyba bardziej to pasuje na zabawkę, pieska, którym się opiekuje, bierze na spacery i jak ma ochotę to dręczy. Nie jestem dla niego nikim więcej. Nie mogę więcej udawać, że nie obchodzą mnie jego związki, że nie ranią ciągłe przytyki. Kpiny. Po prostu mam już dość.
- No też prawda, trochę tak to wygląda. – westchnął – Nie miałbym nic przeciwko, by Jola miała mnie, chociaż za psa. Bo póki, co jestem w jej oczach zerem.
- Będzie dobrze, masz przed sobą czystą kartę, to tylko od ciebie zależy, czym ją zapełnisz. Ja swoja szansę straciłam, dlatego porwałam ją i zaczynam od nowa.
- Z Adamem? – pyta sceptycznie. – Szczerze ci radzę znaleźć sobie kogoś innego. Jeśli nie chcesz znów zostać zraniona, odpuść sobie. Jesteś bardzo ładna, zasługujesz na kogoś lepszego od Adama.
- Ja ładna? A myślałam, że masz lepszy gust – zaśmiałam się, jednak za chwilę przypomniałam sobie ostrzeżenia Artura. – Co wy macie do Adama? Myślałam, że się kolegujecie. Najpierw Artur, teraz ty.
Zamilknął i sposępniał.
- To nie tak, że go nie lubię, bo spoko z niego kumpel, ale… - podrapał się zakłopotany po głowie.
- No wyduś to z siebie! Mam dość niedomówień.
Spojrzał na mnie jakby zaskoczony.
- Zapytaj Artura.
- O nie! Nie mam zamiaru rozmawiać z tym egoistą, skoro coś wiesz, to mów tu i teraz – widząc, że się wacha, robię krok do przodu – Bo zaprzepaszczę twoje szanse u Joli.
- Hola! No dobra, ale pamiętaj, że miałaś mi pomóc. – unosi ręce na znak poddania i siada na pobliskiej ławce. Dołączam się do niego i wbiłam w niego niecierpliwe spojrzenie.
- Oko, za oko. Ząb, za ząb. Mów, co wiesz. – pośpieszyłam go, nie mogąc wytrzymać tego napięcia.
- A więc… Adam jest kolekcjonerem…
Patrzę na niego zastanawiając się, czy całkowicie zdurniał, czy kosmici zrobili mu pranie mózgu… a może nie pojawienie się Joli doprowadziło nieszczęśnika do stanu obłąkania. W tym Momocie wszystko jest możliwe.
- Możesz jaśniej? Bo chyba nie kminie, co to ma do mojego spotykania się z nim.
Darek westchnął, jakby sama myśl ciążyła mu na sercu.
- Jest kolekcjonerem dziewczyn.
Wybucham głośnym śmiechem, klepiąc go po ramieniu rechoczę się w niebogłosy.
- A to kawał – łapię się za brzuch, by złapać oddech – Chyba pomyliłeś osoby, mówimy tu o Adamie, nie Arturze. – ocieram łzy rozbawienia i patrzę na śmiertelnie poważnego Darka. Nie. Nie może być. Może rzeczywiście oszalał. Zamieram z ręką na jego ramieniu. – Czy ty sobie ze mnie żartujesz?
- Nie… Raisa, tylko się nie denerwuj i posłuchaj mnie do końca, ok? – przetrawiam to w głowie, ale ostatecznie skinęłam głową. Darek wziął głęboki wdech. – Nie powinienem ci tego mówić, więc zachowaj to dla siebie. I za nic w świecie nie mów, że wiesz to ode mnie, jasne?
- Tak.
- A więc… to było na którejś imprezie na początku liceum. Nie wiem, co tam się dokładnie stało, ale koniec końców Adam z Arturem założyli się, kto więcej rozkocha w sobie dziewczyn. – Wytrzeszczyłam oczy i już miałam coś powiedzieć, ale zasłonił mi usta palcem. - Nie przerywaj mi. Ja oczywiście nie chciałem w to wejść, bo nie oszukujmy się, nie miałbym z nimi szans. A zresztą już wtedy miałem kogoś na oku, ale nie o tym teraz. Wracając do zakładu. Byli pijani, ale założyli się o coś i oboje bardzo poważnie podeszli do całej akcji. Artur, bez skrępowania wyrywał wszystkie dziewczyny, jakie wpadły mu w oko, a Adam robił to samo, tyle, że dyskretniej. Dlatego możesz mieć błędną opinię o Adamie. A jako twój kolega, wolę byś wiedziała, ze to, co on robi to tylko gra. Gdy tylko się ugniesz, odhaczy twoje nazwisko i poleci do innej.
Nie wiedziałam, co myśleć. Miałam mętlik w głowie.
- A to świnie. Bezrozumne orangutany. Psy na baby. – wymyślam coraz bardziej wymyślne nazwy na te wstrętne stworzenia godne zamknięcia w klatce. – A ty?! Od tak wiedząc, o ich chorym podejściu do świata patrzyłeś jak łamią serca tym wszystkim dziewczynom?! Zaraz, to nie tak. – śmieję się z siebie. Wszystkie puzzle ułożyły się w całość – Artur, to wszystko jego plan by mnie uprzedzić do Adama. Przyznaj się, to on ci naopowiadał tych bzdur. To on wrobił nas w to spotkanie, wiedząc, że opowiesz mi tą historię. – wstałam z ławki i spojrzałam z góry na przeczącego chłopaka. Zmierzyłam go lodowatym spojrzeniem. – Jesteście żałośni, nie mam zamiaru tego dłużej słuchać.
  • awatar Seiti: Dalej sympatyzuję z Arturem.
  • awatar Kowalski, opcje!: @SallyLou: Ja stawiam na to, że tak. Zapałałam do niego nagłą i wielką sympatią.
  • awatar SallyLou: Kurde, a ja na początku dawałam obu szansę na bycie fajnymi bohaterami. Co za dwulicowe świnie.... Ciekawe jaki udział w tym wszystkim ma Darek i czy okaże się trochę lepszy od tych dwóch prymitywów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

Część 10
Na przystanku wsiadam w pierwszy nadjeżdżający autobus, mając nadzieję, że zawiezie mnie do domu. Mój wspaniały humor właśnie prysł niczym bańka mydlana, całkowicie zrzucając płachtę szarości na otaczający mnie świat. Jeszcze nie dawno widziane barwy, zamazały się przez płynące z moich oczu łzy. Czemu to musi tak boleć? Wpatruję się w migający za szybą pojazdu świat. Jak na złość wydaje się nie zauważać mojego wzburzenia, a samo słońce natrętnie razi mnie w oczy. Nie mogąc dłużej wytrzymać, zamykam je i zagryzam język by powstrzymać płacz. Spokojnie… Nie przejmuj się tym kretynem. Biorę głęboki wdech, potem drugi, trzeci, a gdy już w miarę się uspokajam staram się przeanalizować wcześniejszą sytuację. W ogóle tego nie rozumiem. Czemu on tam był? Po jaką cholerę spotkał się z moim tatą, po tym jak mnie ignorował w szkole? Mam dość. Koniec. Jeśli miałam jeszcze jakieś wyrzuty sumienia, właśnie w tym momencie umarły. Nie pozwolę sobie na więcej zmarnowanego czasu. Skoro nie jest w stanie mnie zrozumieć, to niech idzie do diabła. Wysiadam na swoim przystanku i powoli kieruję się do domu. Chcę jak najszybciej zaszyć się w pokoju i zniknąć. Czy ja właśnie wyznałam mu swoje uczucia? Brawo Raisa. To było iście romantyczne. Na pewno chwyci go to za serce. Wzdycham na własną głupotę. Ale przynajmniej nie ma już odwrotu. Właśnie spaliłam ostatni most, a rzeka, która nas dzieli jest zbyt głęboka, bym mogła ją przepłynąć. Podnoszę głowę i tuż przed nosem przelatuje mi motyl. Jednak on nie był barwny, jak większość motyli. Ten był śnieżnie biały, jakby ktoś ukradł mu wszystkie kolory, jakimi szczycą się jego pobratyńcy. Uśmiechnęłam się gorzko, przypominał mi mnie. Pozbawiony swoich atutów, samotnie dryfował w powietrzu. Tylko, że on w przeciwieństwie do mnie mógł latać. Moje skrzydła już dawno zgniły przez trawiące mnie smutki. Robię krok za motylem, gdy nagle do moich uszu dochodzi głośny pisk opon i dźwięk klaksonu. Z przerażenia, kieruję wzrok w stronę odgłosu. Centralnie w moim kierunku zbliża się duży samochód. Dosłownie czuję, jak zaraz moje kości zostaną zmielone w drobny mak, a ze mnie unosi się dusza. Robię przerażona krok w tył. Potykam się i upadam na tyłek. Ułamki sekund, decydują o moim losie. Widzę, jak samochód mija mnie tak blisko, że doskonale widać jego kołpaki. Czas jakby zwalnia, a następnie przyspiesza wraz z znikającym z piskiem samochodem. Oszołomiona siedzę na pasach z przerażonym spojrzeniem i wpatruję się w rozjechanego na jezdni motyla. Leżącego tuż u moich stóp. Ręce trzęsą mi się, a nogi są jak z waty, gdy wstaję z asfaltu i przechodzę na drugą stronę ulicy. Mało brakowało, a zginęłabym. Serce bije mi tak głośno, że nie słyszę niczego wokół. Oczy utkwiłam w ziemię przed sobą. Ten samochód by mnie rozjechał. Czułam podmuch śmierci na karku. Nagle życie przeleciało mi przed oczami i dotarło do mnie, że wszystko, co do tej pory robiłam było porażką. Wszystko, czego się dotknęłam rozpadało się na milion kawałków. Każde marzenie grzebałam, z coraz mniejszym żalem. Niczym grabarz, który nieczuły jest na widok śmierci. Pozwalałam sobie na utratę siebie dla innych… a jednak, gdy teraz widzę przed oczami swoje życie, dociera do mnie, że nigdy niczego naprawdę nie zrobiłam dla siebie. Nikt nie będzie mnie pamiętał, gdy zniknę. Czy ja zmarnowałam swoje życie? Przystaję i zamykam oczy. Gdy je na powrót otwieram, widzę swój dom. Przełykam ślinę. Zagryzam dolną wargę.
Nie. Nie chcę dalej tak żyć. Pragnę doświadczyć własnego egoizmu. Nie pozwolę, już nigdy więcej się wykorzystywać. Nigdy więcej nie będę uciekać. Zagarnę własnymi siłami wspomnienia i sprawię, że ludzie mnie zapamiętają. Chcę stać się osobą, która w czasie swojej śmierci nie będzie niczego żałować. Otaksowałam dom spojrzeniem i zawróciłam.
To postanowienie oczyściło mi umysł, tak, że zaczęłam zauważać to, co zwykłam omijać wzrokiem. Szeleszczące na wietrze liście, przez które przebijały się promienie słoneczne, niczym gwiazdy przez ciemności nocy. Małe pączki kwiatów, ukryte w trawie. Ptaka, który leciał wysoko na niebie i zachód słońca, mieniący się wszystkimi barwami na tle parkowego jeziora. Zatrzymuję się i z zachwytem spoglądam na ten cud natury. Uśmiecham się do siebie i rozglądam się za znajomą twarzą. Nigdzie nie widać Adama. Zerkam na zegarek. Osiemnasta. No cóż, może się spóźni. Siadam na jednej z pomalowanych na biało ławek i napawam się pięknem nieba.
- Raisa? – odwracam się na dźwięk własnego imienia. Jednak widok właściciela głosu wprawia moje serce w zawód.
- Darek? Co ty tu robisz? – pytam zaskoczona, widząc jednego z kolegów Artura.
- Czekam na kogoś. – miota się chwilę, po czym koło mnie siada. – Pomożesz Mi?
- Jasne, o co chodzi?
Zastanawia się chwilę jakby chodziło o sprawę życia lub śmierci, po czym pyta się ściszonym głosem, jakby chodziło o sprawę życia i śmierci.
- Powiedź mi, czy myślisz, że jak włożyłem do szafki Joli, całą kupę stokrotek, to ona przyjdzie?
Że co?! Wytrzeszczam na niego oczy jak wół na malowane wrota. Nie… To jakieś żarty.
- Możesz powtórzyć, bo chyba się przesłyszałam.
- No wiesz, zapytałem się chłopaków z klasy o numer szafki Joli, a potem nazrywałem całą masę stokrotek i wrzuciłem je do jej szafki.
Oblizuje nerwowo usta i patrzę na chłopaka, mając nadzieję, że za chwilę zaprzeczy własnym słowom i obróci wszystko w żart. Widząc, że nie żartuje, zalewa mnie z jednej strony współczucie dla tego idioty, a drugiej strony złość, na to, że w tak perfidny sposób zostałam wystawiona do wiatru.
- Więc to ty wpakowałeś mi je do szafki? I to, dlatego, że się pomyliłeś?! Matko najdroższa, miej w opiece tego idiotę. – szepczę do siebie.
- Co? – pyta zdezorientowany moją reakcją.
- Zrobili cię w balona i podali ci mój numer szafki, pacanie!
- Czyli…
- Tak, Jola nie przyjdzie. – przecieram ręką oczy, następnie wzdycham spoglądając spod łba na załamanego chłopaka. Widać, że bardzo się starał dobrze wyglądać na tym spotkaniu. Swoje zwykle niesforne blond włosy, okiełznał prawdopodobnie szczotką i małą ilością, żelu. Nawet ubrał się bardziej stylowo, jeśli można to tak nazwać, niż zwykle. W jednym słowie, właśnie szansa minęła mu sprzed nosa.
- Ej… nie załamuj się. – zaczynam lekko nerwowo. – Wiesz, ten pomysł z stokrotkami to świetna sprawa. Myślę, że Jola na pewno inaczej by na ciebie spojrzała po takim zaproszeniu. No weź Darek, nie smuć się. – Borze sosnowy i co ja mam zrobić. Mam nadzieję, że mi się tu nie popłacze. Zawstydzona całą sytuacją, wręcz panicznie chciałam wymyślić pomysł, by mu pomóc.
Spojrzał na mnie zawstydzony i tak smutny, że zrobiło mi się go żal. Jakbym widziała swoje odbicie, gdy za każdym razem Artur mnie ranił.
- Pomogę ci, obiecuję. Tylko już się tak nie dołuj. – poklepałam go przyjacielsko po plecach i szeroko się uśmiechnęłam. – Sorki, że zepsułam twój wielki dzień.
- Nie masz za co przepraszać, to ja muszę cię przeprosić, za wprowadzenie w błąd.
- To, co powiesz, by w ramach rekompensaty zabrać mnie na spacer? Moglibyśmy obmyślić plan zniewolenia Joli.
Zastanowił się chwilę i wstał z letkim uśmiechem.
- No to chodźmy.
  • awatar Kowalski, opcje!: @SallyLou: znowu powiedzieli to co ja chciałam powiedzieć.
  • awatar SallyLou: Wszyscy ostatnio grają na moich emocjach w opowiadaniach. Ty również, Lisa :D Ten motylek wzruszył mnie dogłębnie. Kocham taką symbolikę, aczkolwiek trochę ona przerażająca. Raisa utożsamiła się z nim, a on zginął... Straszne. Z kolei to spotkanie w parku zaskoczyło mnie. Spodziewałam się Adama, albo Artura :D Jestem ciekawa jak to dalej się potoczy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Raisa, skarbie jak miło, że już jesteś. Właśnie gawędziliśmy sobie z Arturem o wędkowaniu i wyjaśniliśmy sobie parę spraw.
- Doprawdy? – pytam unosząc prawą brew i mierzę wzrokiem mojego ex przyjaciela, który śmiał mnie dzisiaj rano tak perfidnie zignorować. Ja cię jeszcze nauczę kanalio jedna traktować kobiety! Zaraz… wędkarstwo?! A to szuja, tak bezwstydnie przekupić mojego ojca, jak dziecko prezentem świątecznym, który nie jest częścią garderoby, a wymarzoną zabawką. Oj nie ujdzie mu to na sucho – Co tu robisz?
- Moja mama słysząc o pogorszeniu zdrowia twojego taty, koniecznie chciała przyjść, a że odebrała mnie ze szkoły, to po drodze zajechaliśmy. – stwierdza jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. To gdzie ona teraz niby jest?
- Sylwia poszła do sklepiku po kawę. Siadaj, nie stój tak w progu. – wyjaśnia mój tata, jakby czytał mi w myślach.
Nie spuszczając badawczego spojrzenia z Artura zajmuje krzesło po drugiej stronie łóżka i łapię za rękę tatę. On uśmiecha się do mnie ciepło, po czym podekscytowany zwraca się do mnie ze świecącymi oczami.
- Nie mówiłaś, że Artur lubi łowić ryby. Właśnie przed momentem opowiadał mi, że niedaleko stąd złapał olbrzymiego sandacza. – Skrzywiłam się a samą myśl o tej wstrętnej rybie z wielką, śmierdzącą paszczą i jeszcze gorszymi rybimi oczami. Fuj. Ni to smaczne, chociaż reszta domowników uważa inaczej, ni to ładne, nawet nie może służyć w formie rekreacyjnej. Nie ma to jak to „cudowne” hobby. Ale nie to jest najgorsze, o nie. To dopiero początek. Najgorsze jest wstawanie o trzeciej nad ranem i budzenie całego domu, bo tata nie może się sam wyprawić na ryby. Uśmiecham się krzywo.
- Nie wiedziałam – opowiadam zgodnie z prawdą. Jakoś tak nagle stracił w moich oczach.
- Wiedziałem, że Raisa nie przepada za wędkarstwem, więc nie wspominałem o tym. – Serio? Wiedział? A jak by inaczej. Nie omieszkałam mu się żalić na pasję taty, którą koniecznie, wręcz na siłę próbował mnie zarazić. Teraz i on dołączył do grona zdrajców.
- E tam, nie wie, co dobre. Jak wyjdę ze szpitala, z chęcią wybiorę się z tobą nad jakąś rzekę.
- Z chęcią – szczerzy się jak głupi do sera, czym mnie porządnie wkurza. Nie powinno go tu w ogóle być. Co on sobie myślał, by po tej akcji z rana, tak bezczelnie przychodzić do mojego taty. Ale nie to jest najgorsze. O nie, najbardziej wpieniła mnie nagła zmiana taty. Czy to nie on jeszcze parę dni temu mówił, że Artur sprowadza mnie na złą drogę?
- Szczerze powiedziawszy martwiłem się trochę o waszą znajomość z Raisą. Ale jestem rad, że ma takiego przyjaciela jak ty, który ceni ją jak własną siostrę. Teraz jestem… - nie słucham dalej, bo w głowie szumi mi jak echo, to przeklęte słowo „siostra”. Serce nieprzyjemnie mi się ściska. Słowa taty tracą dla mnie sens. Znów dopada mnie to palące uczucie porażki. Mam ochotę uciec. Spoglądam na zegarek.
- Wybaczcie mi, ale umówiłam się ze znajomymi w parku – stwierdzam z szerokim uśmiechem, ściskając lekko dłoń taty.
- Uważaj na siebie.
- Dobrze.
- Odprowadzę cię.
- Nie trzeba – naciskam miotając w jego stronę pioruny. On jednak jakby ślepy i na dodatek głuchy rusza za mną. Wzdycham pod nosem i żegnam się z tatą.
- Do zobaczenia jutro, przyjadę cię z mamą odeprać.
- Bez obaw, baw się dobrze.
Wyszliśmy. Cichy szum szurania naszych nóg roznosił się po korytarzu, a następnie na klatce schodowej. Na jednym z stopni zatrzymałam się i lodowato spojrzałam na chłopaka.
- W co ty sobie pogrywasz?
- Nie wiem, o co ci chodzi.
Wzdycham i przecieram oczy palcami.
- Co tu robisz?
- Nie widziałaś? Przyszedłem odwiedzić twojego tatę.
- Aż tak jesteś z nim blisko? – pytam z głosem ociekającym najczystszą ironią.
- Nie, ale z tobą jestem. – zamieram oszołomiona, jak po prawym sierpowym prosto w twarz. Serce znów ściska się z żalu. Jestem jedynie „siostrą” i to się nigdy nie zmieni. – Martwiłem się, pamiętam, co przechodziłaś, podczas, gdy twój tata chorował.
- Mogłeś zapytać się mnie.
- Ta. Jasne. A świnie potrafią latać. Raisa nie oszukuj samej siebie, obraziłaś się o jakąś pierdołę, nawet nie wiem, jaką i patrzysz na mnie jakbyś, albo chciała mnie ukatrupić wzrokiem, albo uciec w siną dal. Nie gniewam się za twoje słowa, chociaż uważam, że ostro przesadziłaś. Nie masz prawa osądzać moich związków towarzyskich, a do tego tak deptać naszej przyjaźni.
- Serio? – pytam z pogardą zmieszaną z ironią.
- Tak. To, że po raz drugi mnie uderzyłaś, puszczę w niepamięć, bo należało mi się, trochę się zagalopowałem – zapadła głucha, niezręczna cisza, w której niemal słyszałam, jak para idzie mi z uszu. - Skoro wszystko sobie wyjaśniliśmy, przestań się na mnie gniewać i wróćmy do tego, co było wcześniej. Postaram się nad sobą pracować.
- O nie! Pierdołę? Nie gniewasz się? My nic sobie nie wyjaśniliśmy. Widzę, że nic do ciebie nie dotarło po naszej ostatniej rozmowie. Wciąż jesteś zapatrzonym w siebie, egoistycznym dupkiem. Ja nie chcę wracać do tego, co było wcześniej! Mam dość tego, jak wykorzystujesz moje uczucia do ciebie. Nie widzisz nic, poza czubkiem własnego nosa. Jak mogłam wytrzymać z tobą tyle czasu? Chociaż nie. Kiedyś byłeś inny, ale teraz – zaśmiałam się cierpko. – Zmieniłeś się. Stałeś się pozerem nieliczącym się z innymi. – W oczach zakręciły mi się łzy. – Nie stracę na ciebie więcej czasu i nerwów. Wystarczy mi. Poddaję się. – Zanim łzy popłynęły mi ciurkiem uciekłam. Sama do końca nie wiedziałam, przed kim.
  • awatar SallyLou: Artur przeciągnął ojca Raisy na swą stronę... Spryciarz :D Chociaż nie rozumiem zbytnio jego postępowania. Relacje między tą dwójką są dla mnie skomplikowane. Ale czyta się to świetnie. Biję pokłony ;)
  • awatar Kowalski, opcje!: Wiesz co jest najlepszym prezentem urodzinowym? Twoje opowiadanie! I to trzy części do przeczytania na raz!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Część 8
Rozglądam się, czy przypadkiem za chwilę nie zobaczę Artura, gdy nagle dociera do mnie, że stoję już przed salą językową. Widocznie tak się zamyśliłam, że nogi same zaniosły mnie automatycznie pod kolejną klasę. Mam nieodparte wrażenie, że przed chwilą zaprzepaściłam, swoje wewnętrzne postanowienie, by wysłać palanta do szufladki w swoim przegrzanym mózgu z dużym napisem „Kosz”. Wzdycham pod nosem i rozglądam się za Adamem. Może uda mi się go przycisnąć i dowiedzieć się, co nieco, o moich brakach w pamięci. Inna sprawa, że nieodparcie kusi mnie, by wyciągnąć z niego, kto, albo, co go pobiło. Jednak jak na złość chłopaka nigdzie nie było widać. Zapadł się jakby pod ziemię i o zgrozo do końca wszystkich lekcji unikał mnie jak ognia… no dobra nie tyle, co unikał, a znikał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w raz z dźwiękiem dzwonka. Zaczęło mnie to mocno irytować, przez co nie mogłam się skupić na lekcjach, bo mój wzrok mimo woli zbaczał z kursu i śledził to Adama, to Artura. Do diaska! Jeszcze mnie za jakiegoś prześladowcę wezmą! W raz z zakończeniem ostatnich zajęć, zerwałam się raptownie z krzesła i pognałam za Adamem. Udało mi się go dopaść na schodach do szatni. Inna sprawa, że chłopak ma parę w nogach niczym pendolino.
- Hej! Poczekaj! – wołam zziajana, mając nadzieję, że włączy hamulce. Adam zatrzymuje się na dole schodów i posła mi szeroki uśmiech. Na policzkach ma rumieńce, mogące dorównać licom nie jednej wstydliwej dziewczyny. Wygląda tak słodko, że aż mam się ochotę go przytulić. Macha mi ręką i znika za zakrętem. Stoję chwilę oszołomiona. Czy on właśnie zwiał? Nie… nie może być. Czy jestem tak straszna, że wszyscy mnie dzisiaj unikają? Wzdycham zdołowana idąc do swojej szafki. Otwieram drzwiczki i z głośnym hukiem je natychmiast zamykam. Chyba się pomyliłam. Sprawdzam numerek, jednak jak wół widnieje karteczka z napisem „242”. Argumentem przemawiającym za tym, że to nie pomyłka świadczył też zepsuty zamek. Powoli uchylam drzwiczki i zaglądam do środka. Wnętrze szafki jest wypełnione małymi stokrotkami. Albo mam zwidy, albo to głupi żart. Rozglądam się, czy nikt nie zauważył mojego dziwnego zachowania, i rumieńców zażenowania, po czym zamykam drzwiczki i czekam aż szatnia całkowicie opustoszeje. Dopiero, gdy droga jest wolna, zaczynam zbierać białe kwiatki w bukiecik. Ktokolwiek to zrobił musiał sam wszystkie zerwać, bo łodyżki były nierówne. W szafce pod tym całym stokrotkowym dywanem leżała mała kartka zwinięta w rulonik i związana różowym kwiatkiem. Zaintrygowana rozwijam liścik.
„ Dzisiaj o osiemnastej w parku księżycowym. Będę czekać”.
Czytam wiadomość parę razy, a moje usta rozchodzą się w szerokim uśmiechu. To musi być Adam. W końcu, po co by znikał na przerwach, jak nie zrywał stokrotki? No dobra. Mógł mieć wiele innych powodów, ale nie unikałby mnie tak. I do tego nikt inny nie wiedział o zniszczonym zamku. Przygryzam wargę, nie przestając się uśmiechać. Uzbrojona w bukiet stokrotek i swój ciężki jak diabli plecak, wychodzę ze szkoły.
Nucąc pod nosem piosenkę z dzieciństwa idę wolnym krokiem w stronę swojego domu. Wzrokiem błądzę za nielicznymi chmurami na niebie, które jakby przerażone uciekają przed bystrym słońcem. Wiosna… Czyżby i dla mnie przyszła? W wyśmienitym humorze przekraczam próg drzwi i nie czekając dobieram się do swojej szafy. Wyciągam zwiewną, niebieską sukienkę, o której posiadania nawet się nie spodziewałam, i kładąc ją na łóżku idę się umyć. Po orzeźwiającym prysznicu łapię po drodze kieckę z łóżka, zakładam ją i podchodzę do lustra. Mierzę się krytycznym spojrzeniem, wydymam niezadowolona usta i koniec końców zrzucam ją z siebie. Nie pasuję mi, i tyle. I wcale nie dlatego ją wybrałam, bo Adam prawił mi komplementy… Chociaż Artur stwierdził, że wyglądam obrzydliwie… Ale seksownie… Agh! Mam mętlik w głowie. Nie zakładam sukienki koniec, kropka. Wracam do pokoju, by wybrać bardziej wygodny strój. Czyli białe dżinsy i czarną koszulę z lekkiego materiału. Zakładam wybrane ubrania i wracam zobaczyć swoje oblicze. Znacznie lepiej. Przynajmniej teraz wyglądam jak ja. Pomimo przemożnej chęci zrobienia sobie makijażu, koniec końców kończę jedynie korektorując niedoskonałości i lekkim pociągnięciu rzęs tuszem. Widząc swoje odbicie jestem w miarę zadowolona. Zaplatam jeszcze swoje włosy w luźny warkocz i opuszczam go sobie na ramię. No, to teraz, do boju! Zerkając na zegarek wychodzę z domu i kieruję się w stronę przystanku, nie mogąc przez całą drogę wyrzucić z głowy figlarnej melodyjki. Po dojściu do celu wsiadam w autobus. Droga mija mi nadzwyczaj szybko, więc lada moment wysiadam przed okręgowym szpitalem. Mój wspaniały humor troszkę się tępi pod nieprzyjemną aurą tego budynku, jednak pomimo tego pewnym krokiem kieruję się ku oddziałowi kardiochirurgii. Nie zważając na mijanych ludzi docieram wreszcie pod salę szpitalną i po cichym zapukaniu wchodzę. W pierwszej chwili dostrzegam tatę śmiejącego się wniebogłosy, a dopiero po chwili jego. Zamieram w pół kroku nie do końca rozumiejąc skąd on się tu wziął. A co ciekawsze, czym przekupił mojego ojca, że ten do niego, aż pieje. Mierzę obu czujnym wzrokiem. Chyba nawet bardziej czułym niż własny wygląd półgodziny temu.
  • awatar SallyLou: Jestem pełna podziwu dla tego tajemniczego dekoratora, że udało mu się ozdobić szafkę Raisy ( Swoją drogą nie wiem czemu, ale podejrzewam, ze to nie Adam ). Kolejny ciekawy pomysł :D To spotkanie w parku brzmi tajemniczo :) Już nie mogę się doczekać kolejnej części. Tak długo nie mogłam czytać " Berceuse", że teraz musisz to po nadrabiać. Pragnę więcej... :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Całe życie przemierzając szkolne korytarze, wydawało mi się być niewidzialną, dla oczu siedzących pod ścianami uczniów. Jednak dzisiejszego dnia, nie mogę się pozbyć wrażenia, że uwaga wszystkich jest skupiona na mojej osobie. Ciekawskie spojrzenia odprowadzają mnie aż pod salę biologiczną. Zresztą nie ma, co się gapiom dziwić, skoro cały czas miotam wzrokiem niczym przerażony kociak poszukujący drogi ucieczki, jakby mogło mi to pomóc odroczyć konfrontację z Arturem. W głowie odbywam już setkę możliwych przebiegów naszego spotkania, jednak podświadomie czuję, że nie ważne, co zrobię jestem skazana na porażkę. To chyba nie najlepiej wróży mojej przyszłości. Grunt to pozytywne nastawienie i wizualizacja… Agh! Czemu musiało przed oczami stanąć mi to jak obijam mu tą cudną buźkę?! Wystarczy, że dostał już dwa razy z liścia, trzeciego nie potrzebuje, jeszcze mu do głowy przyjdzie by mi oddać. Krzywię się na samą myśl. Nie… nie zrobiłby tego… chyba. W głowie mam chaos godny tego z greckich mitologii. Z jednej strony mam ochotę paść przed nim na kolana… no dobra trochę koloryzuję, ale przynajmniej w przenośni, i błagać go o przebaczenie. Z drugiej jednak umysł podszeptuje, by dać mu kopa na pożegnanie i pozbyć się palanta… no to, mam dylemat. A obu rzeczy na raz zrobić się nie da. Serce z tych sprzecznych emocji gotowało mi się gorzej niż smoła w piekielnych kotłach. Nie przestając śledzić wręcz panicznym wzrokiem otoczenia, dostrzegam zbliżającego się nauczyciela, który zresztą na niego nie wygląda, no chyba, że człowiek przyjrzy się jego pooranej zmarszczkami twarzy. Oddycham z ulgą. Jakby na zawołanie rozbrzmiewa niszczący bębenki dźwięk. Słysząc ten upiorny odgłos zwiastujący rozpoczęcie lekcji niemal pieję ze szczęścia. Chyba pierwszy raz w życiu cieszę się z tego powodu, ale świadomość, że w czasie zajęć nie będę musiała przejmować się Arturem ogarnia mnie nie przenikniony spokój. Wodzę oczami chwilę za Doktorkiem otwierającym drzwi i niczym shinobi przestępuję próg sali. Zajmuję swoje miejsce w półksiężycu ławek, jako pierwsza z klasy, po czym wyciągam książki od biologii. Po wyładowaniu pokaźnych kilogramów zapisanego papieru z plecaka wpatruję się w krzątającego się przy biurku nauczyciela. Profesor był przez nas pieszczotliwie ochrzczony Doktorkiem. Geneza tego przezwiska nie jest w stu procentach pewna, jednak zawsze mi się wydawało, że przyczyniła się do tego jego stara lekarska aktówka, rodem wzięta z westernów, z której właśnie wyciągał własne pomoce naukowe. Jakby nam ich nie wystarczyło. Szczerze lubię jego lekcje, są interesujące, a on sam jest niczym pasterz prowadzący swoje wierne owieczki po świecie tajemnic życia. Niczym Mojżesz rozstępujący przed naszymi oczami morza niewiedzy. Jakby tego nie nazwać, wszyscy uwielbiali Doktorka, który niemal raz w tygodniu nie omieszkał wzdychać pod nosem, że jak był na studiach miał wszystko zaliczone na bardzo dobry, oprócz tej jednej trói, której mu się nie chciało poprawić. W ten oto sposób zachęcał nas do poprawiania nawet wydawałoby się, pozytywnych ocen. I tak nadszedł na to czas, gdy niby mimo chodem, w czasie, gdy wszyscy się rozpakowali zaczął narzekać na swoje błędy przeszłości. Uśmiecham się pod nosem i słysząc jak obok mnie szura krzesło, podnoszę oczy ku nieproszonemu gościowi, który raczej nie był Anią. Z drugiej strony wolałabym, by już wróciła. No cóż, nie ma co marudzić. Chłopak z szerokim uśmiechem na twarzy, która jest na policzku podejrzanie sina, siada bez pytania na wolnym krześle i posyła mi zniewalające spojrzenie orzechowych oczu, na które lekko się rumienię. W głowie niczym zacięta płyta przypomina mi się jego wyznanie i moje późniejsze wybryki. Na policzki wypływają mi rumieńce, którymi mogłabym zawstydzić najdojrzalsze pomidory. No to klops. Widząc, że raczej nie mam, co liczyć na jakąś żywiołową klęskę, która by mnie wybawiła z opresji, zaczęłam się z nerwów bawić mechanicznym ołówkiem. Co chwilę zerkam na jego przystojną twarz, by wypalić sobie w pomięci jego prawdziwy obraz. Oblizuję odruchowo wargi językiem i nachylam się do Adama.
- Co ci się stało w twarz? – pytam szeptem, szczerze zatroskana. To mogła być nieuwaga lub głupota, ale pobicie jest już poważną sprawą, której nie należy lekceważyć. Posyła mi krzywe spojrzenie i zapada niezręczna cisza. – Nie mów… Przyłożyła ci jakaś dziewczyna. Ale musiała mieć parę w rękach – żartuję, mając nadzieję, że to rozluźni trochę atmosferę. Adam przez chwilę trawi moje słowa po czym parska śmiechem. Fiu… Już myślałam, że nie załapał.
- Pośrednio tak. – uśmiecha się od ucha do ucha, pokazując swoje białe zęby. Aż przez chwilę mam ochotę mu je wyrwać pojedynczo. Ząb, po zębie i wstawić je sobie, jako własne, albo przynajmniej zrobić sobie z nich naszyjnik, zamiast pereł. To byłaby oryginalna ozdoba. – Tak myślałem, że urwał ci się film.
Zamurowało mnie. Wytrzeszczam oczy, jakby na czole wyrosło mu trzecie oko. Że jak?! To nie sprawiedliwe! Przeklęci faceci! Czemu oni muszą wiedzieć coś, o czym ja nie pamiętam?! Najpierw Artur, teraz Adam. Nigdy więcej nie piję alkoholu.
- Było, aż tak źle? – pytam załamana swoją niewiedzą, a tym bardziej, że nie pamiętam swoich czynów.
- To zależy, kiedy odpłynęłaś.
Chowam twarz w dłoniach.
- Żaliłam ci się na łóżku w twoim pokoju – mamroczę pod nosem, zażenowana.
- Szkoda – wzdycha jakby zawiedziony. Zaraz mnie pożre żywcem ciekawość, co się działo dalej… albo nie, nie chcę wiedzieć. Bo jeszcze słowa Artura staną się prawdą, a nie chcę psuć kontaktów z Adamem. Może to nie jest fer z mojej strony, że traktuję go, jako substrat Artura, ale kto wie, może dzięki temu zrodzi się jakieś uczucie? Czas zapomnieć o tej miłości. Ale czy to w ogóle było to? Może to niewinne zauroczenie. Podziw? Litość? A może przywiązanie. Kto to wie? I chyba wolę to zakopać gdzieś w ciemnym borze zapomnienia. Nic z tego nie będzie, a marnowanie młodości na syzyfowej pracy jest zdecydowanie, zbytnim trwonieniem życia.
- Z chęcią bym powtórzył tą noc. – wzdycha do mojego ucha, na co cała się spinam. Dreszcz przechodzi mi po całym ciele, aż powstawały mi wszystkie włoski.
- Serio? Nie wiedziałam, że jesteś masochistą i lubisz słuchać użalających się dziewczyn.
- Bo nie lubię, ale ty jesteś wyjątkiem.
Spiekam jeszcze większego buraka i schowałam głowę między włosami. Skąd mu się takie teksty biorą? Powinni prawnie tego zakazać, bo jeśli za chwilę się nie uspokoję, serce wyskoczy mi z piersi i klasa będzie mieć żywą pomoc naukową. Tu rozmowa ucichła, a my skupiliśmy się na wykładzie Doktorka na temat układu nerwowego. Uważnie słuchając o neuronach, zapisywałam notatki swoim ołówkiem, by później wszystko uporządkować i przepisać do drugiego zeszytu.
- Dziękuję wszystkim za współpracę i przypominam, że na następnych zajęciach masie kartkówkę z dwóch ostatnich lekcji. – Doktorek ledwie skończył, a rozbrzmiał w całej sali szkolny dzwonek. Przerwa. Pakuję swoje książki i odkręcam się do Adama, ale tego już nie ma. Marszcząc brwi szukam go wzrokiem i dostrzegam go przy drzwiach. Nie myśląc wstaję z krzesła, by go dogonić. Manewruję chwilę między krzesełkami i wybiegam przez drzwi. Nagle czuję jak tracę równowagę, o rozwiązane sznurówki i lecę niczym spadochroniarz bez spadochronu. Na moim torze lotu śmie ktoś stanąć, przez co zamiast przyrżnąć głową o podłogę, mój nos boleśnie uderza o czyjś tors.
- Au… - mruczę pocierając obolała chrząstkę – Sorki…
Zamieram w pół słowa i z tępym spojrzeniem wpatruję się w chłopaka, który przede mną stoi i pociera miejsce, w którym go uderzyłam. W głowie mam pustkę, wszystkie słowa, które tak zawzięcie układałam sobie na wszelki wypadek wyparowały i uciekły w siną dal. Do diaska! Przeklęta wizualizacja się spełniła! Niemal zapadam się w sobie i czekam na jakąkolwiek reakcję, jednak nie tego się spodziewałam. Nawet na mnie nie spojrzał, mimo, że nasze oczy były na tej samej wysokości. Jakby nic, wyminął mnie i podszedł do nauczyciela ze skruszoną miną. Prawdopodobnie, by wytłumaczyć się ze swojej nieobecności. Co to było? Czy no właśnie mnie zignorował?! Jak on śmie?! Budzi się we mnie ukryta wściekłość. Czemu się do mnie nie odezwał?! Jeszcze chwila, a gotowa byłabym mu wygarnąć, co o nim myślę i zasadzić mu kopa, by nie myślał sobie, że może mnie tak ignorować! Jednak znajomi z klasy wypchnęli mnie z przejścia, tak, że straciłam Artura z oczu. Dopiero to wyrwało mnie z otępienia. Co ja do diaska wyprawiam?! Czy nie o to mi chodziło? Zerwać wszystkie więzi. Zakończyć tę pseudo przyjaźń i wreszcie ruszyć do przodu… więc co to było? Nie tak czuje się osoba, która pali za sobą mosty. Czuję się niczym te zdesperowane z miłości dziewczyny, które same nie wiedzą, czego chcą. Zawsze mnie irytowały, ale teraz sama jestem w takiej sytuacji i chyba troszkę zaczęłam je rozumieć. Po co ja to wszystko w ogóle zaczynałam? Ale idiotka ze mnie.

_________________________________
Witajcie moi drodzy parafianie Jak widać laptop wrócił, chociaż napsuł mi strasznie dużo nerwów. Chciałabym wam wynagrodzić stracony czas i rozdziały, ale czuję, że nie podołam temu, szczególnie, że lada chwila początek roku szkolnego... Przepraszam za błędy, ale nawet nie chce mi się dzisiaj tego sprawdzać.
  • awatar SallyLou: O kurcze kiedy ostatni raz czytałam to opowiadanie? Stęskniłam się za Twoim stylem pisania :D Ciekawa jestem co też stało się na tej imprezie o czym bohaterka nie pamięta. Raisa ma zawiłe problemy uczuciowe, ale siedzi w niej taki mały diabełek. Ten naszyjnik z zębów to naprawdę ciekawy pomysł...
  • awatar Zakira Luna: @Zakira Luna: Cholerka, nie zmieściłam się w jednym komentarzu...ech, nie cierpię ograniczeń! No więc, błędów poważniejszych jakiś nie znalazłam, może tylko jedna mała uwaga: W moim odczuciu nadużyłaś kropek a zapomniałaś o przecinkach :P Czekam na ciąg dalszy!
  • awatar Zakira Luna: Będziesz się musiała bardzo postarać żeby taką przerwę nam wynagrodzić- minęło tyle czasu że, ab być na bieżąco musiałam przejrzeć całe berceuse jeszcze raz :P ,,Całe życie przemierzając szkolne korytarze wydawało mi się być niewidzialna dla oczu siedzących pod ścianami uczniów" Hm...tu chyba wkradł się jakiś błąd ;) Ta to popada w skrajności, albo pobić albo wielbić i błagać o przebaczenie- typowa nastolatka :D Uśmiałam się na tekst o zębach...uuu, coś czuję że Adam chciałby nie tylko słuchać jej żalów podczas ,,razem spędzanych nocy" XD A mówiłam: wiąż sznurówki! :D A Arturka za taką ignorancję należałoby co najmniej spalić na stosie! podobała mi się ta część (Nawet nie myśl że wykręcisz się od kolejnych! Masz jeszcze aż...<liczy> cztery, a właściwie pięć wolnych dni! Umówmy się tak- jedna część dziennie? :* Musisz to skończyć w wakacje bo inaczej nie doczekamy się końcówki do końca roku, zlituj się! )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Laptop wrócił! A to kolejny przezabawny filmik
  • awatar Paula ;33333: hahahahah! dobre! :D
  • awatar Kowalski, opcje!: Oglądałam to już wcześniej, ale jakoś nie miałam czasu skomentować. Śmieję się za każdym razem jak widzę ten filmik.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
po prostu musiałam to wstawić xp
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

livli5
 
zakiraluna
 
EPILOG

Ja nie chcę! Kręcę głową wyciągając z mikrofalówki ostatnią torebkę, z której unosi się zapach topionego masła i soli. Wysypuję jej zawartość do pojemnika. Łapię wielką miskę z górą popcornu i wchodzę do pomieszczenia, uważając przy tym na głowę. W sali panuję przyjemny półmrok. Rozglądam się w poszukiwaniu niebieskiej czupryny. Gdy dostrzegam ją na kanapie, szeroko się uśmiecham i do niej podchodzę. Bez słowa kładę się na kolanach mojego wodorosta, robiąc sobie z jej nóg coś na kształt poduszki, a miskę układam sobie wygodnie na brzuchu. Muszę mieć jakieś korzyści z tej męki!
- To co, zaczynamy? Nie mogę się doczekać! - stwierdza Laura kradnąc mi całusa... może nie będzie tak źle. Teraz jak o tym pomyślę, to nigdy w życiu nie powiedziałbym, że tak skończymy. Nie chcę wracać do tych czasów, gdy jedyne o czym marzyła, to zrównać mnie z błotem...
- Nadal nie jestem pewny czy chce to przeżywać od początku. Nawet po trzech latach pamiętam te przeklęte zagadki...- stwierdzam z przekąsem, jedyne co mnie przekonało do obejrzenia tego filmu to, uśmiecham się pod nosem - I twój czerwony staniczek - dodaję szybko, na co Laura dosłownie spłonęła rumieńcem.
- Tak, zwłaszcza staniczek...wiesz, czasem zachowujesz się jak typowy facet... - Unoszę brew w zadumie. No wiesz? I jak ja mam to interpretować? Jako komplement czy oszczerstwo? - Daj spokój, ja mimo wszystko całkiem nieźle to wspominam...milo że dali nam coś takiego nie sadzisz? - Nie...
- Że też się ociągali z tym tyle czasu. - Mówię zamiast tego, jakby nie patrzeć gdzieś tam bardzo, bardzo, BARDZO głęboko doceniam ich gest. Uśmiechając się nakazuję sobie zanotować, kogo ukatrupić, za ślinienie się na widok stanika mojej dziewczyny. Film ruszył pełną parą. - O to aula... - wymsknęło mi się, na widok sali pełnej po brzegi uczniów. Uważnie śledziłem jak sobowtór Laury rusza do sali muzycznej i dosłownie przerzuca ją do góry nogami. - Kto by pomyślał, że jesteś taka porywcza... biedna gitara... to pewnie między innymi o nią wciekał się tak dyrektor. - I pewnie właściciel owej gitary... Pamiętam te trzy godziny kazania na temat, że zawiedliśmy go i ble, ble, ble. Nie słuchałem bo zbyt mnie plecy bolały. Z rozmyślań wyrywa mnie Laura.
- Taki prezent pożegnalny... - Zniszczenie gitary? No tak cudowny prezent. Jakby za kare za moje myśli dostałem dwa palce zakończone paznokciami złudnie podobnymi do szponów. Skuliłem się lekko i w ramach odwet pokazałem jej język. - Dziwisz mi się? Swoją drogą, rzucając te piłki wyglądałeś jak zawodowy koszykarz... - czuję się dumny ze swoich popisów, nic dziwnego, że po zawodach klub koszykówki tak mnie męczył bym do nich dołączył. - Ale i tak uważam że pierwszą zagadkę miałeś łatwiejsza niż ja.
-Tak, księżniczko, wmawiaj to sobie. - przewróciłem oczami. - Po tej zagadce, "zaraz" nabrało dla mnie całkiem innego znaczenia. Ty miałaś pięć możliwych opcji, a ja? Nie mogłem być pewny ile wariantów mam przed nosem... Ej nie wspominałaś, że kolegujesz się ze złotą rybką z niemca. - Rozbawiony patrzyłem jak wodorost z obrzydzeniem wyciąga zagadkę z akwarium. Cóż za ironia.
- Mam wrażenie że moja miłość do tej rybki jest jednostronna... Hej! I to ja jestem porywcza? Rozbiłeś tę ławkę w drobny maczek! Taki silny... - Kręci głową, a mnie robi się ciepło na policzkach za komplement - A nie potrafi znieść moich łaskotek! - I buch! Bańka mydlana pękła przez pazury atakujące moje wrażliwe na łaskotki miejsca.
-Ej! - próbuję się oswobodzić, jednak, po chwili gdy już nie mogę ze śmiechu złapać oddechu, a popcorn rozsypuję się z miski, postanawiam wywiesić biała flagę. - Basta, poddaje się! Okey jesteśmy kwita. Miałem szczęście, że była tam ta zagadka, bo uwierz nie chciałabyś być na moim miejscu. - stwierdzam przypominając sobie tyradę dyrektora na ten temat. Staję z kanapy i zbieram rozsypany popcorn i wracam na kanapę, ale tym razem wciskam się w jej róg i ciągnę dziewczynę za rękę w swoją stronę, po czym mocno ją przytulam. - Teraz cię nie puszczę. - szepczę jej do ucha i delektuję się ciepłem jej ciała.
- Odpowiada mi to... - Składa na moich ustach pocałunek. - Zawsze wiesz jak mnie podejść... - Oczywiście, że wiem - O, teraz będzie najlepsze! Biblioteka! W końcu się dowiem czy to naprawdę był wypadek... - Aż się wzdrygam.
Przez chwilę leżymy w milczeniu, na nowo przeżywając wypadek w bibliotece.
- Wstrętny kocur, gdyby nie nagranie, musiałbym ponieść koszty naprawy, a tak to, tylko czekało nas sprzątanie... - stwierdzam z naganą w głosie - O widzisz nie kłamałem!- Krzyczę pokazując scenę w której po raz pierwszy miałem spotkanie czwartego stopnia z kotem. Aż mnie kręgosłup rozbolał widząc siebie rozpłaszczonego na półkach regału, kamera przeniosła się na Laure, która oberwała encyklopedią. Zabolało mnie serce, aż lekko mocniej ścisnąłem dziewczynę. - Au... To musiało boleć.
- Bolało jak cholera! Ale na szczęście przybył błędny rycerz by ocalić swą księżniczkę Niech będzie, wierze Ci... - Postanowiłem zachować swoją męską dumę i nie wspominać o siniakach, przez które nie mogłem spać na plecach przez dwa tygodnie. - Nie mów tak o Amonie! To znaczy... Filemonie - Laura zmarkotniała. Opowiadała mi o tym, że polubiła tą bestię, ale nie mogła jej zatrzymać. Podobnież była woźnej, czy kogoś tam.
- Tak szczerze o co ci wtedy chodziło? - wskazuję na ekran, gdy wodorost wybucha nagłą złością. - Żartowałem... - I po co ja się usprawiedliwiam? Głupi Feliks! - Ale dziwnie się czuję oglądając to jak film, a nas jako aktorów. - stwierdzam by ukryć swoją głupotę. Oglądam nasze p[optyczki w bibliotece i automatycznie wplatam palce w jej miękkie włosy. Delikatnie ją głaszcząc.
- Dlaczego? Całkiem przyjemnie mi się ciebie ogląda.- Zapada krótka cisza i słyszę, ciche westchnięcie. - Myślałam że specjalnie popchnąłeś regał, a potem przybiegłeś mi pomóc, żeby zrobić z siebie bohatera... - Trochę zabolał fakt, że kiedyś miała mnie za palanta bez skrupułów, który ma w nosie życie i zdrowie innych. Czy rzeczywiście jestem takim egoistą?
-Ech... -Wzdycham, nie wolno mi się rozczulać na pad przeszłością. -Błogosławieni którzy nie wiedzieli, a uwierzyli... - cytuję fragment z Biblii - Wybaczę ci twoją nie wiarę jeśli...- Delikatnie zacząłem rolować koszulę na jej plecach, podwijając ją coraz wyżej.Delektowałem się jej zarumieniony6mi policzkami i spojrzałem w jej piękne oczy koloru morza. To jak na mnie patrzy, spojrzeniem pełnym miłości i szczęścia, przyśpiesza bicie mojego serca. Zbliżam się powoli nie odrywając od niej wzroku i delikatnie zagryzam dolną warkę jej ust.
- Wiesz że nigdy nie byłam święta...- Mówi przekornie, a kiedy tylko uwalniam jej usta, przesuwa je na moją szyję i najpierw lekko całuje, a potem wpija się mocno, zostawiając po sobie okrągły, czerwony ślad... mruczę z przyjemności kiedy ona ponownie całuje to miejsce, zaś jedną dłoń wsuwa mi pod włosy i zaczyna rytmicznie drapać paznokciami mój kark. Sprawiając mi niesamowitą przyjemność. Tak, że niemal zapominam, co chciałem powiedzieć. Jednak zanim całkowicie odpływam, dokańczam z lekkim zawodem, że muszę to przerwać, zanim uzna mnie za zboczeńca.
-Jeśli nigdy więcej nie będziesz mnie tak straszyć. - dokańczam siląc się na powagę.
- No wiesz? Ja byłam bardziej przestraszona, tylko to sobie wyobraź: czujesz na plecach coś miękkiego i to coś się rusza...
- Mi bardziej chodziło o to jak zemdlałaś księżniczko... - stwierdzam rozbawiony, jej lekko oderwaną od rzeczywistości miną. - Czuje się jakbym spojlerował...- Krzywię się lekko.
- Spojlerujesz nam nasz własny film? Złamałam ci okulary...- Mówi skruszona, delikatnie trącając mój nos swoim. - Przestraszyłam Cię wtedy? - Trzepocze rzęsami z miną niewiniątka. A to wodorost jeden! - Ty przeraziłeś mnie bardziej tym co zrobiłeś później... Taki opiekuńczy i martwiący się o mnie...ale potem wyskoczyłeś z tym!- Podbródkiem wskazuje mojego sobowtóra na ekranie, wykrzykującego właśnie swoją tyradę z po tytułem "Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina"
-Ja?! Nawet nie wiedziałem, że o włos uniknąłem śmierci od książki! Chwila później, a to ty byś mnie reanimowała i zaoszczędziłabyś mi kazania... - urwałem na chwilę - chociaż, było warto. - Uśmiecham się szeroko i zaczynam ją przedrzeźniać.-,,To nie byłam ja."- Widzę jak jej oczy biją bromy w moim kierunku. Na wszelki wypadek łapię jej nadgarstki uniemożliwiając wydłubanie mi oczu. - Nie wiem co mnie wtedy napadło, byłem w wybitnie złym nastroju i miałem wrażenie, że ten wodorost- Kara musi być!- ...obwinia mnie za samo istnienie.
- Ty wstrętny...- Z całych sił próbuje się wyrwać, ale nie pozwalam jej na to. - Nie przedrzeźniaj mnie! Mógłbyś z łaski swojej nie mówić o mnie w trzeciej osobie ? Przypominam ci tez że nazwałeś mnie SWOIM wodorostem...- Och i o co się rozchodzi? O dziwo nie oberwało mi się za to. A szczerze spodziewałem się, że dostanę opiernicz za bycie egoistycznym anarchistą. Nagle zamarła, czyżby nagle na to wpadła?
- Patrz! Patrz!- Krzyczy tak głośno, że omal nie tracę swoich cennych bębenków. - Strasznie się namęczyłam nad ta zagadką, wiesz że nie cierpię matmy, jak już ja rozwiązałam to pomyślałam że pewnie byłbyś ze mnie dumny...- Patrzy na mnie cielęcym spojrzeniem. I jak jej tu nie pochwalić?
- Ależ jestem. Ale i tak cię nie puszczę, wodorościku. - Wyszeptuje jej do ucha. - Miałem to zadanie kiedyś na konkursie i pomimo, że wydaje się proste, łatwo jest się pomylić, brawo.-
Uśmiecham się do niej czule. Co z tego, że zagadka była banalna, niech się cieszy. Czuję, jak manewruję naszymi dłońmi, że koniec końców zaplotła mi je wokół szyi.
- Mnie nawet nie wydawało się proste... ale to nie ja jestem w naszym związku geniuszem matematycznym - Całuje mnie w nos i odwraca głowę w stronę telewizora. Mam ochotę ją pocałować, ale ona już zajęła się filmem... Stop! Ja wcale nie jestem zazdrosny o telewizor!
- Popatrz, widziałeś kiedyś krypteks? Tak na marginesie to masz całkiem niezłe wyczucie czasu, gdybyś wpadł do tego gabinetu kilka sekund wcześniej, to ty oberwałbyś tym octem...
-Czemu mam wrażenie, że marzyłaś, by czas się cofnął i jednak mnie trafiła? Niedobry wodorost, mieć tak nieczyste myśli. Szczerze, ja bym się głowił przy tym ustrojstwie, może wpadłbym na to, tylko przez to, że oglądałem kod da Vinci.
- Bo tak właśnie było...- Bezczelnie potwierdza swoje mordercze zamiary. - Jak możesz nazywać to ustrojstwem? Byłam zachwycona tym że to znalazłam... Szkoda tylko ze dyrektor nie podzielał później mojego entuzjazmu...O patrz, ogród! Teraz będzie najlepsze!
W pełnej napięcia ciszy oglądamy siebie nawzajem odnajdujących ostatnią zagadkę. Patrzę na Banalną zagadkę o wannie.
-Serio? Dali nam taką samą? Brak kreatywności - uciszam się i dalej patrzę na ekran, gdy w szaleńczym biegu próbujemy dotrzeć do fontanny. -O zaraz będzie staniczek. - stwierdzam do siebie pod nosem. I nagle zalewa mnie straszna złość i wredność godna diabła. Czekacie... ja wam już piekło urządzę.
- Jak sobie pomyślę, że cała szkoła widziała bieliznę mojej dziewczyny to aż się we mnie gotuje. - Mimowolnie grożę pięścią telewizorowi. Zapamiętując śliniących się palantów. Alex, Artur, Witold, kurde, za dużo ich jest!
- Wtedy jeszcze nie byłam twoją dziewczyną...- Już mam ją zbesztać, gdy opada jej szczęka i rumiana zakopuję się w moim ramieniu. - Jezu to aż tak było widać?!
-Ale teraz nią jesteś księżniczko. Widać wszystko jak na tacy... a pewien wodorost oskarżał mnie o złe zamiary kiedy próbowałem uratować jego reputacje- Stwierdzam niewinnie, karząc ja za striptiz przed cała szkołą. - Chyba zrobię sobie fotkę i powieszę przy łóżku...
- Przypominam ci że ten wodorost zrobił z ciebie współprzewodniczącego...- Ta i okazało się, że to ja musiałem popylać w tę i z powrotem z papierami. -Fotkę? Chyba w tej twojej koszuli...- Puki jest mokra...
-Nawet w niej wyglądasz słodko.- Odruchowo wsuwam jej pod koszulkę rękę i zataczam palcami kręgi. - Chcę mieć setki twoich zdjęć. Jak się złościsz, śmiejesz... i w tej przemoczonej koszuli z olbrzymim rumieńcem.
- Nie cierpię się rumienić...Zgadzam się pod jednym warunkiem...oddasz mi swoja koszule.- Oddałbym ci ich nawet sto. - Czasem mam wrażenie, że te zawody to najlepsze co mogło mi się przydarzyć... Szepcze i zaczynam mnie całować, po czym odrywa się ode mnie i opiera swoje czoło na moim.
- Mieliśmy oglądać...
- I tak już wiemy co będzie dalej, robota, kary, sprzątanie, mianowanie na przewodniczących - szepczę każde słowo przypieczętowując hojnym pocałunkiem. Następnie delikatnie zacząłem całować jej szyję, powoli schodząc do dekoltu. Na plecach czułem delikatne palce. Jedną ręką złapałem kraniec bluzki i odsłoniłem lekko, by zajrzeć jej w dekolt.
- Czerwony. - Moja ręka dostała karę i została brutalnie strzepnięta z białej bluzki.
- Taki mały hołd...wiedziałam że zauważysz- Mruczy jakby... zadowolona?
- Koniec. - Jak to? Tak nie wolno? Jeszcze nawet nie zacząłem? Dopiero gdy jej ręce lądują na moich policzkach, doznaje olśnienia, że to film się skończył.
- No i jak było przeżyć to wszystko jeszcze raz? - Pyta smutna. - Nie będzie ci tego brakowało?
- Póki nie zostawisz mnie dla koszuli innego, zadowolę się moim wodorostem. - Przybliżam się i lekko się uśmiecham. - Myślę, że obejdę się bez twoich morderczych myśli co do mojej osoby.
- Kocham cię, Lauro. - stwierdzam, uwalniając myśli. Jednak widząc na jej twarzy zażenowanie i jakby szok, cały się spinam.
- Kocham cię Feliks.- słysząc to niezwykłe szczęście w jej głosie całe napięcie mija. Mocno mnie przytuliła jakby przypieczętowując swoje słowa. - W żadnej innej koszuli nie będę wyglądać tak dobrze jak w twojej...- szepcze, lekko drżącym głosem - I za nic nie chciałabym cię stracić. - Stwierdza omal nie łamiąc mi szyi.
-Dusisz. - Gdy mnie puszcza, wygląda na tak zaniepokojoną, że na powrót ją przytulam.- I nie stracisz... O ile się nie pozabijamy nawzajem. - żartuję.
- Ja w nas wierzę... - całuje mnie i wyplątuje się z moich ramion. Podchodzi i odsłania zasłony. - Chodź panie eks-przewodniczący... podziękujemy za nasz prezent jeszcze raz. - O tak to nie będzie. Prycham pod nosem i wstaje z kanapy, łapię zasłonki jednym szybkim ruchem je zasłaniam.
  • awatar SallyLou: Ech miłe wspomnienia :) Nie spodziewałam się dalszej części. Już trzy lata razem? < łezka wzruszenia> Zakończenie aż prosi o więcej :D
  • awatar Kowalski, opcje!: To już koniec? Dlaczego? A ja się zaczęłam na dobre wciągać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

zakiraluna
 
livli5
 
EPILOG
Szczelnie zasuwam zasłony i niewielki pokój natychmiast ogarnia półmrok. Siadam wygodnie na miękkiej kanapie i krzyżuje nogi w łydkach, Feliks powinien zjawić się lada moment- kiedy tylko ta myśl wpada mi do głowy drzwi otwierają się i staje w nich mój chłopak, dzierżąc dużą miskę pop-cornu. Schyla się lekko przy wejściu, po czym zajmuje miejsce, kładąc mi głowę na kolanach, jednocześnie wyciągając całe ciało na długiej sofie. Naczynie z jedzeniem postawił sobie na brzuchu. W przypływie niemalże odruchu pochylam się i składam na jego wagach lekki , słodki pocałunek, jednocześnie sięgając ręką po pilota.
- To co, zaczynamy? Nie mogę się doczekać!- Mój głos brzmi bardzo entuzjastycznie, Feliks zaś przygląda mi się, przez dłuższą chwilę nic nie mówiąc.
- Nadal nie jestem pewny czy chce to przeżywać od początku. Nawet po trzech latach pamiętam te przeklęte zagadki... - Krzywi się. Wciąż nie wydaje się przekonany- I twój czerwony staniczek- Dodaje prędko a ja uśmiecham się mimowolnie, czując ciepło na policzkach.
- Tak, zwłaszcza staniczek...wiesz, czasem zachowujesz sie jak typowy facet... - Odpowiadam gładząc go lekko po policzku. Oczywiście nie jest to zgodne z prawdą- wszystko można mu zarzucić ale nie to że jest...typowy.
- Daj spokój, ja mimo wszystko całkiem nieźle to wspominam...milo że dali nam coś takiego nie sadzisz? - Nagranie przedstawiające nasze zmagania z zagadkami sprzed trzech lat było prezentem od wspólnych znajomych na zakończenie szkoły...zdecydowanym ruchem naciskam guzik na pilocie i film zaczyna się ładować.
- Że też się ociągali z tym tyle czasu.-Uśmiecha się pod nosem, a ja dzięki temu uśmiechowi trochę się rozluźniam.- O to aula... - Nagle rozszerza oczy w dziwieniu i zaczyna głośno się śmiać - Kto by pomyślał, że jesteś taka porywcza... biedna gitara... to pewnie między innymi o nią wciekał się tak dyrektor.- Znowu się śmieję, a ja nie jestem w stanie mu nie zawtórować, jednocześnie przypominając sobie jaką złość wtedy czułam.
- Taki prezent pożegnalny...- Mój uśmiech nieco przygasa, pożegnania zawsze są smutne... za chwile jednak rozchmurzam się i żartobliwie dźgam Feliksa w żebra, on zaś kuli się lekko i pokazuje mi język. Takie gesty, nawet po trzech latach nie przestają mnie rozczulać..- Dziwisz mi się? Swoją drogą, rzucając te piłki wyglądałeś jak zawodowy koszykarz...Ale i tak uważam że pierwszą zagadkę miales łatwiejsza niż ja.-Wydymam usta w udawanym oburzeniu.
-Tak, księżniczko, wmawiaj to sobie. - Jakiś czas temu zaczął się do mnie zwracać właśnie tak. Nie wiem skąd ta zmiana, ale...jestem nią zachwycona! No i, brzmi to dużo lepiej niż wodorost...- Po tej zagadce, zaraz nabrało dla mnie całkiem innego znaczenia. Ty miałaś pięć możliwych opcji, a ja? Nie mogłem być pewny ile opcji mam przed nosem... Ej nie wspominałaś, że kolegujesz się ze złotą rybką z niemca.- Natrząsa się ze mnie?
- Mam wrażenie że moja miłość do tej rybki jest jednostronna...- Odpowiadam z przekąsem, ale nagle, na widok tego co widzę na ekranie wciąga głośno powietrze i otwieram usta ze zdziwienia pomieszanego z podziwem. -Hej! I to ja jestem porywcza? Rozbiłeś tę ławkę w drobny maczek! Taki silny... - Kręcę głową- A nie potrafi znieść moich łaskotek! - Dokańczam szybko i moje palce przypuszczają mocny szturm na jego brzuch.
-Ej! - W odpowiedzi na moje łaskotki śmieje się i wierci we wszystkich możliwych kierunkach, tym samym wysypując na podłogę niemalże połowę całego pop-cornu- Basta poddaje się!- Przerywam słysząc jego kapitulację- Okey jesteśmy kwita. Miałem szczęście, że była tam ta zagadka, bo uwierz nie chciałabyś być na moim miejscu. - Odsuwa lekko moje dłonie, wstaje, zbiera rozsypany popcorn i wraca na kanapę ale tym razem wciska się w jej róg i ciągnie mnie w swoją stronę po czym mocno przytula, niemalże miażdżąc przy tym żebra.- Teraz cię nie puszczę.-Szepcze mi do ucha, jego oddech łaskocze i sprawia że na szyji pojawia się gęsia skórka...bynajmniej nie z zimna.
- Odpowiada mi to...- Mocno go całuję.- Zawsze wiesz jak mnie podejść...- Szepczę i opieram policzek o jego klatkę piersiową, zerkając w końcu na telewizor. Moje oczy zaczynają błyszczeć. -O, teraz będzie najlepsze! Biblioteka! W końcu się dowiem czy to naprawdę był wypadek...-mówię żartobliwie chcąc trochę się z nim podroczyć i sięgam dłonią po popcorn.
Przez chwilę leżymy w milczeniu, na nowo przeżywając wypadek w bibliotece.
- Wstrętny kocur, gdyby nie nagranie, musiałbym ponieść koszty naprawy, a tak to, tylko czekało nas sprzątanie...- Wypala nagle Feliks.
-O widzisz nie kłamałem!.- Zapewnia mnie. -Au...To musiało boleć. - ,,No co ty Scherlocku?" Mam ochotę zapytać, ale powstrzymuję się, wiem że nie lubi kiedy z niego drwię.
- Bolało jak cholera!- Mówię zamiast tego- Ale na szczęście przybył błędny rycerz by ocalić swą księżniczkę - Znowu głaskam go po policzku.- Niech będzie, wierze Ci... Nie mów tak o Amonie! To znaczy... Filemonie - Ostatnie słowo wypluwam jakby było przekleństwem. Choć minęły całe trzy lata jeszcze do końca nie oswoiłam się z myślą, że Amon...To znaczy Filemon, ma już swoją właścicielkę. Podstarzałą woźną, kobietę do której odrazu zapałałam niechęcią. Nic na to nie poradzę, to jest silniejsze ode mnie.
-Tak szczerze o co ci wtedy chodziło?- Pokazuje ekran palcem, mój własny podniesiony głos, zniekształcony nieco przez nagranie wyrywa mnie z zamyślenia. I co mam mu powiedzieć? Nie jestem dumna z tego że tak na niego naskoczyłam, zaraz po tym jak mnie uratował w tej cholernej bibliotece...nie cierpię się tłumaczyć!- Żartowałem... - Wzdycha przeciągle- Ale dziwnie się czuję oglądając to jak film, a nas jako aktorów. - Trochę denerwuje mnie fakt że mówi coś do mnie, nawet nie odrywając spojrzenia od telewizora, ale kiedy lekko przeczesuje mi włosy palcami, nie jestem w stanie mu już nic zarzucić.
- Dlaczego? Całkiem przyjemnie mi się ciebie ogląda - Mam cichą nadzieję że to pomoże wymigać się od odpowiedzi na jego pierwsze pytanie, ale kiedy zalega cisza wiem, że tak się nie stanie. Wzdycham przeciągle i układam w głowie tekst.- Myślałam że specjalnie popchnąłeś regał, a płotem przybiegłeś mi pomóc, żeby zrobić z siebie bohatera...- Wyrzucam wszystko na jednym tchu, jak robot, zupełnie beznamiętnym tonem, w środku jednak bardzo obawiając się jego reakcji.
-Ech... -Wzdycha, jakby...zawiedziony? Mam nadzieję że tylko mi się zdawało. -Błogosławieni którzy nie wiedzieli, a uwierzyli... Wybaczę ci twoją nie wiarę jeśli...- Dotyk jego delikatnych palców na moich plecach, rolujących mi koszulkę coraz wyżej i wyżej a także intensywne spojrzenie pełne ognia jakim w końcu mnie obdarzył sprawiają że połowa słów do mnie nie dociera, jestem niewyobrażalnie szczęśliwa... zwłaszcza kiedy lekko muska moją dolną wargę swoimi zębami...
- Wiesz że nigdy nie byłam święta...- Mówię przekornie, a kiedy tylko uwalnia moje usta, przesuwam je na jego szyję i najpierw lekko całuję, a potem wpijam się mocno, zostawiając po sobie okrągły, czerwony ślad...ponownie całuje to miejsce, zaś jedną dłoń wsuwam mu pod włosy i zaczynam rytmicznie drapać paznokciami jego kark.
-Jeśli nigdy więcej nie będziesz mnie tak straszyć .- Powoli wracam do rzeczywistości. Jego ton lekko się zmienia, staje się odrobinę...poważniejszy? Nie, chyba nie.
- No wiesz? Ja byłam bardziej przestraszona, tylko to sobie wyobraź: czujesz na plecach coś miękkiego i to coś się rusza...- Mówię pierwsze co mi przyjdzie do głowy, nawet nie patrząc w telewizor, on zaś mruczy lekko i mocniej mnie do siebie przyciska
- Mi bardziej chodziło o to jak zemdlałaś księżniczko...czuje się jakbym spojlerował...- Krzywi się lekko, ja zaś kwituję to lekkim uśmieszkiem.
- Spojlerujesz nam nasz własny film? Złamałam ci okulary...Delikatnie trącam jego nos swoim, starając się nadać swojemu głosowi przepraszające brzmienie. -Przestraszyłam Cię wtedy? Trzepoczę rzęsami z miną niewiniątka.- Ty przeraziłeś mnie bardziej tym co zrobiłeś później... Taki opiekuńczy i martwiący się o mnie...ale potem wyskoczyłeś z tym!- Podbródkiem wskazuje na Feliksa na ekranie, wykrzykującego właśnie swoją tyradę z serii: ,,To wszystko moja wina..."
-Ja?! Nawet nie wiedziałem, że o włos uniknąłem śmierci od książki. Chwila później, a to ty byś mnie reanimowała i zaoszczędziłabyś mi kazania... chociaż, było warto. - Uśmiecha się szeroko i zaczyna mnie przedrzeźniać.-,,To nie byłam ja."- Marnie naśladuje mój głos, powoli robię się wściekła, moje oczy ciskają gromy, a wtedy on...łapie mnie za obydwa nadgarstki i przytrzymuje w miejscu! Tego już nie mogę zdzierżyć! Co za...- Nie wiem co mnie wtedy napadło, byłem w wybitnie złym nastroju i miałem wrażenie, że ten wodorost- I jeszcze nazywa mnie wodorostem! Jak on śmie!- ...obwinia mnie za samo istnienie. - Dokańcza oskarżycielsko. Co za tupet, jeszcze ma czelność mnie oskarżać tym swoim głosem!
- Tu wstrętny...- Z całych sił próbuję się wyrwać, ale jest o wiele silniejszy niż ja - Nie przedrzeźniaj mnie!- Zaczynam głośno krzyczeć w ten sposób uzewnętrzniając swój gniew - Mógłbyś z łaski swojej nie mówić o mnie w trzeciej osobie ? Przypominam ci tez ze nazwałeś mnie SWOIM wodorostem...- Nagle zamieram, przypadkowo zerkając na telewizor. To ja! Właśnie rozwiązałam zagadkę matematyczną, Feliks koniecznie musi to zobaczyć, zawsze chciałam mu to pokazać!- Patrz! Patrz!- Krzyczę wskazując podbródkiem telewizor, nie bacząc już nawet na skrępowane ręce. - Strasznie się namęczyłam nad ta zagadką, wiesz że nie cierpię matmy, jak już ja rozwiązałam to pomyślałam że pewnie byłbyś ze mnie dumny...- Patrzę na niego dopiero po chwili zdając sobie sprawę jak błagalnie zabrzmiały moje słowa.
-Ależ jestem. Ale i tak cię nie puszczę, wodorościku. - Wyszeptuje mi do ucha. No i jak mam się na niego gniewać? -Miałem to zadanie kiedyś na konkursie i pomimo, że wydaje się proste, łatwo jest się pomylić, brawo.- Uśmiecha się do mnie tak czule, że niemal zapominam o tej całej sprawie. Mimo to cieszę się słysząc pochwałę. Czy on w ogóle zdaje sobie sprawę ile znaczą dla mnie jego słowa? I ile znaczy dla mnie on sam? Przestaję się wyrywać, zamiast tego tak manewruję wciąż spętanymi dłońmi, że oplatam mu przedramiona na szyji, on zaś wciąż trzyma moje nadgarstki w żelaznym uścisku.
- Mnie nawet nie wydawało się proste. ..ale to nie ja jestem w naszym związku geniuszem matematycznym - Całuje go w nos i odwracam głowę w stronę telewizora.
- Popatrz, widziałeś kiedyś krypteks? Tak na marginesie to masz całkiem niezłe wyczucie czasu, gdybyś wpadł do tego gabinetu kilka sekund wcześniej, to ty oberwałbyś tym octem...-Marszczę nos przypominając sobie gniew dyrektora, kiedy dowiedział się że rozbiłam mu na drzwiach fiolkę z octem...Skąd miałam wiedzieć że te drzwi są jakieś super stare? Nie wyglądały na takie...
-Czemu mam wrażenie, że marzyłaś, by czas się cofnął i jednak mnie trafiła? Niedobry wodorost, mieć tak nieczyste myśli. Szczerze, ja bym się głowił przy tym ustrojstwie, może wpadłbym na to tylko przez to, że oglądałem kod da Vinci.
- Bo tak właśnie było...- Odpowiadam zgodnie z prawdą. Wtedy faktycznie miałam na coś takiego ochotę...-Jak możesz nazywać to ustrojstwem? Byłam zachwycona tym ze to znalazłam...- Czuję się lekko urażona, ale to uczucie szybko się ulatnia. -Szkoda tylko ze dyrektor nie podzielał później mojego entuzjazmu...O patrz, ogród! Teraz będzie najlepsze!- W pełnej napięcia ciszy oglądamy siebie nawzajem odnajdujących ostatnią zagadkę.
-Serio? Dali nam taką samą? Brak kreatywności- Już mam go uciszyć, na szczęście sam milknie i razem ze mną ogląda nasz wyścig do fontanny. -O zaraz będzie staniczek. - Tak. A ja zaraz spalę się ze wstydu.- Jak sobie pomyślę, że cała szkoła widziała bieliznę mojej dziewczyny to aż się we mnie gotuje. - Używam całej swojej samokontroli by nie roześmiać się kiedy tak grozi telewizorowi pięścią...bez przesady, o co tyle krzyku?
- Wtedy jeszcze nie byłam twoją dziewczyną...- Przypominam mu i nagle opada mi szczęka. Już wiem ,,o co tyle krzyku!" Prześwituje. Mi. Dosłownie. Wszystko. Co za upokorzenie! -Jezu to aż tak było widać?!- Z jękiem chowam purpurową twarz w jego ramieniu, nie chcąc dłużej na to patrzeć...
-Ale teraz nią jesteś księżniczko. Widać wszystko jak na tacy... a pewien wodorost oskarżał mnie o złe zamiary kiedy próbowałem uratować jego reputacje- Stwierdza niewinnie i już mam coś odpowiedzieć, ale kompletnie rozwala mnie tym co mówi później- Chyba zrobię sobie fotkę i powieszę przy łóżku...-Czuję ciepło w okolicy serca kiedy delikatnie głaszcze moje włosy.
- Przypominam ci że ten wodorost zrobił z ciebie współprzewodniczącego...- grożę m lekko palcem. -Fotkę?- Unoszę lekko brwi-Chyba w tej twojej koszuli...- Pod moimi powiekami zaczynają pojawiać się obrazy mnie ubranej w jego koszulę...i nic więcej. Ogarnij się!- Nakazuję sama sobie.
-Nawet w niej wyglądasz słodko.- Kraśnieję słysząc nieoczekiwany komplement. On zaś mruczy lekko i wsuwa mi dłonie pod koszulkę, zataczając palcami nieduże kręgi na nagiej, uwrażliwionej skórze. Doprowadza mnie tym do szaleństwa...-Chcę mieć setki twoich zdjęć. Jak się złościsz, śmiejesz... i w tej przemoczonej koszuli z olbrzymim rumieńcem.- To co mówi i robi w tej chwili sprawia że niemalże odrywam się od ziemi, znajduję się na niebiańskich wyżynach...
- Nie cierpię się rumienić...Zgadzam się pod jednym warunkiem...oddasz mi swoja koszule.- Nie przestaje mnie dotykać, więc mam niejakie problemy z wyartykułowaniem pełnych zdań. - Czasem mam wrażenie że te zawody to najlepsze co mogło mi się przydarzyć...- Wyszeptuję i zaczynam go całować, wkładam w to całą pasję jaka mi jeszcze pozostała, po chwili odrywam się od jego ust i opiera swoje czoło przy jego.
- Mieliśmy oglądać... -Mruczę z zamkniętymi oczami.
-I tak już wiemy co będzie dalej, robota, kary, sprzątanie, mianowanie na przewodniczących-Odszeptuje, niemal każde słowo przypieczętowując hojnym pocałunkiem. Następnie zsunął wargi na moją szyję, odchyliłam więc głowę by nieco ułatwić mu dostęp, później zaczął całować dekolt...ja zaś lekko gładziłam go po muskularnych plecach,raz po raz odsłaniając większy skrawek jego koszuli. W pewnym momencie Feliks odchylił się nieco i bezwstydnie zajrzał mi pod bluzkę- Czerwony. - Stwierdził, jakby dumny z siebie, i szeroko się uśmiechnął.
Żartobliwie uderzam go po ręce. - Taki mały hołd...wiedziałam że zauważysz- Mruczę zadowolona ze swojego porannego wyboru i podnoszę dłonie wplatając mu je we włosy, jednym okiem dostrzegając na ekranie napis : ,,The End" -
-Koniec. -Mówię ciężko i wzdycham, patrząc Feliksowi w prosto oczy jednocześnie przesuwając dłonie na jego policzki. - No i jak było przeżyć to wszystko jeszcze raz? - Nie jestem w stanie zapanować nad smutną nutą jaka pojawiła się w moim głosie - Nie będzie ci tego brakowało ?
-Puki nie zostawisz mnie dla koszuli innego, zadowolę się moim wodorostem. - Przybliża się do mojej twarzy tak, że lekko stykamy się nosami- Myślę, że obejdę się bez twoich morderczych myśli co do mojej osoby. -Jak mam to rozumieć? Zamilknął nagle i spojrzał na mnie dużymi, złotymi oczami, poważnymi jak na swój wiek.
- Kocham cię, Lauro.- Otwieram usta i patrzę na niego zszokowana. Naprawdę to powiedział? Czyżby mój sen stał się rzeczywistością? Tak, tak właśnie jest!
- Kocham cię Feliks.- Wykrztuszam szczerze i zarzucam mu ręce na szyje , mocno się przytulając, nie jestem w stanie znieść takiego natłochu emocji, chowam twarz w jego czerwonych włosach by nie dostrzegł łez płynących po mojej twarzy...
- W żadnej innej koszuli nie będę wyglądać tak dobrze jak w twojej...-szepczę, próbując silić się na nonszalancję, ale zdradza mnie drżenie głosu- I za nic nie chciałabym cię stracić. - Mówię więc szczerze przedstawiając mu w tej chwili moje największe obawy i lęki...zaciskam mocno powieki i trzymam się go kurczowo.
-Dusisz.- Natychmiast go puszczam, bojąc się że zaraz moja bańka pęknie i to wszystko okaże się tylko podłym żartem, ale kiedy sam mnie przytula, kiedy czuję jego serce bijące tuż przy moim, trochę się uspokajam- I nie stracisz... O ile się nie pozabijamy nawzajem. - Śmieję się do niego, nie czuję już łez na policzkach.
- Ja w nas wierzę... - Lekko go całuje, wyplątuje się z jego objęć i wstaje, po czym odsuwam zasłony i wyciągam do Feliksa dłoń - Chodź panie eks-przewodniczący...podziękujemy za nasz prezent jeszcze raz. - Nie mogę przestać się uśmiechać.
Feliks zaś nie przyjmuje mojej dłoni, tylko prycha niezadowolony, wstaje i jednym szybkim ruchem przywraca do pokoju mrok, po czym odwraca się i wbija we mnie ogniste spojrzenie...
Koniec
  • awatar Seiti: Póki* musiałam, bo wszyscy ost., jak pozłości mi, piszą "u" jakby to było pukanie. Nie spodziewałam się ostatniej części. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
  • awatar Kowalski, opcje!: @Lisa Angels: Złamałaś palec na basenie? Ale jakim cudem?!
  • awatar Seiti: @Lisa Angels: Zawsze to mogła być kość ogonowa. Na pocieszenie powiem, że mnie by mój własny pies zabił i tak by się skończyła przygoda Seiti z pisaniem. XD Czekam, starając się opanować zniecierpliwienie.
  • awatar Zakira Luna: @Lisa Angels: biedaczysko...:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
  • awatar Zakira Luna: @Kowalski, opcje!: Dołączam się do prośby! :)
  • awatar SallyLou: Świecidełka najpiękniejsze :D Ach gdyby mój budżet jeszcze pozwalał na posiadanie takich błyskotek
  • awatar Seiti: Łaaa, jakie cuda.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
  • awatar Kowalski, opcje!: To na trzeci m zdjęciu to kolczyki? Jeszcze bardziej pragnę.
  • awatar Seiti: Boleśnie mi uświadamiasz jakich cacuszek mieć nie mogę...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›